Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8, 31b)

Stać się kobietą, jaką Bóg chciał, abyś była

Stworzona przez Boga. Stać się kobietą, jaką Bóg chciał, abyś była. Tytuł obiecuje wiele. Okładka również. Trochę jakby dawała nadzieję, że odnajdę dzięki niej tę część mnie, której jeszcze nie odkryłam, że stanę się całością – zgodnie z Jego zamierzeniami. Albo że to będzie początek Nowego, że ja będę nowa, piękniejsza. Bliższa Jego zamysłom. Nie łudzę się jednak, że wystarczy jedna książka. Przepraszam, jeśli rozwiewam czyjąś nadzieję na odnalezienie takiej lektury (poza Jedną Jedyną, o której już wiecie). Jednocześnie wiem, że to właśnie dobre słowa, przykłady i wyważone przewodniki pomagają mi trwać w drodze, dając przydatne wskazówki i mapy prowadzące w kierunku pełni życia i pełni kobiecości. Wśród tak wielu propozycji - książek, blogów, newsletterów, konferencji, filmików, facebookowych profili... (Czy tylko ja zaczynam się w tym gubić?) nie zawsze łatwo znaleźć perłę albo chociaż perełkę. Oto jest. Coś na jej kształt.

Książka autorstwa Tammy Evevard to książka, która podejmuje naprawdę ważne tematy. Te kluczowe dla naszego kobiecego życia. To nie znaczy, że każdy z nich będzie tak samo istotny dla każdej z nas (jesteśmy przecież na różnych etapach życia, mamy różne doświadczenia, różne gusta), ale mam przeczucie, że któryś z nich trafi prosto do serca. To są tematy, o których nie myśli się codziennie na spacerze, o których nie rozmawia się każdego wieczoru z przyjaciółką, a jednak one ciągle wracają i domagają się udzielenia jasnej odpowiedzi. Kim jestem, kim jest mój Bóg, czym jest moje kobiece piękno, jaka jest moja misja w świecie i wobec najbliższych, co znaczy być matką, jak wybierać dobrą drogę?

Podoba mi się bardzo szczerość i bezpośredniość autorki oraz to, z jaką uwagą kolekcjonuje swoje doświadczenia i jak przekłada je na sprawy duchowe. Ta książka nie jest wyczerpującym podręcznikiem, to pewien zbiór myśli, w dużej mierze historia i dorobek Tammy, jej skarbiec odkryć i obserwacji, którymi chce się z nami podzielić. To także zapadające w pamięć historie kobiet, które Tammy spotkała na swojej drodze, często zagubionych i zranionych, które odnalazły siebie dzięki Bożej Miłości. Niejedna z nas zobaczy w nich siebie... Wiele w tej lekturze haseł i obrazów, które zapadają w pamięć i gdzieś w głębi po cichu pracują, przypominają się... Gonić lwa. Bardzo chcieć. Czy też widzieć gobelin z drugiej strony. (Cały gobelin, jaki powstaje z naszego życia, widzi On, nie my. My widzimy tylko plecione bezładnie nitki.)

Tammy Evevard od pierwszej strony staje się czytelniczkom bliska i znajoma. Otwiera się tak bardzo, że widzimy w niej nie tylko kobietę dzielną, świadomą swoich korzeni i odważnie głoszącą Dobrą Nowinę, ale tak jak my - kobietę walczącą o samą siebie i dojrzewającą (np. do roli matki, bo przecież - jak sama pisze - nie cierpiała dzieci!). Tammy jest bezpośrednia i konkretna, zabawna, ale też refleksyjna. Nie mówi mi czegoś bardzo nowego, czegoś, czego bym jeszcze nie usłyszała. Wiem, że jestem umiłowaną córką Boga, wiem, że potrzebuję Go, wiem, że On mnie przyjmuje w każdej chwili, wiem, że to ode mnie zależy, którą drogę wybiorę, wiem, jak cudowne jest powołanie kobiety, wiem, jak cenna jest przyjaźń… A jednak mówi to w taki sposób, że chwilami uśmiecham się do siebie, ciesząc się, że ktoś ujął te prawdy w nowy sposób. Utrwalam je wtedy i przypominam sobie, jaka chcę być i Kto jest u mojego boku.

„Jeśli Mu na to pozwolimy, Bóg może przemienić nawet najbardziej przerażające okoliczności i wydobyć z każdej z nich coś pięknego. Piękno z popiołów – to sprawia, że Bóg jest najświętszy, najcudowniejszy. Jednak musimy Mu na to pozwolić. A kiedy to zrobimy, wówczas odnajdujemy najbardziej cudowną Bożą łaskę.” (Tammy Evevard)

***

UWAGA! :-)

Książce patronuje Serce Kobiety i w związku z tym mam dla Was kilka książek :) Będę je rozdawać w poniedziałek! Śledźcie facebookowy profil Serce Kobiety w poniedziałek 19.09 około godziny 12. 

 

***

Tammy Evevard, Stać się kobietą, jaką Bóg chciał, abyś była, wyd. eSPe, Kraków 2016

 

Czytaj dalej...

Grey zdemaskowany, czyli o kobiecych pragnieniach

Pięćdziesiąt twarzy Greya. Jakieś skojarzenia? Może te niebieskawe czy też szarawe okładki dobrze wyeksponowane na półkach księgarni? A może zmysłowe plakaty reklamujące film w sezonie ubiegłorocznych walentynek? A może rekomendacje i zachwyty koleżanek? A może krytyczne komentarze pod adresem tej bestsellerowej serii? A może same dobrze wiecie, co jest w środku tej książki?... 

Ale dziś chcę Wam zaproponować znacznie lepszą lekturę. Grey zdemaskowany (wyd. Vocatio 2016). To tylko pozornie książka o książce. Nie jest to streszczenie dla tych pań, które czują się zbyt zawstydzone, by czytać Greya w oryginale. Nie jest to też naukowa analiza i dokładne studium trylogii brytyjskiej pisarki. To książka, której autorki Dannah Gresh i Juli Slattery - chrześcijanki i specjalistki w dziedzinie seksualności kobiet i budowania relacji - szukają odpowiedzi na pytanie: co przyciąga miliony kobiet do literatury erotycznej. Szczególnym bodźcem do ich pracy (którą napisały w zawrotnie szybkim tempie!) było odkrycie, że po takie książki sięgają równie często chrześcijanki jak kobiety dalekie od wiary. Ich wniosek jest zarazem punktem wyjścia dla wielu cennych myśli, którymi dzielą się w swojej książce:

Literatura erotyczna, pornografia czy romanse pozamałżeńskie przyciągają nas głównie wtedy, gdy ignorujemy nasze pragnienia. 

Dannah i Juli skupiły się więc najpierw na nazwaniu pięciu kobiecych pragnień. Pisząc o tych kobiecych tęsknotach, nie uciekły jednak w zbytnie prze-duchowienie - nie zapomniały o integralnej kobiecości (z którą przecież stykają się w swojej pracy na co dzień). Dlatego też nie pominęły np. pragnienia satysfakcjonującego życia seksualnego. Opisując bogactwo kobiecych serc, autorki pokazują jak złudne i powierzchowne zaspokojenie daje literatura erotyczna. Pokazują jak łatwo jest pobłądzić, popierając to świadectwami kobiet. A jednocześnie wskazują też na to jak można prostować swoją drogę, by zgodnie z Bożym planem zaspokajać swoje najskrytsze pragnienia, także te najbardziej intymne. 

Twoja seksualność nigdy nie miała być oddzielona od twoich najgłębszych duchowych i relacyjnych pragnień, ale miała stanowić ich wyraz.

O pięknie kobiecej seksualności autorki piszą, powołując się na własny przykład (a mają czym się dzielić!), a także na przykłady z samego Pisma Świętego! I tak oto naszą cudowną Oblubienicę – tę Całą Piękną, o której codziennie przypomina mi Kalendarz Kobiety 2016 – nazwały… Gorącą Babką!

Śniła o swoim mężu, rozmyślała o jego nagim ciele, planowała seksualne przygody. W kreatywny sposób wykorzystała to, co miała do dyspozycji, by świętować ich seksualność – słowa, swoje ciało, zapachy, jedzenie. W przypływie uczucia zaczęła nazywać tę kobietę Gorącą Babką.

Urzekła mnie bardzo szczerość autorek, ich własne świadectwo i zaangażowanie w tę całą sprawę. One naprawdę walczą i pokazują jak walczyć o samą siebie, o inne kobiety, o mężczyzn i w ogóle o cały nasz świat. Patrzą bardzo szeroko. Patrzą nie jedynie na sposób ludzki, chodzą w Bożym świetle. I pisząc o naszej intymności i naszej misji potrafią wyczytać tak wiele np. z Księgi Nehemiasza! :-) To wspaniała, inspirująca lektura dla tych z nas, które chcą lepiej zrozumieć swoją kobiecość, które chcą walczyć o swoją czystość i o czystość serc oraz spełnienie najskrytszych pragnień innych kobiet.

Jeśli szukasz zaspokojenia swoich pragnień, to będziesz potrzebowała czegoś więcej niż tylko seksualnego przebudzenia. Będziesz potrzebowała duchowego przebudzenia.

Dannah Gresh, Juli Slattery, Grey zdemaskowany, czyli o pragnieniach kobiecego serca i o tym, co się kryje za kulisami literatury erotycznej, ograbiającej kobiety z prawdziwej intymności, wyd. Vocatio 2016.

** Fragmenty pisane kursywą to cytaty z książki Grey zdemaskowany.

Czytaj dalej...

Zdesperowana. Nadzieja dla mamy, która potrzebuje oddechu

Złapać głęboki oddech? Tak bezkarnie? Tak, by napełnić płuca powietrzem i odzyskać siłę? Przy małych dzieciach? Mimo desperacji a może własnie w akcie desperacji? Młode mamy, nawet te zdeklarowane jako bardzo szczęśliwe i spełnione, w którejś chwili zwykle mogą wyznać, choćby szeptem: są dni, kiedy jest ciężko. Kiedy nie wiem, jak się nazywam. Kiedy nie wiem, jak odpocząć, kiedy zastanawiam się czym właściwie jest to macierzyństwo i dokąd ta droga mnie prowadzi. I czekam na dobre słowo.

Dziś więc coś dla takich mam. Dziś o potoku Takich Słów. Dobrych. Nawet bardzo dobrych.

Książka Zdesperowana. Nadzieja dla mamy, która potrzebuje oddechu (autorki: Sarah Mae, Sally Clarkson, wyd. św. Wojciecha, Poznań 2015) towarzyszyła mi podczas ostatnich dni oczekiwania na narodziny Stefanka i całkowicie mnie oczarowała. Zaczynając już od niezwykle pięknej formy – dwugłosu mam: Sary i Sally, przyjaciółek o różnym stażu małżeńskim i macierzyńskim. Dwa spojrzenia: bycia w środku tych doświadczeń, z trójką maluchów u boku i spojrzenia już z dystansu, ze stażem małżeńskim mierzonym w dziesięcioleciach i dorosłych dzieciach. Ten dwugłos autorek wprowadza mnie w zachwyt nie tylko nad spojrzeniem na tę samą sprawę – podobnie, choć  inaczej, ale także nad siłą kobiecej przyjaźni i wsparcia. To siła modlitwy, dzielenia się sobą czy po prostu - spotkania przy kawie. 

Treść książki obejmuje bardzo szeroki obszar trudności, z jakimi borykają się młode mamy - trudnych emocji, niewiary w swoje siły, zmęczenia, poczucia osamotnienia, zniechęcenia... Przeczytamy więc o zmianach w życiu, które przynosi macierzyństwo i każde kolejne dziecko, o zderzaniu się marzeń i rzeczywistości, o byciu (nie)przygotowaną i o sztuce odnajdywania siebie w macierzyństwie, o walce matki – o dzieci, o samą siebie, o relacje z innymi, a przede wszystkim o relację z Bogiem. Słowo pokrzepienia, pocieszenia, wzmocnienia czy motywacji - jestem niemal pewna, że każda mama znajdzie coś dla siebie.

Mnie szczególnie ujęły dwie kwestie. Po pierwsze, podejście autorek do zarządzania domem i jego estetyką, i szerokim ujęciem tego, co możemy przekazać i powiedzieć dzieciom poprzez naszą troskę o otoczenie (ale także szerzej - poprzez troskę o to, co dla nas ważne, poprzez wybór tego, co naprawdę chcemy im dać i jak chcemy je kształtować). Posłuchajcie.

„Kiedy zajmuję się moim królestwem, wlewając w nie życie i wypełniając je pięknem, komfortem i ciepłem, mówię sobie, mojej rodzinie i innym: <<Kocham was! Zapraszam do środka, rozprostujcie nogi i zostańcie tu na chwilę. Jesteście mile widziani!>>. Zupełnie nie chodzi tu o posiadanie domu, który przypomina muzeum. Chcę mieć porządek (gdzie znów są moje klucze?), ale nie dążę do perfekcji. Nawet jakbym chciała, to nie dam rady, bo kłóci się to z moim charakterem. Ale podejmuję świadomie decyzję, aby włożyć wysiłek w tworzenie miłego domu, gdzie ludzie poczują się kochani i znajdą spokój.” (Sarah)

A jeszcze bardziej zapadło mi w serce przesłanie o tym… czyj głos jest najważniejszy. Ja wiem, oczywiście. Wiem, że Jego. Ale czasem zapominam, gdy jest tak przyziemnie. Gdy trzeba zmieniać trzecią pieluchę w ciągu godziny i znów myć dziecięce, zabrudzone jedzeniem łapki. Jest tyle różnych teorii, tyle rad, tyle nie i tak, trzeba i nie wolno. A to o jedzeniu, o smoczku, o spaniu, o bajkach, o zabawach, o uczeniu dyscypliny, o zabawie z innymi dziećmi, o potrzebie rówieśników itd. Ale moje dzieci są wyjątkowe. Jak każde dziecko. Każde z nich. Klucz do ich serca nie leży w żadnej teorii, nikt nie powie mi jak mam je wychować, jak mówić, aby mnie słuchały, jak przekazać im wiarę, by jej nie utraciły. One są niepowtarzalne w swojej osobowości, która właśnie się kształtuje, ze swoim temperamentem, którego nikt z nas im nie wybierał. Ja je odkrywam. One odkrywają się przede mną dzień po dniu, czasem z zupełnie innej strony. Każdego dnia na nowo.

(Nie)dobra mama, (nie)grzeczne dziecko, (nie)dobre wychowanie – jak to łatwo powiedzieć, a jak to niewiele znaczy. Czuję się coraz bardziej wolna i coraz bardziej otwarta nie na to, co podpowiadają blogerki parentingowe, co piszą w bestsellerach, co mówią te bardziej doświadczone, ale otwarta na to, co szepce mi Pan bardzo delikatnie do serca. Nie zawsze słucham, czasem chcę wypróbować zachwalane metody, ale kiedy tracę siły, kiedy uświadamiam sobie, że one wcale nie skutkują albo czuję, że one nie są w zgodzie z nami, wtedy szukam pomocy u Niego: Panie, jak mam dotrzeć do serc moich dzieci? Prostuj nasze ścieżki. Podpowiadaj mi słowa, które mam im mówić, piosenki, które mam im śpiewać i wiersze, które mam dla nich układać. Dawaj mi natchnienia do zabaw i do gospodarowania naszym wspólnym czasem. I naprawiaj moje błędy, bo Ty znasz wielkość mojej słabości i mojej miłości. Ty przecież znasz te dzieci lepiej niż ja. I mnie znasz lepiej niż ja samą siebie. I odzyskuję wiarę w to, że ja naprawdę wiem, co mam robić. W to, że odpowiedzi są zapisane w moim sercu. W sercu mamy.

„Nie ma jednego uniwersalnego sposobu czy wzoru, który będzie pasował do wszystkich rodzin, matek czy dzieci. Żyj w wolności wiary i w bogactwie życia, które dał ci Jezus. Zrozum, że dzieci są darem, a w ich wychowywaniu Bóg ukrył błogosławieństwa i lekcje, którymi Pan chce nas nauczyć, jak sprawić Mu największą radość, zajmując się skarbem, który powierzył w nasze ręce.”

I wtedy, kiedy przychodzą chwile największej desperacji, przychodzi i największa nadzieja. Że to nie jest jakieś szarpanie się i bieg po tytuł matki roku. Że to nie jest rzeźbienie dzieci na swój obraz i podobieństwo albo na obraz, który pasowałby do rodzinnej fotografii. Że to wszystko ma sens, że moje macierzyństwo to droga uświęcenia i możliwość najbliższego spotkania z Bogiem. Dialogu z Nim w codzienności - przy przewijaniu, spacerowaniu, karmieniu, wycieraniu noska, powtarzaniu tej samej bajki po raz któryś. Wsłuchiwania się w Jego Ojcowskie Serce. Bo choć jestem już mamą, nadal jestem Jego dzieckiem. 

* * *

A ponieważ książka jest aż tak piękna, że nie mogę, nie chcę i nie wyobrażam sobie zatrzymania jej tylko dla siebie - mam dla Was 3 egzemplarze od wyd. Św. Wojciecha!

Napiszcie w komentarzu jedno zdanie, które młoda mama chciałaby usłyszeć. Zdanie, które może dodać nadziei, otuchy, motywacji... Zdanie, które być może same usłyszałyście, może już komuś powiedziałyście, a może właśnie takich słów Wam kiedyś albo i wczoraj zabrakło. Na Wasze komentarze czekam do 24.08.

Na stronie wydawnictwa możecie także przeczytać fragment Zdesperowanej!

 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS