Wszystkie wasze sprawy niech się dokonują w miłości! (Dz 16, 14)

Kobieta w życiu mężczyzny Mężczyzna w życiu kobiety

27.01 o godz. 19.30 - kolejna konferencja z cyklu rEVOLver!

Kobieta w życiu mężczyzny Mężczyzna w życiu kobiety

prowadzenie - Katarzyna Marcinkowska

 

Spotkanie organizowane przez DA Św. Anny w Warszawie. 

Sala Caritas - Krakowskie Przedmieście 62

Równocześnie będzie odbywać się konferencja dla mężczyzn :-)

Czytaj dalej...

U jego boku - Msza św. dla kobiet

26.06 o godz. 19.15 zapraszamy do parafii Zesłana Ducha Świętego (Parafia Zesłania Ducha Świętego) w Warszawie na ostatnią przed wakacjami Mszę św. dla kobiet z konferencją. 
Spotkanie odbędzie się pod hasłem "U JEGO BOKU", a tematem będzie rola kobiety w życiu mężczyzny i mężczyzny w życiu kobiety. Jak być u jego boku? 

Konferencję wygłosi Katarzyna Marcinkowska - autorka projektu Serce kobiety
Mszę św. odprawi i homilię wygłosi ks. Piotr Paweł Łapa

** ul. Broniewskiego 44, komunikacją miejską - przystanek autobusowy i tramwajowy - Park Olszyna

Czytaj dalej...

Czekając w wysokiej wieży

„Oko kobiety, niezdolne do odczytywania map, pozwala jej dostrzec obrączkę na palcu gitarzysty, nawet z daleka sceny. Ponieważ to, czy mężczyzna jest zajęty czy nie, wchodzi w zakres informacji, bez których nie można się obejść.”

(Costanza Miriano, Wyjdź za mąż i poddaj się!...)

Ileż z nas kobiet czeka z utęsknieniem na Tego Jedynego? Ile to razy wydawało się, że słychać stukot końskich kopyt, które wskazywałyby, że zbliża się Książę, a okazywało się, że to tylko spadł rzęsisty deszcz, albo przyszedł jakiś kawaler do księcia podobny, ale nie do mnie, do innej królewny. Ile to już bali minęło? Ile randek w ciemno (choćby tylko zaplanowanych, nigdy niezrealizowanych)? Ile listów do Boga wysłanych z prośbą o męskie, wojownicze serce? I cisza. 

Mój prywatny Książę przybył dość nieoczekiwanie. Złota, choć na pierwszy rzut oka srebrna, obrączka (która nareszcie po porodzie zwiększyła obwód i mogła wrócić na swoje miejsce;-) dość jasno sygnalizuje, że ja już nie czekam na jego przybycie, a tylko na powroty – te codzienne. Ale nie zliczę tych bliskich mi kobiecych serc, które czasem ściszają swoje bicie, by tylko czujnie nadsłuchiwać, czy aby On się nie zbliża. 

Jeszcze w czasach szkolnych, wczesnych nastoletnich razem z koleżanką (Ewelina, pamiętasz?) pisałyśmy do siebie dodające otuchy SMSy, że nasi książęta są dziś o krok bliżej nas, do spotkania już o jeden dzień mniej (ależ to było pokrzepiające!). W latach mojej największej romantyczności, słuchając rzewnych ballad miłosnych, lubiłam zastanawiać się nad tym, co teraz robi mój ukochany, gdzie jest, z kim jest, jakie są jego dzisiejsze problemy i radości (jakoś nigdy nie przeszło mi przez myśl, by mój przyszły mąż mógł być kilkanaście lat młodszy, więc zakładałam zawsze, że on gdzieś tam wiedzie sobie swoje życie jeszcze beze mnie). Modliłam się za niego bez szczególnej systematyczności, raczej spontanicznie, zwłaszcza gdy w ucho wpadały te najbardziej rozczulające dźwięki i słowa: I can't live without you, I will always love you, I am a woman in love... i tak dalej.

To prawda - każde love story jest inne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Nie ma recept ani patentów na Księcia z Bajki. Można czekać, można nie czekać. Można potknąć się o niego w drzwiach, a może się z nim minąć, można się zdziwić, że to właśnie on, bo miał być przecież trochę inny...;-) Ale zastanawiam się nad jednym scenariuszem. Czy warto zamykać się w wysokiej wieży i tam czekać, czy warto zasypiać z nadzieją, że zostaniemy obudzone gorącym pocałunkiem miłości? Naturalną odpowiedzią wydaje się dosadne stwierdzenie: nie, nie bądź bierna, nie uciekaj, nie chowaj się, wyjdź do świata, do niego, wyjdź mu naprzeciw, nie stawiaj przed nim zadań niewykonalnych, nie komplikuj, nie obarczaj go całą odpowiedzialnością za Waszą miłość i jej początek. Zejdź z wieży, jeśli już się tam wdrapałaś być może tłumacząc sobie, że masz stamtąd lepszy punkt obserwacyjny. A jeśli myślisz, że możesz być drugą Roszpunką, to warto przypomnieć sobie, że ona wcale nie zamknęła się tam sama, ale została uwięziona przez czarownicę i, co więcej, książę wcale nie uratował jej z tej opresji… Choć, ku pokrzepieniu serc, ostatecznie udało im się wygrać z czarownicą, bo tak – tak jak w bajkach, ale i w życiu – miłość może wszystko zwyciężyć i znaleźć drogę tam, gdzie nie ma jej nawet w planach czy marzeniach.

Jednak nie znaczy to, że czasem nie warto wejść na wieżę i zamknąć się w jakiejś komnacie, ale nie po to, by on nas szukał i nadrabiał kilometry (skąd wiesz, jaka jest jego kondycja?), ale po to, by wrócić do siebie samej, by czuć się w pełni piękną i wartościową, będąc sobą, będąc samą (jakoś nie przyswoiłam sobie określenia singlem), ale nie samotną. By odkryć swoją wartość, która nie wypływa z miłości innego człowieka (choć bywa uskrzydlająca, pobudzająca do życia!), ale z Miłość samego Stwórcy. By cieszyć się i dziękować Panu za to, że jestem, jaka jestem, za to, że teraz mam, to co mam i za to, czego nie mam. By wsłuchać się w Jego Głos - może On ma lepszy plan od naszych najbardziej przemyślanych pomysłów? Bo, jak to głosi krążąca w sieci sentencja: jestem księżniczką nie dlatego, że mam księcia u swego boku, ale dlatego, że mój Tata jest Królem.

Czytaj dalej...

Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć albo też jak kochać mężczyznę?

„Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć...” Mój dzielny mąż spojrzał na okładkę i zapewne zachęcony hasłem, podjął niejako rzuconą rękawicę dla prawdziwych mężczyzn, i zaczął czytać. Jednak już po niedługiej lekturze ogarnęły go wątpliwości, czy to wyzwanie na pewno dla niego... 

Zaznaczyć więc muszę na wstępie, że pozycja ta ma jedną, ogromną wadę. Mianowicie, wbrew pewnym przesłankom (tytuł) jest to lektura skierowana bardziej do kobiet niż do mężczyzn (co jednak nie znaczy, że panowie nie znajdą w niej wiele cennych myśli i bardzo ciekawego kobiecego spojrzenia na mężczyzn i relacje damsko-męskie). Książka ta otrzymuje zatem ode mnie duży minus za wprowadzenie mnie (a myślę, że i wielu innych potencjalnych czytelników) w błąd, i jednocześnie ogromny (powiem szczerze: przeważający ten minus) plus – bo po moim zachwycie nad książką „Wyjdź za mąż i poddaj się!” mogłam ponownie delektować się stylem Costanzy Miriano.

Autorka rozpoczyna książkę dość obiecująco… „Istnieje jedna jedyna uniwersalna, skuteczna, niezastąpiona metoda rozmawiania z mężczyznami. Tyle że… nie wiem, jaka to metoda.” Nie chodzi jej jednak o to, że sprawa jest zupełnie beznadziejna, bo i jaki sens miałoby wtedy zapisywanie kolejnych 200 stron? Sprawa jest trudna, to prawda, czemu daje wyraz w kolejnych rozdziałach, opisując różnice między kobietami a mężczyznami oraz pojawiające się na tym tle problemy (których większość z nas zdążyła już na własnej doświadczyć;-), ale głównym celem jej książki jest wskazanie na to, jak dobrze można się uzupełniać, jakie miejsce u boku mężczyzny może zająć kobieta, jak ona może pomóc swojemu mężowi wzrastać, jak może sama kwitnąć, będąc przy nim, będąc naprawdę sobą, naprawdę piękną...

Forma książki jest niezwykle przyjemna, autorka w każdym z rozdziałów opisuje jeden „przypadek” jakiegoś związku, pewnej relacji w konkretnej sytuacji i ze swoim problemem. Czytamy więc o tym, jak ważna jest hierarchia wartości i właściwe umiejscowienie na niej męża, zwłaszcza gdy pojawiają się dzieci; o tym, jak istotną rolę odgrywa autorytet ojca w wychowaniu dzieci; także o tym, jakie błędy często popełniamy jako kobiety w relacji z mężczyznami – o ograniczeniach, jakie narzucamy na nich, o wytykaniu samych wad (i przemilczeniu ogromu zalet), o poprawianiu ich, podcinaniu skrzydeł (często w dobrej wierze i ze szlachetną intencją, nie inaczej!), o brakach… w uśmiechu i pogodzie ducha. A przecież recepty są dość proste, nie kosztują tak wiele, nie trzeba szukać refundacji, wystarczy dobra konsultacja z Najlepszym Lekarzem Serc. Jedna z takich recept może brzmieć jak słowa Miriano: „Nasza akceptacja mobilizuje go do dawania z siebie jeszcze więcej, ponieważ kiedy ktoś patrzy na nas wzrokiem wyrażającym zupełną i bezwarunkową aprobatę, czujemy zachętę do tego, by zaczynać na nowo.”

Miriano pisze także o miłości w sposób piękny i bezkompromisowy, choć nie pozbawiony realizmu (i humoru, rzecz jasna). Pisze o wadze sakramentu małżeństwa, a także o czystości przedmałżeńskiej. „Miłość chce, byśmy konkurowali w robieniu tego, co jest dobre dla drugiej osoby, w odbieraniu sobie nawzajem obowiązków, a nawet w wyprzedzaniu wzajemnych pragnień.” Miłość nie ma być więc układem 50:50, dzieleniem wszystkiego po równo i pilnowaniu, by nikt nie poczuł się poszkodowany, nie jest układem, ale jest wzajemnym obdarowywaniem się, spalaniem się dla siebie, rezygnowaniem z siebie i ciągłym wpatrywaniem w drugą osobę po to, by z uwagą wspólnie wyznaczać jeden kierunek.

I nawet jeśli te myśli znam już dobrze, niektóre na pamięć, inne w teorii, a jeszcze inne w żmudnej praktyce, to przypominanie ich sobie jest mi potrzebne. Bardzo potrzebne.

Costanza Miriano, Poślub ją i bądź gotów za nią umrzeć. Prawdziwi mężczyźni dla nieustarszonych kobiet, wyd. Esprit 2013. 

Książka w księgarni KiM

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS