Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy (Łk 13, 12)

uBOGAcONA - spotkanie z kobietą (nie)dzisiejszą

Od kilku lat Magda towarzyszy mi w działaniach Serca Kobiety. Właściwie nie tylko w działaniach, Magda jest jedną z osób, która pomaga mi doświadczyć pięknego bycia między niewiastami (ale o tym już więcej niebawem!). Wszystko zaczęło się parę lat temu - od organizowanej przez nas randki (w formie dialogowej), na którą przyszła wraz z mężem. Przez ponad trzy lata pomagała przy organizacji mszy św. dla kobiet, służąc swoim pięknym głosem, a także świadectwem. Parę miesięcy temu była jedną z animatorek na rekolekcjach dla kobiet - gotowa, by wysłuchać, pokrzepić dobrym słowem, współweselić się i razem płakać... Poprosiłam Magdę o wzięcie udziału w sesji do Kalendarza Kobiety 2017. Przy wybieraniu postaci, która jest jej bliska, byłam niemal pewna, że jej uwagę zwróci flakonik (bo Magda jest wrażliwa na piękne rzeczy) - jako element, który miał pojawić się na zdjęciu przy kobiecie, która bardzo umiłowała. Ale ta buteleczka to był tylko początek!... A więc jest! Z flakonikiem w dłoniach, wpatrzona w Kogoś, delikatnie uśmiechnięta. Dziś opowiada Wam więcej. Dziś mówi o tym, w jaki sposób została uBOGAcONA tą historią. Cieszę się, że możecie przeczytać jej słowa. Tej, która mogłaby podnieść na duchu każdą kobietę - niepewną siebie i swojej figury panią w przebieralni, przerażoną pannę młodą czy też zatroskaną o swoje dziecko mamę; tej, która jest niezastąpionym doradcą modowym (dzięki, Magda za tamtą sukienkę - wiesz którą!); tej, która spontanicznie i pod natchnieniem oddaje poznanej w pociągu dziewczynie swój Kalendarz Kobiety (jak dodaje - na szczęście jeszcze nie podpisany), tej, która przy całym swoim zabieganiu potrafi pielęgnować więzi i dzielić się sobą jak mało kto! Magda naprawdę ma czym się podzielić - głębokimi przemyśleniami, niełatwą drogą macierzyństwa, swoimi marzeniami! Uwaga! Optymizm, pasja i uśmiech tej kobiety - udziela się! Oddaję więc jej głos! 

***

 

Kim jestem?

Nazywam się Magda. Jestem żoną od prawie 7 lat i mamą dwójki dzieci utraconych. Z zawodu, a także z pasji jestem nauczycielem i terapeutą dziecięcym. W wolnych chwilach piszę bajki terapeutyczne dla dzieci. Cały czas staram się pamiętać o tym, że jestem córką Króla, coraz bardziej odkrywając i akceptując swoją kobiecość, głównie korzystając z inicjatyw związanych z projektem Serce Kobiety.

Dlaczego wybrałam postać Nawróconej Grzesznicy?

Przez długi czas patrząc na tę postać, zauważałam tylko to, że jest to kobieta lekkich obyczajów. Nigdy nie zagłębiałam się w jej historię, aż nadszedł moment wyboru bohaterek do Kalendarza Kobiety 2017, który okazał się świetną okazją do tego, by przyjrzeć się bliżej Tej, która bardzo umiłowała - wejść w jej środowisko, w jej życiowe zagubienie.

Ta Niewiasta ujęła mnie niesamowitą postawą wdzięczności za darowane jej grzechy, o których wiedziała nie tylko ona sama, ale także wszyscy ludzie z jej otoczenia -  całe miasto, w którym żyła. Myślę, że bycie jawnogrzesznicą dotyczy w pewnym sensie każdej z nas. Właśnie ta bohaterka pokazuje mi, iż każde moje odejście od Pana, każdy brak zaufania, każdy pojawiający się ludzki lęk i strach, to zdrada wobec Boga. Dopiero przypomnienie sobie o tej Bożej Miłości i doświadczenie Jej w sercu sprawia, że znów czuję się „czysta”, że „frunę” jak na skrzydłach, gdy czuję jak Pan wciąż na nowo mnie przemienia.... On sprawia, że chcę już nigdy nie być letnia!

Myślę też, że Jezus pragnie, abym rzucała się w Jego ramiona - taka, jaka jestem, właśnie taka po ludzku nie-doskonała. Jezus nie domaga się ode mnie nieskazitelnej „książeczki zdrowia”. On cieszy się, gdy dostrzegam swój grzech - klękam przy kratkach konfesjonału, i odchodzę uzdrowiona, po prostu lepsza!

W czym jest mi bliska?

Kiedy zastanawiam się nad moim życiem i powracam do czasów dzieciństwa widzę, że bardzo często brakowało mi odwagi do tego, by wyrażać swoje zdanie Wciąż uważałam się za gorszą, niższą, kochaną przez rodziców, ale jednocześnie ciągle kontrolowaną - niedorastającą do ich oczekiwań. Oprócz niezapomnianych rodzinnych wyjazdów w góry i bycia dzięki Mamie wszędzie tam, gdzie pojawiał się nasz Papież, nie pamiętam żadnych zabaw z rodzicami. Być może przez to musiałam zbudować siebie na nowo, zawalczyć o to, aby moje poczucie własnej wartości wskoczyło na odpowiedni poziom. Myślę, że „moja” postać także mogła mieć problem z wyrażaniem siebie, z walką o swoje wyjątkowe ja”, mogła nosić w sobie pragnienie zmiany życia o 360! Tak, zdecydowanie w tym jest mi w tym najbliższa!

Czego uczy mnie jej historia?

Tego, że do Boga trzeba powracać każdego dnia. Najistotniejsze jednak nie jest to, abym była lepsza i mniej grzeszyła, ale abym jeszcze więcej kochała! Przebaczenie Boga uzmysławia mi, że jestem przez Niego kochana zawsze. Nawet najlepszy mąż, oddana przyjaciółka, najbardziej troskliwy tata, gdy mamy już nie ma, nie zna mojego serca tak dobrze, jak właśnie On!

O co chciałabym ją zapytać?

Jak znosiła pełen potępienia wzrok i jawne wyśmiewanie się z jej stylu życia? Czy pragnienie zmiany swojego życia przyszło nagle, czy czuła, że  dojrzewa ono w niej powoli przygotowując ją na to, co miało zadziać się potem? W jaki sposób okazywała miłość innym ludziom po swoim uzdrowieniu? Czy od tamtego momentu stale odczuwała Bożą miłość w swoim życiu? Pewnie podczas rozmowy z tą wyjątkową Niewiastą, dalsze pytania nasunęłyby się same, więc zamówiłybyśmy największa kawę, jaką się da! ☺

Jakie inne kobiety Nowego Testamentu mnie inspirują?

Na pewno inspiruje mnie Pryscylla, żona Akwili, o której czytamy w Dziejach Apostolskich. Jej historia przypomina mi o tym, jak ważna jest w małżeństwie wiara i wzajemna troska np. o wspólną modlitwę. Razem z mężem dbamy o rozwój duchowy. Klękamy razem np. do Litanii Małżonków - oboje pilnujemy tego czasu, by wspólnie dziękować Panu, prosić, a przede wszystkim słuchać tego, co On do nas mówi. Również nasza oddzielna formacja jest bardzo ważna. To rozwój osobisty z najlepszym Coachem”, jakiego można sobie tylko wymarzyć, dlatego bardzo się cieszę, że Przemek należy do katolickiej wspólnoty mężczyzn - Przymierze Wojowników. Widzę, jak bardzo pracuje nad sobą, jak się rozwija, a przede wszystkim, jak każdego dnia jest o pół kroku bliżej Boga. Ja dzięki działaniom w projekcie dla kobiet, mam wiele okazji do tego, by wzrastać. Refleksja nad zadaniami w ramach programu #jawJEGOoczach i rekolekcje sprawiają, że czuję, jak Pan wciąż na nowo obmywa moje oczy, czasem delikatnie, wręcz niezauważalnie, a chwilami bardzo mocno - tak, jakbym naprawdę dostała nowe spojrzenie. Za bardzo istotną uważam także indywidualną modlitwę a właściwie dialog z Panem - wciąż uczę się rozpoznawać Jego Głos! Z tym doświadczeniem związana jest również Lidia - kolejna Niewiasta Nowego Testamentu, której Pan otworzył serce” (Dz 16, 14), tak było i jest również w moim przypadku. Pan wciąż pokazuje mi, że wszystko, co mnie spotyka, ma sens. To On rzuca nowe światło na to, czego po ludzku nie sposób pojąć, że nawet najlepszy reżyser ziemskiego świata, nie byłby w stanie napisać takiego scenariusza, jaki pisze sam Bóg! To On zsyła mi różne doświadczenia, stawia na mojej drodze różne wspaniałe osoby. Gdy upadnę, mam przed oczami piękne słowa Talitha kum, czyli dziewczynko, mówię ci, wstań” (Mk 5, 41). Kiedy chwytam się frędzli płaszcza Pana, niczym kobieta cierpiąca na krwotok, wiem, że jestem piękna w Jego oczach i kochana taka, jaka jestem - (nie)idealna!

W pewien sposób bliskie są mi także dwie inne biblijne kobiety - Hagar i Kananejka, którym użyczyłam” głosu w Biblii AUDIO Superprodukcji. Biblia AUDIO Superprodukcja to jeden z moich kroczków ku spełnieniu marzenia o dubbingowaniu filmów, o którym doskonale wie mój kochany Mąż. On zna moje najskrytsze pragnienia i uwielbia robić mi takie nietypowe niespodzianki pełne miłości - i pewnego dnia po prostu porwał mnie” mnie  do studia nagrań!

Kiedy wcieliłam się w postać Hagar, odkryłam po raz kolejny, że Bóg nikogo nie odtrąca, że Pan prowadzi mnie wyznaczoną dla mnie drogą i widzi zdecydowanie więcej, niż ja jestem w stanie zobaczyć, czy objąć rozumem. Natomiast dzięki Kobiecie Kananejskiej przypomniałam sobie o tym, że dzięki determinacji, silnej woli i oczywiście Bożej pomocy, jestem w stanie przekraczać swoje granice i przełamać lęk.

Słowa Dopomóż mi” są dla mnie symboliczne. Teraz już wiem, że warto mówić o swoich pragnieniach i dzielić się nimi z innymi ludźmi. Widzę, jak kolejne furtki na drodze do spełnienia mojego marzenia otwierają się, kiedy nie boję się prosić, czy pokazywać, że zrobiłam kolejny krok np. ku temu, by dubbingować filmy. Do tego oprócz talentu niezbędna jest oczywiście pomoc Boga, który błogosławi mojemu pragnieniu, zsyłając ludzi, którzy towarzyszą mi w tej drodze - wspierają i motywują do działania, bym nie poddawała się, gdy chwilowo mój telefon milczy, bo może się okazać, że zadzwoni akurat wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewam! Taka sytuacja miała miejsce niedawno, kiedy zadzwoniono do mnie z zaproszeniem na konferencję prasową :-)

Czytaj dalej...

Świadectwa - nagrania z rekolekcji dla kobiet

Każdego dnia podczas naszych rekolekcji jedna z kobiet dzieliła się swoim świadectwem życia i wiary. Małgosia, Magda i Iga. Wszystkie zgodziły się, by nagrania ich świadectw umieścić i tutaj, by mogły być i dla Was umocnieniem. 

Zapraszam do odsłuchania!

 

poniedziałek - Świadectwo Małgosi 

wtorek - Świadectwo Magdy

środa - Świadectwo Igi

 

 

Czytaj dalej...

Odkrywanie daru seksualności [świadectwo]

[Świadectwo Gabi usłyszałam wiele lat temu w czasie rekolekcji. Piękne, poruszające odkrywanie seksualności i kobiecości. Gabi zgodziła się napisać je. Ukazało się najpierw na portalu przepisnamilosc.pl, ale jestem pewna, że poruszy niejedno kobiece serce, dlatego jest i tutaj. Kasia]

 

Od kiedy pamiętam seksualność była dla mnie trudną sferą życia. Bałam się jej, kojarzyła mi się ona z lękiem, z obrzydzeniem, z biegiem czasu z przyjemnością zakazaną i grzechem. Najpierw w domu – jako małe dziecko byłam świadkiem wulgarnych kłótni moich rodziców o ich współżycie seksualne, obserwowałam, że seks nie musi się wiązać z miłością i szacunkiem do drugiej osoby. Były to ciężkie lata mojego życia, szczególnie z punktu widzenia dziecka. Dodatkowo wiedziałam, że mój ojciec interesuje się pornografią, więc stopniowo narastało moje obrzydzenie do spraw seksualnych. Mężczyzna kojarzył mi się tylko z tym, że myśli o jednym, a kobieta jako ta, która musi spełniać oczekiwania mężczyzny.

W domu spędzałam tyle czasu, ile musiałam, a później wychodziłam i byłam z rówieśnikami. Koleżanki i koledzy stanowili mój świat i moje odniesienie i to w nich szukałam wsparcia, poczucia pewnej przynależności. Bardzo szybko zaczęłam spotykać się z chłopakami, łatwo dopuszczałam do fizycznej bliskości mimo młodego wieku. Mając 14 lat, czułam się jak zużyty przedmiot do tego stopnia, że zazdrościłam dziewczynom, które nigdy chłopaka nie miały, które nie pozwoliły się pocałować czy dotknąć. Moje zabawy z chłopcami i szukanie szczęścia u ludzi zostały przerwane na długi czas przez pewnego mężczyznę, który próbował mnie zgwałcić. Wtedy cały mój świat się zawalił, wszystkie moje dotychczasowe odczucia dotyczące seksualności spotęgowały się. Nie potrafiłam się śmiać, gdy ktoś żartował, płakałam, gdy koleżanki opowiadały o swoich chłopakach. Bardzo szybko dojrzałam psychicznie. W międzyczasie często spotykałam mężczyzn, którzy masturbowali się, czułam się prześladowana, zmęczona i bezradna.

Po kilku latach, kiedy pierwszy ból odszedł, znów zaczęłam szukać osób, u których znajdę wsparcie i akceptację. I jak to bywa w takich sytuacjach ciągnęło mnie do tego, czego najbardziej się bałam – czyli seksu. Chciałam poczuć bliskość, ale po chwili uciekałam, bawiłam się z mężczyznami, bo musiałam nad nimi górować. Kilka relacji nieudanych z chłopcami i w końcu pojawiła się koleżanka, która zafascynowała mnie. Przy niej odkryłam, że seksualność może być przyjemna, że może dawać radość, że nie zagraża mi niczym… Po pewnym czasie odkryłam, że seks, który był dla mnie jak narkotyk zaczyna mnie niszczyć, że po przyjemności przychodzi gorycz i wstręt do samej siebie, niepokój i wyrzuty sumienia. Dzięki Bogu i mądrym ludziom zostawiłam tą dziewczynę. Niestety później znów poznałam następną, która tak chciała mi pomóc, że znalazłyśmy się razem w łóżku. Przeszłam kolejną walkę z samą sobą, seks był już tylko mechanicznym wykonywaniem pewnych czynności. Byłam wtedy już na dnie i znów dzięki Bogu i spowiednikowi trafiłam do "Odwagi" (grupy terapeutycznej).

Terapia, ale nade wszystko Bóg poprzez nią zmienił moje życie. Stopniowo zaczęłam szukać wartości samej siebie, swojego ciała, swojej kobiecości i właściwego postrzegania mężczyzn. To była droga pełna wysiłku, ale konieczna do zmiany. Czytałam wiele książek o płciowości, seksualności, rozmawiałam z ludźmi, którzy szanowali siebie i innych, którzy szukali prawdziwej miłości. Z biegiem czasu ubogacałam się i stawałam się inna. Zrozumiałam, że moje pragnienia czy potrzeby seksualne nie są niczym złym, a nawet powinnam chwalić Boga, za to, że jestem zdrowa. Wszystko zależy od tego, co z tym zrobię. Wiedziałam już, że tak naprawdę nie szukałam seksu, ale ciepła i bliskości. Od kilku lat żyję w czystości i wcale nie dlatego, że nie miałam okazji. To moja świadoma decyzja i pragnienie oddania się temu, któremu zostałam przeznaczona. Cieszę się tym, choć wcale to nie jest łatwe, szczególnie gdy spotykam mężczyzn, dla których dziewictwo jest już przeżytkiem.

Dzisiejszy świat, media, rozrywka odzierają seksualność z wszelkich wartości, oddzielają ją od całości człowieka, od jego uczuć, ducha i w efekcie sprowadzają ją do poziomu zwierzęcego. Czystość jest sztuką, twórczością, pięknym przeżywaniem i odkrywaniem seksualności, ale to także szczyt, na który dzień po dniu trzeba się wspinać.

Gabi

Czytaj dalej...

Zakochana

Jeśli wiesz, co znaczy być zakochaną, to wiesz też, jak w jednej chwili może zmienić się niemal całkowicie rytm bicia serca. Jakby to był zegarek, który można nastawić jednym, umiejętnym ruchem, delikatnym, ale precyzyjnym. Z dnia na dzień stajesz się inna. Coś się stało? Czemu uśmiechasz się do samej siebie? Czemu podskakujesz i podrygujesz, idąc samotnie ulicą i nie zważając na to, co pomyślą inni. A pomyślą. Żeś jeszcze nie zakosztowała życia, żeś się bajek naoglądała i uwierzyła w „i żyli długo i szczęśliwie”, że on się jeszcze do końca nie przedstawił, że jeszcze zobaczysz, zasmakujesz…, i że tak naprawdę to bardzo za tym tęsknią.

Miłości nie można ukryć, bo ona przemienia. Potrafi całkowicie zmienić spojrzenie na sprawy błahe i poważne, potrafi wyostrzyć pragnienia i wypełnić tęsknoty, nastraja na nowo. Zaczynasz tańczyć do innej muzyki. I choćbyś nie wiadomo jak starała się, długo nie schowasz tej radości, tego oczarowania, tej siebie odmienionej, tego drżenia głosu, gdy wymawiasz jego imię i rumieńców, kiedy spotykasz go przez przypadek (i przypominając sobie, że właśnie rozczochrana idziesz tylko po bułki do piekarni, nie wiesz, czy rzucić się mu na szyję, czy się schować - sprawdzony dylemat). Łatwiej niekiedy ukryć wczesne ciążowe błogosławieństwo niż wczesną miłość.

Nawrócenie i spotkanie Jezusa jest bliskie temu zakochaniu. Nie umiesz być taka jak wcześniej, jesteś odmieniona, przemieniona, zwrócona w inną stronę, na-wrócona, za-kochana. I też słyszysz: coś się zmieniło w tobie, dlaczego tyle w tobie radości, tyle pokoju? Ale nawet nie trzeba długo czekać na odpowiedź. Opowiadasz jak zakochana o swoim wybranku, zafascynowana jego pięknem i ogarnięta tą przedziwną miłością i oczekiwaniem na każde kolejne spotkanie. Nie możesz tego zatrzymać dla siebie. Nawet jeśli byś chciała, nie możesz.

Samarytanka stała się pierwszą apostołką wśród „swoich”. Po spotkaniu z Jezusem pobiegła do miasta i głosiła im Dobrą Nowinę, mówiła o tym, czego On dokonał w jej sercu. Nie zmyślała, nie ubierała w poezję, nie wkładała w schematy pojęciowe. Mówiła o sobie. I o tej miłości. Pobiegła i świadczyła.  „Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej” (J 4, 39).

Jakże trafnie o Samarytance pisze Liz C. Higgs (w swoich Niegrzecznych dziewczynkach): „Kobieta przy studni nie czekała, aż drzwi się otworzą, sama otworzyła je kopniakiem. <<Pójdźcie, zobaczcie…>> Dlaczego mężczyźni z tej miejscowości posłuchali jej, kobiety o podejrzanej reputacji? Proste: Ona widziała Chrystusa. A teraz ludzie w Sychar widzieli Chrystusa w niej. Zmienione życie zawsze przyciąga ludzi. Wyszli z miasta i szli do Niego (J 4, 30)”.

W tę Dobrą Nowinę uwierzyła też Lidia, opisana w Dziejach Apostolskich (Dz 16, 11-15). Zapragnęła od razu bliskości, przyjęła chrzest, a potem zapraszała, a może nawet po kobiecemu, nieco natrętnie, uporczywie, zaciągnęła apostołów do swojego domu, by móc ich ugościć, by mieć swój udział w ich dziele, by nasycać się historią Zbawienia, by nabierać sił i w swoim domu stworzyć miejsce dla tych, którzy uwierzą.

Ale pierwsze zauroczenie ewoluuje, przemienia się, dojrzewa. Staje się Miłością i z przepełnionego uczuciami zachwytu ma stać się wyborem, postawą, obraniem kierunku już na amen. A w Miłości przychodzą i trudy, i wątpliwości, i smutki, i świadomość, że ta pierwsza fascynacja nie wystarcza, by nieść miłość przez całe życie. Że raz dokonany wybór trzeba ponawiać każdego dnia. W każdej godzinie, niekiedy nawet minucie. Brzmi znajomo?

Lubię wracać do początków mojej i Mariuszowej miłości, do tej fascynacji i przekonania, że miłość jest bajkowa. Do znudzenia oglądałam Zaczarowaną i razem z Giselle dziwiłam się zdziwieniu, że można brać ślub w drugim dniu znajomości. Lubię też wracać do tego miejsca, w którym sam Bóg mnie w sobie rozkochał, kiedy to można było naprawdę w sandałach i bez obciążenia jakąkolwiek walizką - iść i głosić. Całą sobą. Z poczuciem, że ta Miłość wystarcza.

Zakochani są jak neofici. Nawróceni, wpatrzeni, pełni zapału i ideałów. Marzą o miłości i już im się wydaje, że ją chwycili w dłonie, że mają ją w garści, pod kontrolą. Nieco bardziej doświadczeni w miłości i w przygodzie z Bogiem widzą trochę więcej - znają smak wątpliwości rozdarcia, wiedzą czym jest droga przez pustynię i czym jest susza, czym są ciche dni i gwałtowne, burzliwe kłótnie, po których nie od razu i nie zawsze pojawia się tęcza, czym jest klęczenie na kolanach z prośbą o wybaczenie przed małżonkiem i przed Bogiem. I jeśli się uprą, ugrzęzną w tej „rzeczywistości”, spojrzą z ukosa, nawet z wyższością wtajemniczonych na nowozakochanych i nowonawróconych. Wiedzą ocierając się o błąd wnioskowania, że młodym dopiero oczy otworzą się i zobaczą, że są bezradni. W głębi serca jednak zazdroszczą im i plują sobie w brodę, że zwątpili w Obietnicę, że za mało głosili, za cicho wołali, za bardzo się ukrywali, za mało się zakochali, że przeciążyli się światową nowomową na temat spraw ważniejszych niż wiara, świadectwo i budowanie rodziny. Że dali się zwieść zdaniom na temat: czas to pieniądz, coś mi się należy, niech robią to inni, ja przyjdę na gotowe.

Ale to spojrzenie na zakochanych neofitów może też napomnieć: idź i głoś. Idź i walcz. Idź i kochaj. Bo każdy dzień jest dobry, żeby zakochać się na nowo. W Jezusie. I we własnym mężu.

Zakochani są świadectwem Tej Miłości, która przemienia.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS