Niewiastę dzielną któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły. (Prz 31, 10)

Serce kobiety, serce matki, nowy feminizm... na Skale!

Miesięcznik Bardzo Budujący - Na Skale to nowa gazeta wydawana przez kielecką Fundację SKAŁA. Gazetę można otrzymać w kieleckich parafiach, a także - można odnaleźć ją na stronie www.gazetanaskale.pl w formacie do ściągnięcia. Gazeta pełna jest dobrych treści i trafnych komentarzy dotyczących wiary i życia codziennego. Znajdziecie w niej teksty dotyczące np. przygotowania do ŚDM, budowania relacji w rodzinie, życia wiarą w codzienności... i wiele innych!  

Mam przyjemność razem z moim mężem angażować się w pracę redakcji.  Dlatego też w pierwszym numerze możecie znaleźć napisany przeze mnie tekst o nowym feminizmie (Obudź się piękna i idź), a w drugim - na temat kobiecości i macierzyństwa (Serce kobiety - serce matki). A to wszystko w dziale Być kobietą.

Serdecznie zapraszam do lektury! :-) Kolejny numer już niebawem!

A jeśli spodoba się Wam to małe dzieło i będziecie mieć ochotę wesprzeć działania Fundacji, to zachęcam do zapoznania się z programem Bądź jak Skała! 

Czytaj dalej...

Kobieta walcząca

Bardzo często słyszę od katoliczek o przeciwstawnym papieskiemu nowemu feminizmowi - feminizmie walczącym (lub nawet wojującym). A mnie się zdaje, że walka po prostu zawiera się w feminizmie. Choć z feminizmem kojarzy mi się wcześniej jeszcze coś innego. Troska. Troska, której konsekwencją jest walka. Ale jak to? Troska?  Czy to nie ostatnie nasze możliwe skojarzenie z feministkami głównego nurtu? Czy te panie w telewizji, które krzyczą o opresyjności Kościoła i mówią, że w Polsce mamy naprawdę uwłaczające warunki, to znaczy nie mamy legalnego dostępu do aborcji, troszczą się o kobietę?

Jest Troska i troska. Prawdziwa Troska chce prawdziwego dobra, ta nieprawdziwa ma jakieś ukryte intencje albo jest trochę niedouczona, niedoświadczona. Jej tok rozumowania jest oparty na fałszywych przesłankach, na słabym, wymyślonym fundamencie. Domaga się czegoś i zużywa siły na coś, co wcale nie pomaga. Np. chce nam dać zamiast samoświadomości i akceptacji naszych ciał i płodności - środki niszczące nasz organizm i atakujące nowe życie; chce nam odebrać nasze powołanie do budzenia do życia drugiego człowieka (przy tym krzycząc, że nie ma czegoś takiego jak powołanie, przeznaczanie do czegoś czy natura rzeczy); chce nam odebrać naszą emocjonalność i wrażliwość, a w zamian dać schody, które mamy pokonywać w miniówce i wysokich szpilkach... a wszystko to w imię wolności i dobra. Tylko czyjego?

Troska prawdziwe chce, by kobieta mogła w pełni być sobą, by mogła przyjąć swoją naturę i siebie taką, jaką jest (a więc niezwykle piękną, choć to nie znaczy, że od razu idealną) i by mogła być widoczna w świecie na równi z mężczyznami. I by naprawdę ukazać, jak cudownie stworzona jest kobieta dla mężczyzny i mężczyzna dla kobiety. I tego chce właśnie nowy feminizm zapoczątkowany przez Jana Pawła II już 20 lat temu. To jest dla mnie najprawdziwsza Troska. Ta, którą powinien nieść prawdziwy feminizm oddany sprawie kobiet, chcąc przywrócić im ich właściwe miejsce. 

Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa! (2Tm2,3)

Czy więc naprawdę feminizm walczący jest przeciwny nowemu feminizmowi? Czy walka uwłacza kobiecości? Czy żołnierzem Jezusa Chrystusa ma być tylko mężczyzna? Nigdy nie słyszałam w tym określeniu dookreślenia, że jest to np. feminizm walczący z kobiecością czy walczący z wiarą, czy z mężczyznami. Nie, po prostu – to ten nie-nasz, walczący feminizm. Czy nasz ma być pokojowy? O tak! Nasz feminizm dąży do pojednania, do pokoju, nasz ma zło dobrem zwyciężać, nasz chce porządku, harmonii, ale czasem będzie to wymagało walki, trudu, wysiłku. Obrony wartości, zaangażowania w słuszną sprawę, zabrania głosu, podjęcia sprzeciwu czy po prostu – zakasania rękawów i zrobienia czegoś. Bez księżniczkowego oczekiwania na księcia, bez łez i powątpiewania, bez przerzucania ciężaru na innych. 

W paradygmat biblijnej <<Niewiasty>> zostaje wpisana od początku po kres dziejów walka ze złem i ze Złym. Jest to walka o człowieka, o jego prawdziwe dobro, o jego zbawienie. Czyż Biblia nie chce nam powiedzieć, że właśnie w <<Niewieście>>, Ewie — Maryi, historia zapisuje dramatyczną walkę o każdego człowieka? A jest to zarazem walka o jego zasadnicze <<tak>> lub <<nie>> wobec Boga i o odwieczny zamysł Boży wobec człowieka. (Jan Paweł II, Mulieris dignitatem, 30)

To jest najpiękniejsza walka – gdy wiemy, że walczymy dla kogoś i o kogoś, przy boku Kogoś najsilniejszego oraz gdy mamy świadomość, że jesteśmy uzdolnione do wielkich rzeczy. Gdy odkrywamy swoje siły, te wydoskonalone słabości. Walka na oślep, krzyk dla krzyku, wulgarność czy agresja - to nie jest prawdziwa walka. Ale ta walka, kiedy mamy przed oczami prawdziwe dobro i dostrzegamy zagrożenia, gdy pragniemy ochronić drugiego człowieka czy własne piękno - to jest walka, do której jesteśmy powołane. Do walki w słusznej sprawie i w dobrym stylu. Po pierwsze do walki o samą siebie w tym przedziwnym świecie.

Przecież taka walka to nasza codzienność.

Czytaj dalej...

Po co nowy feminizm?

Nowy feminizm? Czy jakikolwiek feminizm (jakikolwiek -izm) może przynieść coś nowego, a przy tym dobrego i naprawdę potrzebnego? Na określenie feminizm wiele osób w Kościele reaguje swoistą alergią. Musi być reakcja i to szybka. Rozmawiając o nowym feminizmie do którego wzywał Jan Paweł II (por. Evangelium vitae, 99), spotykam się często z pytaniami: a to nie może być po prostu normalnie? A to nie może być tak, jak być powinno? No właśnie trochę o to chodzi, żeby było tak, jak miało być. Żeby było tak jak na Początku, żeby było dobrze, równo i godnie. Ale szanse na to, że samo się to stanie, są nikłe, a właściwie prawie żadne. 

O tym, czym jest nowy feminizm, już wspominałam. Dziś, zainspirowana niedawnymi rozmowami, spotkaniami i lekturami zbieram w kilku myślach odpowiedź na pytanie po co jest tak naprawdę nowy feminizm i komu ma służyć. 

1. By przywrócić kobiecie jej właściwe miejsce

Gdzie jest miejsce kobiety? U boku mężczyzny. A tak naprawdę u boku Stwórcy. Miejsce bardzo konkretne, wyróżnione. Miejsce, które nobilituje, bo pokazuje: jesteś niezwykła, jesteś cenna, jesteś ważna, jesteś moja; ale to też miejsce, które czegoś wymaga: masz też coś do zrobienia w świecie! I to bardzo dużo :-) Nie, nie - że więcej niż mężczyzna. Działacie razem, ale masz też tylko swoje przestrzenie, w których on nie może cię zastąpić.  

Przywrócić kobiecie właściwe miejsce - czy to potrzebne? Czy naprawdę jest nam tak źle? Wiele kobiet nie wie, kim jest i czym jest ich kobiecość, a różne odmiany feminizmu (zwłaszcza te medialne) nie ułatwiają sprawy i zrozumienia, bo pokazują kobiecość, której nie chcemy, odartą z tego, co jest z nami zgodne, mówiąc, że to jest ta najlepsza wersja każdej z nas. Jesteśmy wielokrotnie poranione jako kobiety (tak, jako osoby ludzkie też, ale często właśnie zranione w naszej kobiecości). Bo nie byłyśmy chciane, bo nas poniżano, bo nigdy nie zaakceptowałyśmy naszego ciała, bo nie dostrzegłyśmy naszego piękna, bo jeszcze nie zrozumiałyśmy, że jesteśmy godne miłości, bo nigdy nie usłyszałyśmy, że jesteśmy kochane już od początku, od pierwszych chwil, bo nikt nam nie pokazał jak zmienić się z dziewczynki w kobietę, bo trwamy w niezdrowych relacjach i zależnościach bez poczucia bycia sobą, bo nam nie pozwalano mówić, uzasadniając to nawet wzniośle słowami: kobieta ma milczeć, bo negowano nasze wybory, bo zamykano nam ścieżki, bo mówiono nam co mamy robić, nie pytając o własne zdanie. 

Oczywiście, dzięki Bogu!, nie wszystkie z nas przez to wszystko przeszły. Wiele z nas odkryło piękno kobiecości, wiele z nas odzyskuje poczucie swojej wartości i sprawczości, ale wciąż  jest to dla wielu kobiet proces, w którym odnosimy mniejsze lub większe sukcesy. Sukcesy i porażki, co by tu za bardzo nie ubarwiać.

To przywrócenie właściwego miejsca rozumiem w kontekście życia każdej z nas - przyjęcia samej siebie jako kobiety, bycia w zgodzie ze swoją naturą i rozkwitania w niej. Ale rozumiem to także jako powrót do właściwego nauczania o kobiecie, czyli przez zwalczanie kulturowych stereotypów, niewłaściwych interpretacji Pisma i Tradycji (jak tych np., że kobieta nie może być księdzem... bo jest zmienna!) czy nadużycia. Mamy do czego się odwołać, bo przecież mamy w teologii i w nauczaniu Kościoła słowa i wskazania, które ukazują doniosłą rolę kobiet w świecie i wskazują na równość płci, mamy Ewangelię. Trzeba tylko na nowo ją odczytać. Albo odczytać tak naprawdę.

2. By przywrócić właściwą relację między kobietą i mężczyzną, czyli dla pojednania 

Nowy feminizm to nie jest walka z mężczyznami. To nie jest też walka z kobiecością. To jest walka o przywrócenie właściwych relacji, to jest pragnienie jedności, wspólnoty i harmonii. To jest najwyższa troska zarówno o kobietę jak i o mężczyznę, a i dalej - troska o każdego człowieka, zwłaszcza tego, który może być wykluczony czy pominięty. Podkreślam, bo aż nie mogę uwierzyć, jak to jest tu cudownie wyeksponowane - to jest troska o mężczyzn, poszukiwanie ich dobra, ich tożsamości, ich prawdziwego miejsca w świecie i u naszego boku, które przez wieki bywało rozumiane opacznie i o które dzisiaj wielu mężczyzn pyta. Oni też poszukują siebie. Może nieraz jeszcze bardziej rozpaczliwie, bo tak po cichu. Ta walka i troska nie są możliwe bez udziału kobiet. To budowanie mostów, nie burzenie tych, które i tak są już podniszczone.

O tym aspekcie pojednawczym nowego feminizmu napisała w swojej książce Skandal i ekstaza Aneta Gawkowska, wspaniała nowa feministka. Więcej na ten temat opowiadam w szóstym odcinku podcastu Serce Kobiety

3. By urealniać postulaty i pragnienia

Nauczanie Kościoła, teksty papieskie, teologia i teoria - to jedna tylko strona nowego feminizmu. Feminizm jest praktyczny, chce swoje postulaty wprowadzać w życie, chce inspirować do zmian, do czegoś, co będzie widzialne w społeczeństwie. Nowy feminizm nawołuje do nowego spojrzenia na kobietę, do zachwytu nad dziełem stworzenia i wyciągania z tego praktycznych wniosków. Nowy feminizm to praktyczne postulaty i zachęta do działania, to nie tylko dotykane serc kobiet i uzdrawianie ich (bardzo tego potrzebujemy, to prawda!), ale to też motywowanie nas do pracy, do obierania słusznego kierunku, do dawania czegoś z siebie innym. To praktyczne postulaty skierowane także do organizacji, do państw, a także do samego Kościoła i jego urzędów - by kobiety były widoczne, by razem z mężczyznami mogły podejmować najważniejsze decyzji. Samo piękne mówienie nie wystarcza. Potrzeba czynów! (Czyli zakasanych rękawów, przepasanych bioder i zapalonych lamp... ;-)

4. By świat stawał się piękniejszy

 Nowy feminizm, który pokazuje właściwe miejsce kobiety i w ogóle kobiecość w zamyśle Bożym, a także przyznaje mężczyznom właściwe miejsce w świecie i w relacji z kobietami, ostatecznie... ma przecież wniosły cel upiększania świata, uwrażliwiania go, czynienia go jeszcze bardziej otwartym na życie i na człowieka, na różnorodność, na miłość, a w końcu i na Tego, Który to wszystko wymyślił. Bez realnego wprowadzenia geniuszu kobiecości w świat, w społeczeństwo, w rodzinę, w Kościół, nie będzie możliwa zmiana, ulepszenie świata, wzbogacenie go o to, co przez wieki nie było słyszalne czy widoczne tak dobrze, jak może być teraz, jeśli tylko odkryjemy ten ogromny potencjał...  i nie pozostawimy go tylko dla siebie.


Bez udziału kobiet społeczeństwo jest mniej żywotne, kultura mniej bogata, pokój mniej trwały. Dlatego trzeba uznać za przejaw głębokiej niesprawiedliwości  wymierzonej nie tylko przeciw kobiecie, ale przeciw całemu społeczeństwu - te sytuacje które uniemożliwiają kobietom rozwinięcie wszystkich swoich zdolności i ofiarowanie całego bogactwa swoich darów. (Jan Paweł II, 23.07.1995)

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS