Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: «Nie płacz!» (Łk 7, 13)

Piękna

- mojej Siostrze, która za jest już mamą trzykrotną

…Piękna. Dawno nie myślałam o kimś w sposób tak prosty i jednoznaczny (zwłaszcza o niej): naprawdę jest piękna. Zeszłam tylko umyć zęby – higienicznie, prozaicznie. I nagle słyszę jej spokojny głos, wołający mamę. Ile to razy uciszałam ją, gdy śpiewała przez mikrofon w sąsiednim pokoju albo w samochodzie. Teraz brzmienie było inne: stonowane, niepoznawalne. Wkradłam się do niej. „O, Kasia, podasz mi pieluszkę? Jest tam, na stoliczku.” Leżała w starej, różowej, obszernej babcinej koszuli nocnej, z rozpuszczonymi włosami i z przyssaną Natalią do piersi. Podałam osłupiała, jakaś omotana. „Nie mogę się podnieść. Chciałabym usnąć, ale Mała się rozbudziła” - tłumaczyła. Usiadłam na łóżku naprzeciw nich i popatrzyłam na moją siostrę. M o j a siostra… Ta od-wiecznie gotowa do tupnięcia nogą, postawienia na swoim, chętna do wyjścia na scenę, odtańczenia i odśpiewania, do zauroczenia mężczyzn i cioć. Moja rozmarzona starsza siostra prosząca o kolejne na świeżo pisane słowami bajki, zawsze dostająca rolę księżniczek w naszych przedstawieniach.

Była teraz całkiem nie-zwykła: bez makijażu, bez biżuterii. Oczy miała jednak bardziej błyszczące niż kiedykolwiek wcześniej. Usta jakieś niecodziennie piękne. Figury nie straciła prawie, niech no tylko brzuch trochę opadnie i znów będą mówić „chudzina”, ale ona nie będzie chwytać już byle czego, byle wszystkiego – musi strzec wymogów pokarmowych dla małej. Gdzie jej dekolty, krótkie spódniczki? Gdzie jej buty na obcasach (startych wiecznie)? Tylko papcie i pantalony. Zamiast perfum – zapach dziecka (ten najniezwyklejszy zapach, który unosi się w całym pokoju, oczarowuje). Taka przede mną: w blasku lampki oświetlającej policzek – szczyt Rembrandtowskiego pędzla. Przyjmuję ją jeszcze nie w pełni znajomą. Wiem tylko, że jest piękna, jest dzielna, jest odważna. Przyjmuję, że blondyneczka, z którą zakładałam szkołę dla miśków i odgrywałam koncerty a’la „Spice Girls”, odeszła. Albo oto nadeszła w postaci małej Natalki. Dziwna wymiana ról. Możliwa?

Do twarzy jej z uśmiechem zmęczenia i bezsilności. Do twarzy jej z takim pięknem. Pięknem macierzyństwa. Z piętnem Ewy. Z piętnem naszej Ewy.*

24.11.2006

* Naszej mamy, Ewy.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS