Miłość, radość i obecność ponad perfekcjonizm! 

Nie brak mi niczego

Drugi tydzień Śpiewania psalmów. Czytam, maluję, wypisuję, dzielę się, kiedy mogę (głównie tutaj lub za kulisami). I chyba najmocniej do tej pory brzmią mi w sercu słowa z Psalmu 23.

Nie brak mi niczego. (Ps 23,1)

Śpiewacie je tak równie radośnie jak psalmista? Ja nie zawsze. Nie mam chyba w naturalnym wyposażeniu tej skłonności. Ale może nikt z nas jej nie ma? Zatem nie zawsze z łatwością wypowiadam te słowa. Mam też zwykle mocne argumenty przeciwko temu optymistycznemu podejściu. Chociaż staram się być zapobiegliwą i roztropną panią domu, zwykle czegoś w nim brakuje. Masła, rodzynek albo aromatu wanilinowego, gdy nachodzi mnie ochota na pieczenie ciasteczek. Mnie też brakuje niejednego do tej pełni szczęścia, którą gdzieś sobie namalowałam w marzeniach. A to lepszej pogody, a to firanek w oknie. Brakuje czegoś  naprawdę albo czegoś tylko trochę lepszego, bo to, co jest, wydaje się za małe, za ciasne, niedostosowane do potrzeb, po prostu niewystarczające. Jest, a jakby go nie było. Jest, ale w ogólnym rozrachunku wcale się nie liczy. Jest, ale ja tego nie widzę. Wiem, wiem, że to błąd w myśleniu, że to zawężone spojrzenie, ale czy tak czasami nie jest najłatwiej? Widzieć to, czego nie mam, zamiast tego, co mam. 

Gdy zaczynam zgłębiać psalm 23, coraz bardziej widzę, jak wielu rzeczy nie widzę. I przypomina mi się mój dwulatek rano niosący mi swoim żwawym krokiem moje cudowne szkiełka, mówiąc przy tym słodko „mama, okurary”. Tak, czasem potrzebne są mi po prostu okulary, żeby widzieć. Ale czasem jak pan Hilary (przynajmniej jakiś jeden bohater naszych dziecięcych lektur, który ma nogi w miejsce kół ;-) szukam tych okularów gorączkowo, robiąc raban, przyzywając pomocy, nie widząc, że ja je naprawdę mam. Wystarczy spojrzeć przed siebie. Wystarczy patrzeć. A właściwie chcieć patrzeć. Na to, co mam z wdzięczności, ale i na to, czego nie mam - z uśmiechem. Naprawdę nie potrzeba zbyt wiele ponad to, co mam. Właściwie nic więcej nie potrzeba. Nawet jakichś specjalnych szkieł. Wdzięczność nie jest przecież skomplikowana.

Chyba wszyscy nosimy nasze braki. Czasem są cięższe niż to, co w nas pełne. Słyszałam niejedną historię o doświadczaniu braków. Tak mocnych, że skupiających na sobie całą uwagę. Tych braków – pustki, która ciągle o sobie przypomina.Nasze życie to pasmo braków. Tym większe im wznioślejsze namalowane gdzieś ideały, czasem przekalkowane przez cudnie nierzeczywiste zdjęcia z facebooka (bo już chyba nie z gazet... ;-) Czasem definiujemy się nawet przez braki. Mogłaby powstać swoista litania. Możemy ją nazwać nawet litanią marzeń.

Brak poczucia bezpieczeństwa, brak wspaniałych wspomnień z dzieciństwa, brak poczucia własnej wartości, brak rodziny, brak przyjaciółki od serca, brak dzieci, brak pewności siebie, brak zdrowia, brak ukochanego mężczyzny, brak satysfakcjonującej pracy, brak czasu, brak cierpliwości, brak urody, brak talentu. 

Ale braki są dobre, właściwie mogą być dobre, bo można odkryć, że tak można żyć. Że można żyć niepełnym. Że niewiele potrzeba. Że minimalizm to nie tylko mniej ubrań, mniej kuchennych gadżetów czy eko środki czyszczące. To także minimalizm innego rodzaju, który niesie wielkie bogactwo, wielki pokój.

Bo tak na marginesie, to zwykle udaje mi się upiec coś bez aromatu wanilinowego. Dodaję wtedy ten migdałowy albo pomijam jeden składnik. Albo zmieniam. Zamiast masła dodaję olej. Albo szukam innego przepisu. Albo zadowalam się uchowaną jeszcze czekoladą. Braki mogą być twórcze. Mogą nas rozwijać. Mogą nam dawać więcej niż wydają się w pierwszym wejrzeniu odbierać. 

Nie brak mi niczego,
bo On jest moim pasterzem
prowadzi mnie po łąkach,
prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć.
Orzeźwia moją duszę.

 

A Ty za jakie braki możesz dziękować?
Które Twoje braki mogą być twórcze?
Czy potrafisz dziś śpiewać słowa psalmu całym sercem: niczego mi nie braknie?
Bo przecież On wie, czego nam trzeba 

Czytaj dalej...

Psalmy. Między niewiastami. Wyśpiewaj je!

PSALMY. Są nam bliskie. Może nawet nie wiemy, jak bardzo.

Spróbujcie zanucić sobie jakąś melodię refrenu psalmu responsoryjnego. Jestem pewna, że nawet jeśli nie od razu, to po pewnej chwili już ją macie. A teraz przypomnijcie sobie słowa. Może z radosną twórczą nutką, ale pewnie też się pojawią, jak na przykład te: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego.

Psalmy są piękne. Proste i trudne jednocześnie. Tak pięknie podzielone aż się proszą o wysłuchanie i zaśpiewanie. Macie ochotę na 12-dniowe rozważania? Nie, nie proponuję czytania wszystkich ponad 150 psalmów od razu... Może na początek 12 wystarczy :-)

Na czym polega wspólne czytanie #miedzyniewiastami? To codzienne czytanie jednego psalmu i dzielenie się Słowem! O tym, co mnie do tego szczególnie zainspirowało, możecie przeczytać tutaj.

 

Dlaczego między niewiastami?

Bo dobrze jest nie tylko słuchać, ale też śpiewać.

Bo cudownie jest dzielić się Słowem.

Bo wspieramy się w tych wysiłkach.

Bo możemy inspirować i zostać zainspirowane.  

Bo gdzie dwóch albo trzech (gdzie dwie albo trzy;-) gromadzi się w Imię Pana... 

Bo między niewiastami... to szczególne miejsce.

Odkryjcie same dlaczego warto!

 

12-dniowe wspólne czytanie: startujemy 25 stycznia (w poniedziałek).
Materiały pomocne do rozważań do pobrania poniżej (ponad notatką o autorce tekstu).
Zachęcam do wcześniejszego zajrzenia w materiały i wykonanie zadań wprowadzających.

Radosnego, pełnego mocy śpiewania! I słuchania!

Spotkamy się, drogie Niewiasty?

Czytaj dalej...

Nikt nie zrozumie kobiety jak kobieta

Nikt nie zrozumie kobiety tak jak druga kobieta. Prawda czy fałsz? Ostatnio łapię się na takiej myśli: Mój Boże, jak my się różnimy! Zazwyczaj myślałam: my – kobiety i mężczyźni, a dziś myślę sobie: My - kobiety! Żartowałam sobie kiedyś, że po kobiecemu szukamy swojej wyjątkowości i potwierdzenia tej unikalności, wyjścia z „grupy”, bycia kimś innym od tych wszystkich niewiast wokół, a teraz jak słońce oślepia mnie właśnie ta prawda – my jesteśmy niesamowicie różnorodne! 

Nadal będę stała mocno na straży naszej kobiecej natury i kobiecego serca. Ono ma konkretny kształt i konkretne wezwanie, po-wołanie, podobne zawsze tęsknoty i marzenia, ale to aż-tylko zarys, kontur, który z jednej strony wydaje się ograniczać, ale tak naprawdę pozwala wypełniać go nieskończoną ilością możliwych wariantów aranżacji. To serce, które dojrzewa i kształtuje się przez spotkania, relacje i doświadczenia. I chyba właśnie to one sprawiają, że tak bardzo różnimy się między sobą.

Te doświadczenia, te relacje lub ich brak mocno wpływają na nasze patrzenie na siebie, na innych ludzi, na rzeczywistość. Inne są problemy kobiet poszukujących Tego Jedynego, inne młodych mężatek, inne młodych matek, inne mam kilkorga dzieci, inne mam czekających na dzieci, a inne mam, które te dzieci utraciły… Ileż jest wariantów samego macierzyństwa! Mężczyźni też mieszczą się w tych kwalifikacjach, ale mam przeczucie i pewne zebrane już obserwacje, że te doświadczenia nie dotykają ich aż tak mocno, nie zmieniają ich aż tak bardzo. Nie wpływają aż tak znacząco na ich sposób myślenia, na ich poglądy, na ich funkcjonowanie. Nie biorą tego aż tak bardzo do siebie czy dla siebie. A może mają do tego wszystkiego większy dystans? Oczywiście, jest różnica (przynajmniej powinna być;-) między 20-letnim kawalerem a 35-letnim mężem i ojcem, ale kołacze mi w głowie myśl, że jednak różnice między nami są dużo większe niż różnice między mężczyznami. Że nas te doświadczenia bardziej rzeźbią, bardziej warunkują, bardziej otwierają... albo zamykają.

To daje ogromny potencjał dzielenia się sobą, pokazywania młodszym czy starszym kobietom innej perspektywy. Gdy rozpoczynałam projekt Między Niewiastami właśnie o tym myślałam – o uczeniu się od siebie w małej wspólnocie, w której są kobiety na różnym etapie życia, kobiety różnych powołań, na różnym etapie Drogi. Ale okazało się, że wiele kobiet woli być w grupie niewiast, z którymi dzielą nie tylko kobiecość, ale konkretną sytuację – macierzyństwo, małżeństwo czy samotność. Tu czują się zrozumiane, wysłuchane, zaopiekowane, tu znajdują wsparcie i przestrzeń rozwoju. 

Może nikt tak nie zrozumie jak kobieta, bo kobieta próbuje zrozumieć, wychodząc poza swój horyzont. Chce wcisnąć się w całkiem inne buty – cudze baleriny czy szpilki, by zobaczyć drugiego człowieka i zobaczyć świat jego oczami. I zobaczy, i zrozumie, i jak nikt inny wysłucha, jak nikt inny będzie tuż obok. O ile nie zaślepi jej myślenie o sobie i swoim podwórku, gdzie jedynym słusznym wyborem są jej codzienne kalosze. 

Bo właściwie to znam to w trochę innej wersji: nikt nie zrozumie matki jak inna matka.  

Czytaj dalej...

Stare i nowe bukłaki kobiecego serca

Chwaliłyśmy Pana śpiewem, modliłyśmy się słowami pieśni, wtórując czarującej nas głosem i grą na gitarze Irence. (A ja dziś obudziłam się, śpiewając mężowi do ucha „Kiedy Słowo Twe wypełnia się w nas”.)

Czytałyśmy Jego Słowo i dzieliłyśmy się nim.

Byłyśmy przed Panem twarzą w twarz, sercem przy Sercu.

Wpatrywałyśmy się w Marię Goretti i szukałyśmy jej w sobie – tej dziewczyny pełnej wiary i ideałów, broniącej swojej czystości i kobiecej godności, która potrafiła nie tylko nieść niezawinione rany, ale też przebaczenie.

Patrzyłyśmy na Rachab i na cuda, jakich dokonał Pan w jej życiu. Uczyłyśmy się od niej podejmowania ryzyka, wiary, zaufania i działania. Uczyłyśmy się, że nigdy nie dokonamy niczego zupełnie same, że nie możemy naszej wiary pozostawić bez uczynków i że niektóre stare bukłaki bywają wytrzymałe, dobrze wyrzeźbione i gotowe zachować jeszcze niejedno młode wino.  

Rozmawiałyśmy o zmianach w naszym życiu, które są nieuniknione, mogą być twórcze i wspaniałe, ale niejednokrotnie budzą lęk, zabierają poczucie bezpieczeństwa, zmuszają do pracy i spojrzenia na siebie w prawdzie, i że oparciem w tych zmianach jest On, ten niezmienny.

Przypominałyśmy sobie, że Bóg wszystko może. Może dawać nowe serce.

Oglądałyśmy nasze serca i oceniałyśmy ich stan bez zbędnych badawczych narzędzi, czując ich kondycję. Szukałyśmy starych, kruchych bukłaków, nadmiernie nagromadzonych, potrzebujących nowego wina. 

Prosiłyśmy o nowe wino dające życie, rozszerzające serce, formujące je według Jego Serca. O wino, które pozwoli nam doświadczyć Jego bezwarunkowej miłości wobec nas, naszej wartości i kobiecej godności, które uleczy nasze zranienia i wykrzywione spojrzenie na siebie i innych, które pozwoli nam dojrzewać, dokonywać mądrych zmian, ufając i wierząc Bogu, które pomoże nam pokochać siebie, pamiętając, że zostałyśmy obdarowane tym wszystkim, co jest nam potrzebne, by iść za Nim i wypełniać Jego najśmielsze pomysły na nasze życie.

Napełniałyśmy nasze bukłaki tym winem.

Dzieliłyśmy się swoim życiem, tęsknotami, pragnieniami i tym, jak On nas prowadzi.  

Pięknie jest być między niewiastami.
Pięknie jest być z Nim. 

5.07.2014 - dzień skupienia: Trzy dzielne niewiasty i On. O starych i nowych bukłakach kobiecego serca

***

A może też chciałybyście otrzymać taki malutki płócienny bukłaczek z przypinką? Jeśli tak, zostawcie komentarz pod tym tekstem, podając, czym jest dla Was nowe wino. (na komentarze czekam do 13.07) 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS