Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy (Łk 13, 12)

Nikt nie zrozumie kobiety jak kobieta

Nikt nie zrozumie kobiety tak jak druga kobieta. Prawda czy fałsz? Ostatnio łapię się na takiej myśli: Mój Boże, jak my się różnimy! Zazwyczaj myślałam: my – kobiety i mężczyźni, a dziś myślę sobie: My - kobiety! Żartowałam sobie kiedyś, że po kobiecemu szukamy swojej wyjątkowości i potwierdzenia tej unikalności, wyjścia z „grupy”, bycia kimś innym od tych wszystkich niewiast wokół, a teraz jak słońce oślepia mnie właśnie ta prawda – my jesteśmy niesamowicie różnorodne! 

Nadal będę stała mocno na straży naszej kobiecej natury i kobiecego serca. Ono ma konkretny kształt i konkretne wezwanie, po-wołanie, podobne zawsze tęsknoty i marzenia, ale to aż-tylko zarys, kontur, który z jednej strony wydaje się ograniczać, ale tak naprawdę pozwala wypełniać go nieskończoną ilością możliwych wariantów aranżacji. To serce, które dojrzewa i kształtuje się przez spotkania, relacje i doświadczenia. I chyba właśnie to one sprawiają, że tak bardzo różnimy się między sobą.

Te doświadczenia, te relacje lub ich brak mocno wpływają na nasze patrzenie na siebie, na innych ludzi, na rzeczywistość. Inne są problemy kobiet poszukujących Tego Jedynego, inne młodych mężatek, inne młodych matek, inne mam kilkorga dzieci, inne mam czekających na dzieci, a inne mam, które te dzieci utraciły… Ileż jest wariantów samego macierzyństwa! Mężczyźni też mieszczą się w tych kwalifikacjach, ale mam przeczucie i pewne zebrane już obserwacje, że te doświadczenia nie dotykają ich aż tak mocno, nie zmieniają ich aż tak bardzo. Nie wpływają aż tak znacząco na ich sposób myślenia, na ich poglądy, na ich funkcjonowanie. Nie biorą tego aż tak bardzo do siebie czy dla siebie. A może mają do tego wszystkiego większy dystans? Oczywiście, jest różnica (przynajmniej powinna być;-) między 20-letnim kawalerem a 35-letnim mężem i ojcem, ale kołacze mi w głowie myśl, że jednak różnice między nami są dużo większe niż różnice między mężczyznami. Że nas te doświadczenia bardziej rzeźbią, bardziej warunkują, bardziej otwierają... albo zamykają.

To daje ogromny potencjał dzielenia się sobą, pokazywania młodszym czy starszym kobietom innej perspektywy. Gdy rozpoczynałam projekt Między Niewiastami właśnie o tym myślałam – o uczeniu się od siebie w małej wspólnocie, w której są kobiety na różnym etapie życia, kobiety różnych powołań, na różnym etapie Drogi. Ale okazało się, że wiele kobiet woli być w grupie niewiast, z którymi dzielą nie tylko kobiecość, ale konkretną sytuację – macierzyństwo, małżeństwo czy samotność. Tu czują się zrozumiane, wysłuchane, zaopiekowane, tu znajdują wsparcie i przestrzeń rozwoju. 

Może nikt tak nie zrozumie jak kobieta, bo kobieta próbuje zrozumieć, wychodząc poza swój horyzont. Chce wcisnąć się w całkiem inne buty – cudze baleriny czy szpilki, by zobaczyć drugiego człowieka i zobaczyć świat jego oczami. I zobaczy, i zrozumie, i jak nikt inny wysłucha, jak nikt inny będzie tuż obok. O ile nie zaślepi jej myślenie o sobie i swoim podwórku, gdzie jedynym słusznym wyborem są jej codzienne kalosze. 

Bo właściwie to znam to w trochę innej wersji: nikt nie zrozumie matki jak inna matka.  

Czytaj dalej...

Ale każda z nas jest inna!

Śmiejemy się z różnic między płciami. Opowiadamy sobie przykłady, historie z życia wzięte i te całkiem abstrakcyjne, literackie. Jednocześnie niemal zawsze gdy mowa o różnicach, pojawia się głos sprzeciwu: ale to tylko stereotypy i uogólnienia! Takie typy idealne, światy możliwe z idealnymi kobietami i mężczyznami. Takie wytwory kultury, listy życzeń czy oskarżeń. Doświadczenie pracy z grupami mówi mi, że zazwyczaj taki sprzeciw pojawia się... po stronie kobiet.

Podczas ostatnich warsztatów dla narzeczonych grupy pracowały nad opisem cech męskich i kobiecych. Damska grupa, prezentując wyniki swojej pracy, na wstępie zaznaczyła: „To są generalizacje, tak naprawdę każda z nas jest inna”, broniąc się przed metkowaniem i zbyt poważnym, zbyt dosłownym potraktowaniem tego, co zapisały na kartce. Kolejna grupa, tym razem męska kontynuowała wątek osobistego odniesienia do zadania. Przedstawiciel grupy rozpoczął słowami: „U nas, w przeciwieństwie do pań, jest dużo prościej. My faceci jesteśmy do siebie bardzo podobni”. Oczywiście nie zabrakło przy tym uśmiechu czy wręcz mrugnięcia okiem, ale było to wyznanie w swoim rodzaju szczere.

Zgadzam się całkowicie, że każda osoba jest inna i płeć nie określa nas całkowicie, zarówno gdy chodzi o panów, jak i panie. Każda z nas jest inna, każda z nas została obdarzona innymi talentami, inną osobowością, kształtowaną w niepowtarzalnym środowisku rodzinnym, ale każda z nas jest kobietą i to coś znaczy, i to nas łączy. Tworzymy pewien zbiór przez cechy (jakkolwiek to określenie nie wydaje mi się adekwatne) wspólne oraz podobne, kobiece doświadczenia. Dlaczego jednak tak bardzo boimy się zaszufladkowania? Czy za tym sprzeciwem nie stoi potrzeba bycia wyjątkową, niepowtarzalną, jedyną? A nawet więcej: czy nie stoi za tym pragnienie bycia tajemniczą, nieprzeniknioną, niepoznawalną, niedającą uchwycić się w jakichkolwiek ramach? Znów wzbudzę sprzeciw niektórych pań, gdy stwierdzę, że i to jest (czy też może) być pewien rys kobiecy...;-)

Czytaj dalej...

Panowie na prawo, panie na lewo

Zapraszamy na warsztaty dla kobiet albo na wakacyjny obóz dla mężczyzn. Polecamy wieczór filmowy dla panów albo pań. Zachęcamy też dzieci na specjalnie dla nich przygotowane zajęcia oraz młodzież na spotkania. Czy coś w tym złego? Czy segregujemy świat, dzielimy go na zbiory, które są tylko w naszej głowie? Czy oddalamy od siebie młodych i starych oraz kobiety od mężczyzn?

Bardzo często spotykam się z pytaniami, dlaczego jakaś inicjatywa skierowana jest do określonej grupy. Dlaczego na konkretne spotkanie mogą przyjść tylko kobiety? A jeśli ja jestem mężczyzną i chciałbym posłuchać tego a tego tematu, bo jest dla mnie szczególnie ważny? A jeśli jestem kobietą i chciałabym obejrzeć właśnie to-niby-męskie kino i włączyć się dyskusję? (W tych przypadkach często jednak bardziej pociągająca może być perspektywa, że to jest „dla nich”. Co takiego opowiadają mężczyznom/kobietom, co nie jest dla nas?) Dlaczego tworzymy takie podziały?

Usłyszałam jeden bardzo ciekawy zarzut: kiedyś „u cioci na imieninach” wszyscy siedzieli razem - młodzi i starsi wspólnie biesiadowali, rozmawiali, byli ze sobą. Pytam moich rodziców o to, bo ich „kiedyś” będzie trochę bardziej wyraziste. Tata mówi o jednym: dzieci głosu nie miały. Ja przywołuję w pamięci inne rodzinne imprezy i to, co najbardziej pamiętam, to poszukiwanie „podobnych”, a więc szukanie dzieci. „A będą tam jakieś dzieci?” - na pewno rodzice znają to pytanie swoich pociech. Oczywiście, sympatyczna ciocia, która pomoże nam kolorować obrazki czy wujek, który chętnie zagra z nami w klasy byli równie pomocni, ale na dłużą metę nie potrafili zastąpić rówieśników. Mały Książę powiedziałby, że dorośli byli dziećmi, ale już o tym zapomnieli. Nie ich wina, prawa czasu i życia.

Przypominam sobie także takie momenty, kiedy wszyscy razem (tzn. starsi i młodsi) siedzieliśmy przy stole. Chciałyśmy (ja i siostra) słuchać rozmowy mamy i cioci, ale tylko do czasu było to możliwe, bo w końcu dzieci były wypraszane. Jasne jest, że dzieci chłoną opowieści dorosłych bardzo łatwo, dlatego nie powinny być słuchaczami wszystkich rozmów, a to znowu tworzy grupy. Tak jak 40-latka nie porozmawia z dzieckiem o swoich problemach rodzinnych czy kwestiach związanych z pracą, tak i 10-latka nie porozmawia z dorosłym na temat swoich fascynacji bajkowych czy sportowych (oczywiście „porozmawia”, ale inaczej, mniej fachowo;-) W grupach mieszanych podobnych wiekowo (np. na spotkaniach dorosłych) także tworzą się podziały. Niejednokrotnie kobiety znajdują wspólne tematy, dalekie od tych, które akurat interesują mężczyzn. Znacie może to: „zmieńmy temat, dobrze? ile można rozmawiać o najbliższych wyborach albo o kupnie nowego samochodu”? Oczywiście, nie oznacza to, że przez cały wieczór izolujemy się od siebie! Jednak wizja, w której wszyscy razem przez cały czas toczymy wspólnie dyskusję albo spędzamy czas podzielony równo: każdy z każdym, wydaje mi się zbyt utopijna.

W codziennych relacjach w rodzinie spotykamy się zarówno z osobami innej płci jak i w innym wieku. Nie jest dla nas naturalnym środowisko zupełnie jednolite. Czy potrzebujemy więc jakiegoś bodźca do spędzania czasu z innymi, kiedy nasza codzienność przepełniona jest takimi okazjami? Istnieją przypadki szczególne jak brak jednego z rodziców czy brak dziadków. Ale i w takich sytuacjach budujemy relacje z dalszą rodziną czy z przyjaciółmi. Nie jesteśmy samotnymi wyspami. Poznajemy inność już od początku życia, szukamy swojej tożsamości przez negowanie tego, kim i czym nie jesteśmy. Zawsze będziemy otoczeni przez wielość i różność. Ale jak w tej sytuacji nie stracić poczucia siebie, jak tworzyć siebie nie poprzez negację, ale przez afirmację?

Czy te spotkania „dedykowane” nie mają w sobie czegoś z „imienin u cioci”? To nie jest coś codziennego. Dlaczego spędzamy czas „w swoim gronie”? Szukamy kogoś, z kim dzielimy podobne doświadczenia, ale z innej perspektywy niż te w rodzinie - bo w rodzinie mamy wiele wspólnych spraw i doświadczeń ze względu na naszą więź. Ale czasami jako kobieta chcę porozmawiać z inną kobietą o naszych „babskich” sprawach, o tym, co czujemy, co planujemy, na co czekamy. Jako dziecko chcę z innym maluchem pobawić się w zabawę, której nie zrozumie żaden dorosły, chcę temu innemu opowiedzieć o mojej kolekcji naklejek albo o ulubionej książce. Moje bycie w tym czasie pochłoniętą rozmową z innymi kobietami, nie jest separowaniem się od mężczyzn, nie jest udowadnianiem, że kobiety są lepsze, a z mężczyznami nie ma o czym gadać. To nie ma być dzielenie świata, a jeśli nawet ma w sobie coś z dzielenia czy kategoryzowania, to jest pozbawione wartościowania. Ten czas ma mi pomóc zyskać nową perspektywę, rozważyć sprawy, o których zapominam na co dzień, ma mi pomóc w przypomnieniu sobie mojej tożsamości, tego, że jestem KOBIETĄ i różnię się od mężczyzny. Ten czas ma także kierować do powrotu do naszej codzienności - do ukochanych mężczyzn, do naszych rodzin. Czasem, aby pójść krok do przodu, musimy się cofnąć. Czasem potrzebujemy pustyni czy rozłąki, by powrócić do najbliższych osób.

Dlatego z uporem maniaka będę bronić idei działań skierowanych do pewnych grup. 6-latków nie zainteresuję tym samym co 13-latków czy 30-latków. Pozwólmy sobie być innymi. Dajmy sobie odrobinę przestrzeni. I nie zapominajmy, że wiele inicjatyw jest organizowanych bez ograniczeń albo z mniejszymi ograniczeniami - kursy i spotkania dla zakochanych, narzeczonych czy małżonków, spotkania dla rodziców czy dla całych rodzin... - i tych właśnie jest znacznie więcej!

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS