Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8, 31b)

Katarzyna Marcinkowska

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

URL strony:

Budzić męskość

Chciałabym budzić kobiecość – zaczynając od tej, która jest we mnie, która jest moja, jest przy mnie, która jeszcze czasami okazuje się nieoswojona i tajemnicza, trudna albo zaskakująca. Chciałabym rozpalać w sercach innych niewiast pragnienie poznawania kobiecości – tego daru, zadania, wyzwania i powołania. Ale równolegle, bardzo blisko tego pragnienia jest przecież i to drugie, nieodłączne – by budzić męskość. Nowy feminizm jest nie tylko troską o kobiety, ale jest także, konsekwentnie, troską o mężczyzn. Nie jest odcięciem się od „ich” świata, zamknięciem się w kryształowej kuli, nie jest tworzeniem kółek wzajemnej adoracji, nie jest uznaniem naszej wyższości, ale jest wyjściem naprzeciw męskich serc i wsłuchiwaniem się w nie. I jest pomocą wzajemną - jak w pierwszym Zamyśle Stwórcy.

Być może masz już obok siebie Tego Jedynego – narzeczonego lub męża i kiedy pojawia się myśl o budzeniu męskości, czujesz, że to słowa szczególnie skierowane do Ciebie, poniekąd zmuszające do rachunku sumienia. Ja to mocno odczuwam. Na ile pozwalam mojemu mężowi być mężczyzną? Na ile akceptuję jego męskość? Na ile mu nie przeszkadzam, czy nie maluję go na swój obraz i podobieństwo? Ale może jest całkiem inaczej – czujesz się samotna i czekasz wciąż na To Spotkanie, nadsłuchujesz, czy oby nie dochodzą do twoich uszu Jego kroki, a może nawet tupot końskich kopyt – czy książę jest już bliżej? A wtedy, gdy słyszysz o budzeniu męskości, możesz jedynie westchnąć, wzruszyć ramionami i dodać: „O tak, chciałabym ją budzić, ale gdzie jest Mój Miły?”. Nie wiem gdzie On jest – może jest bardzo blisko, a może właśnie teraz toczy bardzo trudną walkę w swoim życiu – o czystość, o wierność, o swoje powołanie, o swoją męskość, o wiarę? (Czy więc pamiętasz o nim Teraz, czy raczej myślisz o Sobie i swojej trudnej samotności, o trudzie czekania?) Rozglądasz się pewnie wokół i stwierdzasz, że ci panowie, których spotykasz, jakoś nie pasują do twoich ideałów, ale czy oni też nie wymagają naszej szczególnej kobiecej troski? Czy nie zasługują na dobre słowo, na poświęcenie im chwili, a przede wszystkim - na naszą modlitwę za nich? Czy nie zasługują na to, byśmy zrobiły im miejsce, dały im ich przestrzeń właśnie poprzez to, że my staniemy się świadomymi siebie kobietami? Bez mężczyzn, którzy będą gotowi odda(wa)ć życie za swoją rodzinę, którzy będą gotowi walczyć o godność najsłabszych i najmniejszych, którzy będą w stanie głośno powiedzieć, na co się nie zgadzają – nie poradzimy sobie przecież. Ale jak to? Nie poradzimy sobie? My – kobiety? (I to pisze feministka?;-) Oczywiście, że damy sobie radę, ale nasza siła nie dorówna tej, którą niesie ze sobą połączenie naszych talentów i darów.

Mówi się wiele o kryzysie męskości i ojcostwa. Skoro tak bardzo zmieniła się sytuacja kobiet w ostatnich dziesięcioleciach, to i zmiany dla mężczyzn są nieuniknione. Poszukiwanie swojej tożsamości, roli - to dziś wielkie wyzwanie dla mężczyzn. Jednak męska natura i powołanie nie zmieniły się, tak samo jak wciąż te same są jego pragnienia, tylko często jeszcze trudniejsze do wydobycia, zagłuszone przez świat, przez otoczenie, a czasem... zagłuszone przez nas same. Budzenie męskości jest trudne i to bardzo. Budzić męskość oznacza pozwolić mężczyznom być innymi niż my, pozwolić im na podejmowanie własnych decyzji, na kroki, które dla nas często są niezrozumiałe (nielogiczne nawet!;-) , pozwolić im na wyjście z domu, na wyjście na pustynię, pozwolić im podejmować ryzyko i położyć na ich barkach odpowiedzialność. Ale my przecież wolałybyśmy czasem, by oni byli z nami non stop, byśmy mogli podzielić obowiązki domowe po równo, by nasi mężczyźni stawali się naszymi najlepszymi przyjaciółmi, by czuli i rozumieli – tak jak my. By byli romantyczni, ale też bardzo dzielni i waleczni. By byli wierzący, by mieli silny kręgosłup moralny, by chodzili z nami grzecznie za rączkę do kościoła. Czasem nie pozwalamy im nawet na inną, własną duchowość, na inną formę wyrażania swojej wiary, na bycie sobą.

Kilka lat temu powstała piękna inicjatywa budzenia męskości (przyglądam się jej z bliska od 4 lat). Z pragnienia formacji serc męskich zrodziła się wspólnota Przymierze Wojowników, której celem jest kształtowanie mężczyzn (szczególnie młodych) w duchu wiary na dobrych mężów, ojców, chrześcijan. Szczególnym zadaniem tej wspólnoty jest tworzenie więzów przyjaźni i braterstwa między mężczyznami. Wspaniałą formą wzrastania jest wsparcie i motywacja od innych chłopaków, stawianie sobie wspólnych celów, czasem słowa proste, szczere, mocne i bardzo potrzebne. By budzić męskość, potrzeba tego męskiego impulsu. Tak jak synom potrzeba ojców - pierwszego męskiego wzorca. Ale to jeszcze nie wszystko.

Te kilka lat trwania wspólnoty pokazały, jak wielką rolę odgrywają w niej także kobiety – często zazdrosne i niepozwalające swoim chłopakom chodzić na spotkania formacyjne dziewczyny (zwłaszcza na początku miłości) czy żony, które nie chciały, by ich mężowie po pracy spotykali się w swojej grupie ze względu na czas, który wtedy tracili. Jakże nie mieć wtedy rozdartego, nawet męskiego, serca? Zauważmy, że jest tu pewien paradoks: często pragniemy, by nasi ojcowie/mężowie/bracia byli bardziej gorliwi w wierze – by chętniej chodzili z nami na różaniec, na roraty, a przynajmniej na niedzielną Eucharystię. C z a s e m  chodzą (czasem - co przecież widać w kościołach i na nabożeństwach). A kiedy zaczynają mocniej angażować się w te sprawy, czujemy się zagrożone - czy oby na pewno będziemy dla nich wciąż najważniejsze? Czy nie zaniedbają swoich obowiązków? Są też przykłady całkiem przeciwne - kobiet, które wspierały swoich Wybranków w tej formacji, motywując ich do uczestnictwa, pozwalając im na wyjście, na zaangażowanie się w sprawy wspólnoty, dając im przestrzeń na osobisty rozwój i modlitwę, na uporządkowanie swojego serca. I bardzo często właśnie te kobiety odkrywały, jak bardzo ich mężczyźni tego potrzebują, jak się zmieniają, jak wracają umocnieni i napełnieni Duchem Świętym, jak ten wysiłek i poświęcony czas procentuje, jak przynosi plon.

Niestety nasze pragnienie wyłączności i wierności może sprawiać, że będziemy chciały konkurować nawet z Bogiem. Ale przecież gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na tym właściwym - i ta zasada jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. To tylko ja zawodziłam tę zasadę. Jezus w Ewangelii mówi: pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, ale ostatnio słyszę gdzieś w głębi i to: pozwólcie mężczyznom przychodzić do Mnie. Motywujcie ich, rozpalajcie w nich pragnienie gorliwości i zawarcia Przymierza z Panem. Pragnijmy świętych mężczyzn. Rozbudzajmy w nich męskość - nie tę rodem z Hollywood, nie tę, którą oferuje świat, ale tę wypływającą wprost, jak kobiecość, z Miłości i Prawdy. 

Stworzył Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę. (Rdz 1, 26-27)

Kiedy budzi się nasza kobiecość, naturalne jest pragnienie obudzenia męskości. A czasem kierunek otwierania powiek i serc może być odwrotny. I wtedy to Oni nas budzą jakbyśmy były śpiącymi królewnami.

_____

Przymierze Wojowników działa obecnie w Krakowie, Warszawie i Kielcach.

W Warszawie mężczyźni organizują dwie wspaniałe, otwarte dla wszystkich panów inicjatywy pod hasłem W poszukiwaniu męskości - The voice of a man - Kino z męskich morałem oraz Msze św. dla mężczyzn z konferencją (każdy II czwartek miesiąca, w parafii Zesłania Ducha Św. na ul. Broniewskiego 44).

Znając się prawie na pamięć

Ogarnęła mnie jakaś nostalgia i rozczulenie nad przygodą, jaką jest małżeństwo. Przygodą poznawania i bycia poznaną. Wielką przygodą. Szaloną? O tak, jakże bardzo! Ale przecież nasze kobiece serca są także spragnione wielkich przygód - zwłaszcza u boku męskich serc! - A zatem z dedykacją dla Mojego Męża.

Znamy się prawie na pamięć - jak łyse konie, jak stare dobre małżeństwo z kilkuletnim stażem, jakbyśmy beczkę soli zjedli razem (kto wie, możliwe, że tyle już tej soli było). Potrafisz przywołać cały wachlarz min i przypasować je do mojego nastroju lub emocji, których nikt inny z taką precyzją nie uchwyci i nie opisze. Z moich słów odczytujesz nie tylko drugie, ale i setne dno, którego ja nawet nie wyczuwam, do którego nie dosięgam. Ja tymczasem słucham Twoich, tych samych historii setki razy i dobrze wiem, kiedy pojawi się w nich jakaś luka, mogłabym opowiedzieć je sama. Umiem przewidzieć Twoje reakcje i wypowiedzi, jakbym miała dostęp do Twoich myśli. Czy jest w Tobie coś jeszcze do odkrycia, coś, o czym nie wiedziałam? Czy ja Cię czymś potrafię zaskoczyć?

Każdego dnia do tego obrazu, jaki sobie układamy w sercach, dołącza coś nowego, co rozbudowuje nam kolaż i tworzy mozaikę, o której nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Nie mogę uchwycić Cię raz na zawsze, nie mogę zobaczyć Cię inaczej jak tylko jako dzieło otwarte. Słyszę niekiedy z Twoich ust „to do ciebie nie podobne”, „myślałem, że tego nie zrobisz” i cieszę się, że jest we mnie jeszcze coś, czego nie odkryłeś, co mogę zrobić i sprawić, że otworzysz oczy szeroko, z podziwem, ze zdumieniem. A w głębi serca wiem, że Ty znasz mój potencjał, wielokrotnie widzisz mnie już z wyprzedzeniem, już zrealizowaną, upiększoną, wydoskonaloną. Wiesz, do czego jestem zdolna, nawet gdy zapieram się tego. I tylko czekasz, aż do tego dorosnę, aż się odważę. Każdego dnia jestem inna, podobnie jak Ty, a wciąż rozpoznajemy w sobie tę samą osobę, którą pokochaliśmy wiele lat temu. Tę samą, choć przecież już nie taką samą.

Pojemność naszego wzajemnego poznania ma jednak i swoje ciemności. Nikt nie zna tak dobrze moich słabości jak Ty, nikt tak doskonale nie opisałby moich lęków, kompleksów, czułych punktów i wad. Nikt nie zrobiłby tak szczegółowego rachunku sumienia moich grzechów. Nikt nie musiał tak cierpliwie i wielokrotnie znosić moich humorów, emocji, natchnień i płaczów jak Ty. I jeśli ktokolwiek na tym świecie miałby na mnie rzeczywiście jakiegoś „asa w rękawie”, by mnie zranić, oczernić lub zniszczyć, to byłbyś właśnie Ty. I vice versa. 

Małżeństwo jest wielkim oddaniem, zrzuceniem skorupki i pancerza, odarciem ze zbroi i zmyciem makijażu, jakie czasem nakładamy na siebie, idąc po prostu „do świata”, do ludzi. Tutaj, przy domowym kominku, do którego dorzucanie drwa bywa nużące, jesteśmy sobą, jesteśmy oświetleni blaskiem ognia i zmuszeni zrzucać z siebie to, co niepotrzebne, by utrzymać odpowiednią temperaturę. Jesteśmy więc niemal tacy, jakimi nas stworzył Pan, nie tyle fizycznie nadzy, co po prostu przeźroczyści, widzialni dla siebie. I oboje na to właśnie się zgadzamy, tego pragniemy i w blaskach, i w cieniach.

Poznanie, jakie przychodzi w małżeństwie, jest wielkim przywilejem.  

www.przepisnamilosc.pl

Serce Kobiety w Radio Warszawa

W najbliższą sobotę - 5.10.2013 na antenie Radio Warszawa (106,2 Fm; lub... www.radiowarszawa.com.pl!) będę gościem audycji red. Anny Malec Duchowość i psychologia. Tematem tego spotkania będzie oczywiście kobiecość i Serce Kobiety! Zapraszam przed odbiorniki:-)

Jest to dla mnie szczególnie wyjątkowe zaproszenie, gdyż Radio Warszawa słucham bardzo często - w domu (szczególnie przy pracach domowych), w samochodzie (podróżując razem z mężem). To radio, które naprawdę mi towarzyszy, a więc mogę polecić wszystkim osobom z Warszawy, ale nie tylko! A teraz będę po drugiej stronie;-)

AUDYCJA DO ODSŁUCHANIA na stronie Radio Warszawa

Aniele Boży, Stróżu Mój

Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień. (Ps 91, 10-11)

Jedna z pierwszych modlitw: Aniele Boży, Stróżu Mój... W moim przypadku chyba nawet nie „jedna z”, ale po prostu pierwsza. Modlitwa, którą tak chętnie przekazujemy dzieciom, prawda wiary, którą tak ochoczo tłumaczymy maluchom, mając poczucie, że to dla ich serc coś w sam raz, a ponadto jest to wspaniała okazja, by dać pociechom poczucie bezpieczeństwa i by samemu oddać Aniołowi w opiekę swoje maleństwo w tych wszystkich przestrzeniach i chwilach, w których jesteśmy bezradni. Skrzydlate istoty dają poczucie, że nie jesteśmy sami, dają tę pewność potrzebną dzieciom, gdy obok nie ma ani mamy, ani taty, gdy robi się ciemno, gdy pojawia się trudna do przejścia droga, gdy coś je przerasta.

Bardzo często wraz z wiekiem, gdy już wydaje się, że sami potrafimy czytać mapy, wyrastamy z tej wiary, jakby Anioł Stróż był nam dany tylko na pewien etap, tylko na chwilę, kiedy jeszcze prawda o Bogu w Trójcy jest zbyt trudna. (A przecież może być zupełnie odwrotnie – to dzieciom łatwo uwierzyć, w ich sercach nie ma jeszcze tak mocnego nacisku na odrzucanie tego, co „nieracjonalne”, co przeniknięte cudem, w co trzeba wierzyć, by poczuć.) Jakby Anioł był pluszowym misiem, który towarzyszy nam na jakimś etapie, a potem możemy go odłożyć, schować na dno szafy w dobrej nadziei na podarowanie go kiedyś swojemu dziecku. Odkurzymy go wtedy i ze wzruszeniem będziemy wspominać nasze lata dziecięce, sielskie, anielskie, w których ten miś-anioł był naszym obrońcą przed całym złem świata. Tak jak zapominamy i zaniedbujemy największe przyjaźnie, tak zdarza się zaniedbać własnego Anioła Stróża - tego niepowtarzalnego, przydzielonego nam towarzysza, tak nie przyziemnego, bezcielesnego, bezpłciowego (jakże to dla mnie fascynująca tajemnica czystych duchów!). Zapominamy, zaniedbujemy, a także zanudzamy, odstawiamy nieraz na bezrobotne, skazujemy na samotność, na bezradność, na bezczynność. Może czasem i coś mu powiemy, ale zapominamy, by Go wysłuchać. 2 października obchodzimy wspomnienie naszych Aniołów Stróżów. Znakomita okazja do przypomnienia sobie o Nim, do wspólnego świętowania, ale spotkania i życzliwa pamięć o najbliższych raz do roku to za mało (m. in. dlatego tak wiele osób nie lubi walentynek).

Kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie. (Mt 18, 10) Jakże ważne słowa z dzisiejszej Ewangelii w kontekście obrony życia, ostatnich debat w Sejmie na temat aborcji eugenicznej. Czyż jeszcze przed narodzeniem (w naszym ludzkim rozumieniu) dzieci nie mają swoich Aniołów wpatrzonych w oblicze Pana? Czyż każdy z nich, tych najmniejszych i najsłabszych, nie jest upragniony i otoczony największą opieką i czułością Boga właśnie poprzez Tego Posłańca (a mimo wszystko i tak zdany na naszą ludzką miłość, czasem na naszą decyzję, nasze przyjęcie i odrzucenie, na nasze skrzydła - opierzone lub nie)?

Jako oczekująca na narodziny dziecka mama czuję się otoczona jeszcze czulszą troską aniołów, jest ich przecież więcej w naszym domu! Robię rachunek sumienia z tej przyjaźni. Uczę się nie zamykać przed Nimi drzwi i okien, robić Im miejsce, uczyć się od Nich.

Jakie to szczęście
obudzić się
i zobaczyć Anioła
wysłannika Boga
świadka Jego
obecności

ks. J. Twardowski

Jaki jest dziś Twój Anioł Stróż - czy znasz Go po imieniu? Czy nie zmęczył się czekaniem na Twoją uwagę, a może ciężko Mu złapać oddech, bo jest tak mocno zapracowany? Czy wciąż rozpoznaje w Tobie tę małą dziewczynkę, którą opiekował się od Zawsze? Dziewczynkę, której wystarczył trzepot skrzydeł i krótka modlitwa, by poczuć się bezpiecznie; która potrafiła bezgranicznie zaufać, chwycić Go za rękę i widzieć bardziej sercem.

Subskrybuj to źródło RSS