Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości! (1 Kor 16, 14)

Edyta Stein

Innych można prowadzić tylko tą drogą, którą się samemu idzie. (Edyta Stein)

Edyta Stein (1891-1942), a właściwie Teresa Benedykta od Krzyża – kobieta, feministka, filozof, wychowawczyni, nawrócona katoliczka, karmelitanka, święta Kościoła katolickiego, patronka Europy… Żadne z tych określeń nie opisują jej w pełni, każde pokazuje tylko część jej osobowości, jakiś aspekt jej człowieczeństwa. Zatrzymanie się na którymś z nich może zubażać, może pokazywać tylko część prawdy. Choć nie wiem, czy jest inne wyjście, czy można Edytę Stein opisać w pełni?

Co nie leżało w moich planach, leżało w planach Bożych. Jakże jest żywa we mnie pewność płynąca z wiary, że gdy się patrzy przez pryzmat Boży, nie widzi się przypadków. Całe moje życie, aż do najdrobniejszych szczegółów, zostało nakreślone przez Boską Opatrzność i w obliczu Boga ma doskonały sens i powiązanie. I raduje się na światło chwały, w którym będzie mi kiedyś odsłonięta tajemnica tego doskonałego sensu i związku. (Edyta Stein)

Pisanie o Edycie Stein jest dla mnie trudne, bo przez ostatnie lata była dla mnie przede wszystkim nie teologiem, nie katoliczką, ale filozofem i to wybitnym, odważnym, trochę zapomnianym – poszukującym prawdy, zgłębiającym tajemnicę człowieka (jego cielesności, duchowości a przede wszystkim tego niezwykłego połączenia), piszącym i filozofującym w nieco trudny, fenomenologiczny sposób. To właśnie jej praca doktorska O zagadnieniu wczucia, napisana w czasie, kiedy Edyta była osobą niewierzącą, ale poszukującą, stała się tematem mojej pracy magisterskiej. Boleję nad tym, że wielokrotnie próbuje się czytać jej wczesne prace w kluczu „wiary”, dopatrując się w nich np. zapowiedzi jej nawrócenia. Nie trzeba tego robić. Wystarczy te teksty czytać tak, jak są napisane, tak, jak miały być odebrane, by zrozumieć, że nie ma w nich nic, czego mógłby się chrześcijański filozof wstydzić. Jest tam rzeczywiście jedynie ścisłe podążanie za prawdą i poszukiwanie jasności.

Moja tęsknota za prawdą była mą jedyną modlitwą. (Edyta Stein)

Nie znaczy to jednak, że przekreślam zupełnie często podkreślane poszukiwanie przez nią prawdy z ostatecznym jej efektem, a więc nawróceniem i chrztem w Kościele katolickim. A także z jej późniejszą odwagą i świadomością ofiary za naród żydowski. Od ksiąg i nauki do Boga, od filozofii do teologii, od teorii do praktyki - jakże wspaniałe i nieodgadnione są ścieżki Boga!

Prawda, żywa, działająca, podobnie jak ziarno wpada ona w duszę, zapuszcza w nią korzenie i wzrasta. (Edyta Stein)

Oprócz wspaniałej filozofii i życia, Edyta Stein jest dla mnie, zwłaszcza w tym miejscu, jakim jest Serce Kobiety, szczególnie ważna ze względu na jej zainteresowanie kobiecością. Była jedną z pierwszych kobiet, które mogły studiować, żyła w czasach, w których kobiety stawały się pełnoprawnymi obywatelkami, pracownicami i studentkami, choć przecież nie było wtedy idealnie, a na pewno było znacznie trudniej być kobietą w sferze publicznej niż dziś. Była więc przykładem kobiety nie tylko mądrej i pięknej, ale także aktywnej, działającej, poszukującej, walecznej (choć przy tym też delikatnej). Była świadoma trudności, z jakimi borykają się kobiety jej czasów oraz „wszystkich czasów”, a przy tym nie przestawała wierzyć, że jest w kobiecość wpisana prawda oraz miłość Stwórcy, których odkrycie pozwala nam być szczęśliwymi i spełnionymi.

Żadna kobieta nie jest tylko kobietą. (Edyta Stein)

Jest jedną z pierwszych nowych feministek, choć żyła w latach jeszcze przed tzw. drugą falą feminizmu. To właśnie ona chciała widzieć kobietę jako kobietę – z pięknem jej ciała, powołania, macierzyństwa (duchowego i fizycznego), kobietę równą w godności mężczyźnie. Taką, jaka została stworzona od początku.

Jestem przekonana, że gatunek człowiek przejawia się jako gatunek podwójny: mężczyzna i kobieta, że istota człowieka, w której nie może u żadnego z nich brakować ani jednej cechy, wyraża się w sposób podwójny i że specyficzne odbicie przedstawia całe ukształtowanie bytu. To nie jest tak, że ciało jest inaczej ukształtowane czy że poszczególne funkcje fizjologiczne są odmienne, ale odmienne jest całe życie cielesne, odmienne jest odniesienie duszy do ciała i różny jest w psychice stosunek umysłu do zmysłów, jak również różne są wzajemne relacje poszczególnych władz umysłu. (Edyta Stein)

Jak napisała Immakulata J. Adamska, tłumaczka wielu pism naszej myślicielki: „Edyta Stein chciała nauczyć kobietę sztuki dorastania do samej siebie i wyczulić ją na pełną wolność ukształtowaną według porządku stworzonego przez Boga.”

Dziś, (9.08) we wspomnienie św. Teresy Benedykty od Krzyża, słyszymy słowa Ewangelii św. Mateusza: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.” 

Jeśli się chce dzielić życie Chrystusa, musi się wraz z Nim przejść śmierć krzyżową: wydać się na ukrzyżowanie, w cierpieniu i śmierci, tak jak je Bóg ześle czy dopuści. (Edyta Stein)

***

Edyta Stein – urodziła się w 1891 r. we Wrocławiu, w pobożnej wielodzietnej rodzinie żydowskiej jako najmłodsze dziecko Augusty i Zygfryda. Jako nastolatka przestała się modlić i uznała się za ateistkę. Studiowała germanistykę, psychologię i filozofię, z której w 1916 r. obroniła doktorat (praca „O zagadnieniu wczucia”). W 1922 r. przyjęła chrzest w Kościele katolickim, na którym otrzymała wybrane przez siebie imię Teresa (za św. Teresą od Jezusa, której pisma mocno wpłynęły na nawrócenie Stein). Po nawróceniu nauczała w żeńskich szkołach oraz była zapraszana do wygłaszania wykładów w wielu miastach Europy. W 1933 r. wstąpiła do Karmelu, gdzie przyjęła imiona Teresa Benedykta od Krzyża. W 1938 r. złożyła śluby wieczyste. Ze względu na żydowskie pochodzenie została aresztowana i wywieziona do Auschwitz w 1942 r., gdzie zginęła śmiercią męczeńską, zagazowana 9 sierpnia 1942. Została kanonizowana w 1998 r., a rok później ogłoszono ją patronką Europy. 

Czytaj dalej...

Żadna kobieta nie jest tylko kobietą

„Żadna kobieta nie jest tylko kobietą” (Keine Frau ist ja nur Frau) - to chyba jedno z najpopularniejszych zdań z pism Edyty Stein. Zdanie tak pojemne, tak treściwe, a przy tym tak skrótowe. Ciekawa jestem wszystkich możliwych interpretacji (oraz nad-interpretacji i re-interpretacji).

Najważniejsze do zaakcentowania jest owe TYLKO. Gdyby je ominąć, powstałby dziwny twór, stwierdzający, że kobieta nie jest kobietą, co miałoby sens tylko w odpowiednim kontekście, a i tak nie wiadomo, czy miałby jakieś (jakieś mądre i dobre) przesłanie. Najgorszym posunięciem byłoby wyrzucenie obu negacji i zostawienie tego jako: kobieta jest tylko kobietą, bo przecież gdzieś nawet intuicyjnie wyczuwamy, że byłoby to zubożenie i spłaszczenie Sprawy. Chociaż nie powinno być dla nas trudne przywołanie sytuacji surowego patriarchatu, gdzie kobieta faktycznie jest „tylko kobietą”, która nie ma prawa głosu, a jeśli nawet wyrazi swoje zdanie, może zostać uciszona, zignorowana, wyśmiana, przywołana do pionu, do „swojego miejsca w szeregu”. Potrafimy wyobrazić sobie takie podejście, które depcze godność kobiety, podkreślając owe tylko i rozumiejąc je na swój sposób.

Żadna kobieta nie jest tylko kobietą, ponieważ jest zawsze KIMŚ więcej, ponieważ samo bycie kobietą nie wyczerpuje jej tożsamości. Przede wszystkim jest osobą, która na równi z mężczyzną posiada swoją niezbywalną godność i wielkość bycia człowiekiem. Jest Ona nie tylko córką i siostrą, ale staje się oblubienicą, matką, przyjaciółką. Przyjmuje role żony, wychowawczyni, opiekunki, a także wykorzystując swoje talenty i umiejętności, podejmuje najróżniejsze prace w społeczeństwie. Dzięki swojej wrażliwości na drugiego człowieka oraz innym cechom, które tak naturalnie i powszechnie nie przysługują mężczyznom, jest po prostu niezastąpiona.

W jednym z odcinków świetnego amerykańskiego serialu „Siódme niebo” kilkuletnia Ruthy za zadanie domowe dostaje napisać: kim chciałaby być w przyszłości. Zabiera się do tej pracy bardzo poważnie i skrupulatnie. Przygląda się pracy ojca-pastora, rozmawia ze starszym bratem-pielęgniarzem i kilkoma innymi osobami z jej otoczenia. Ale w tym wszystkim, co widzi i słyszy, nie odnajduje żadnego celu ani czegoś, co by ją pociągnęło. I oto do jakiego dochodzi wniosku... Ruthy pragnie zostać mamą! Jednak nie chodzi tu konkretnie i jedynie o aspekt macierzyństwa, ale o bogactwo, jakie ma w sobie jej mama, o wielość spraw, jakimi się zajmuje. Okazuje się ona nie tylko mamą, ale także psychologiem, nauczycielem, dekoratorem wnętrz, zarządcą, kucharką, a gdy trzeba także mechanikiem. Mama (moglibyśmy poszerzyć: Kobieta) nie zamyka się w jednym zawodzie, w jednym zadaniu, ale jest elastyczna, zdolna do ogarnięcia wielu spraw w swoim otoczeniu i wytyczeniu celów. Mama to ktoś więcej niż tylko mama - odkrywa dziewczynka.

Przewiduję pewną problematyczność: a czy o mężczyźnie nie powiemy podobnie, czyli: Żaden mężczyzna nie jest tylko mężczyzną? W świetle powyższych dywagacji nie możemy wręcz powiedzieć inaczej. Mężczyzna także zawiera w sobie bogactwo - ról i relacji, swoich zadań i umiejętności. Zwróćmy jednak uwagę na fakt, iż o tym, że mężczyzna jest "kimś więcej", nie trzeba nawet przypominać (choć w świetle dzisiejszych kryzysów chyba jednak już trzeba). A jak musiało to zabrzmieć zdanie o kobiecie w latach 20-30. XX w.? Na pewno odważnie i poważnie. A dziś? W dobie wy-emancypowanych kręgów kobiecych, wojujących feministek i ruchów genderowych to zdanie chyba musi powrócić z dużą siłą i nowym przesłaniem.

I wreszcie mój ulubiony komentarz do powyższego zdania.

Żadna kobieta nie jest tylko kobieta, ale jest AŻ kobietą.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS