Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał (Ps 37, 5)

Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja!

Jakże jesteś piękna!... – to zdanie powtarza się w Pieśni nad Pieśniami jak refren. Obdarowana tym komplementem odpowiada zresztą w podobny sposób: Jakże piękny jesteś, jakże cudowny! Tak idealni, tak wyczuleni na swoje wdzięki, a może - tak zaślepieni?

Czy Oblubienica była rzeczywiście piękna? Autor pieśni nie pozwala w to wątpić. Barwne, choć dla naszych uszu brzmiące egzotycznie opisy urody Szulamitki przedstawiają ją niemal jak baśniową księżniczkę, której każdy element ciała godny jest wysławienia pieśnią. Ale najpewniej ona nigdy nie założyła korony i nigdy nie mieszkała w pałacu. Oblubienica może być zwykłą, spaloną słońcem pasterką. Ale on nie definiuje jej przez status społeczny czy wykonywaną pracę. On (najpewniej także skromny pasterz) patrzy jej głęboko w oczy, nazywając to, co tam znajduje, dobrem i pięknem, i wszystko to szczegółowo analizując. Jakże piękna jesteś znaczy ni mniej ni więcej: jakże dobra i wspaniała jesteś!

Uczymy się dzielić piękno na widzialne i niewidzialne, zewnętrzne i wewnętrzne, jakby granica była prostą linią na skórze, jakby nasze ciało nie było przeduchowione i jakby ciało nie było nasze. Ale Pan mówi, że wszystko, co stworzył, było piękne (Rdz 1). Piękne czy dobre? Bóg nie czyni rozróżnienia. On jest est-etykiem. Oblubieniec zachwyca się Ukochaną jak Bóg, który zachwycał się tym, co stworzył. Jak Adam, który zobaczył Ewę i widział ją całą piękną, nie zatrzymując spojrzenia tylko na jej ciele. Ona może czuć się kochana w całości. Zakochany z pieśni powtarza słowa o pięknie z ekscytacją i niezachwianą pewnością. Chce, by wyryły się w jej sercu i by żaden inny głos nie zagłuszył jego słów. Nawet jej własny, jeśli zechce w chwilach słabości wypowiedzieć swoje wątpliwości: może jednak nie cała?

Widzimy ją oczami tego, który kocha. To spojrzenie przemienia także jej sposób patrzenia. Być może uzdrawia rany zadane przez innych. Oblubienica odzyskuje czyste spojrzenie na siebie i na drugą osobę. Mówi: jestem piękna, dostrzegając w samej sobie to, o czym nawet nie miała pojęcia albo o czym już dawno zapomniała. Ona stała się dla niego najpiękniejszą z niewiast. Stała się Jedyną. Tak jakby cały świat poza nią nie istniał. Co nie znaczy wcale, że Szulamitka na pewno wygrałaby konkurs piękności.

Chyba że to Oblubieniec zasiadałby w jury.

„Słowa [Jakże piękna jesteś!] mówią przede wszystkim o wielkim olśnieniu pięknem kobiecości, i to nie tylko, a w każdym razie nie przede wszystkim pięknem zmysłowym, ale bardziej jeszcze pięknem duchowym. Można nawet dodać, że to drugie raczej warunkuje pierwsze.” (Jan Paweł II)

Kilka pytań do przemyślenia:

#Które fragmenty opisu urody Szulamitki zawarte w pieśni najbardziej mnie poruszają? Które słowa chciałabym sama usłyszeć?

#Co znaczą dla mnie słowa: „Cała piękna jesteś”! Co jest mi najtrudniej zaakceptować w sobie?

#Piękno nie musi być idealne ideałem naszych kanonów. Za jakie nieidealności mojego piękna mogę dziś dziękować Bogu?

#Czy piękno innych kobiet inspiruje mnie, czy raczej burzy moją pewność siebie, budzi we mnie zazdrość?

 

***

Powyższy tekst możecie znaleźć w Kalendarzu Kobiety 2016: Cała piękna, jesteś przyjaciółko moja! Umieszczam go na stronie z myślą o tych z Was, które Kalendarza nie mają ;-) A jednocześnie zapowiadam, że nowy Kalendarz Kobiety na 2017 rok pojawi się po wakacjach! Już niebawem także mały konkurs, w którym będę zachęcać Was do włączenia się w tworzenie tego nowego wydania.

Czytaj dalej...

A skąd Ty to wiesz?...

Słyszę różne głosy. W głowie. W sercu. Czasem są delikatne, nawet czułe. Coś w stylu: Jesteś naprawdę piękna. Idź, dasz radę. Czasem są oschłe, napominające, wręcz krytyczne. Znów ci się nie udało. Nawet nie próbuj. Itp. Pewnie też je znacie. Po części mogą być podobne, wspólne nam. Część z nich jest jednak całkiem inna, wyjątkowo spersonalizowana, inaczej akcentowana. Nasza. 

Choć może to brzmieć trochę chorobowo, to mieści się to w granicach normy. Głosy są echem (czasem wyostrzającym oryginał) słów, które słyszymy jako dzieci (i nie tylko). Tych słów, które były bardzo ważne, bo wypowiadały je bliskie osoby lub po prostu – były tak często powtarzane, że nie sposób zapomnieć ich brzmienia. Tak jak nie zapomina się słów piosenek, które śpiewało się setki razy lata temu (ciągle mnie to zadziwia!). Głosy i słowa, które do nas mówiono, utrwaliły się, nagrały. I jakiś radiowiec w nas co jakiś czas je przypomina w stosownych i mniej stosownych sytuacjach. Są też wśród tych głosów moje prawdy i odkrycia, moje wnioski zbierane sumiennie i powtarzane tak często, że stają się wyjątkowo ważne i wyraźne. A do tych głosów we mnie dochodzą jeszcze inne głosy zewnątrz, odkrywające mi pewne prawdy – o mnie, o świecie, o Bogu. 

Skąd ty to wiesz? Czasem sama nie wiem  gdzie to czy tamto usłyszałam (choć i tak czuję się tu w miarę precyzyjna;-) Nie do końca znam początki i źródła wszystkich moich przekonań, racji, spojrzenia na siebie, motywacji czy sentencji, które wypowiadam - sobie czy np. własnym dzieciom. Tak jak w dzisiejszej przestrzeni internetowej – już coraz trudniej o oryginalność, a nawet o znalezienie źródła. Kto pierwszy w ten sposób to narysował, napisał? Nie wiadomo. Sieć pełna jest cytatów, zapożyczeń. Tak jest i w nas. Czasem drugorzędna kwestią jest źródło, ważna jest treść. Czasem, ale jednak nie zawsze.

Jesteś piękna, cała śliczna, taka, jakiej Bóg zapragnął.
Bóg Cię kocha, pragnie Ciebie. 
On ma plan dla Twojego życia. 
On jest zawsze przy Tobie. Itd. 

Pewnie to wszystko wiecie. Ale skąd to wiecie? Kto wam to powiedział? Ksiądz na kazaniu? Pani na katechezie? Babcia w dzieciństwie? Gdzieś to przeczytałyście? Z facebooka? Z internetu? Z piosenki?

Dobre chrześcijańskie media (szczególnie media społecznościowe) ciągle nam o tych prawdach przypominają w różnych słowach i obrazach. Uwielbiam to! To też znak, że nowości technologiczne mogą być przestrzenią głoszenia Dobrej Nowiny. Możemy zostać zainspirowani, zadziwieni, zaciekawieni. Ale kolejny krok należy do nas. Co ja z tym zrobię? Czy zapragnę usłyszeć coś więcej? Mogę polajkować setki pięknych zdjęć i cytatów, zgadzając się z ich przesłaniem, pragnąc je jakoś zatrzymać w swoim sercu, ale to nie gwarantuje przemiany myślenia. Jeśli nie wyjdę sama na poszukiwania, jeśli nie skieruję się do Źródła, to głosy, które zagłuszają we mnie te prawdy, mogą wciąż być silniejsze. Bo ich źródło może być równie istotne, jeśli nie istotniejsze. Jeśli słowa o Jego miłości i naszym pięknie (i wszystkim innym!) nie będą powiązane z osobistym spotkaniem (spotkaniami) z Bogiem, nie będą mieć w sobie tej mocy przemiany. 

Więc pierwsze, najpierwsze powinno być (choć powinność brzmi tutaj nie najszczęśliwiej) pragnienie spotkania z Tym, który wie. A czy szczęśliwie nie zbiega się ono z wielkimi kobiecymi tęsknotami? 

Noworoczne życzenia i zaproszenia

W tym roku chciałabym życzyć Wam wsłuchania się w Jego Głos. Byście usłyszały to, co On ma do powiedzenia na temat Waszego życia. Szczególnie jeśli szukacie drogi, nie wiecie w którą drogę skręcić, jeśli zastanawiacie się nad powołaniem, jeśli stajecie przed decyzją oddania się całkowicie Komuś. Życzę, byście na pytanie: a skąd ty wiesz, mogły śmiało i pewnie odpowiedzieć: od Niego!

Jednocześnie pragnę zaprosić Was do wspólnego (i bardzo osobistego) odkrywania Jego Słów. Na blogach najczęściej pisze się dużo o sobie, o swoim życiu, o przemyśleniach. A ja coraz bardziej chciałabym, aby to miejsce w przestrzeni było dla Was inspiracją i motywacją do własnych przemyśleń, do spotkania ze Słowem i z innymi ważnymi tekstami i osobami. Bo kiedy same odkrywamy lub przypominamy sobie pewne prawdy na modlitwie, umacniamy nasze fundamenty, ożywiamy naszą duszę najmocniej.

W pierwszej połowie roku - do wakacji - chcę Was zaprosić do rozważania psalmów – tak na dobry początek, jeszcze w styczniu, później do przeżywania Wielkiego Postu również w pewnej wspólnocie i z pewnym wyzwaniem, a następnie do wspólnej lektury bardzo pięknego, bardzo ważnego dokumentu papieskiego o kobiecej tematyce! ;-) Szykuję też pewną propozycję szczególnie dla młodych mam... :-) 

Chcę was zaprosić do zawalczenia o czas na modlitwę, szczególnie modlitwę Słowem Bożym. Nawet jeśli miałaby to być ta jedyna chwila dla siebie w ciągu dnia (mamy, znacie to? ;-) A także chcę Was zaprosić, jeśli będzie miały ochotę, do dzielenia się swoimi odkryciami  – czy to w komentarzach, na swoich blogach czy w mediach społecznościowych. By to, co odkrywamy, tę głębię, móc przekazywać dalej.

A więc już niebawem pierwsza odsłona projektu #miedzyniewiastami!

Co Wy na to?

Czytaj dalej...

Podcast SK 07: Coś purpurowego. Lekcja stylu z Dzielną Niewiastą & Piękno kobiecego cyklu

  • Dział: Podcast

We wrześniowym odcinku podcastu odsłaniam kolejny fragment obrazu naszej Dzielnej Niewiasty z poematu, tym razem ubranej w szykowne stroje, ale też doskonale przygotowanej na... zimę! Opowiadam także o tym, że cykl kobiety jest piękny i że warto go dogłębnie poznawać, bo... tych powodów jest kilka, przynajmniej cztery!:-)

Sporządza sobie okrycia, jej szaty z bisioru i purpury. (Prz 31, 22)

Dzielna Niewiasta przypomina dziś krawcową, projektantkę mody, stylistkę, a - jak się dziś okaże - także projektantkę wnętrz! Ale nie ma się co dziwić - przecież to kobieta wszechstronna. Możemy więc teraz zająć miejsce w ławce i zapatrzeć się na nią. Uczyć się od niej. Tak, to prawdziwa lekcja stylu

W tej pierwszej części tego odcinka zastanawiam się nad tym, czym są okrycia, jakie sporządza Niewiasta, dlaczego nie boi się śniegu i czy przystoi bogobojnej kobiecie ubierać się w najdroższe materiały. A także stawiam przed Wami kilka wyzwań! Pierwsze - dotyczące okryć, drugie - Waszej szafy, a trzecie - odziania się... w purpurę! Ktoś odpowie? 
 
W Inspiracjach chcę Wam opowiedzieć o tym, dlaczego warto poznawać swój cykl, jakie ma to znaczenie dla naszej samoakceptacji, dla rozumienia siebie, dla naszej organizacji czasu, a także dla relacji. Będzie o tym, że o naszym pięknie można mówić nie tylko wzniosłymi hasłami, ale też konkretem. 
 
 
 

Przydatne linki (strony, książki, artykuły wymienione w podkaście)

Pomocne do poznawania naturalnych metod rozpoznawania płodności

  • E. Wójcik, Naturalne Planowanie Rodziny, wyd. Rubikon 2012.
  • A. Lichtarowicz, Kiedy jestem płodna, a kiedy nie?, wyd. Unia 2005.
  • J. Rötzer, Sztuka Planowania Rodziny, wyd. Vocatio 2011.
  • J. Rötzer, Ja i mój cykl, wyd. INER 2007.

 

Czytaj dalej...

Dziecięce piękno

Zazdroszczę dzieciom, oczywiście nie tak całkowicie. Szczególnie dziś nie zazdroszczę im tych nowych czasów, w jakich przyszło im dorastać. Nie zazdroszczę im też tego, że czeka je jeszcze wiele lat żmudnej edukacji, która, choć piękna, to prawda, jest ogromnym wysiłkiem. Nie chciałabym wrócić do przedszkola, choć małość tych wielkich dziecięcych problemów jest kusząca. Cieszę się z momentu, w którym dziś jestem, bez żalu za przeszłością, choć ta po Mickiewiczowsku maluje mi się często sielska, anielska... (Czas podobno leczy rany, może też zmienia paletę barw naszych wspomnień.) 

Też byłam dzieckiem, choć prawie tego nie pamiętam. A już najmniej mogę przywołać wspomnienia tych pierwszych tygodni i miesięcy. Gdybym została wtedy uwieczniona na kamerze... (tego akurat dzisiejszym dzieciom zazdroszczę), ciekawe, czy w tym nieporadnym i maleńkim dziecku, potrafiłabym odnaleźć siebie? Czy uwierzyłabym, że ono to ja? Zazdroszczę czegoś dzieciom, choć i one nie na zawsze to coś mają, one też staną się dorosłe, co zawsze dzieje się za szybko i jakby z zaskoczenia. (To już dorosłeś? Kiedy?) Irciu, tak, pewnie będziesz miał kiedyś żonę, o ile inaczej nie zdecydujesz, ale najpierw będziesz chciał się ożenić z mamą, tak czuję. 

Patrzę ostatnio na miesięcznego Irusia i zazdroszczę mu jednej rzeczy szczególnie. (Poza oczywistym brakiem większych zmartwień niż te: jestem głodny, zmęczony...) Mianowicie zazdroszczę mu tego, że nie wie, jaki jest piękny. Tego, że nie ma pojęcia, jak bardzo rozczula nas swoimi nie zawsze świadomymi uśmiechami (a tymi świadomymi jeszcze bardziej), swoimi grymasami, spojrzeniami, gestami, małymi-wielkimi wyczynami, nawet ziewnięciem czy sposobem, w jaki zasypia albo budzi się. On nie wie jeszcze, że wzbudza zachwyt, że jest urzekający, że pozwala nasycać serca radością i czułością, że nas rozbraja z naszego zmęczenia i skumulowanych nerwów jak najlepszy, niezawodny saper. Jednym uśmiechem, mrugnięciem powieki. Nie jest słodki po to, by coś osiągnąć, żeby otrzymać to, czego akurat potrzebuje (prawdę mówiąc, wtedy, gdy czegoś chce natychmiast, raczej przestaje być tak urzekający ;-) Nie układa strategii, nie próbuje być na siłę piękny, on taki jest po prostu. Taka jest prawda o nim. I nie ma o tym pojęcia. Jeszcze, do czasu. Jeszcze przez chwilę jest piękny tym swoim nieznanym mu najczystszym pięknem i jego działaniem. Choć przez chwilę.

Wiele lat temu, będąc w aquaparku, razem z siostrą próbowałyśmy dobroczynnego działania jacuzzi. Pamiętam, że w pewnym momencie dołączyła do nas dziewczyna (młoda nastolatka, jakoś w podobnym do mnie wieku) z tatą, który pomagał jej wygodnie usiąść w wodzie. Dziewczyna patrzyła przed siebie, ale nie obejmowała nas wzrokiem, była niewidoma. Uderzyło mnie to, jak śliczna była ta dziewczyna, z pewnością wygrałaby szkolne wybory miss, a może i nie tylko szkolne. Była przepiękna... Pomyślałam wtedy (i do dziś to pamiętam), że nawet gdy ona to usłyszy, to i tak nie będzie do końca wiedziała, co to znaczy, nie zobaczy, jaką urodą została obdarzona, nie będzie mogła porównać się z innymi kobietami. Nie zobaczy, jak wzbudza zachwyt w oczach bliskich i całkiem nieznanych osób, choć na pewno dzięki prawdziwej miłości będzie to czuła lepiej niż niejedna z nas. Może będzie czuła swoje piękno o wiele prawdziwiej niż osoby widzące. Mam nadzieję, że tak właśnie się stało w jej życiu.  

Czasem wiemy, że jesteśmy piękne, nawet to widzimy. Na przykład wtedy, gdy z uśmiechem spoglądamy w swoje odbicie w lustrze, podziwiając nowy tusz na rzęsach, przypadkowo perfekcyjnie nałożony róż na policzkach, włosy, które łaskawie ułożyły się, tak jak miały według naszej wizji i dobrze dobrany odcień bluzki. Każdej z nas zdarza się (częściej lub rzadziej) stwierdzić nieźle wyglądam, jak na moje możliwości ;-) Czujemy się piękne także wtedy, gdy jakiś fotograf zamknie nasz najpiękniejszy uśmiech w kadrze, omijając ten gorszy profil, czy wtedy, gdy ktoś zupełnie szczerze wpatrując się w nas, oświetla to, co schowało się zawstydzone w cieniu. Gdy piękno wychodzi z ukrycia, gdy jest adorowane i przemienia przestrzeń wokół. Nas przemienia, nas odkrywa.

Zazwyczaj jednak przez znaczącą część życia wcale nie czujemy się urzekające. Ale dalekie jest to od stanu niemowlęcia, które nie wie, że może skradać serca innych. My chcemy urzekać, bo już doświadczyłyśmy swojego lub cudzego piękna. I czasem tupiemy nogami, wylewamy łzy, rozdzieramy szaty – bo tego piękna wciąż wydaje nam się mało, mało. Bo za mało zachwycamy.

A może bardzo się mylimy w naszych pragnieniach i uczuciach, może zachwycamy wystarczająco, nawet z naddatkiem? Tylko za mało odczuwamy zadowolenie, niewiele owoców, słów i odpowiedzi widzimy? Być może to wszystko tak wyczekiwane, to tylko naddatek, cukierek, który się przydarza nam dostać właśnie po to, by całkiem o swoim pięknie nie zapomnieć? Może jednak zachwycamy nadal tak jak niemowlę – nieświadome tego, jak urocze jesteśmy i ile piękna wnosimy w serca innych? Może wcale nie musimy być tego świadome, by tak się działo?

Dziecko jest w pełni sobą i jest piękne. I skrada serca. 

Chciałabym znów stać się jak dziecko - piękna tym czystym pięknem. 

A to, że Bóg patrzy na nas z takim zachwytem jak matka na swoje dziecko - to pewne. 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS