I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz! (J 8, 11)

Przyjaciółkę od serca któż znajdzie?

Jedno z moich (a przypuszczam, że nie tylko moich) pierwszych, dziewczyńskich pragnień brzmiało: znaleźć przyjaciółkę od serca (nie bez znaczenia były tu oczywiście lektury L. M. Montgomery). A zatem pragnienie, by znaleźć dziewczynkę, której powierzę wszystkie sekrety, z którą przeżyję niezapomniane przygody, z którą będę chichotać ze znanych nam tylko żartów, z którą stworzymy umówione, tajne znaki i która zawsze na pytanie o to, kto jest jej przyjaciółką, odpowie, że ja. A ja się jej odwzajemnię.

Nasza przyjaźń miała oczywiście wszystko przetrzymać – skończenie szkoły, wewnętrzne przemiany i dylematy, a nawet miłość. Takie to było niesamowite, idealistyczne pragnienie, trochę egocentryczne, ale też pełne gotowości oddania cząstki siebie drugiej osobie. Potrzeba, by być wyjątkową dla kogoś i jednocześnie uczynić drugą osobę wyjątkową, oswoić ją według rad Liska z „Małego Księcia”, towarzyszyć jej w radościach i trudach, pocieszać i rozśmieszać. To pragnienie obudziło się dużo wcześniej od tego o Księciu z bajki. Czy tylko było, czy już wygasło?

Czyż jest coś lepszego niż mieć kogoś, z kim można porozmawiać o wszystkich rzeczach jakby się rozmawiało ze sobą samym? (Cyceron)

To, co się działo w moim dziecięcym świecie, oczywiście weryfikowało te wzniosłe ideały i myśli. Przyjaciółka była niemal zawsze jedna (bywały też sytuacje trudne, gdy trzeba było którąś z dwóch wybrać), jednak kim dokładnie była, to się zmieniało dość często, zwłaszcza na początku szkoły podstawowej. To była też wielokrotnie przyjaźń niedojrzała, pełna zazdrości, zaborczości i obawy przed odrzuceniem. Przyjaźń, która jeszcze się nie wydoskonaliła, której wiele brakowało, która nie była w stanie złapać stosownej perspektywy, a czasem nawet oddechu. Uczenie się relacji międzyludzkich w praktyce i studiowanie duszy ludzkiej jest bardzo trudne dla kilkulatki, a i z wiekiem nie zawsze jest łatwiej. A później okazywało się, że jednak wiele z tych przyjaźni, które miały przetrzymać wszystko, były zapieczętowane deklaracjami i szczerymi wyznaniami wierności oraz dozgonności, kończyły się, były nam dane tylko na jakiś czas, często tylko na ten etap, gdy łączyły nas wspólne sprawy. Często, ale jednak nie zawsze. 

Chyba wiele z nas nosiło w sobie to samo pragnienie. A jak jest dziś? Mając 18, 30, 45 czy 60 lat – czy masz dziś swoją „przyjaciółkę od serca”? Czy masz gdzieś obok siebie (nawet jeśli to „obok” oznacza, że dzieli Was kilkaset kilometrów) kobietę, z którą nigdy się nudzisz – ani rozmową, ani milczeniem, na spotkanie z którą czekasz, na którą możesz zawsze liczyć? Jako już dorosłe dziewczyny odkrywamy, że możemy mieć kilka bliskich koleżanek – z jedną uwielbiamy dzielić się naszą wiarą, z inną chętnie pójdziemy na spacer lub kawę, z jeszcze inną wymienimy się najnowszymi nowinkami z dziedziny mody, urody czy gospodarowania domowym budżetem. Odkrywamy, że każda z nich wnosi coś niezwykłego w nasze życie, każda z nich jest nam bliska, uczy nas czegoś, pobudza nas do jakiegoś działania, ale gdy już możemy wybierać, którą z nich zaprosić na wieczór filmowy, wernisaż, na mszę dla kobiet albo na poszukiwanie jesiennego płaszcza na wyprzedażach – wiemy, kogo o to poprosić, nie z każdą będzie tak samo. Która z nich jest Twoją przyjaciółką od serca?

Niezwykła jest siła przyjaźni. I tej kobiecej, i męskiej. Czy mężczyźni też szukają przyjaciół od serca? Już od etapu wczesnoszkolnego chłopcy dopierają się nie w pary, ale w co najmniej trójki, tworząc małe grupki, w których częściej obowiązuje hierarchia i jakiś podział. Taki system oczywiście sprawia, że niekiedy jest im łatwiej funkcjonować – zawsze można podzielić zadania, można zagłosować, ot, taka mini demokracja. Gdy jeden z nich zachoruje, nie są zupełnie sami w szkole. W parach, które tworzą dziewczynki, mamy relację wyłączną, twarzą w twarz, coś w rodzaju: wszystko albo nic. A dorośli panowie? Towarzystwo innych mężczyzn jest im niesamowicie potrzebne – by porozmawiać (lub pomilczeć) „po męsku”, by się nawzajem motywować, pomagać sobie w znajdywaniu rozwiązań i czasem dzielić się sobą po prostu przez świadectwo życia. Męskie relacje bywają bardziej bezpośrednie, ale dzięki temu też bardzo oczyszczające i konfrontujące. Jak mawia mój mąż: „Powiemy sobie bez ogródek prawdę prosto w oczy, nie licząc się nawet ze słowami, a potem po prostu poklepiemy się po ramieniu, nie chowając żadnej urazy, ale widząc, że to, co się wydarzyło, było słuszne.” My tymczasem po kobiecemu nie chcąc zranić, ani być zranionymi, szukamy słów najdelikatniejszych, czasem nawet nieadekwatnych, zbyt ogólnych, troskając się o tę przyjaźń - o drugiego i o siebie samą, i o to, co między nami.

Nigdy nie usłyszałam od mojego męża, by nazwał kogoś przyjacielem i by się tego mocno trzymał. Ma grono bliskich kolegów, którzy są dla niego ważni, z którymi chętnie się spotyka, ale rozważania: czy to mój przyjaciel (a tym bardziej: czy to mój przyjaciel od serca), raczej temu nie towarzyszą. A gdy już zadaję mu wprost pytanie o przyjaciela, patrzy na mnie z ukosa, jakby to pytanie było dziwne, niestosowne, a może nawet śmieszne (a jest?). Za to z wielkim uśmiechem i szczerością słucha o moich rozważaniach w tym temacie, dostrzegając, jak wciąż to dziewczęce pragnienie powraca, jak mnie nurtuje.

Czym sen dla ciała, tym przyjaźń dla ducha – odświeża siły. (Cyceron)

Przyjaźń jest też trudna, wymaga oddania, a przede wszystkim inwestycji, czyli czasu, którego jako dorosłe kobiety, zabiegane przez pracę, obowiązki, różne aktywności i wszystkie inne naglące sprawy, najczęściej po prostu nie mamy. Tyle rzeczy jest pilnych i ważniejszych, prawda? Kiedy ostatnio odmówiłaś koleżance spotkania albo przesunęłaś je na nieokreślone i niepewne później? Pochłania nas też rodzina - mamy tu przecież tyle osób do kochania, że wraz ze wrastaniem w piękne i absorbujące środowisko domowe, coraz częściej zaniedbujemy przyjaciół, często tłumacząc to tym, że ich już nie potrzebujemy - mamy przecież wspaniałego męża, cudowne dzieci, kochanych rodziców itd. Ale mój mąż i dzieci nie staną się przecież przyjaciółką od serca... Uważam mojego męża za najlepszego przyjaciela, ale to relacja, która nie zastępuje w pełni przyjaźni kobiecej. A przyjaźni, podobnie jak miłości, nie można odłożyć na później.

Łatwiej jest po całym wyczerpującym dniu zalogować się na facebooka (i mówię to po pierwsze o sobie), gdzie życie towarzyskie pozornie „kwitnie”, gdzie poczujemy się otoczone setkami osób, a nawet więcej – setkami znajomych – którzy chętnie zalajkują nasze nowe zdjęcie czy nowiny o zamążpójściu, ale po zamknięciu okna, zostajemy same z sobą, nie zbliżając się nawet o krok do drugiej osoby, ani do samej siebie. Łatwiej jest włączyć portal społecznościowy (choć dostrzegam, że coraz więcej osób świadomie z tej formy rezygnuje!) niż wyjść wieczorem na spacer z koleżanką albo zatelefonować na długaśna rozmowę do bliskiej osoby - tak, by czuła, że mimo odległości, jaka nas dzieli, jest dla nas ważna, że nie prowadzimy wtedy pięciu rozmów na „chacie”, nie klikamy jednocześnie w poszukiwaniu newsów, ale całą uwagę skupiamy na niej. Przyjaźń jest trudna, bo wymaga poświęcenia, wymaga pracy i uwagi, wysiłku i ciągłego wychodzenia z siebie. A, jak słusznie mówi Lisek z opowieści Saint-Exupery, nie ma supermarketów z przyjaciółmi, nie możemy ich ani kupić, ani zdobyć teraz, natychmiast, dlatego też ludzie często nie mają przyjaciół. Ale przecież nie zawsze...

Wyk­reślić ze świata przy­jaźń... To jak­by z­gasić słońce na niebie. (Cyceron)

Dziś chyba nawet bardziej od pragnienia odnalezienia takiej przyjaciółki, rodzi się we mnie pragnienie, by taką przyjaciółką być. Od Serca. 

Czytaj dalej...

Kalendarz dla kobiet: kulisy powstawania

Sierpień upływał pod znakiem szczególnej twórczości. Pragnienie stworzenia Kalendarza dla Kobiet w końcu zaczęło przybierać coraz bardziej realne kształty. Wiedziałam od początku, że ten Kalendarz nie obędzie się bez fotografii i to takich, które pokażą prawdziwe piękno kobiecości. Udało się! W Kalendarzu znajdziecie kilkanaście zdjęć stworzonych specjalnie na tę okazję przez młodą i bardzo utalentowaną fotografkę, Emilię Jaworską.

Poniżej kilka zdjęć relacjonujących nasze prace, uchwycone w kadr przez Mariusza Marcinkowskiego.

A kiedy kalendarz? Jeszcze we wrześniu! Robimy, co w naszej mocy, by jak najprędzej był gotowy:-)  


 

  

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS