Dzielna niewiasta do dnia przyszłego się śmieje (Prz 31, 25) 

Stworzona, by pragnąć

Co ma wspólnego dieta, bieganie i zmiana nawyków żywieniowych z najgłębszymi pragnieniami kobiecego serca? Zwyciężenie kompleksów i zadowolenie ze swojego odbicia w lustrze? A może coś więcej i znacznie głębiej – na przykład lepsze ukierunkowanie swoich tęsknot, lekcja opanowania oraz odkrycie prawdziwego głodu?

W swojej książce „Stworzona, by pragnąć” Lysa Terkeurst udowadnia, że może być i tak. I co więcej, robi to nie przez błyskotliwe intelektualne wywody, ale przez własny przykład, zwierzenie się jak najlepszej przyjaciółce swoimi drogami, obawami, odkryciami, zwycięstwami i pragnieniami. Lysa - jak wiele kobiet – nie była do końca zadowolona ze swojego ciała, a ściślej mówiąc, z nadmiaru nagromadzonych kilogramów. Zapragnęła nie tylko założyć swoje obcisłe spodnie i poczuć się lepiej.

„Gra nie toczyła się bowiem o to, ile ważę i jak rozmiar noszę, ale o moje rozdwojone serce.”

Solidaryzuję się z jej motywacją i punktem widzenia, choć dla wielu osób, o których ona sama także w swojej książce wspomina, taka postawa może być niezrozumiała. Bo jeśli zapomnimy, że ciało ma z sercem bezpośrednie połączenie, bo idą ręka w rękę, to możemy nawet oburzyć się, że Pana Boga mieszamy w nasze potrzeby (albo i fanaberie) wprowadzenia ładu w takie pozornie jedynie przyziemne sfery życia i temu profanum próbujemy przypisać jako takie sacrum. Ale za pragnieniami kolejnej kostki czekolady i dokładki hamburgerów stoi bardzo często coś więcej - inne nieuporządkowane miejsca w nas samych i nieuświadomione tęsknoty.

„Musiałam zdobyć się na szczerość i przyznać, że polegam na jedzeniu bardziej niż na Bogu. Pożądam jedzenia bardziej niż Boga. W jedzeniu znajduję pocieszenie, nagrodę i radość. Do jedzenia uciekam się w chwilach napięcia i smutku, a nawet szczęścia.”

Czy każda z nas naprawdę zmaga się z tymi pokusami w postaci gorącej czekolady i fast foodów? Może jeszcze nie, może już nie, a może tak, ale wcale nie w takim stopniu jak Lysa. Ale tych pragnień, które zabierają nam rozeznanie, które kuszą, osłabiają wolę, zabierają wiarę w siebie i poczucie własnej wartości, a także wyciszają to największe pragnienie prawdziwej Miłości, jest o wiele więcej w naszej codzienności. I tak na przykład szukając bliskości i miłości, wpadamy w ramiona zupełnie przypadkowych mężczyzn, pozwalając odebrać (a nawet wyrwać czy wyszarpać) sobie największe marzenia i ideały. A przecież, jak podkreśla kilkakrotnie Lysa, zasługujemy na coś lepszego.

„Być może w porównaniu z sytuacją młodej dziewczyny, próbującej zachować czystość, powstrzymanie się od jedzenia wydaje się rzeczą błahą, a jednak głód to głód; pokusa to pokusa; pragnienie to pragnienie. Być może te dwie sytuacje tak bardzo się nie różną. Za każdym razem, kiedy przypominam sobie o tym, że zostałam stworzona do lepszych rzeczy, czuję przypływ motywacji i świeżych sił.”

W tej książce nie znajdziecie recepty na zrzucenie zbędnych kilogramów, tutaj szerokie pole do działania Lysa zostawia specjalistom – dietetykom i lekarzom. Na pewno jednak wszystkie zebrane przez nią przemyślenia mogą pomóc w zrozumieniu, że warto naprawdę zawalczyć o całą siebie, wsłuchać się w swoje prawdziwe pragnienia i odnajdywać najgłębsze Źródła, by je wypełnić i ugasić.

„Tak, zostałyśmy stworzone, by łaknąć – tęsknić, bardzo pragnąć, życzyć sobie gorąco i pożądać – Boga. Tylko Jego.”

Lysa Terkeurst, Stworzona, by pragnąć, wyd. Aetos 2014.

 

 
Czytaj dalej...

Niegrzeczne dziewczynki w Biblii

„Panie, kiedy czujemy się najgorsze z najgorszych, daj nam pokorę, abyśmy się nawróciły. Zmienień nasze brudne serca na czyste. Napełnij nas świeżą nadzieją na naszą wieczność z Tobą.” (L. C. Higgs)

Dziesięć różnych kobiet o odmiennym statusie społecznym, pochodzeniu i problemie, które łączy uwiecznienie na kartach Pisma Świętego i wrzucenie przez Liz Curtis Higgs do kategorii „niegrzecznych dziewczynek”. Ale niegrzecznych na różne sposoby. Zranionych, zagubionych, ogarniętych żądzą pieniędzy, rozkoszy, sławy albo wiedzy. Takich, które zbaczają z dobrej drogi, takich, które właściwej drogi nigdy nie poznały i takich, które pogrążone w ciemnościach, odnajdują światło i w jednej chwili zmieniają całe dotychczasowe życie. Historie z happy endem i bez niego, ale każda z morałem. 

Liz Higgs w każdym rozdziale opisuje historię jednej z Niegrzecznych. Najpierw wprowadza nas w jej życie i sytuację poprzez uwspółcześnienie i rozszerzenie biografii (co prawda znajdujemy się w dość amerykańskich realiach gdzieś w Teksasie czy u podnóża uśpionych wulkanów, ale zdecydowanie jest to wersja nam bliższa i ułatwiająca uchwycenie sprawy). Następnie krok po kroku, zdanie po zdaniu, zgłębiamy opis biblijny. Razem z autorką przechodzimy przez życie każdej postaci, z wielkim szacunkiem, ze zrozumieniem, z ubolewaniem albo z radością. Z każdej historii Liz wypunktowuje kilka myśli do zapamiętania, coś na kształt wniosków i podsumowań po dobrze odbytej lekcji, które naprawdę pomagają spojrzeć z nowej strony na znane nam już motywy albo po prostu przypominają o tym, co tak oczywiste, że aż czasem niewidoczne. I tak Ewa uczy nas, że powinnyśmy poznawać Słowo Boże, byśmy nie zostały zwiedzione, historia Żony Lota wskazuje na to, jak ważna jest gotowość wyruszenia w drogę i zostawienia wszystkiego w każdej chwili, kiedy tylko wzywa nas do tego Bóg, a opowieść o Dalili poucza, byśmy wobec naszych mężczyzn nie stosowały nożyczek, bo „świat już wystarczająco podcina skrzydła naszym mężom”. Uwieńczeniem rozdziału są zaś pytania - naprawdę dobrze skonstruowane, przemyślane i rozwijające. A więc gratka dla tych czytelniczek, które chciałyby jeszcze dłużej pozostać z bohaterkami i dogłębniej zrozumieć naukę, jaka z ich życia płynie. 

To historie, które naprawdę się zdarzyły. To kobiety, które naprawdę żyły, kochały i upadały, a niektóre z nich zdążyły też powstać. Kobiety takie jak my, choć do tego akurat niełatwo się przyznać. Autorka mówi o tym wprost: „Ja każdego dnia w jakiś sposób mogę się utożsamić z nimi wszystkimi.” Z nimi wszystkimi, bo każda z nich potrzebowała Zbawiciela. Każda. I to jest piękna, Dobra Nowina tej opowieści. O tym, że pomimo naszych upadków i złych skłonności, nie jesteśmy same, ale jesteśmy dogłębnie kochane i przyjęte przez Miłość.

„Szymon ją widział, ale widział w niej tylko to, czym była, ale nie to, kim była. Patrzył na jej kształt, ale nie widział twarzy. Przyglądał się jej czynnościom, ale nie spojrzał w oczy, nie nawiązał kontaktu jak człowiek z człowiekiem. - Zobacz ją – prosił Jezus – zobacz ją tak, jak Ja ją widzę.” (Z historii o Jawnogrzesznicy)

ON widział je wszystkie nie jako niegrzeczne, ale jako piękne. Tylko nie każda z nich zobaczyła swoje odbicie w oczach Stwórcy.  

 Liz Curtis Higgs, Niegrzeczne dziewczynki w Biblii, wyd. Aetos 2014. 

W księgarni KiM

Czytaj dalej...

Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć albo też jak kochać mężczyznę?

„Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć...” Mój dzielny mąż spojrzał na okładkę i zapewne zachęcony hasłem, podjął niejako rzuconą rękawicę dla prawdziwych mężczyzn, i zaczął czytać. Jednak już po niedługiej lekturze ogarnęły go wątpliwości, czy to wyzwanie na pewno dla niego... 

Zaznaczyć więc muszę na wstępie, że pozycja ta ma jedną, ogromną wadę. Mianowicie, wbrew pewnym przesłankom (tytuł) jest to lektura skierowana bardziej do kobiet niż do mężczyzn (co jednak nie znaczy, że panowie nie znajdą w niej wiele cennych myśli i bardzo ciekawego kobiecego spojrzenia na mężczyzn i relacje damsko-męskie). Książka ta otrzymuje zatem ode mnie duży minus za wprowadzenie mnie (a myślę, że i wielu innych potencjalnych czytelników) w błąd, i jednocześnie ogromny (powiem szczerze: przeważający ten minus) plus – bo po moim zachwycie nad książką „Wyjdź za mąż i poddaj się!” mogłam ponownie delektować się stylem Costanzy Miriano.

Autorka rozpoczyna książkę dość obiecująco… „Istnieje jedna jedyna uniwersalna, skuteczna, niezastąpiona metoda rozmawiania z mężczyznami. Tyle że… nie wiem, jaka to metoda.” Nie chodzi jej jednak o to, że sprawa jest zupełnie beznadziejna, bo i jaki sens miałoby wtedy zapisywanie kolejnych 200 stron? Sprawa jest trudna, to prawda, czemu daje wyraz w kolejnych rozdziałach, opisując różnice między kobietami a mężczyznami oraz pojawiające się na tym tle problemy (których większość z nas zdążyła już na własnej doświadczyć;-), ale głównym celem jej książki jest wskazanie na to, jak dobrze można się uzupełniać, jakie miejsce u boku mężczyzny może zająć kobieta, jak ona może pomóc swojemu mężowi wzrastać, jak może sama kwitnąć, będąc przy nim, będąc naprawdę sobą, naprawdę piękną...

Forma książki jest niezwykle przyjemna, autorka w każdym z rozdziałów opisuje jeden „przypadek” jakiegoś związku, pewnej relacji w konkretnej sytuacji i ze swoim problemem. Czytamy więc o tym, jak ważna jest hierarchia wartości i właściwe umiejscowienie na niej męża, zwłaszcza gdy pojawiają się dzieci; o tym, jak istotną rolę odgrywa autorytet ojca w wychowaniu dzieci; także o tym, jakie błędy często popełniamy jako kobiety w relacji z mężczyznami – o ograniczeniach, jakie narzucamy na nich, o wytykaniu samych wad (i przemilczeniu ogromu zalet), o poprawianiu ich, podcinaniu skrzydeł (często w dobrej wierze i ze szlachetną intencją, nie inaczej!), o brakach… w uśmiechu i pogodzie ducha. A przecież recepty są dość proste, nie kosztują tak wiele, nie trzeba szukać refundacji, wystarczy dobra konsultacja z Najlepszym Lekarzem Serc. Jedna z takich recept może brzmieć jak słowa Miriano: „Nasza akceptacja mobilizuje go do dawania z siebie jeszcze więcej, ponieważ kiedy ktoś patrzy na nas wzrokiem wyrażającym zupełną i bezwarunkową aprobatę, czujemy zachętę do tego, by zaczynać na nowo.”

Miriano pisze także o miłości w sposób piękny i bezkompromisowy, choć nie pozbawiony realizmu (i humoru, rzecz jasna). Pisze o wadze sakramentu małżeństwa, a także o czystości przedmałżeńskiej. „Miłość chce, byśmy konkurowali w robieniu tego, co jest dobre dla drugiej osoby, w odbieraniu sobie nawzajem obowiązków, a nawet w wyprzedzaniu wzajemnych pragnień.” Miłość nie ma być więc układem 50:50, dzieleniem wszystkiego po równo i pilnowaniu, by nikt nie poczuł się poszkodowany, nie jest układem, ale jest wzajemnym obdarowywaniem się, spalaniem się dla siebie, rezygnowaniem z siebie i ciągłym wpatrywaniem w drugą osobę po to, by z uwagą wspólnie wyznaczać jeden kierunek.

I nawet jeśli te myśli znam już dobrze, niektóre na pamięć, inne w teorii, a jeszcze inne w żmudnej praktyce, to przypominanie ich sobie jest mi potrzebne. Bardzo potrzebne.

Costanza Miriano, Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć. Prawdziwi mężczyźni dla nieustarszonych kobiet, wyd. Esprit 2013. 

Książka w księgarni KiM

Czytaj dalej...

Wyjdź za mąż i poddaj się!

Ale o czym jest ta książka? Zastanawiałam się, trzymając ją w dłoniach i przewracając kartki w poszukiwaniu podpowiedzi. Tytuł mnie zaintrygował: Wyjdź za mąż i poddaj się! Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet. Czy książka ma mnie zachęcić do zamążpójścia (jeśli tak, to już nie w porę)? Czy może powinna mnie zmotywować do bycia „poddaną”? (Jaka jest więc tutaj wizja kobiety? Nowofeministyczna?) Z takim mglistym pojęciem o tym, czego mogę się spodziewać, przystąpiłam do lektury i... zostałam całkowicie urzeczona. 

Costanza Miriano - włoska dziennikarka, katoliczka, żona i mama czworga dzieci, pisze listy do swoich przyjaciół, głównie kobiet. Każdy adresat listu znajduje się w nieco innej sytuacji życiowej – oczekuje na Księcia z bajki, waha się co do decyzji o ślubie, jest świeżo po sakramentalnym „tak” czy też po narodzinach pierwszego dziecka. Costanza nie stawia się w roli najwyższego autorytetu (sama szczerze i z ogromnym humorem pisze o swoich wadach i trudnościach, z jakimi się boryka), ale jawi się jako wspaniała przyjaciółka od serca, która potrafi zrozumieć niemal każdą sytuację, pamięta o trudnościach i lękach swoich najbliższych, dzieli się swoim doświadczeniem, dodaje otuchy, ale też potrafi szczerze naświetlić pewne prawdy, pomagając spojrzeć na sprawy ważne w odpowiedniej, przepełnionej wiarą perspektywie. W tej korespondencji znajdziemy wiele pięknych myśli o małżeństwie, o roli żony i męża (o tytułowym „poddaniu” także, ale w jakże piękny, nowy sposób!),  o macierzyństwie, a także o kobiecości. Rozważanie na temat kobiety jest tutaj bardzo piękne, tak, nowofeministyczne, można powiedzieć bez przesady. 

Dziś my, kobiety, nie jesteśmy już zobowiązane do tego, by  służyć, ale możemy same zadecydować, by służyć z miłości, odpowiadając w wolny sposób na nasze powołanie.

Niezwykle lekki, żartobliwy, ale przepełniony mądrością język tej książki to jej ogromny atut. Nie przypominam sobie także, czy kiedykolwiek czytałam książkę o małżeństwie i kobiecości włoskiej autorki. Coś nowego, coś wspaniałego przy miażdżącej przewadze publikacji amerykańskich. Dla mnie jest to jedna z tych książek, których nie mogę czytać dalej, jeśli nie mam przy sobie ołówka, który pomoże zakreślić ważne fragmenty. Dziś mój mąż kupił mi trzy ołówki. I temperówkę. Bo rano tak długo szukałam jednego ołówka tylko po to, by kontynuować lekturę…:-) Wyjdź za mąż i poddaj się! to skarbiec kobiecych doświadczeń, przewodnik po relacjach, nie tylko tych damsko-męskich, także tych przyjaźni kobiecych i to nie w teorii, ale w praktyce.

Zakończę słowami, jakie Costanza kieruje w liście do swoich córek:

Życzę wam – cóż za niemodne życzenie – bądźcie przede wszystkim silne, a więc gotowe przyjmować, otwarte na innych, zdolne jednoczyć. Jednym słowem: dobre. Jeżeli możecie.

Książkę polecam bardzo!:-)

Costanza Miriano, Wyjdź za mąż i poddaj się! Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet, wyd. Esprit 2013.

Książka w Księgarni KiM

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS