Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie (Łk 10, 39)

Jaką kobietą chciałabym być?

Jaką kobietą chciałabym być? Marzy mi się pewna odpowiedź na to pytanie. Taka uniwersalna, wypowiadana przez wszystkie kobiety - młodsze i starsze, a przede wszystkim przez nastolatki. Nie mam przy tym na myśli jakiejś ikony kultury, wzorca piękności i kobiecości, nie myślę także o kimś tak wielkim jak Maryja. Taka wymarzona przeze mnie dziś odpowiedź brzmiałaby: chciałabym być taką kobietą, jak moja mama. Która z Was jest w stanie to powiedzieć? Która z Was tak właśnie myśli, tak czuje, tego pragnie? Która z nas bez zawahania, bez mrugnięcia powieką może zadeklarować: mama jest dla mnie wzorem, przykładem do naśladowania tego, kim jest kobieta.

Kilka dni temu razem z moim mężem Mariuszem prowadziliśmy konferencję dla młodzieży w Gdańsku (Festiwal „Młodzi i Miłość”). Odbiorcą była młodzież, głównie gimnazjalna w tym chyba najtrudniejszym wieku, gdy jeszcze dla wielu jesteś dzieckiem, choć bardzo dojrzewasz, często zakochujesz się i nie wiesz, czy możesz poważnie myśleć o miłości, targają tobą emocje, pytasz o sens cierpienia, o sens życia, o autorytety. Poruszyliśmy temat wzorców, przyznaję, temat trudny, bo choć w ich wieku byłam wcale nie tak dawno (-; to jednak kultura, w jakiej wychowują się dziś 13 czy 15-latki jest zupełnie inna od tej sprzed kilkunastu lat. Oni mają trochę inne wzorce, oni mają facebooka i portale społecznościowe, oni mają Internet i komórki od zawsze, oni słuchają innej muzyki. I choć młodość/dojrzewanie chyba zawsze rządzi się podobnymi prawami, to jednak każde pokolenie zostaje otoczone przez swoistą, wyjątkową sytuację, kulturę, wzorce.

Powiedziałam do dziewczyn o swoim marzeniu. „Marzę, byście powiedziały mi albo zgodziły się na stwierdzenie, że chciałybyście być takimi kobietami jak wasze mamy”. Na reakcję nie trzeba było długo czekać, właściwie wcale nie trzeba było czekać. Rozległa się głośna dezaprobata. „O nie!” „No co ty!” „Tylko nie to!” Być może (tak sobie w duchu optymistycznie dopowiadam) któraś z nich pomyślała: „Właściwie czemu nie?” „Faktycznie, moja mama jest świetna!” Oby! Biorąc pod uwagę ich wiek, ktoś mógłby zastrzec: to jest czas buntu, odcinanie się od korzeni, które wcześniej mogły być dla nich bardzo ważne, a może właśnie idealne. Widzą teraz niedoskonałości swoich rodziców, widzą, że ich mamy nie są doskonałe, jak kiedyś myślały. Tylko że kiedy rozmawiam z dorosłymi kobietami to nastawianie bardzo często pozostaje, wielokrotnie raczej przez uwypuklenie wad mamy opisujemy, kim nie chcemy być, często niosąc na sobie bagaż tego, jaki wzorzec ona nam przekazała, co wpoiła, co mówiła...

Mówi się dziś coraz częściej o kryzysie męskości, o kryzysie ojcostwa. Nasi mężczyźni bardzo często dorastają bez dobrego wzorca męża i taty, a potem jest im ciężko spełniać dobrze swoje role, budować swoje poczucie wartości, być obrońcą rodziny, być walecznym. To prawda. Ale czy kobiety mają łatwiej? Czy nie jest jednak tak, że coraz częściej my także nie wynosimy z domu wzorca kobiecości, jaki chciałybyśmy naśladować? Czy nasze mamy nie pokazują nam, że bycie kobietą to udręka, że będąc kobietą, trzeba liczyć na siebie, że dla kobiety najważniejsza jest praca albo wręcz przeciwnie - tylko dom, zamykając nam wiele furtek, itd.   

Doskonale wiem, że nigdy nasze mamy i my-mamy nie będziemy idealne, nieskazitelne, w 100% kobiece (cokolwiek przez to chcecie rozumieć), ale i dzięki tym niedoskonałościom buduje się w nas obraz dojrzałego, pełnego człowieka, który umie przyznać się do błędów, umie przeprosić, umie pracować nad sobą itp. A może czasem właśnie zapominamy o tym dobru, jakie przekazały nam mamy? Może nie umiemy za to podziękować? Może ten wzorzec kobiety nie jest tak wykrzywiony, jak nam się wydaje? Może mając już 30 czy 40 lat, ciągle zachowujemy się jak zbuntowane nastolatki? (Może tak, a może wcale nie.)

Ostatnio z moim mężem rozmyślamy nad naszymi życiowymi celami, pomysłami, pragnieniami. Marzę, powiem to już dużo skromniej, nie tyle o tym, byśmy wszystkie chciały w jakimś stopniu nasze mamy naśladować (bo nie mam na to wpływu, niestety), ale o tym, by moja córka (która też jest wielkim marzeniem!) kiedyś na tak zadane pytanie, mogła odpowiedzieć: „To nie taki najgorszy wybór”;-) lub nawet więcej: „Tak, chciałabym w jakiś sposób być podobna do mojej mamy i cieszę się, że już tak w pewnym stopniu jestem”. Nie zmienimy życia wszystkich kobiet, ale zacznijmy od tych najbliższych! I na koniec dodam, że nie dziwię się, że mężczyźni pragną mieć syna, tak jak nie dziwię się, że my kobiety pragniemy mieć córki, bo komu innemu możemy przekazać tak wiele i tak bardzo z pierwszej ręki o kobiecości?

Wszystkim Mamom z okazji zbliżającego się 26 maja przesyłam gorące pozdrowienia!

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS