Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was (1 P 5, 7)

A skąd Ty to wiesz?...

Słyszę różne głosy. W głowie. W sercu. Czasem są delikatne, nawet czułe. Coś w stylu: Jesteś naprawdę piękna. Idź, dasz radę. Czasem są oschłe, napominające, wręcz krytyczne. Znów ci się nie udało. Nawet nie próbuj. Itp. Pewnie też je znacie. Po części mogą być podobne, wspólne nam. Część z nich jest jednak całkiem inna, wyjątkowo spersonalizowana, inaczej akcentowana. Nasza. 

Choć może to brzmieć trochę chorobowo, to mieści się to w granicach normy. Głosy są echem (czasem wyostrzającym oryginał) słów, które słyszymy jako dzieci (i nie tylko). Tych słów, które były bardzo ważne, bo wypowiadały je bliskie osoby lub po prostu – były tak często powtarzane, że nie sposób zapomnieć ich brzmienia. Tak jak nie zapomina się słów piosenek, które śpiewało się setki razy lata temu (ciągle mnie to zadziwia!). Głosy i słowa, które do nas mówiono, utrwaliły się, nagrały. I jakiś radiowiec w nas co jakiś czas je przypomina w stosownych i mniej stosownych sytuacjach. Są też wśród tych głosów moje prawdy i odkrycia, moje wnioski zbierane sumiennie i powtarzane tak często, że stają się wyjątkowo ważne i wyraźne. A do tych głosów we mnie dochodzą jeszcze inne głosy zewnątrz, odkrywające mi pewne prawdy – o mnie, o świecie, o Bogu. 

Skąd ty to wiesz? Czasem sama nie wiem  gdzie to czy tamto usłyszałam (choć i tak czuję się tu w miarę precyzyjna;-) Nie do końca znam początki i źródła wszystkich moich przekonań, racji, spojrzenia na siebie, motywacji czy sentencji, które wypowiadam - sobie czy np. własnym dzieciom. Tak jak w dzisiejszej przestrzeni internetowej – już coraz trudniej o oryginalność, a nawet o znalezienie źródła. Kto pierwszy w ten sposób to narysował, napisał? Nie wiadomo. Sieć pełna jest cytatów, zapożyczeń. Tak jest i w nas. Czasem drugorzędna kwestią jest źródło, ważna jest treść. Czasem, ale jednak nie zawsze.

Jesteś piękna, cała śliczna, taka, jakiej Bóg zapragnął.
Bóg Cię kocha, pragnie Ciebie. 
On ma plan dla Twojego życia. 
On jest zawsze przy Tobie. Itd. 

Pewnie to wszystko wiecie. Ale skąd to wiecie? Kto wam to powiedział? Ksiądz na kazaniu? Pani na katechezie? Babcia w dzieciństwie? Gdzieś to przeczytałyście? Z facebooka? Z internetu? Z piosenki?

Dobre chrześcijańskie media (szczególnie media społecznościowe) ciągle nam o tych prawdach przypominają w różnych słowach i obrazach. Uwielbiam to! To też znak, że nowości technologiczne mogą być przestrzenią głoszenia Dobrej Nowiny. Możemy zostać zainspirowani, zadziwieni, zaciekawieni. Ale kolejny krok należy do nas. Co ja z tym zrobię? Czy zapragnę usłyszeć coś więcej? Mogę polajkować setki pięknych zdjęć i cytatów, zgadzając się z ich przesłaniem, pragnąc je jakoś zatrzymać w swoim sercu, ale to nie gwarantuje przemiany myślenia. Jeśli nie wyjdę sama na poszukiwania, jeśli nie skieruję się do Źródła, to głosy, które zagłuszają we mnie te prawdy, mogą wciąż być silniejsze. Bo ich źródło może być równie istotne, jeśli nie istotniejsze. Jeśli słowa o Jego miłości i naszym pięknie (i wszystkim innym!) nie będą powiązane z osobistym spotkaniem (spotkaniami) z Bogiem, nie będą mieć w sobie tej mocy przemiany. 

Więc pierwsze, najpierwsze powinno być (choć powinność brzmi tutaj nie najszczęśliwiej) pragnienie spotkania z Tym, który wie. A czy szczęśliwie nie zbiega się ono z wielkimi kobiecymi tęsknotami? 

Noworoczne życzenia i zaproszenia

W tym roku chciałabym życzyć Wam wsłuchania się w Jego Głos. Byście usłyszały to, co On ma do powiedzenia na temat Waszego życia. Szczególnie jeśli szukacie drogi, nie wiecie w którą drogę skręcić, jeśli zastanawiacie się nad powołaniem, jeśli stajecie przed decyzją oddania się całkowicie Komuś. Życzę, byście na pytanie: a skąd ty wiesz, mogły śmiało i pewnie odpowiedzieć: od Niego!

Jednocześnie pragnę zaprosić Was do wspólnego (i bardzo osobistego) odkrywania Jego Słów. Na blogach najczęściej pisze się dużo o sobie, o swoim życiu, o przemyśleniach. A ja coraz bardziej chciałabym, aby to miejsce w przestrzeni było dla Was inspiracją i motywacją do własnych przemyśleń, do spotkania ze Słowem i z innymi ważnymi tekstami i osobami. Bo kiedy same odkrywamy lub przypominamy sobie pewne prawdy na modlitwie, umacniamy nasze fundamenty, ożywiamy naszą duszę najmocniej.

W pierwszej połowie roku - do wakacji - chcę Was zaprosić do rozważania psalmów – tak na dobry początek, jeszcze w styczniu, później do przeżywania Wielkiego Postu również w pewnej wspólnocie i z pewnym wyzwaniem, a następnie do wspólnej lektury bardzo pięknego, bardzo ważnego dokumentu papieskiego o kobiecej tematyce! ;-) Szykuję też pewną propozycję szczególnie dla młodych mam... :-) 

Chcę was zaprosić do zawalczenia o czas na modlitwę, szczególnie modlitwę Słowem Bożym. Nawet jeśli miałaby to być ta jedyna chwila dla siebie w ciągu dnia (mamy, znacie to? ;-) A także chcę Was zaprosić, jeśli będzie miały ochotę, do dzielenia się swoimi odkryciami  – czy to w komentarzach, na swoich blogach czy w mediach społecznościowych. By to, co odkrywamy, tę głębię, móc przekazywać dalej.

A więc już niebawem pierwsza odsłona projektu #miedzyniewiastami!

Co Wy na to?

Czytaj dalej...

Kobieta walcząca

Bardzo często słyszę od katoliczek o przeciwstawnym papieskiemu nowemu feminizmowi - feminizmie walczącym (lub nawet wojującym). A mnie się zdaje, że walka po prostu zawiera się w feminizmie. Choć z feminizmem kojarzy mi się wcześniej jeszcze coś innego. Troska. Troska, której konsekwencją jest walka. Ale jak to? Troska?  Czy to nie ostatnie nasze możliwe skojarzenie z feministkami głównego nurtu? Czy te panie w telewizji, które krzyczą o opresyjności Kościoła i mówią, że w Polsce mamy naprawdę uwłaczające warunki, to znaczy nie mamy legalnego dostępu do aborcji, troszczą się o kobietę?

Jest Troska i troska. Prawdziwa Troska chce prawdziwego dobra, ta nieprawdziwa ma jakieś ukryte intencje albo jest trochę niedouczona, niedoświadczona. Jej tok rozumowania jest oparty na fałszywych przesłankach, na słabym, wymyślonym fundamencie. Domaga się czegoś i zużywa siły na coś, co wcale nie pomaga. Np. chce nam dać zamiast samoświadomości i akceptacji naszych ciał i płodności - środki niszczące nasz organizm i atakujące nowe życie; chce nam odebrać nasze powołanie do budzenia do życia drugiego człowieka (przy tym krzycząc, że nie ma czegoś takiego jak powołanie, przeznaczanie do czegoś czy natura rzeczy); chce nam odebrać naszą emocjonalność i wrażliwość, a w zamian dać schody, które mamy pokonywać w miniówce i wysokich szpilkach... a wszystko to w imię wolności i dobra. Tylko czyjego?

Troska prawdziwe chce, by kobieta mogła w pełni być sobą, by mogła przyjąć swoją naturę i siebie taką, jaką jest (a więc niezwykle piękną, choć to nie znaczy, że od razu idealną) i by mogła być widoczna w świecie na równi z mężczyznami. I by naprawdę ukazać, jak cudownie stworzona jest kobieta dla mężczyzny i mężczyzna dla kobiety. I tego chce właśnie nowy feminizm zapoczątkowany przez Jana Pawła II już 20 lat temu. To jest dla mnie najprawdziwsza Troska. Ta, którą powinien nieść prawdziwy feminizm oddany sprawie kobiet, chcąc przywrócić im ich właściwe miejsce. 

Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa! (2Tm2,3)

Czy więc naprawdę feminizm walczący jest przeciwny nowemu feminizmowi? Czy walka uwłacza kobiecości? Czy żołnierzem Jezusa Chrystusa ma być tylko mężczyzna? Nigdy nie słyszałam w tym określeniu dookreślenia, że jest to np. feminizm walczący z kobiecością czy walczący z wiarą, czy z mężczyznami. Nie, po prostu – to ten nie-nasz, walczący feminizm. Czy nasz ma być pokojowy? O tak! Nasz feminizm dąży do pojednania, do pokoju, nasz ma zło dobrem zwyciężać, nasz chce porządku, harmonii, ale czasem będzie to wymagało walki, trudu, wysiłku. Obrony wartości, zaangażowania w słuszną sprawę, zabrania głosu, podjęcia sprzeciwu czy po prostu – zakasania rękawów i zrobienia czegoś. Bez księżniczkowego oczekiwania na księcia, bez łez i powątpiewania, bez przerzucania ciężaru na innych. 

W paradygmat biblijnej <<Niewiasty>> zostaje wpisana od początku po kres dziejów walka ze złem i ze Złym. Jest to walka o człowieka, o jego prawdziwe dobro, o jego zbawienie. Czyż Biblia nie chce nam powiedzieć, że właśnie w <<Niewieście>>, Ewie — Maryi, historia zapisuje dramatyczną walkę o każdego człowieka? A jest to zarazem walka o jego zasadnicze <<tak>> lub <<nie>> wobec Boga i o odwieczny zamysł Boży wobec człowieka. (Jan Paweł II, Mulieris dignitatem, 30)

To jest najpiękniejsza walka – gdy wiemy, że walczymy dla kogoś i o kogoś, przy boku Kogoś najsilniejszego oraz gdy mamy świadomość, że jesteśmy uzdolnione do wielkich rzeczy. Gdy odkrywamy swoje siły, te wydoskonalone słabości. Walka na oślep, krzyk dla krzyku, wulgarność czy agresja - to nie jest prawdziwa walka. Ale ta walka, kiedy mamy przed oczami prawdziwe dobro i dostrzegamy zagrożenia, gdy pragniemy ochronić drugiego człowieka czy własne piękno - to jest walka, do której jesteśmy powołane. Do walki w słusznej sprawie i w dobrym stylu. Po pierwsze do walki o samą siebie w tym przedziwnym świecie.

Przecież taka walka to nasza codzienność.

Czytaj dalej...

Nikt nie zrozumie kobiety jak kobieta

Nikt nie zrozumie kobiety tak jak druga kobieta. Prawda czy fałsz? Ostatnio łapię się na takiej myśli: Mój Boże, jak my się różnimy! Zazwyczaj myślałam: my – kobiety i mężczyźni, a dziś myślę sobie: My - kobiety! Żartowałam sobie kiedyś, że po kobiecemu szukamy swojej wyjątkowości i potwierdzenia tej unikalności, wyjścia z „grupy”, bycia kimś innym od tych wszystkich niewiast wokół, a teraz jak słońce oślepia mnie właśnie ta prawda – my jesteśmy niesamowicie różnorodne! 

Nadal będę stała mocno na straży naszej kobiecej natury i kobiecego serca. Ono ma konkretny kształt i konkretne wezwanie, po-wołanie, podobne zawsze tęsknoty i marzenia, ale to aż-tylko zarys, kontur, który z jednej strony wydaje się ograniczać, ale tak naprawdę pozwala wypełniać go nieskończoną ilością możliwych wariantów aranżacji. To serce, które dojrzewa i kształtuje się przez spotkania, relacje i doświadczenia. I chyba właśnie to one sprawiają, że tak bardzo różnimy się między sobą.

Te doświadczenia, te relacje lub ich brak mocno wpływają na nasze patrzenie na siebie, na innych ludzi, na rzeczywistość. Inne są problemy kobiet poszukujących Tego Jedynego, inne młodych mężatek, inne młodych matek, inne mam kilkorga dzieci, inne mam czekających na dzieci, a inne mam, które te dzieci utraciły… Ileż jest wariantów samego macierzyństwa! Mężczyźni też mieszczą się w tych kwalifikacjach, ale mam przeczucie i pewne zebrane już obserwacje, że te doświadczenia nie dotykają ich aż tak mocno, nie zmieniają ich aż tak bardzo. Nie wpływają aż tak znacząco na ich sposób myślenia, na ich poglądy, na ich funkcjonowanie. Nie biorą tego aż tak bardzo do siebie czy dla siebie. A może mają do tego wszystkiego większy dystans? Oczywiście, jest różnica (przynajmniej powinna być;-) między 20-letnim kawalerem a 35-letnim mężem i ojcem, ale kołacze mi w głowie myśl, że jednak różnice między nami są dużo większe niż różnice między mężczyznami. Że nas te doświadczenia bardziej rzeźbią, bardziej warunkują, bardziej otwierają... albo zamykają.

To daje ogromny potencjał dzielenia się sobą, pokazywania młodszym czy starszym kobietom innej perspektywy. Gdy rozpoczynałam projekt Między Niewiastami właśnie o tym myślałam – o uczeniu się od siebie w małej wspólnocie, w której są kobiety na różnym etapie życia, kobiety różnych powołań, na różnym etapie Drogi. Ale okazało się, że wiele kobiet woli być w grupie niewiast, z którymi dzielą nie tylko kobiecość, ale konkretną sytuację – macierzyństwo, małżeństwo czy samotność. Tu czują się zrozumiane, wysłuchane, zaopiekowane, tu znajdują wsparcie i przestrzeń rozwoju. 

Może nikt tak nie zrozumie jak kobieta, bo kobieta próbuje zrozumieć, wychodząc poza swój horyzont. Chce wcisnąć się w całkiem inne buty – cudze baleriny czy szpilki, by zobaczyć drugiego człowieka i zobaczyć świat jego oczami. I zobaczy, i zrozumie, i jak nikt inny wysłucha, jak nikt inny będzie tuż obok. O ile nie zaślepi jej myślenie o sobie i swoim podwórku, gdzie jedynym słusznym wyborem są jej codzienne kalosze. 

Bo właściwie to znam to w trochę innej wersji: nikt nie zrozumie matki jak inna matka.  

Czytaj dalej...

Kobieta w życiu mężczyzny Mężczyzna w życiu kobiety

27.01 o godz. 19.30 - kolejna konferencja z cyklu rEVOLver!

Kobieta w życiu mężczyzny Mężczyzna w życiu kobiety

prowadzenie - Katarzyna Marcinkowska

 

Spotkanie organizowane przez DA Św. Anny w Warszawie. 

Sala Caritas - Krakowskie Przedmieście 62

Równocześnie będzie odbywać się konferencja dla mężczyzn :-)

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS