Przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. (Kol 3, 14)

Byśmy były z ducha, z ciała i z piękna - o św. Hildegardzie

„Potrzebna jest niezwykle długa i głęboka orka serca." (Hildegarda z Bingen)

Kilka lat temu Hildegarda stała się niemal kultową katolicką świętą, od której można było czerpać inspirację do postów, diet i leczenia medycyną naturalną. Ze zdumieniem patrzyłam na pojawiające się nowe publikacje oparte na jej traktatach medycznych. Jedną nawet (tę na temat kobiecych schorzeń)  czytałam całkiem uważnie, a potem przekazałam dalej. Jednocześnie wielu traktowało ją pobłażliwie: bo i co może wiedzieć XII-wieczna kobieta o funkcjonowaniu organizmu człowieka, a więc o skomplikowanych układach, o zależnościach między nimi czy o chorobach, które nie dają żadnych symptomów? I co to wszystko ma do duchowości? Zrozumienie geniuszu Hildegardy, którą w 2012 roku papież Benedykt oficjalnie kanonizował i wyróżnił tytułem doktora Kościoła (jako czwartą z kobiet obok Katarzyny ze Sieny, Teresy z Avili i Teresy z Lisieux), wymaga holistycznego spojrzenia na jej działalność i nauczanie, czyli tego spojrzenia, jakim ona obdarzała człowieka.

Hildegarda żyła w latach 1098-1179. Mając 15 lat wstąpiła do zakonu benedyktynek. Od młodości była obdarzona mistycznymi wizjami, o których za zgodą przełożonych zaczęła opowiadać wiele lat później. Mając 41 lat została przeoryszą klasztoru. To dzięki niej zbudowano nowy klasztor w Rupertsbergu k. Bingen nad Renem, rozdzielając dotąd wspólne opactwo kobiet i mężczyzn, na co początkowo przełożeni nie chcieli się zgodzić. Hildegarda spisywała swoje wizje za aprobatą papieską, pisała także traktaty medyczne, komponowała muzykę, której i my możemy posłuchać, korespondowała z papieżami i biskupami, napominając o powierzonych im zadaniach, nauczała publicznie, kierowała klasztorem. Święta kobieta renesansu w średniowieczu. Kobieta, której geniusz nie zawsze był wygodny, a dla wielu i nie zawsze wiarygodny. Pod koniec życia Hildegarda wyraziła także nieposłuszeństwo władzom, nie zgadzając się na przeniesienie ciała mężczyzny, który miał bezprawnie spoczywać na przyklasztornym cmentarzu z powodu ekskomuniki. Nasza święta twierdziła jednak, że mężczyzna wyznał swoje grzechy przed śmiercią i żałował za nie, dlatego też pomimo dotkliwych kar (zakaz sakramentów i głośnego śpiewu), jakie nałożono na klasztor, nie ugięła się.

Hildegarda nie tylko była pasjonatką medycyny, nie szukała sławy jako „lekarka” ciała. Chciała leczyć człowieka w całości, człowieka zranionego grzechem, który jest przecież dzieckiem samego Stwórcy. Rozumiała, że w człowieku wszystkie sfery: duchowa, psychiczna i cielesna są ze sobą połączone. A ciało jest również darem, o który trzeba się troszczyć i którego stan ma wpływ na duszę. Dlatego też nie była wielką zwolenniczką skrajnej ascezy i umęczeń ciała.

W 2009 r. powstał film fabularny na temat Hildegardy – „Wizja z życia Hildegardy z Bingen”. O ile filmy o świętych bywają różne – przesłodzone, jakoś nierealne albo bardzo wydłużone (jak film o św. Ricie ;-), o tyle ten jest naprawdę ciekawy, przybliżający dylematy i problemy, przed jakimi musiała stawać. Bardzo lubię scenę, w której siostry pod przewodnictwem Hildegardy odgrywają przedstawienie przez wizytującą przeoryszą z innego klasztoru. Nie są w habitach, ale w białych szatach, z rozpuszczonymi włosami, przyozdobionymi wiankami, śpiewają przepięknie, ukazując różne cnoty i walkę ze złym. W przedstawieniu gra także ksiądz. Ich zachowanie budzi zgorszenie wizytującej siostry przełożonej, która zarzuca Hildegardzie odejście od ideału zakonnicy i kobiecej skromności. Nasza święta odpowiada jej, że siostry są oblubienicami Chrystusa, a piękno nie wyklucza pokory i wiary. Mówi: „Bóg kocha piękno, w raju nie ma brzydoty.”

 

Święta Hildegardo, która wiedziałaś, że w naszym świecie wszystko zostało stworzone w jakimś celu i że serce nasze jest tak samo z ducha jak i z ciała,

Hildegardo, która nie bałaś się tupnąć nogą i iść za tym, co zostało Ci zadane, nie patrząc na trudności i spojrzenia innych ludzi,

módl się z nami,

byśmy były odważne,

byśmy były i z ciała i z ducha

 

Wspomnienie św. Hildegardy: 17.09 

Czytaj dalej...

Musimy być mocne i jasne

Mam dla ciebie prezent, Żono. Dostałam dziś książkę, tak bez okazji (choć okazja zawsze jakaś jest, tylko trzeba umieć ją nazwać). O nie, trzeba będzie przeczytać... - uśmiech mieszał się ze strachem w chwili jej przejęcia. Ta książka wygrywa chyba w konkurencji najgrubszych, jakie trafiły na naszą półkę. Tzn. ta jeszcze na półkę nie trafiła, teraz ma być gdzieś obok, pod ręką, w zasięgu wzroku, by w stosownym momencie dnia móc do niej sięgnąć. Chyba przez najbliższy rok przynajmniej. Ale jak nie czytać, gdy na pierwszej stronie witają mnie wypisane jego dłonią, starannym pismem, o którym zdawało mi się, że już zapomniał, słowa: „Kochana Żono! Byś zawsze była Mocna i Jasna dla siebie, dla mnie i naszych dzieci i dla innych kobiet.”

Książka Barbary Wachowicz o bohaterkach Warszawy z czasów Powstania Warszawskiego nosi podtytuł „My musimy być mocne i jasne” (fragment wiersza Krystyny Krahelskiej). To nie tylko one miały być mocne i jasne, to jest uniwersalne zadanie każdej z nas. Może dziś szczególnie aktualne. Ostatnio wiele tematów wydawało mi się zbyt błahymi, by o nich pisać. To, że czas jeszcze bardziej skurczył się odkąd Irek zaczął sprawnie samodzielnie wstawać i balansować między stołem a kanapą z różnymi efektami specjalnymi przy okazji, to już inna historia, choć równie istotny argument w tej sprawie. Z jednej więc strony przyziemne matczyne bolączki, z drugiej - wielkie, egzystencjalne, życiowe czy światowe pytania. Wiem, że większość z nas tak ma. W tej prozie codzienności pojawia się migawka przeczucia, że jednak nie jesteśmy pępkiem świata i nie wszędzie jest tak dobrze (nawet kiedy bardziej chciałoby się powiedzieć: tak źle) jak u nas.  

Budzi się to pytanie: dokąd ten cały świat zmierza? Dlaczego w bestialski sposób chrześcijanie giną na Bliskim Wschodzie ze względu na swoją wiarę? I to w czasach, kiedy największymi wartościami miały być wolność i tolerancja. Dlaczego nikt nie interweniuje? Jak można bezkarnie i z tak niezachwianą pewnością swoich racji zabijać bezbronne dzieci i dorosłych? A Ukraina, Rosja? Czy naprawdę czujemy się bezpiecznie? Czy 75 lat temu, kiedy rozpoczynała się II wojna światowa, ludzie dziwili się mniej? Rozumieli więcej? Byli lepiej przygotowani?

Nie wiem. Ale my musimy być mocne i jasne. Pełne nadziei, pełne wiary, nie poddające się zwątpieniu i zniechęceniu, obecne dziś. Każdy dzień jest po coś. Każdy dzień, choćby wypełniony najmniejszymi gestami, najprostszymi słowami i obecnością kilku najbliższych osób, jest bezcennym darem. Od nas dla innych. I od Niego dla nas. Byśmy stawały się jeszcze piękniejsze. By mieć jeszcze jedną szansę coś zmienić, zostawić trochę dobra, posiać je, pielęgnować.

Musimy być gotowe, by stanąć w obronie naszych wartości, wiary, w obronie życia innego człowieka i własnej godności. Nie musimy tu i teraz oddawać życia, nie ryzykujemy aż tak dużo, idąc do kościoła, zabierając głos w dyskusji i będąc w opozycji do mainstreamu, choć czasem i to wydaje się to ponad nasze siły. Ale przecież tu, gdzie jesteśmy, w naszym kraju, gdzie podobno prawie 90% mieszkańców jest ochrzczonych i wciąż w kolejkach ludzie czekają na sakramenty, jest co robić, jest gdzie głosić, jest gdzie świadczyć, jest kogo kochać. Tak, często zdarzy się, że nas wyśmieją, nie zrozumieją, zaszufladkują, skreślą z listy znajomych. Jak nigdy uderzają mnie słowa proroka z ostatniej niedzieli (Jr 20, 7-9). Jeremiasz głosił słowa niewygodne dla słuchaczy, trudne do przyjęcia, nie chcieli go słuchać, wyśmiewali go. Ale nie mógł mówić inaczej. Czasem przecież zdarzy się, że ktoś usłyszy, będzie bliżej Miłości. I my będziemy bliżej.

My musimy być mocne i jasne. Naprawdę mocne i naprawdę jasne.

Wtedy świat będzie trochę lepszy.

Myślę o królowej Esterze. Może wystarczyłaby jedna kobieta, jedna mocna i jasna, by powstrzymać tragedię? 

A może wcale nie jedna? 

 

 

Czytaj dalej...

U jego boku - Msza św. dla kobiet

26.06 o godz. 19.15 zapraszamy do parafii Zesłana Ducha Świętego (Parafia Zesłania Ducha Świętego) w Warszawie na ostatnią przed wakacjami Mszę św. dla kobiet z konferencją. 
Spotkanie odbędzie się pod hasłem "U JEGO BOKU", a tematem będzie rola kobiety w życiu mężczyzny i mężczyzny w życiu kobiety. Jak być u jego boku? 

Konferencję wygłosi Katarzyna Marcinkowska - autorka projektu Serce kobiety
Mszę św. odprawi i homilię wygłosi ks. Piotr Paweł Łapa

** ul. Broniewskiego 44, komunikacją miejską - przystanek autobusowy i tramwajowy - Park Olszyna

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS