Nie lękaj się, Ja jestem z tobą! (Iz 41, 10)

7 pytań, które warto zadać sobie przed ślubem

7 pytań, które warto zadać sobie przed ślubem? Na pewno 7? Pewnie może być ich więcej, można je też streścić w jednym. I czy na pewno są to pytania tylko przed ślubem? Może są i takie. Ale wiele z tych pytań będzie powracać i prosić o nowe przemyślenie i o nową odpowiedź. O nowe, codzienne małżeńskie TAK. W miłości niewiele jest pytań zamkniętych (choć i takie mogą być).

Książka Les i Leslie Parrott(-ów) Polubić czy poślubć? 7 pytań, które warto zadać sobie przed ślubem – to niezwykle dobra lektura. Już sama okładka zapowiada, że będzie ciekawie! Już sama okładka zdradza trochę to, co jest w środku i to, co chcą przekazać autorzy. Małżeństwo to wielka przygoda! Co więcej, to świetna lektura nie tylko przed ślubem. Mogę się założyć, że wielu małżonków nawet bardziej doceni mądrość amerykańskiej pary doradców niż niejedni narzeczeni. Pytania i tematy, które rozważają autorzy, dotyczą bowiem nie tylko czasu przed podjęciem życiowej decyzji, to tematy, których nie da się raz na zawsze przerobić, by następnie z ulgą odłożyć na półkę do pudełka zrobione. Ich rozważanie może być owocne i inspirujące, a nawet uzdrawiające dla wielu małżonków, jeśli tylko zechcą podjąć się pracy nad swoją miłością. Jeśli tylko poczują potrzebę odnowienia czegoś w swojej relacji, przemyślenia swojej drogi, obrania dalszego kierunku, zrewidowania swojego tu i teraz. A że wiele par tak właśnie poczuje… tego jestem pewna. To wiem. Bo tak intymna relacja to sztuka ciągłego dojrzewania, to ciągłe pragnienie pełni.

„Spełniona miłość to kwestia bliskości, dzielenia się, komunikacji, szczerości i wsparcia. Małżeństwo, niczym serce ofiarowane za serce, stanowi najgłębszy i najbardziej radykalny wyraz intymnej relacji między dwojgiem ludzi.” (L. i L. Parrottowie)

Kwestie podejmowane przez autorów nie wydają się jakoś szczególnie nowe, to raczej klasyka mówienia o miłości, ale przyjęta przez autorów perspektywa, odwołania i podejście do tematu może być odkrywcze, zaskakujące i bardzo pomocne. Przywołane przez nich historie i anegdotki zostają w pamięci. Do mnie mocno przemawia ich styl pisania, ich szczerość w mówieniu o swoich doświadczeniach – dzielenie się sprawdzonymi radami, ale też pokazywanie, że z trudnościami zmagają się wszyscy małżonkowie, także oni sami. A co więcej, podchodzą do tego z profesjonalną diagnozą, ale też ogromną dozą humoru i dystansu do samych siebie. 

Parrotowie piszą o mitach na temat małżeństwa, o stylu miłości, pracy nad komunikacją i mądrych kłótniach, akceptacji różnic płciowych oraz o wadze sfery duchowej w małżeństwie. Pokazują, jak ważna jest praca, jak wiele może nam rozjaśnić psychologia i badania socjologiczne, ale... Ale tak naprawdę to małżeństwo, które pielęgnuje duchowość i szuka wsparcia u Tego na Górze, jest niezniszczalne, jest silne Inną, Najwyższą Siłą.

„W ostatnim czasie badania naukowe potwierdziły myśl, którą zdrowy rozsądek podsuwał nam od lat: to poprzez zwrócenie się ku duchowemu wymiarowi małżeństwa partnerzy łączą się ze sobą nierozerwalnymi więziami. Małżeństwo kwitnie, gdy pielęgnujemy duszę.” (L. i L. Parrottowie)

Parrottowie odwołują się do kilku koncepcji, zbierają swoje własne przemyślenia na temat miłości, budowania komunikacji i rozwiązywania konfliktów – jest konkretnie, klarownie i motywująco. Choć odwołują się do badań i teorii, to nie jest książka przesiąknięta akademicką wiedzą i górnolotną mądrością, która nie miałaby przełożenia na życie.

Chce się żyć tak, jak oni piszą. Chce się kochać lepiej. Nie ma lepszej recenzji dla książki, która ma inspirować do budowania miłości, niż powiedzieć: gdy się ją czyta, chce się uczyć lepiej kochać, chce się te ich piękne, czasem żartobliwe, czasem nazbyt poważne słowa zamieniać w czyn. W moje życie, w nasze życie.

„Jedną z największych iluzji naszych czasów jest pogląd, że miłość przetrwa bez naszej pomocy. Nie przetrwa.” (L. i L. Parrottowie)

Les i Leslie Parrottowie, Polubić czy poślubić? 7 pytań, które warto zadać sobie przed ślubem, wyd. Aetos 2014.

***

Książka dostępna w księgarni KiM: Polubić czy poślubić?

 ***

Jakie pytanie warto zadać sobie przed ślubem? Mam jeden egzemplarz tej książki, który chętnie przekażę dalej... :-) Na komentarze czekam do 26.11.

* * *

Ilość komentarzy i Waszych pomysłów mnie zmiażdżyła :-) Tak pozytywnie, oczywiście. Z powodu tej ilości postanowiłam wylosować zwycięzcę. Jest to Kaśka. Ale dziękuję Wam wszystkim za bardzo cenne głosy. 

Jeśli jeszcze ktoś bardzo chce zawalczyć, to zachęcam do zajrzenia tutaj - do 29.11 trwa drugi konkurs z tą samą nagrodą (w nieco większej ilości:-)

Czytaj dalej...

Szczęśliwe czy święte?

Raczej nikt nie wchodzi w związek małżeński z zamiarem unieszczęśliwienia siebie i drugiej osoby. Chociaż w przysiędze nie ma takiej obietnicy, to jednak... przypomina to raczej ostatnią myśl, jaka mogłaby się pojawić w sercach zakochanych narzeczonych. Kochają się i chcą być przez całe życie tak szczęśliwi jak w Tym Dniu, a może nawet jeszcze bardziej. Mają (zazwyczaj) świadomość, że różnie w życiu bywa, ale przecież będą Razem i dadzą sobie radę ze wszystkim. Wizja małżeństwa jako największej i najpiękniejszej przygody życia? Tak, znam to i ja. I po kilku latach małżeństwa, bogatsza o wiele doświadczeń, nadal w nią wierzę.

Ale małżeństwo to też droga, czasem trudna, nawet bardzo. Nieznana wcześniej ścieżka pełna zakrętów i zmuszająca do wyborów, czasem pełna ślepych uliczek, o których wcześniej nikt nie ostrzegał. Czasem to młodzieńcze wyobrażenie szczęścia zderza się z codziennym szarym dniem i z trudnościami. Ale to nadal jest szczęście, może większe. W małżeństwie chrześcijańskim nie chodzi przecież tylko o szczęście, a bynajmniej nie o to szczęście, które proponuje nam świat - lekkie, przyjemne, pełne euforii, ale o świętość. Tylko czy może być szczęście większe o świętości dla tych, którzy wierzą i kochają?  

Muszę przyznać, że ostatnio nie mogłam oderwać się od książki Gary'ego Thomasa Święte małżeństwo. Najpierw urzekła mnie okładka (przyznajcie, że to zdjęcie jest urocze, prawda?), a potem całkowicie wciągnęła zawartość. Trafiła idealnie w moje obecne rozważania. Autor zmienił perspektywę typową dla poradników małżeńskich, idealnie łącząc temat wiary i małżeństwa. „Ta książka nie powstała po to, by doradzić wam, jak lepiej kochać swojego małżonka (chociaż mam nadzieję, że i w tym wam pomoże). Ma ona przede wszystkim pomóc wam bardziej pokochać Boga.”

Małżeństwo może być drogą do Boga, dzięki małżonkowi mogę poznawać siebie i zbliżać się do mojego Pana. Mogę odkrywać i uczyć się miłości, poświęcenia i wierności, ale też mogę doświadczać, że zawsze gdzieś w środku mnie pozostanie pragnienie miłości, które może wypełnić tylko największa Miłość. Małżeństwo jest cudowną drogą, szkołą, podróżą, ale nie celem samym w sobie, nie jest ostatecznym spełnieniem, jest przedsmakiem Nieba.

„Moja żona nie może zastąpić mi Boga. W momencie stworzenia zaszczepiono mi w sercu tęsknotę za Bogiem i nikt oprócz Boga nie może tej tęsknoty zaspokoić.”

Gary Thomas pisze o wspaniałej, świętej historii, jaką tworzy i przeżywa każde małżeństwo, o wadze naszych osobistych misji, o modlitwie, której wzmocnienie wymaga najpierw... umocnienia więzi małżeńskiej, o seksualności, która jest szansą nie tylko na fizyczną, ale także duchową bliskość, o wierności jako o próbie miłości, o poświęceniu oraz o kryzysach i trudnościach jako wielkich szansach i sprawdzianach, które można zdać z wyróżnieniem.

Kolizje w małżeństwie mogą tworzyć prawdziwe piękno, gdyż – jak dobrze wiemy – piękno czasem rodzi się w bólach.”

 

Podoba mi się styl autora, jego dzielenie się swoim życiem małżeńskim oraz doświadczeniem pracy. Podoba mi się i trafia do mnie taka zmiana perspektywy i podkreślenie, jak mocno świętość łączy się z naszym małżeństwem, jak blisko może być Bóg, jeśli tylko postawimy Go na właściwym miejscu. I właśnie sięgam po drugą książkę Gary'ego Thomasa... Święte rodzicielstwo, w której, jak na wstępie zaznacza twórca, będzie bardziej o tym, co rodzicielstwo pomaga odkryć o sobie niż o tym, jak dobrze wychować dzieci. Piękna myśl. Myśl, która jest mi ostatnio bardzo bliska :-)

Gary Thomas, Święte małżeństwo, wyd. Aetos 2014.

Książka dostępna w księgarni KiM

 

*** 

KONKURSOWO! 

Z radością ogłaszam, że mam dwa konkursowe egzemplarze tej książki ufundowane przez wyd. Aetos i już nie mogę się doczekać, by je komuś przekazać, zapakować w kopertę i wysłać :-)

Jeśli macie ochotę ją przeczytać, napiszcie w komentarzu poniżej w jednym zdaniu co może być najtrudniejsze w małżeństwie.

Na Wasze komentarze konkursowe czekam do 28.10.

 

Czytaj dalej...

Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa

Narzeczeństwo, trochę jak miłość, zazwyczaj kojarzy się z czymś pięknym, z zapowiedzią najważniejszej deklaracji w życiu, z czasem chodzenia za rękę, przymierzania sukni i planowania, jakie kwiaty zasadzimy na balkonie i jaki odcień zasłonki wybierzemy do naszej sypialni. Czas narzeczeństwa rozpoczyna i kończy coś niezwykłego – z jednej strony zaręczyny, pierścionek, życiowe pytanie, a z drugiej – wspólna droga do ołtarza i sakramentalne TAK, no i obrączka, a nawet dwie. Ale dziś narzeczeństwo często nie jest już tak ważne i tak inne od tego co wcześniej i później. Coraz częściej nie za bardzo wiadomo, jak ono powinno wyglądać, czemu służy, a przede wszystkim - jak dobrze je przeżyć.

Dlatego cieszę się ogromnie, znając ten temat nie tylko z własnego doświadczenia, ale też z pracy z narzeczonymi podczas kursów, że powstają książki na temat narzeczeństwa, zwłaszcza te, które odnoszą się nie tyle do amerykańskich realiów, ale te z naszego polskiego podwórka. Książka Katarzyny i Tomasza Jaroszów to publikacja właśnie o tym, czym tak naprawdę jest ten etap i jak go dobrze przeżyć, mówi także o dylematach wszystkich narzeczonych, ale też o szczególnych sytuacjach w rozdziałach poświęconych małżeństwu z osobą niepełnosprawną albo z osobą, która ma już dziec). Państwo Jaroszowie podejmują także problemy poślubne - jak sytuację braku akceptacji ze strony rodziny małżonka czy dbanie o miłość.

Autorzy słusznie i ciekawie rozwijają temat odłączenia się od rodziców i tego, jak budować relacje z teściami i rodzicami po ślubie, co nie jest łatwą kwestią dla wielu młodych małżonków. Ukazują mieszkanie z rodzicami z różnych perspektyw, co może być pomocne dla par, które rozważają taką możliwość. Inspirują także do narzeczeńskich rozmów poprzez przydatne pytania oraz porady na temat skutecznej komunikacji. W piękny, choć niewyczerpujący sposób dotykają tematu seksualności i rodzicielstwa po ślubie, zwracając tutaj uwagę na problem niepłodności, gdzie dają świadectwo własnego małżeństwa, co jest szczególnie cenne. 

Książka napisana jest językiem przystępnym. Choć nie wyczerpuje tematu narzeczeństwa, to jednak stanowi dobre uporządkowanie i zebranie wiedzy w kwestii przygotowania do ślubu. To też świetna lektura, pomagająca skupić się na tym, co tak ulotne, a tak ważne, to propozycja dla tych, którzy chcieliby się zatrzymać na chwilę w trakcie przygotowań albo jeszcze lepiej przemyśleć to, co dopiero ich czeka.  

A może chcesz wygrać tę książkę? Zapraszam do konkursu

Katarzyna i Tomasz Jarosz, Narzeczeństwo, czyli sztuka przygotowania do małżeństwa, wyd. eSpe 2014.

Czytaj dalej...

Musimy być mocne i jasne

Mam dla ciebie prezent, Żono. Dostałam dziś książkę, tak bez okazji (choć okazja zawsze jakaś jest, tylko trzeba umieć ją nazwać). O nie, trzeba będzie przeczytać... - uśmiech mieszał się ze strachem w chwili jej przejęcia. Ta książka wygrywa chyba w konkurencji najgrubszych, jakie trafiły na naszą półkę. Tzn. ta jeszcze na półkę nie trafiła, teraz ma być gdzieś obok, pod ręką, w zasięgu wzroku, by w stosownym momencie dnia móc do niej sięgnąć. Chyba przez najbliższy rok przynajmniej. Ale jak nie czytać, gdy na pierwszej stronie witają mnie wypisane jego dłonią, starannym pismem, o którym zdawało mi się, że już zapomniał, słowa: „Kochana Żono! Byś zawsze była Mocna i Jasna dla siebie, dla mnie i naszych dzieci i dla innych kobiet.”

Książka Barbary Wachowicz o bohaterkach Warszawy z czasów Powstania Warszawskiego nosi podtytuł „My musimy być mocne i jasne” (fragment wiersza Krystyny Krahelskiej). To nie tylko one miały być mocne i jasne, to jest uniwersalne zadanie każdej z nas. Może dziś szczególnie aktualne. Ostatnio wiele tematów wydawało mi się zbyt błahymi, by o nich pisać. To, że czas jeszcze bardziej skurczył się odkąd Irek zaczął sprawnie samodzielnie wstawać i balansować między stołem a kanapą z różnymi efektami specjalnymi przy okazji, to już inna historia, choć równie istotny argument w tej sprawie. Z jednej więc strony przyziemne matczyne bolączki, z drugiej - wielkie, egzystencjalne, życiowe czy światowe pytania. Wiem, że większość z nas tak ma. W tej prozie codzienności pojawia się migawka przeczucia, że jednak nie jesteśmy pępkiem świata i nie wszędzie jest tak dobrze (nawet kiedy bardziej chciałoby się powiedzieć: tak źle) jak u nas.  

Budzi się to pytanie: dokąd ten cały świat zmierza? Dlaczego w bestialski sposób chrześcijanie giną na Bliskim Wschodzie ze względu na swoją wiarę? I to w czasach, kiedy największymi wartościami miały być wolność i tolerancja. Dlaczego nikt nie interweniuje? Jak można bezkarnie i z tak niezachwianą pewnością swoich racji zabijać bezbronne dzieci i dorosłych? A Ukraina, Rosja? Czy naprawdę czujemy się bezpiecznie? Czy 75 lat temu, kiedy rozpoczynała się II wojna światowa, ludzie dziwili się mniej? Rozumieli więcej? Byli lepiej przygotowani?

Nie wiem. Ale my musimy być mocne i jasne. Pełne nadziei, pełne wiary, nie poddające się zwątpieniu i zniechęceniu, obecne dziś. Każdy dzień jest po coś. Każdy dzień, choćby wypełniony najmniejszymi gestami, najprostszymi słowami i obecnością kilku najbliższych osób, jest bezcennym darem. Od nas dla innych. I od Niego dla nas. Byśmy stawały się jeszcze piękniejsze. By mieć jeszcze jedną szansę coś zmienić, zostawić trochę dobra, posiać je, pielęgnować.

Musimy być gotowe, by stanąć w obronie naszych wartości, wiary, w obronie życia innego człowieka i własnej godności. Nie musimy tu i teraz oddawać życia, nie ryzykujemy aż tak dużo, idąc do kościoła, zabierając głos w dyskusji i będąc w opozycji do mainstreamu, choć czasem i to wydaje się to ponad nasze siły. Ale przecież tu, gdzie jesteśmy, w naszym kraju, gdzie podobno prawie 90% mieszkańców jest ochrzczonych i wciąż w kolejkach ludzie czekają na sakramenty, jest co robić, jest gdzie głosić, jest gdzie świadczyć, jest kogo kochać. Tak, często zdarzy się, że nas wyśmieją, nie zrozumieją, zaszufladkują, skreślą z listy znajomych. Jak nigdy uderzają mnie słowa proroka z ostatniej niedzieli (Jr 20, 7-9). Jeremiasz głosił słowa niewygodne dla słuchaczy, trudne do przyjęcia, nie chcieli go słuchać, wyśmiewali go. Ale nie mógł mówić inaczej. Czasem przecież zdarzy się, że ktoś usłyszy, będzie bliżej Miłości. I my będziemy bliżej.

My musimy być mocne i jasne. Naprawdę mocne i naprawdę jasne.

Wtedy świat będzie trochę lepszy.

Myślę o królowej Esterze. Może wystarczyłaby jedna kobieta, jedna mocna i jasna, by powstrzymać tragedię? 

A może wcale nie jedna? 

 

 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS