Nie lękaj się, Ja jestem z tobą! (Iz 41, 10)

Cała piękna!...

Jakże jesteś piękna!... – to zdanie powtarza się w Pieśni nad Pieśniami jak refren. Obdarowana tym komplementem odpowiada zresztą w podobny sposób: Jakże piękny jesteś, jakże cudowny! Tak idealni, tak wyczuleni na swoje wdzięki, a może - ktoś nie dowierzając w możliwość takiej miłości, powiedziałby raczej - tak zaślepieni?

Czy Oblubienica była rzeczywiście piękna? Autor pieśni nie pozwala w to wątpić. Barwne, choć dla naszych uszu brzmiące egzotycznie opisy urody Szulamitki przedstawiają ją niemal jak baśniową księżniczkę, której każdy element ciała godny jest wysławienia pieśnią.

Oczy twe jak gołębice 
za twoją zasłoną. 
Włosy twe jak stado kóz 
falujące na górach Gileadu. 
Zęby twe jak stado owiec strzyżonych, 
gdy wychodzą z kąpieli: 
każda z nich ma bliźniaczą, 
nie brak żadnej. 
Jak wstążeczka purpury wargi twe 
i usta twe pełne wdzięku. 
Jak okrawek granatu skroń twoja 
za twoją zasłoną. 
Szyja twoja jak wieża Dawida, 
warownie zbudowana; 
tysiąc tarcz na niej zawieszono, 
wszystką broń walecznych. 

Pnp 4, 1-4

Ale najpewniej ona nigdy nie założyła korony i nigdy nie mieszkała w pałacu. Oblubienica może być zwykłą, spaloną słońcem pasterką. Ale on - Oblubienic - nie definiuje jej przez status społeczny czy wykonywaną pracę. On (najpewniej także skromny pasterz) patrzy jej głęboko w oczy, nazywając to, co tam znajduje, dobrem i pięknem, i wszystko to szczegółowo analizując. Jakże piękna jesteś znaczy ni mniej ni więcej: jakże dobra i wspaniała jesteś! Jakże jesteś przeze mnie umiłowana!

Uczymy się dzielić piękno na widzialne i niewidzialne, zewnętrzne i wewnętrzne, jakby granica była prostą linią na skórze, jakby nasze ciało nie było przeduchowione i jakby ciało nie było nasze. Ale Pan mówi, że wszystko, co stworzył, było piękne (Rdz 1). Piękne czy dobre? Bóg nie czyni rozóżnienia. On jest est-etykiem. Oblubieniec zachwyca się Ukochaną jak Bóg, który zachwycał się tym, co stworzył. Jak Adam, który zobaczył Ewę i widział ją całą piękną, nie zatrzymując spojrzenia tylko na jej ciele. Ona może czuć się kochana w całości. Zakochany z pieśni powtarza słowa o pięknie z ekscytacją i niezachwianą pewnością. Chce, by wyryły się w jej sercu i by żaden inny głos nie zagłuszył jego słów. Nawet jej własny, jeśli zechce w chwilach słabości wypowiedzieć swoje wątpliwości: może jednak nie cała? Może jednak nie tak piękna?

Widzimy ją oczami tego, który kocha. To spojrzenie przemienia także jej sposób patrzenia. Być może uzdrawia rany zadane przez innych. Oblubienica odzyskuje czyste spojrzenie na siebie i na drugą osobę. Mówi: jestem piękna, dostrzegając w samej sobie to, o czym nawet nie miała pojęcia albo o czym już dawno zapomniała. Ona stała się dla niego najpiękniejszą z niewiast. Stała się Jedyną. Tak jakby cały świat poza nią nie istniał. Co nie znaczy wcale, że Szulamitka na pewno wygrałaby konkurs piękności.

Chyba że to Oblubieniec zasiadałby w jury.

„Słowa [Jakże piękna jesteś!] mówią przede wszystkim o wielkim olśnieniu pięknem kobiecości, i to nie tylko, a w każdym razie nie przede wszystkim pięknem zmysłowym, ale bardziej jeszcze pięknem duchowym. Można nawet dodać, że to drugie raczej warunkuje pierwsze.” (Jan Paweł II)

 

***

Przeczytaj także: Jak piękne są twe stopy!

***

„Oblubienica to piękność, która tańczy wśród pereł i wonności. Wyobrażam sobie ją tak dlatego, że została ukochana przez Oblubieńca - opleciona miłością jak sznurem pereł. Inne kobiety mogą być tak szczęśliwe dzięki miłości męża, ja go nie mam, ale mogę tańczyć z radości doświadczania miłości, jaką darzy mnie Pan. Czuję się piękna, gdy czuję się kochana. Tyle wystarcza." 

Karolina  

***

Oblubienica z Pieśni nad Pieśniami jest jedną z bohaterek programu formacyjnego uBOGAcONA między niewiastami Starego Testamentu.

 

 

 

***

Już 13.11.2018 spotkanie na żywo, podczas którego będziemy omawiać Pieśń nad Pieśniami.

Kim jest Oblubienica? Jakie jest jej doświadczenie miłości? O jakiej Miłości i o jakiej relacji opowiada autor Pieśń? I dlaczego wciąż jest tak bardzo, bardzo aktualna?

 

Czytaj dalej...

Poszukiwania... do zespołu uBOGAcONA!

Chcesz być częścią zespołu, który swoją pracą pragnie pomagać kobietom w formacji serca? Pisanie to Twoja pasja? Masz wiele twórczych pomysłów i nie boisz się ich realizować? :-)

Poszukuję osoby, która wesprze swoją pracą i sercem projekt uBOGAcONAZachęcam do zapoznania się z ogłoszeniem. 

 

Zadania:

  • prowadzenie profili w mediach społecznościowych - dbanie o treści i formę, kontakt z odbiorcami 
  • tworzenie opisów, postów, artykułów (media, www i do innych materiałów)
  • współpraca z redaktorami, nadzorowanie pracy 
  • pomoc w planowaniu i przeprowadzaniu działań promocyjnych
  • administracja strony internetowej
  • pomoc w bieżących pracach

 

Wymagania

  • wyznawanie wartości zgodnych z profilem uBOGAcONA
  • bardzo dobre „pióro”, wyczucie językowe, umiejętność pisania krótszych i dłuższych form 
  • kreatywność i proaktywność, zaangażowanie w pracę
  • umiejętności organizacyjne, samodzielność w pracy, sumienność 
  • doświadczenie w obsłudze mediów społecznościowych
  • wyczucie estetyki 
  • możliwość podjęcia pracy w biurze (w Markach k. Warszawy) min. 2 dni w tygodniu

 

Co oferuję?

- pracę w kameralnym zespole o silnym poczuciu misji

- możliwość rozwoju i podejmowanie nowych zadań

- pracę z elastycznym grafikiem w systemie biurowo-zdalnym (ilość godzin - do uzgodnienia)  

- umowę-zlecenie


Osoby zainteresowane proszę o przesyłanie CV, listu motywacyjnego wraz z dopiskiem „Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w mojej ofercie pracy dla potrzeb niezbędnych do realizacji procesu rekrutacji zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (tj. Dz. U. z 2014 r. poz. 1182, 1662)”

Uprzejmie informuję, że skontaktuję się tylko z wybranymi kandydatami.

Zgłoszenia proszę wysyłać na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. do 31.10.2018.

Czytaj dalej...

Wiem, kto jest królem i wiem, kto nad wszystkim czuwa... czyli czego może nas nauczyć Estera?

Estera (od imienia której pochodzi tytuł Księgi Estery) znaczy gwiazda i - biorąc pod uwagę skojarzenia z jej imieniem -  możemy naprawdę pomyśleć, że jej historia przypomina trochę... bajkę. Jest ku temu kilka dobrych powodów. Dziewczyna, która nie ma łatwego życia, staje się wybranką wielkiego władcy. Ma niemal wszystko, o czym może marzyć kobieta w jej czasach. Może nawet i to, o czym wiele nie ośmieli się zamarzyć. Ma przecież diadem królewski. Jest bezpieczna na dworze. Ale tylko do czasu. Do tej chwili, kiedy okazuje się jedyną osobą mogącą uratować swój naród znajdujący się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. A misja ta wcale nie będzie łatwa. Nawet dla królowej! Jest oczywiście, w tej opowieści piękne - prawie bajkowe - zakończenie! Ale, ale... Choć tę fabułę można opowiedzieć w kilku zdaniach, co właśnie uczyniłam, to jest warta więcej uwagi - spokojnej lektury i medytacji. Bo to księga przedziwnie daleka naszym realiom, i jednocześnie cudownie bliska! Mało która z nas znajdzie się naprawdę w jej położeniu, ale tak naprawdę w codzienności... mamy wiele z nią wspólnego!

Warto przy tym pamiętać, że skarby nie są nam raczej podawane na złotej tacy. Więc jeśli poczujesz, że któraś z tych nauk jest tą, której tak bardzo potrzebujesz, to nie wahaj się ani chwili, i otwieraj Księgę Estery. I czytaj. I odkrywaj. I zbieraj perły. Jeśli moich kilka myśli, stanie się ku temu inspiracją, będę zaszczycona!

***

Czego może nas uczyć historia Estery?

1. Bóg daje nam prawdziwą, najgłębszą tożsamość 

I umiłował król Esterę nad wszystkie [inne] kobiety. Pozyskała sobie u niego życzliwość i względy nad wszystkie [inne] dziewice, i włożył na jej głowę koronę królewską, i uczynił ją królową. (Est 2, 17) 

Estera niemal przez całe życie musi podejmować wysiłek, by pamiętać o tym, kim jest. Mieszka w królestwie perskim, choć jest Żydówką. Jest otoczona ludźmi, którzy są dalecy od jej korzeni. Nie ma też rodziców, ale na szczęście jest otoczona opieką dobrego i pobożnego wuja, Mardocheusza, któremu wiele zawdzięcza. Także imię może przypominać jej o tym, kim jest. Już sama podwójność imienia trochę ukazuje sprawę tożsamości. Jej hebrajskie imię Hadassa oznacza mirt - wiecznie zieloną roślinę, która w Piśmie Świętym symbolizuje zwycięstwo i nieśmiertelność (np. Za 1, 8; 1, 11) a także radość i pokój (Iz 41, 19). Może też oznaczać piękno i czystość (stąd wianki z mirtu zakładały na siebie panny młode). Jej perskie imię Estera - oznacza najpewniej „gwiazdę”. Jednakże rdzeń –str w języku hebrajskim oznacza też „ukryty”. Na dworze króla, gdzie ukrywa swoją wiarę, także musi walczyć o świadomość siebie. A kiedy zostaje królową, nie zapomina, kto jest prawdziwym Królem. Pamiętajmy, że w pałacu, gdzie korona jest tylko jedna, to wcale nie musi być takie proste! Nawet jeśli w naszej historii życia nie jest nam łatwo budować naszą tożsamość, jeśli czujemy się mocno zagubione w określeniu samej siebie i tego, skąd pochodzimy, to mamy możliwość – tak jak Estera – zakorzenić się w Tym, Który nas naprawdę określa i to najgłębiej. 

2. Czytanie znaków - wydarzeń - jest ważne w wypełnianiu swojej misji  

Kto wie, czy właśnie ze względu na tę chwilę nie zostałaś królową? (Est 4, 14)

Kiedy znamy już całą historię z tej księgi, zdajemy sobie sprawę z tego, że nieprzypadkowo Estera została królową. My to wiemy. Ale my widzimy więcej, ona musiała sama odkryć i przyjąć wielkość swojej misji. Ona musiała sama - w swojej wolności - w możliwości powiedzenia tak lub nie - dać na nią odpowiedź. I to po pierwsze, odpowiedź bardzo ludzką - wysłaną przez posłańca do swojego wuja. Estera nie rozmawia przecież od razu z samym Bogiem. Nie ma tu żadnego objawienia, a to rozeznanie nie odbywa tylko w głębi jej serca. Ona czyta znaki. Wydarzenia. Składa je w całość. A wielkim wsparciem jest dla niej wuj. Kto wie, czy nie ze względu na tę chwilę, właśnie on był jej opiekunem? 

3. Wielką misję w Bożym planie wypełniają... zwykli ludzie

Estera miała prawo się bać. Wiedziała, z czym wiąże się jej zuchwałe spotkanie z królem. Ta obawa pojawiła się od razu, o czym informowała wuja. Lęk, z którym się zmagała oddawała Panu na modlitwie, prosząc o odwagę, prosząc o uwolnienie. Zrobiła absolutnie to, co najlepsze, by ten lęk oddać, by zrobić miejsce dla Pana, ale... to nie sprawiło, że po ludzku po prostu nie czuła strachu. Można by powiedzieć nawet bardzo naszym językiem, że toczyła walkę duchową! W swoich emocjach staje się nam cudownie bliska i prawdziwa. Estera jest sobą. Jest człowiekiem. Jest kobietą. I ze wszystkim, co w niej jest, wypełnia swoje zadanie.

Szła promienna, niezwykle piękna, z obliczem pogodnym i przyjaznym, choć jej serce drżało ze strachu. (Est 5, 1b)

4. My robimy swoją część, Bóg robi resztę!

Estera ukazuje jak cudownie może przebiegać współpraca człowieka z Bogiem! Jak ważne są nasze małe kroki i jak wielka jest łaska, którą Bóg zsyła! Oczywiście poczynania Estery były związane z wielkim ryzykiem, którego miała świadomość. Ostatecznie powiedziała, że zrobi to, co może, nawet jeśli musiałaby umrzeć. Czytając Księgę dostrzegamy, jak ważne są ludzkie decyzje, podejmowane kroki i nastawienie serca, ale jednocześnie to Bóg dokonuje reszty. On odmienia oblicze króla, gdy Estera przychodzi do niego nieproszona (i w końca Estera mdleje!). To On zapewne sprawia, że król pewnej nocy (w idealnym momencie!) nie może usnąć i w kronikach czytane są mu fragmenty o zasługach Mardocheusza... On tam jest. Czuwa. Nawet jeśli wydaje się, że to my mówimy, a On milczy, to Jego słowo jest ostatnie. Nawet jeśli nasze jest głośne, a Jego bardzo ciche. To Jego jest najprawdziwsze.

Pełen dostojeństwa, spojrzał gniewnie i wówczas królowa zasłabła i osunęła się na idącą obok niej służącą, a twarz królowej bardzo zbladła. Wtedy Bóg odmienił usposobienie króla. Zaniepokojony wstał z tronu i przytrzymał ją w swych ramionach, zanim nie przyszła do siebie. Potem pocieszał ją i przemawiał do niej łagodnie. (Est 5, 1de)

5. Kobieta może uczyć mężczyznę innego spojrzenia   

Estera musiała mieć w sobie tzw. coś. To, że była niezwykłej urody, to pewne, ale na dworze króla nie brakowało urodziwych dam. Miała w sobie coś, co naprawdę poruszyło króla. Wdzięk, dobroć, mądrość płynącą ze znajomości Prawa, poczucie sprawiedliwości (por. Est 2, 21-23). Zdobyła zresztą sympatię i uznanie wielu ludzi. Ten geniusz kobiecego spojrzenia ujawniła z wielką mocą planując swoją interwencję. Roztropnie poprowadziła swój plan. Odmieniła serce króla, którego świat otoczony był męskimi doradcami. Estera pomogła królowi spojrzeć na świat innymi oczami, oczami swojego serca. Kobieta staje naprzeciw sztywnym regułom męskiego świata. Nie działała siłą, ale delikatnością i mądrością. I robi to tak umiejętnie, że można powiedzieć, że król i królowa tworzą piękny duet! 

 

 

***

Jak królowa Estera... (fragm. świadectwa  - całość w notesie do programu formacyjnego)

Czy któraś z Was czuła się kiedyś porzucona? Ja tak. Przez mężczyznę, który mówił, że mnie kocha i pragnie się ze mną ożenić. Odszedł nagle, z dnia na dzień, bez słowa wyjaśnienia. Oznajmił tylko przez telefon: „to koniec”. Byłam w szoku. Przecież wspólnie się modliliśmy, staraliśmy się żyć w czystości przedmałżeńskiej, chcieliśmy zbudować wspólny dom oparty na skale, którą jest Bóg… a więc dlaczego?

Bardzo to przeżyłam, czułam się jak nic niewarty przedmiot. Ze wszystkich sił starałam się przylgnąć do Jezusa. Na początku nawet Jemu nie potrafiłam opowiedzieć o tym, co się dzieje w moim sercu. Moją modlitwą były wtedy łzy i zasypianie z przyciśniętym do piersi krzyżem. W końcu postanowiłam wyjechać na rekolekcje, nie mogłam już dłużej wytrzymać w domu. Pewnego razu ksiądz oznajmił, że kolejny dzień naszych rekolekcji to czas, gdy Bóg szczególnie będzie do nas mówił. Po prostu wiedziałam, że mówi prawdę! Wstałam wcześnie rano i poszłam nad jezioro. Wokół nie było nikogo. Patrząc na wschód słońca, wykrzyczałam Bogu cały ból, jaki miałam w sercu i zapytałam: co dalej? Wzięłam wtedy do ręki Pismo Święte i po prostu je otworzyłam. Mój wzrok padł na tytuł 2 rozdziału Księgi Estery: „Estera królową”. Zaczęłam czytać i z każdym kolejnym wersetem moje serce było coraz bardziej poruszone. Byłam przekonana, że to nie przypadek, że właśnie w tym fragmencie przemawia do mnie sam Bóg. I daje mi obietnicę.                                                

Przeczytałam, że piękna Żydówka Estera wraz z innymi kobietami, została wzięta do królewskiego zamku, gdzie przygotowywano ją na spotkanie króla Aswerusa, który szukał nowej żony. Przez rok była smarowana olejkami oczyszczającymi i upiększającymi. Gdy nadeszła jej kolej, zaprowadzono ją do króla, a on ją umiłował.

Zrozumiałam, że Bóg ma plan na moje życie, że to bolesne doświadczenie ma czemuś służyć. Powiedziałam Mu wtedy, że się zgadzam na Jego wolę, poprosiłam, aby mnie prowadził. Wiedziałam, że będę tą Esterą, że ćwicząc się w cierpliwości mam czekać, zaufać.  Nie sądziłam jednak, że moja historia będzie aż tak podobna do tej biblijnej.

Monika

***

We wrześniu 2018 na grupie dla uczestniczek programu formacyjnego pojawi się komentarz do Księgi Estery autorstwa s. Marii Donaty, niepokalanki.

Jeśli chciałabyś dołączyć do programu formacyjnego, wszystkie szczegóły znajdziesz tutaj: www.formacjaserca.pl

Czytaj dalej...

Podążając ich śladami... Czyli niezwykłe spotkania i wzruszenia na szlakach Italii

Znowu Włochy? Przecież już tam byliście! - słyszałam kilkakrotnie. To prawda - byliśmy już tam. Nawet nie raz. Ale lubimy tam wracać. Lubimy Włochy za słońce, ciepłe barwy miast, kawę z ekspresu za symboliczne 1 euro, którą można dostać nawet na małej stacji benzynowej i której nawet nie zawsze trzeba wpisywać do menu - bo wiadomo, że kawa jest! Lubimy Włochy za kościoły i za to, że niemal każde miasteczko pamięta jakiegoś świętego. Nasza rodzinna wyprawa - oprócz tego, że była czasem odpoczynku i wyciszenia, miała też pielgrzymkowy charakter. Włochy to idealne miejsce do tego!... Pragnęłam przemierzyć szlaki kilku świętych kobiet, zbierając materiał do Kalendarza Kobiety 2019, a przede wszystkim przygotowując swoje serce na dalsze prace i cały rok formacji. Nie przypuszczałam jednak, że aż tyle kobiet spotkam i że będę tak poruszona tymi drogami, i całym tematem świętości. A to przecież dopiero początek!...

Chociaż to naprawdę były wakacje (i to dłuuugie!), miałam ochotę dzielić się małymi relacjami z tych spotkań. Umieszczanie ich w miarę na bieżąco na insta stories było bardzo przydatne - także dla mnie, by zatrzymać te doświadczenia na dłużej. Otrzymałam też wiele miłych odpowiedzi i próśb o modlitwę. A żeby zatrzymać na trochę dłużej te relacje, umieściłam je w wyróżnionych relacjach. Można więc je zobaczyć nawet teraz :-)


Moja litania do świętych po tej podróży mogłaby brzmieć tak:

św. Gemmo Galgani,

św. Zyto,

św. Katarzyno ze Sieny,

św. Fino,

św. Katarzyno del Ricci,

św. Magadaleno z Canossy,

św. Joanno Beretto Molla,

módlcie się za nami!

Poniżej umieszczam kilka najważniejszych myśli i wspomnień. To taka zapowiedź nowego roku. Taki przedsmak... :-)

 

Przepiękna toskańska Lucca wypełniona kościołami i św. Gemma Galgani

Lucca to piękne miasto. Nie za duże (jak Florencja!), ale nie za małe - można je przemierzać przez kilka godzin. My dotarliśmy tam po deszczu, który złapał nas w Pizie. Jest to rzeczywiście miasto wielu kościołów! A mnie już od jakiegoś czasu kojarzyło się ono ze św. Gemmy Galgani. Najpierw słyszałam o niej, później poznałam ją trochę bliżej podczas moich poszukiwań świętych niewiast do Kalendarza 2019. Czytałam trochę jej pism, ale wciąż jeszcze miałam poczucie, że jej nie spotkałam tak bardzo osobiście. Przystanek w tym miejscu był więc dobrą okazją, by to nadrobić. Nie mieliśmy ambicji, by zobaczyć wszystkie miejsca związane z jej życiem (było to też niemożliwe ze względu na dość późną godzinę), ale kilka udało nam się odkryć! A więc byliśmy w kościele św. Frediana, w którym Gemma przyjęła I Komunię św. Tam też poznałam św. Zytę, która kilka wieków wcześniej przychodziła codziennie do tego kościoła, a teraz jest tam pochowana. Dotarliśmy także pod dom, w którym św. Gemma zmarła. Naprzeciwko niego stoi Kościółek Róży, gdzie Gemma się modliła. Jest tam też konfesjonał, przy którym się spowiadała. A nam udało się trafić na Nieszpory!...

Przemierzanie dróg, które znała św. Gemma, które - nie tak dawno wcale - były też jej drogami, było dla mnie naprawdę cudownym doświadczeniem. Myślałam o św. o. Pio i o św. Maksymilianie Kolbe, którzy tak bardzo ją cenili. Myślałam o tym, jak święci cudownie się inspirują i wspierają w drodze do Nieba. I o tym, że św. Gemma żyła naprawdę radykalnie, naprawdę dla Boga. I że to nie jest tylko jej powołanie, ale także nasze.

I kawałeczek z jej autobiografii - wniosek po rekolekcjach, jakie odbyła w 1891 r.: „Ze wszystkich sił pracować nad tym, by nie prowadzić rozmów na tematy obojętne, a tylko o sprawach nieba.”

Wśród moich lektur w najbliższym czasie - biografia Gemmy! Nie mogę się doczekać tego kolejnego spotkania z nią!  

 

Moja św. Katarzyna i słoneczna Siena! 

Na przemierzenie jej dróg czekałam najbardziej. Przygotowywałam się do tej drogi, czytając Dialog, Listy oraz jej biografię. Próbowałam sobie wyobrazić Sienę z XIV w, w czym pomogła mi jej biografia. Od czasów Katarzyny miasto nie zmieniło się aż tak bardzo. Główny plac, układ ulic, a nawet fontanny - to wszystko znała i ona. I oczywiście bazylikę i katedrę! Siena urzekła mnie (bardziej niż Florencja!). Pewnie ma to związek z Nią, ale niech tak zostanie! Najbardziej wzruszające były chwile spędzone w jej domu-sanktuarium, szczególnie czas przy jej celi. Rzeczywiście małej, nisko umieszczonej, tak, jak ją sobie wyobrażałam po wcześniejszych lekturach. To właśnie tu była blisko Niego, to właśnie tu przygotowywała się do misji, którą podjęła - misji jednania i walki o Kościół. A także misji ukazywania prawdy o Bogu i Jego stworzeniu.

Będąc przy jej sanktuarium, zadziwiona spokojem, jaki tam panował, nagrałam też na żywo pozdrowienia. Czytałam też fragment jej listu na temat Bożej miłości. Cała ona, ta nasza Katarzyna!...

Katarzyna - doktor Kościoła i patronka Europy - będzie jedną z bohaterek na cały miesiąc w Kalendarzu 2019! Będzie więc czas na lekturę jej pism, a także na bliższe poznanie jej życia. Ale, ale! To nie znaczy, że teraz nie jest dobry czas, by „usłyszeć jej głos”. Szukacie duchowej lektury na wakacje? Polecam Wam gorąco jej Dialog, a tu fragment: 

„Chcąc ruszyć w drogę, winniście przede wszystkim pragnąć. Bo tylko ci, którzy pragną, są zaproszeni, wedle słów: <<Kto pragnie, niech przyjdzie do Mnie i pije>> Kto nie pragnie, nie wytrwa w drodze; znuży się trudem, albo się zatrzyma dla przyjemności. Nie chce mu się nieść naczynia, którym by mógł czerpać, ani stara się o towarzystwo, jakiego mi trzeba.” 

 

 

Św. Joanna Beretta Molla - nasze ciche, wzruszające spotkanie - między nami żonami

Św. Joannę znam od dawna. Za jej wstawiennictwem modliłam się wielokrotnie, szczególnie przed ślubem. Czytałam też jej listy do męża, kiedy przygotowywałam się do małżeństwa. A później chyba trochę o niej zapomniałam... Na tyle, że w moich planach na tę podróż śladami świętych kobiet, nawet o niej nie myślałam aż tak mocno. Nie za wszelką cenę. Ale nasza droga powrotna prowadziła jak najbardziej w pobliżu jej miejsc, więc postanowiliśmy tam pojechać. Na koniec tych blisko 3 tygodni z moimi ukochanymi chłopakami, bardzo tego zapragnęłam. Tego, by zawierzyć Bogu - przez jej wstawiennictwo - moje małżeństwo i macierzyństwo. Czułam głęboko, że to będzie najlepsze uwieńczenie naszej podróży. (Miałam też kilka ważnych intencji!) I choć wiedziałam, że bardzo tego chcę, to nie liczyłam na tak wielkie wzruszenia, jakich doświadczyłam, będąc najpierw w Magencie (gdzie Joanna się urodziła), a później w Mesero, gdzie została pochowana. Tak niedawno chodziła tymi ulicami - młoda lekarka, piękna kobieta, kochająca Boga i ludzi, a teraz mogłam iść nimi ja, jakby z nią. Na dosłownie minutkę (i to dzięki uprzejmości pewnego pana!) w Magencie wstąpiliśmy do kościoła, w którym Joanna została ochrzczona (jest tam do dziś jej szata chrzcielna!), a później - powiedziała sakramentalne „tak” wobec swojego męża. W Mesero - cichym i spokojnym miasteczku - nawiedziliśmy jej sanktuarium, gdzie obok jej obrazu umieszczone są liczne wota dziękczynne... najczęściej dziecięce śliniaczki z imionami dzieci! Chwilę później byliśmy przy rodzinnym grobowcu. Obok niej pochowany jest jej mąż i inni członkowie rodziny. Udało nam się zerwać kilka polnych kwiatów i ułożyć je obok zniczy, które zapewne zostawili inni pielgrzymi, choć - mam poczucie - że to mogli być mieszkańcy Mesero.

Jakiś pan, wracając z cmentarza modli się dłuższą chwilę przed jej grobem, a potem wychodzi z tego małego cmentarza. Poza nim nie spotykamy nikogo, a jesteśmy dobrych kilka minut. „Jej dzieci naprawdę mogły mówić św. Mamo” - mówię do moich chłopców, domyślając się, że nie wszystko i dla nich jest zrozumiałe. „To były dorosłe dzieci” - Mariusz patrzy na daty i kalkuluje. Tak, były dorosłe, ale na pewno mówiły „mamo”. Po tych chwilach zadumy na cmentarzu ruszyliśmy do parku na mały piknik. Chłopcy poszli wszystko przygotować, a ja wstąpiłam jeszcze na plac św. Joanny (obok ambulatorium, w którym pracowała) i do sanktuarium (po obrazki). Myślę o Joannie i o świętości. Dziś. O tym, że jej droga do nieba to nie była tylko jedna decyzja w życiu - jej troska o życie dziecka nawet za cenę śmierci. To była cała droga jej życia - taka dość zwykła i prosta. Z tymi myślami docieram do moich chłopaków szalejących już na placu zabaw. Idę ich kochać - pomyślałam.

Nie przypuszczałam, że jeszcze popołudniu będziemy odmawiać różaniec, jadąc nad alpejskimi przepaściami i docierając na blisko 2000 m npm. Ciekawe, czy Joanna - nasza alpinistka ;-) - też tu dotarła? - myślałam. 

 

*** 

A jeśli macie ochotę w 2019 roku odkrywać święte i błogosławione niewiasty - inspirować się ich życiem i duchowością, czytać ich pisma, to przypominam, że w przygotowaniu Kalendarz Kobiety 2019 (a także notes). Jeśli nie chcesz przegapić jego premiery, a wcześniej jeszcze przedsprzedaży, to zachęcam szczególnie do zapisania się na newsletter Serce Kobiety :-) lub do śledzenia informacji na kanałach społecznościowych! Ja już nie mogę doczekać się tej przygody! (Tak, apetyt rośnie po tej podróży szczególnie!)

EDIT: już są!

Kalendarz Kobiety 2019 

Program uBOGAcONA na drodze do świętości 

 
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS