I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz! (J 8, 11)

Podcast SK 06: O niegasnącej lampie, o pojednaniu, jakie niesie nowy feminizm oraz o Kalendarzu Kobiety 2016

  • Dział: Podcast

Czerwcowy, przedwakacyjny odcinek podcastu Serce Kobiety to kontynuacja rozważań wokół poematu o Dzielnej Niewieście oraz kilka słów o nowym feminizmie, a także... o nowym, przygotowywanym Kalendarzu Kobiety 2016. 

 

Jej lampa wśród nocy nie gaśnie (Prz 31, 18b)

Lampa Dzielnej Niewiasty nie gaśnie. Nawet w nocy, nawet wtedy, kiedy naturalne zdaje się tylko światło księżyca. Pracuje? Nadgania zaległości? Nie dosypia? Jak mówi autor Księgi Przysłów jedno zdanie wcześniej: już widzi pożytek ze swej pracy (Prz 31, 18a). W pierwszej części tego odcinka zastanawiam się czy Dzielna Niewiasta potrafi w ogóle odpoczywać, czy wie, jak jest to ważne dla jej kondycji. Podrzucam także kilka innych myśli o lampie - bo może ona wcale nie oznacza jedyne nocnej pracy. Zachęcam do zastanowienia się nad tymi lampami, które rozpalamy w naszym życiu i nad tymi, które być może niepotrzebnie wciąż ne gasną.


W drugiej części opowiadam o nowo wydanej książce dr Anety Gawkowskiej na temat pojednania w myśli Jana Pawła II, a szczególnie w kontekście nowego feminizmu. Mówię o tym, dlaczego ta książka jest wyjątkowa (na moim egzemplarzu mam piękną dedykację autorki, to raz;-) a także o głównej idei zawartej już w samym tytule: Skandal i ekstaza. A to wszystko w kontekście niezwykłej roli, jaką odgrywa nurt nowego feminizmu - o roli pojednania. Czysta poezja, która inspiruje!

Na koniec zdradzam kilka szczegółów dotyczących Kalendarza Kobiety 2016! A więc mówię jaki będzie motyw przewodni kolejnego Kalendarza oraz co można zrobić, aby włączyć się w jego tworzenie (a przy okazji można wygrać egzemplarz dla siebie:-)

POBIERZ PODCAST

ODSŁUCHAJ W iTunes (iPodcast)

 

Przydatne linki (strony, piosenki, teksty, osoby wymienione w podkaście)

 

Cytowane fragmenty z Pisma Świętego: 
  • Prz 31, 18b
  • Pnp 5,2
  • 2 Sm 22, 29
  • Ps 119, 105

 

I moja mała modlitewna refleksja

 

 

Czytaj dalej...

Kobieta - created by God

Krzyczące ze szklanego ekranu feministki mają dość klarowną, choć zupełnie rozmytą, wizję kobiety: mamy być, kim tylko chcemy, ale Broń Boże, nie wybierając życia zgodnego z naszą kobiecą naturą i wiarą. Tymczasem nowy feminizm odważnie podpowiada: stań się tym, kim zostałaś stworzona, Dzielna Niewiasto.

Czym jest kobiecość? Często słyszę to pytanie albo sama je sobie zadaję, a odpowiedź, przychodząca mi wtedy do głowy, zmienia się razem ze mną, z odbiorcą i z kontekstem rozmowy. Kobiecości nie można szczelnie zamknąć w słowach, nie można ograniczyć jej wielowymiarowości, bo łatwo wówczas stracić z oczu jej głębię. Ale w medialnym szumie docierają do mnie też odpowiedzi całkiem niezgodne z tym, co czuję i poznaję, a głosy te uparcie powtarzane, osiadają w wielu kobiecych sercach i sieją niepewność co do tego kim naprawdę jesteśmy.

Jedna propozycja zdefiniowania kobiecości jest na przykład taka: kobieta to biologicznie rodzaj żeński człowieka. Ale kobiecość nie jest tylko kwestią fizyczności, bo człowiek jest jednością – kobiece ciało nie jest oderwane od kobiecego serca. Jesteśmy w całości kobiece, a ciało, wplecione w naszą tożsamość, pozwala nam odkrywać zarówno własne ograniczenia jak i siłę. Nasze ciało jest przeduchowione. Inna z medialnych odpowiedzi brzmi: kobiecość jest wytworem kultury, wzorcem norm narzuconym przez społeczeństwo w postaci ról i wymagań. Ale to nie kultura tworzy kobietę, choć oczywiście ma wpływ na nasz sposób ubioru czy język. Nie stajemy się kobietami w jakimś momencie życia, nie jest to kwestia własnego czy cudzego wyboru, nie rodzimy się jako bezpłciowe czyste białe kartki, które można zapisać dowolnie. A jeśli już miałybyśmy być białymi kartkami, to wszystko, co na nich zostanie zapisane, nie niszczy tej bieli, ani tej faktury. Kobiecość jest niezniszczalna, choć w ciągu całego życia dojrzewa w nas, rozkwita, wypełnia się. Stałyśmy się kobietami w jednym momencie – wtedy, gdy zaistniałyśmy. A że jesteśmy nieśmiertelne, kobiecości nigdy nie stracimy. (Warto więc ją pokochać, naprawdę!)

Tymczasem recepta, jaką próbuje się nam dziś przepisać na dylemat kobiecości, brzmi: rozerwij kajdany, nie pozwól, by ograniczała cię biologia, społeczne role czy mężczyźni, tylko bądź tym, kim chcesz być! We mnie zaś rodzi się pragnienie nie tyle bycia tym, kim chcę, ale tym, kim naprawdę jestem. A o tym, kim jestem, lepiej niż ja sama, wie Ten, Który mnie zapragnął, stworzył i ukochał miłością doskonałą jeszcze zanim pokochali mnie rodzice. Tak, kobiecość jest pomysłem samego Boga i można by dodać: wszelkie prawa zastrzeżone, created by God, made in the Garden of Eden.

Kobieta stworzona przez Boga, przez Niego określona i powołana do pewnych zadań to niemal czerwona płachta na mainstreamowe feministki. My nie chcemy być poddane, nie chcemy rodzić, ani być zamknięte w domu, nie chcemy opresyjnej katolickiej nauki - wprost lub nie wprost słyszymy to przecież nieraz. A tymczasem nauka Kościoła daleka jest od wyznaczenia kobiecie sztywnego gorsetu i wskazywanie jednej, prostej drogi, której powinna się trzymać. Nosimy w sobie całe bogactwo możliwości i darów wpisanych w naszą naturę. Kobieta niejedno ma imię.

W tak przedziwnych czasach nowe spojrzenie na kobietę, uwzględniające jej piękno, godność i pochodzenie, jest niezwykle potrzebne zarówno mężczyznom jak i nam kobietom. W 1995 r. w encyklice Evangelium Vitae Jan Paweł II wezwał do rozpowszechniania „nowego feminizmu”, który rozpoznaje prawdziwy geniusz kobiety i pomaga mu zaistnieć w świecie. Choć, prawdę mówiąc, inicjatorem takiego feminizmu nie jest Papież, ale sam Bóg, szczególnie w osobie Jezusa Chrystusa (odsyłam do Ewangelii, tej Dobrej Nowiny o kobiecie i dla kobiet!). Nowy feminizm podobnie jak każda inna odmiana feminizmu pragnie walczyć o prawdziwą równość płci w społeczeństwie i życiu publicznym. Jednocześnie wzywa do afirmacji kobiecej natury (stworzonej przecież tak cudownie!), nie chcąc w nią ingerować ani jej zmieniać, ale pragnąc pomagać każdej kobiecie w rozpoznaniu jej własnego powołania (po pierwsze do Miłości!) oraz niepowtarzalnej roli, jaką ma do spełnienia w świecie u boku mężczyzny.

Mogę z radością powiedzieć: jestem kobietą, katoliczką i nową feministką. Wiem, skąd pochodzi moja wartość, i wiem, Kogo mogę pytać o to, kim naprawdę jestem i co znaczy moja kobiecość.

Tekst ukazał się w czasopiśmie TRYBY (nr marzec 2014)

Czytaj dalej...

Wyjdź za mąż i poddaj się!

Ale o czym jest ta książka? Zastanawiałam się, trzymając ją w dłoniach i przewracając kartki w poszukiwaniu podpowiedzi. Tytuł mnie zaintrygował: Wyjdź za mąż i poddaj się! Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet. Czy książka ma mnie zachęcić do zamążpójścia (jeśli tak, to już nie w porę)? Czy może powinna mnie zmotywować do bycia „poddaną”? (Jaka jest więc tutaj wizja kobiety? Nowofeministyczna?) Z takim mglistym pojęciem o tym, czego mogę się spodziewać, przystąpiłam do lektury i... zostałam całkowicie urzeczona. 

Costanza Miriano - włoska dziennikarka, katoliczka, żona i mama czworga dzieci, pisze listy do swoich przyjaciół, głównie kobiet. Każdy adresat listu znajduje się w nieco innej sytuacji życiowej – oczekuje na Księcia z bajki, waha się co do decyzji o ślubie, jest świeżo po sakramentalnym „tak” czy też po narodzinach pierwszego dziecka. Costanza nie stawia się w roli najwyższego autorytetu (sama szczerze i z ogromnym humorem pisze o swoich wadach i trudnościach, z jakimi się boryka), ale jawi się jako wspaniała przyjaciółka od serca, która potrafi zrozumieć niemal każdą sytuację, pamięta o trudnościach i lękach swoich najbliższych, dzieli się swoim doświadczeniem, dodaje otuchy, ale też potrafi szczerze naświetlić pewne prawdy, pomagając spojrzeć na sprawy ważne w odpowiedniej, przepełnionej wiarą perspektywie. W tej korespondencji znajdziemy wiele pięknych myśli o małżeństwie, o roli żony i męża (o tytułowym „poddaniu” także, ale w jakże piękny, nowy sposób!),  o macierzyństwie, a także o kobiecości. Rozważanie na temat kobiety jest tutaj bardzo piękne, tak, nowofeministyczne, można powiedzieć bez przesady. 

Dziś my, kobiety, nie jesteśmy już zobowiązane do tego, by  służyć, ale możemy same zadecydować, by służyć z miłości, odpowiadając w wolny sposób na nasze powołanie.

Niezwykle lekki, żartobliwy, ale przepełniony mądrością język tej książki to jej ogromny atut. Nie przypominam sobie także, czy kiedykolwiek czytałam książkę o małżeństwie i kobiecości włoskiej autorki. Coś nowego, coś wspaniałego przy miażdżącej przewadze publikacji amerykańskich. Dla mnie jest to jedna z tych książek, których nie mogę czytać dalej, jeśli nie mam przy sobie ołówka, który pomoże zakreślić ważne fragmenty. Dziś mój mąż kupił mi trzy ołówki. I temperówkę. Bo rano tak długo szukałam jednego ołówka tylko po to, by kontynuować lekturę…:-) Wyjdź za mąż i poddaj się! to skarbiec kobiecych doświadczeń, przewodnik po relacjach, nie tylko tych damsko-męskich, także tych przyjaźni kobiecych i to nie w teorii, ale w praktyce.

Zakończę słowami, jakie Costanza kieruje w liście do swoich córek:

Życzę wam – cóż za niemodne życzenie – bądźcie przede wszystkim silne, a więc gotowe przyjmować, otwarte na innych, zdolne jednoczyć. Jednym słowem: dobre. Jeżeli możecie.

Książkę polecam bardzo!:-)

Costanza Miriano, Wyjdź za mąż i poddaj się! Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet, wyd. Esprit 2013.

Książka w Księgarni KiM

Czytaj dalej...

Geniusz kobiety wg Ady

Geniusz kobiety to dla mnie niezwykły rodzaj patrzenia na świat i sposobu działania. Wiemy (dzięki filozofom i psychologom), że świat poznawalny przez nas nie jest światem obiektywnym. Zawsze nakładamy na niego swoje ramy, co sprawia, że wygląda on inaczej w oczach różnych ludzi. Sposób widzenia przez kobietę z jednej strony warunkowany jest przez jej możliwości biologiczne (na przykład szersza i bardziej rozproszona uwaga), a z drugiej przez specyficzne spojrzenie na drugiego człowieka (okazuje się, że kobiety empatyzują nawet z cierpiącymi złoczyńcami, w przeciwieństwie do mężczyzn). Dzięki możliwościom uwagowym zauważają one więcej elementów z otoczenia, łączą ze sobą odległe fakty, czy też wykonują kilka działań jednocześnie. Dzięki swojemu spojrzeniu na drugiego człowieka, potrafią wczuć się w jego położenie i starają się przełożyć te uczucia na działanie (co uwidacznia się u nich w preferowaniu etyki troski, w przeciwieństwie do mężczyzn, którzy wolą etykę sprawiedliwości).

Wydaje mi się również, że kobiety szczególnie starają się przełożyć na praktykę życia wiedzę, którą zdobywają – choćby to była logika formalna. Nawet w abstrakcjach dostrzegają związek z rzeczywistością, co sprawia, że potrafią na co dzień żyć tym, o czym myślą.

Działaniu kobiet przyświeca troska o innych i dostrzeganie różnorakich konsekwencji danego czynu bądź jego zaniechania. Nawet jeśli te działania wykonywane są jednocześnie (co u kobiet do rzadkości nie należy), wykonywane są ze starannością i dokładnością. Ta jednoczesność nie dotyczy jedynie czynności wykonywanych w danym odcinku czasu – chodzi również o łączenie różnorodnych ról społecznych. Czasem kobieta wydaje się przechodzić kilka metamorfoz w ciągu dnia – do wczesnego popołudnia jest wzorowym pracodawcą lub pracownikiem, a potem, w domu - troskliwą żoną i mamą piekącą ciasteczka, czytającą dzieciom książki i spędzającą czas na rozmowach (i nie tylko;)) z mężem. Wiele oblicz – jedna kobieta.

To wszystko wiele, a jednocześnie nic wobec ogromu wspaniałości jakie w kobiecie się kryją. Niewątpliwie w kobietach (wszystkich i każdej z osobna) drzemie niesamowity potencjał. Każda ma zarówno rodzaj geniuszu charakteryzujący wszystkie kobiety, jak i geniusz swój własny – czasem niedostrzegalny, czasem bagatelizowany, ale zawsze taki, który gdy wyjdzie na światło dzienne – rozpromienia rzeczywistość. Trzeba go tylko odszukać, rozwijać i pielęgnować aż rozkwitnie, a wraz z geniuszem – sama kobieta.

Adrianna Smurzyńska

Zdj. josemanuelerre / Foter.com / CC BY-ND

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS