Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy (Łk 13, 12)

Wyjdź za mąż i poddaj się!

Ale o czym jest ta książka? Zastanawiałam się, trzymając ją w dłoniach i przewracając kartki w poszukiwaniu podpowiedzi. Tytuł mnie zaintrygował: Wyjdź za mąż i poddaj się! Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet. Czy książka ma mnie zachęcić do zamążpójścia (jeśli tak, to już nie w porę)? Czy może powinna mnie zmotywować do bycia „poddaną”? (Jaka jest więc tutaj wizja kobiety? Nowofeministyczna?) Z takim mglistym pojęciem o tym, czego mogę się spodziewać, przystąpiłam do lektury i... zostałam całkowicie urzeczona. 

Costanza Miriano - włoska dziennikarka, katoliczka, żona i mama czworga dzieci, pisze listy do swoich przyjaciół, głównie kobiet. Każdy adresat listu znajduje się w nieco innej sytuacji życiowej – oczekuje na Księcia z bajki, waha się co do decyzji o ślubie, jest świeżo po sakramentalnym „tak” czy też po narodzinach pierwszego dziecka. Costanza nie stawia się w roli najwyższego autorytetu (sama szczerze i z ogromnym humorem pisze o swoich wadach i trudnościach, z jakimi się boryka), ale jawi się jako wspaniała przyjaciółka od serca, która potrafi zrozumieć niemal każdą sytuację, pamięta o trudnościach i lękach swoich najbliższych, dzieli się swoim doświadczeniem, dodaje otuchy, ale też potrafi szczerze naświetlić pewne prawdy, pomagając spojrzeć na sprawy ważne w odpowiedniej, przepełnionej wiarą perspektywie. W tej korespondencji znajdziemy wiele pięknych myśli o małżeństwie, o roli żony i męża (o tytułowym „poddaniu” także, ale w jakże piękny, nowy sposób!),  o macierzyństwie, a także o kobiecości. Rozważanie na temat kobiety jest tutaj bardzo piękne, tak, nowofeministyczne, można powiedzieć bez przesady. 

Dziś my, kobiety, nie jesteśmy już zobowiązane do tego, by  służyć, ale możemy same zadecydować, by służyć z miłości, odpowiadając w wolny sposób na nasze powołanie.

Niezwykle lekki, żartobliwy, ale przepełniony mądrością język tej książki to jej ogromny atut. Nie przypominam sobie także, czy kiedykolwiek czytałam książkę o małżeństwie i kobiecości włoskiej autorki. Coś nowego, coś wspaniałego przy miażdżącej przewadze publikacji amerykańskich. Dla mnie jest to jedna z tych książek, których nie mogę czytać dalej, jeśli nie mam przy sobie ołówka, który pomoże zakreślić ważne fragmenty. Dziś mój mąż kupił mi trzy ołówki. I temperówkę. Bo rano tak długo szukałam jednego ołówka tylko po to, by kontynuować lekturę…:-) Wyjdź za mąż i poddaj się! to skarbiec kobiecych doświadczeń, przewodnik po relacjach, nie tylko tych damsko-męskich, także tych przyjaźni kobiecych i to nie w teorii, ale w praktyce.

Zakończę słowami, jakie Costanza kieruje w liście do swoich córek:

Życzę wam – cóż za niemodne życzenie – bądźcie przede wszystkim silne, a więc gotowe przyjmować, otwarte na innych, zdolne jednoczyć. Jednym słowem: dobre. Jeżeli możecie.

Książkę polecam bardzo!:-)

Costanza Miriano, Wyjdź za mąż i poddaj się! Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet, wyd. Esprit 2013.

Książka w Księgarni KiM

Czytaj dalej...

Urzekająca. Odkrywanie tajemnic kobiecej duszy

(Uwaga... Recenzja napisana 5 lat temu;-) 

„Odkrywanie naszego piękna w istocie oznacza odkrywanie naszych kobiecych serc."

Nie wiem, co mnie bardziej urzekło: niezwykłość tej lektury czy piękno mojej kobiecości?… Nie wiem, dlaczego co kilka akapitów zamykałam książkę i wpatrywałam się w sufit jakby karmiąc się słowami, odkrywając tajniki przeszłości i teraźniejszości, odnajdując coś, dialogując z sobą?

„Urzekająca" postawiła sprawę jasno: kobiecość to najbardziej przynależna i właściwa cecha mojej osoby. Zostałam stworzona kobietą i jest w tym wielki plan Boży i bezcenny prezent dla mnie, i dla innych (zarówno mężczyzn jak i kobiet). Już od dziecka chciałam być księżniczką (nawet grając rolę krasnoludka a nie Królewny Śnieżki), czekałam na Księcia z Bajki (rozczulając się przy romantycznych piosenkach) i chciałabym być podziwiana. Jako mała dziewczynka naśladowałam mamę, podkradałam jej kosmetyki, nauczałam maskotki, przewijałam lalki i matkowałam starszej siostrze i młodszemu bratu. A nade wszystko chciałam wiedzieć, że jestem piękna, urzekająca! W sercu odnalazłam (opisane przez autorów) tęsknoty do: miłości romantycznej, udziału w przygodzie i ujawnianiu swego piękna, a do tego: wytłumaczenie tych pragnień.

Książka znakomicie kreśli kobiecy portret duszy, serca i marzeń, szeroko opisując wpływ i wagę wszystkich relacji: z matką, z ojcem, z przyjaciółkami, z ukochanym, z Bogiem. Jest to głębokie spojrzenie na całą osobę, jej świat i czas życia. Przeszłość nie jest bez znaczenia, pozostawia rany na duszy, które trzeba leczyć, nie tylko rozdrapywać. Te zranienia często nieuświadomione ciążą, blokują. A są... Wyleczalne, uzdrawialne.

Amerykańskie małżeństwo Eldgredge wymienia się piórem, dając całościowe spojrzenie na omawianą kwestię. Odwołują się wciąż do przykładów z życia swoich znajomych oraz tych najbardziej osobistych (historia Stasi i jej problemów jest niezwykle szczera, naprawdę poruszająca tak jak dzieje ich związku), przez co nietrudno odnaleźć się w którejś z opowieści. Silnym fundamentem przekazywanej treści jest głęboka wiara chrześcijańska małżonków. W zamyśle Stwórcy Ewa jest koroną stworzenia, ozdobą, pięknem wcielonym, które to piękno rozprzestrzenia. Ona jest przeznaczona do miłości romantycznej, do bycia zdobywaną, do motywowania wszelkiej męskiej aktywności. Jest w niej życiodajna moc, ona dąży zawsze do czegoś Więcej, czegoś głębiej… Urzeka swoją tajemniczością, czasem pochopnie nazywaną skomplikowaniem. Kobieta jest w swoim pięknie prosta, ujmująca.

Jakaż to mądra książka, ach. Jak na teraz – dla mnie niezgłębiona. I na pewno będzie pozycją w biblioteczce niestałą, a wędrującą: mama, siostra, przyjaciele... Długa przed nią droga. Droga urzekania. (I mam nadzieję, że zawędruje do Was. I trochę się pogości w Waszych sercach.)

John & Stasi Eldredge, Urzekająca. Odkrywanie tajemnicy duszy kobiecej, Oficyna wydawnicza LOGOS, Warszawa 2005.

Znajdź Urzekającą w sklepiku KiM

Czytaj dalej...

Kobiety w Chrystusie. W stronę nowego feminizmu

Nie jest to, prawdę mówiąc, książka do poduszki... Chociaż cel czytania książki przed snem może być różny, a także najróżniejsze są nasze gusta i potrzeby. Więc ujmę to inaczej: nie jest to książka do poduszki dla każdego. Ale niewątpliwie dla każdego, kto chciałby wgryźć się w temat nowego feminizmu, jest to lektura wyjątkowa, obowiązkowa i najlepsza, jaką można znaleźć na naszym rynku wydawniczym.

Dlaczego nie dla każdego? Bo jest to książka naukowa, złożona z kilkunastu artykułów napisanych przez specjalistów - teologów, filozofów, socjologów zajmujących się tematem nowego feminizmu. Mówiąc precyzyjnie, w miażdżącej większości - przez specjalistki, co cieszy niezmiernie, że mamy tu do czynienia z pięknym kobiecym głosem na temat kobiecości. I to kobiet różnych stanów, powołań i pokoleń. Ale jednocześnie pragnę nie zniechęcić, tylko zachęcić: nie jest to lektura zupełnie nieczytelna czy bardzo trudna w odbiorze, dlatego przy odrobinie motywacji i cierpliwości (bo na pewno nie da się jej czytać jak powieści;-), nawet osoby nie będące wdrożone w taki naukowy dyskurs, odnajdą bogactwo treści także dla siebie.

W zbiorze tym znajdziemy teksty na temat biblijnych i antropologicznych źródeł nowego feminizmu, komentarze do myśli św. Edyty Stein (nowej feministki, o tak!), podejmowane są także, jakże dziś ważne, kwestie gender studies i pytanie o płeć - tę biologiczną i społeczno-kulturową, o stosunek kobiecości do męskości, a także pytanie o miejsce kobiety w Kościele i praktyczny wymiar nowego feminizmu. Prawdziwe bogactwo treści, wiedzy i inspiracji do własnych przemyśleń i dalszych badań. 

Autorka aż trzech artykułów w tym zbiorze i redaktor całej książki, Michele M. Schumacher we wstępie pisze: Mimo wszelkich naszych prób zrozumienia kobieta pozostaje głęboką i trwałą tajemnicą - której równa się jedynie tajemnica mężczyzny, a obydwie tkwią we wnętrzu obejmującej je tajemnicy Trójjedynego Boga. (...) Nowy feminizm będzie się rozwijał i kwitł, w miarę jak będą się rozwijały i rozkwitały kobiety - zawsze i wszędzie we współpracy z mężczyznami - dla dobra wszystkich ludzi i dla promowania autentycznie ludzkiej i chrześcijańskiej kultury.
 
Kobiety w Chrystusie. W stronę nowego feminizmu, red. Michele M. Schumacher, wyd. Centrum Myśli Jana Pawła II, Warszawa 2008.
 
Wygraj książkę! :-) Konkurs do 13.12
Czytaj dalej...

Rodowód Łaski - Tamar

Dla wielu osób, jak sądzę, samo nazwisko autorki serii Rodowód Łaski, Francine Rivers, może być wystarczającą rekomendacją do sięgnięcia po nowowydaną książkę „Tamar” (wyd. Aetos). Literatura Rivers od momentu jej głębokiego nawrócenia przepełniona jest wiarą, tematyką miłości (tej prawdziwej i czystej) i historii, które poruszają swoją mądrością. Polscy czytelnicy mieli okazję poznać jej bestsellerowe powieści: „Potęga miłości” czy „Dziecko pokuty”. Co jednak mogę powiedzieć tym osobom, którym te informacje (jakże dobrze wpisujące się w promocyjne materiały!) nie wystarczają? Co chciałabym przekazać tym czytelnikom, dla których może być to pierwsze spotkanie z jej twórczością?

Podchodzę z dystansem do książek, które chcą przekazać jakiś fragment Pisma Świętego na sposób opowieści, odtwarzając postaci (o których w Biblii czytamy często zaledwie kilka zdań), ich motywacje, pragnienia czy obawy... I pierwsze, co odkrywam już we wstępie, to chyba podobne podejście Francine Rivers, która zdaje się odczuwać ogrom przedsięwzięcia, jakiego się podejmuje, a w którym pragnie pozostać wierna przekazowi biblijnemu, dodając jedynie to, co może być ważne lub niezbędne do lepszego zrozumienia. I wydaje mi się, że robi to świetnie. Zaraz obok tej ostrożności wobec poszerzania biografii postaci wplecionych w historię Zbawienia, pojawia się i drugie pragnienie – przybliżyć je dzisiejszemu człowiekowi – ale nie tak, jak przekazuje się lektury szkolne w opracowaniach – streszczając fabułę, wytłuszczając najważniejsze momenty, często wypunktowując tylko pewne fakty, tylko w taki sposób, by pozwolić nam dziś, nastawionym na szybkie odpowiedzi i zwroty akcji, wejść w tę historię, poznać życie tej konkretnej postaci, by razem z nią przeżywać jej drogę, wszystkie dylematy i wybory. Dlatego cały pomysł serii Rodowód Łaski uważam za niesamowicie potrzebny (może szczególnie nam kobietom?). Składa się ona z pięciu opowieści o kobietach, które Ewangelista Mateusz wymienia w rodowodzie Jezusa Chrystusa (Tamar, Rachab, Rut, Batszeba i Maria). Jak pisze autorka we wstępie: „Żyjemy w burzliwych czasach, w których miliony ludzi poszukują odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania. Kobiety z genealogii Jezusa wskazują nam drogę. Lekcje, jakie możemy wyciągnąć z ich historii, są wciąż aktualne, mimo upływu tysięcy lat”.

„Imię Tamar znaczy: palma daktylowa. Nadawano je dziewczynie, która miała wyrosnąć na kobietę piękną i pełną wdzięku. Palma daktylowa rośnie na pustyni i wydaje słodkie, pożywne owoce (…). Juda miał nadzieję, że dziewczyna spełni wszystkie obietnice kryjące się w znaczeniu jej imienia.” (Francine Rivers, „Rodowód łaski. Tamar”)

Historia Tamar jest przedziwna i, przyznaję, dziś trudna do zrozumienia, niełatwa do zaakceptowania w wielu swoich wątkach, bo osadzona w jakże innej, odległej nam kulturze! Sytuacja młodziutkiej, nastoletniej Tamar jest niezwykle trudna, a zarazem oczywista dla ludzi tamtych czasów. Zostaje ona wybrana na żonę dla syna Judy, Era. Wie, że z jej zdaniem i uczuciami nikt nie będzie się liczył. Zostaje więc poślubiona mężczyźnie z innego ludu, który nie tylko jej nie kocha, ale także ją poniża. Tamar jest całkowicie zależna od decyzji mężczyzn – ojca, teścia, męża, braci. A o jej wartości ma świadczyć tylko jedno – urodzenie syna, dlatego też zostaje wybrana (czy też oceniona) z powodu swojej pracowitości, siły oraz płodności matki, które zapowiadały, że bez problemu wyda na świat gromadkę dzieci. Co okazuje się jednak nie tak proste.

Dla mnie jej historia jest w dużej mierze pytaniem o wartość i godność kobiety. Może nas dziś przerażać spojrzenie na kobietę, jakie odczytujemy w tej historii. Nie ma tu mowy o jej samodzielności, autonomii, o jej pięknie, które nie stałoby się tylko obiektem męskiego pożądania lub kobiecej zazdrości. A mimo tego Tamar zachowuje pokorę i otwartość serca – także na Boga, którego nie zna. Przy tym uciekając się do pewnego fortelu (powiem szczerze: dla mnie, a pewnie i dla Was także, zupełnie niezrozumiałego), udaje jej się odzyskać swoją godność i uznanie w oczach ludzi. Ale, gdyby na tym poprzestać, to byłaby to tylko namiastka jej prawdziwej wartości. Bo ona nie pochodzi od innych, ale od samego Boga.

Dziewczyna zabrana od rodziców, wyrwana ze swojego narodu i swojej wiary, która miała być poddaną żoną i matką, której użyteczność mierzono przez jej ciało i witalność, a miało potwierdzić je ostatecznie potomstwo, staje się pierwszą niewiastą wymienioną w rodowodzie Jezusa Chrystusa. Kobieta, która nie złamała prawa w przeciwieństwie do bogobojnych mężczyzn, o której Juda powiedział, że jest sprawiedliwsza od niego samego. Kobieta wybrana przez samego Boga w Jego historii. Ale nie, to nie jest kobieta idealna, to jest kobieta pełna nadziei i niosąca nam nadzieję.

Francine Rivers, Rodowód Łaski: Tamar, wyd. Aetos 2013.     

UWAGA! Do 30.11 trwa KONKURS, w którym do wygrania właśnie ta książka!:-)

Książka do nabycia także w sklepiku Serca Kobiety.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS