O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! (Mt 15, 28)

Wielkie rzeczy uczynił mi

Czy potrafisz za Maryją powiedzieć te słowa: Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny (Łk 1,46)? Ale nie jako Jej słowa, tylko Twoje własne, wypływające z Twojego serca? A zatem: czy Wszechmocny uczynił w Twojej historii życia wielkie rzeczy? Albo inaczej: nie czy, ale jakie wielkie rzeczy uczynił?

Być może czasem wydaje Ci się, że Bóg zadziałał cudownie w życiu wielu świętych kobiet, a przede wszystkim w życiu Maryi – wybrać Ją na Matkę swego Syna – przecież to ogromne wyróżnienie, to jest dopiero coś! Może czasem wydaje Ci się, że On naprawdę wiele uczynił dla innych osób – widzisz, jak pięknie poprowadził bliskie lub trochę dalsze Ci kobiety, może Twoją siostrę, mamę, przyjaciółkę, ale gdybyś miała w tej chwili tu i teraz powiedzieć, co zrobił dla Ciebie wielkiego, miałabyś problem. Bo może właśnie teraz zamiast hymnów pochwalnych na Jego cześć (których przecież i Tobie nie brakuje), widzisz przed sobą przede wszystkim trudności, a nawet ciemności, a z nimi, zamiast wyśpiewanego Magnificat, pojawiają się pytania: dlaczego Panie, dopuściłeś tyle zranień (które wcale nie chcą się zagoić, nie przestają krwawić, pomimo upływu czasu nie chcą dać o sobie zapomnieć)? Dlaczego przed tyloma doświadczeniami nie uchroniłeś mnie? Dlaczego nie słyszysz moich największych pragnień, jak długo będę prosić, błagać? I czasem trudno nam zrozumieć, że On naprawdę widzi więcej, że On ogarnia wszystko i się naprawdę nie myli, nawet gdy dopuszcza te ciemności.

Warto rozważyć choć przez chwilę, co takiego uczynił On dla Maryi. W duchu wiary widzimy coś niezwykłego, udział kobiety, a właściwie młodej dziewczyny w dziele Zbawienia. Widzimy kobiecość czystą, piękną, odnowioną, idealną, taką sprzed grzechu, sprzed historii o jabłku. Ale czy patrząc po ludzku, któraś z nas chciałaby właśnie Takich Rzeczy? Czy któraś z nas zgodziłaby się na tak drastyczne skomplikowanie swojego życia? Zwłaszcza dziś, w dobie szczegółowego planowania wszystkiego i ubezpieczania się od wszystkiego. Wyobraźmy więc sobie: Maryja dowiaduje się, że będzie matką (dowiaduje się, ale tak naprawdę pełna pokory - robi coś znacznie większego - zgadza się na to, mówi swoje fiat). Ten moment to jedna z najpiękniejszych chwil życia dla wielu kobiet – dowiedzieć się, że pod sercem rozwija się nowe życie (a w tym przypadku: życie i bicie serca samego Boga!), ale przecież jej narzeczony nie jest ojcem, przecież tłumaczenie się wszystkim dookoła, dlaczego pojawiło się dziecko za wcześnie, nie jest łatwe. Józef mógł jej nie uwierzyć, mógł ją zostawić. A co Maryja usłyszała od krewnych? Ewangelia o tym milczy, ale możemy sobie wyobrazić te spojrzenia, wskazujące palce, szepty za jej plecami, a może i ostre jak brzytwa, raniące słowa skierowane do niej wprost. I do Józefa, i do rodziców Maryi. Ładny początek tych wielkich rzeczy! Gdyby chociaż później było „z górki”, ale nie – już od początku Maryja i Józef muszą walczyć o życie Dziecka, uciekają do Egiptu. Być może lata dorastania Jezusa były spokojniejsze, ale co dzieje się potem? Maryja widzi, jak jej syn zostaje skazany na śmierć, jak jest opuszczony przez swoich uczniów, jak jest wyśmiany, poniewierany, a w końcu ukrzyżowany. Stać pod krzyżem swojego dziecka i nie móc mu pomóc, trzymać potem w ramionach jego martwe ciało – czy jest w tym cierpieniu logika cudów, jakie działa Bóg? Każda matka oddałaby za swoje dziecko wszystko, ale kiedy nie może nic oddać? 

Maryja zgadza się, oddaje się Panu, nie dyktuje mu swoich pomysłów na te wielkie rzeczy. W swoim Magnificat (Łk 1, 46-56) wielbi Boga. Owszem, mówi, że będą ją chwalić pokolenia, ale zaraz potem dopowiada dlaczego: bo On uczynił jej wielkie rzeczy. Pokolenia będą więc chwalić Boga za to, czego On dokonał w Niej. My ją oczywiście sławimy i za Jej postawę, za Jej pokorę, cierpliwość i odwagę. Ale ona o tym milczy, ona wpatrzona jest w Pana, któremu chce służyć. Która z nas ma w sobie taką nieustającą pokorę i ufność Maryi? I jej wdzięczność?

Ja często zapominam o tych Cudach, jakich doświadczyłam w swoim życiu, o tym, czego dokonał Pan, ale też i o tym, czego pozornie nie dokonał, a  przed czym mnie ustrzegł. Zapominam czasem, że prośby, których nie spełnił, są wyrazem Jego troski. Ale nawet kiedy zapominam o wszystkich tych dziełach, staram się wracać do dwóch rzeczy i za nie dziękować. Po pierwsze – On chciał mnie tu i teraz. Poczęłam się w łonie mojej mamy właśnie Ja, nikt inny (a przecież możliwości było wiele). Chciał mnie i, co więcej, pokochał mnie. Tak mocno, że oddał za mnie swoje życie. Czy, gdyby już nic więcej w moim życiu się nie wydarzyło dobrego, wielkiego, nie byłyby to dwa wystarczające powody, by za Maryją wołać „Wielbi dusza moja Pana”? Ale On działał dalej i wciąż nie ustaje. On chciał każdej z nas, za każdą z nas oddał Samego Siebie. Nawet jeśli cały świat wydaje się wrogi, jeśli czujesz, że nikomu nie jesteś potrzebna, że nie byłaś chciana nawet przez swoich rodziców, że byłaś nie akceptowana przez najbliższych - On Ciebie naprawdę chciał i wciąż chce, i wciąż kocha! Czy nasze kobiece serca spragnione miłości, spragnione bycia wytęsknionymi przez Kogoś, bycia przygarniętymi - nie doznają tego Największego Cudu właśnie Tutaj, w tej Boskiej miłości? 

Nie zawsze te wielkie rzeczy są takie, jakie sobie wyobrażam, nie zawsze są wtedy, kiedy ich (jak mi się wydaje) potrzebuję. Bywa przecież, że modlimy się latami o dobrego męża albo o dziecko, a po drugiej stronie jakby wciąż linia zajęta, jakby Bóg przysnął, zapomniał. A może On ma inne, swoje plany? Czemu trudno nam uwierzyć, że On ma lepszy kalendarz i lepsze poczucie czasu (choć jest poza czasem) niż my (którzy w tym czasie żyjemy, uczymy się nim gospodarować itd.)? Czy czasem, mówiąc „bądź wola twoja”, jednak nie sugerujemy Bogu, jaka ona mogłaby być. A może On naprawdę chce dla nas więcej niż potrafimy sobie to wymarzyć? I tylko czeka na nasze Fiat i Magnificat - nawet takie na wyrost, takie nieproszące się o potwierdzenie o tych wielkich rzeczach? Bo Bóg innych rzeczy nie może zdziałać jak tylko tych wielkich. 

„Udziel nam również tego, o co nie ośmielamy się prosić” (modlitwa podczas mszy św.).

A więc pragnę tego, co mnie przerasta, tego, o czym nawet nie pomyślałabym, że jest dla mnie, że może być dla mnie, ale mówię „tak”.

Czytaj dalej...

Książki rozdane

Tydzień temu wraz z zamieszczeniem recenzji książek Gotowe na wszystko. Kobiety Starego Testamentu oraz Gotowe na wszystko. Kobiety Nowego Testamentu (wyd. Vocatio 2011) ogłosiłam mały konkurs (choć określenie konkurs wydaje mi się za bardzo komercyjne, zupełnie nie oddające tego, czego dotyczyły Wasze odpowiedzi - były przecież tak osobiste, tak piękne, zupełnie jak dzielenie się kawałeczkiem swojego serca, za co bardzo dziękuję!). Prosiłam Was o wskazanie na historię jednej kobiety z Biblii, która jest dla Was ważna. Odpowiedzi było wiele i gdybym mogła (tzn. gdybym posiadała kilkadziesiąt książek), nagrodziłabym wszystkie, bez żadnego wyjątku. Ale z powodu pewnych ograniczeń (które i tak postanowiłam nieco przekroczyć;-) chciałabym nagrodzić cztery panie:

Agatę

Monikę

Agnieszkę Sztajner

Annę Nykiel

Wszystkie osoby wyróżnione zostały już o tym poinformowane mailowo.

Za zgodą autorek te piękne teksty zostaną opublikowane w tym tygodniu na stronie sercekobiety.pl (czym zostałam zmuszona do poszerzenia strony o dział Artykuły inne:-) A wiecie dlaczego? Po prostu nie mogłabym, naprawdę nie mogłabym tych historii zatrzymać dla siebie, nie poprosić autorek o pozwolenie na podzielenie się nimi szerzej, czyli z Wami. Jestem pewna, że znajdziecie kawałek siebie w ich słowach.

Czytaj dalej...

Estera - moim wzorem i inspiracją

Od dawna jestem zafascynowana biblijnymi historiami kobiet. Są bardzo inspirujące i pomimo upływu czasu, wciąż wiele można z nich czerpać... Kilka lat temu niezwykle zachwyciła mnie historia Estery. Wczytałam się w jej losy i długo, długo rozważałam je. Jestem pod ogromnym wrażeniem mądrości tej kobiety oraz jej pobożności. Piękno, które było jej niewątpliwym atutem, brało się zapewne nie tylko z urody, którą obdarowana została przez Stwórcę, ale również z bogatego wnętrza. To sprawiało, że pomimo zachwytu, jaki wzbudzała, pozostała niezwykle skromnym człowiekiem.

Swoją mądrością, spokojem i opanowaniem oraz ogromnym zaufaniem do Boga i pełną otwartością na Jego Wolę, zdołała ocalić swój Naród. Bardzo często myślę o Esterze i staram się żyć podobnie jak ona, pamiętając o wartości jaką daje post. Nauczyłam się od niej, że Bóg jest w stanie spełnić każdą moją prośbę, jeśli tylko podyktowana jest ona dobrocią i mądrością serca oraz jeśli ja też ofiaruję coś od siebie (wartość postu).
 
Historia Estery jest też dla mnie cudownym przykładem tego, że kobieta wcale nie musi krzyczeć o swoje prawo głosu w ważnych sprawach. Wystarczy mądrość i odwaga oraz zgoda na to, aby Bóg pokierował moimi myślami, czynami i słowami w ważnych dla mnie chwilach, gdy chcę coś światu przekazać. Taka była Estera - cicha i pokorna, lecz w swej mądrości wiedziała, kiedy i gdzie pojawić się oraz jakich słów użyć, żeby przekazać Królowi to, co było dla niej ważne. W odpowiedzi zyskała tak duże uznanie Króla, że od tej pory wspólnie z nią podejmował wszystkie ważne decyzje. 
 
Kobiecość jawi mi się tutaj jako wsparcie męskości. Kobieta łagodna i empatyczna. Kobieta, której myśl - podyktowana głosem mądrego serca, jest dopełnieniem, dzięki któremu mężczyzna może dokonywać słusznych wyborów. Historia Estery każdego dnia przypomina mi o moim pragnieniu (i powołaniu zarazem) bycia największym wsparciem dla mojego Męża.
 
Agnieszka Sztajner-Pikuła
(Tekst nadesłany i nagrodzony)
Czytaj dalej...

Zuzanna

Największą inspiracją dla mnie stała się Zuzanna opisana w Księdze Daniela (Dn 13). Była ona piękną, posłuszną Bogu kobietą, która została wydana za mąż za Joakima. Jej mąż był mądrym, bogatym człowiekiem, cieszącym się szacunkiem i poważaniem. Niestety, jej piękność została dostrzeżona także przez dwóch zepsutych starców, którzy zaczęli jej pożądać. Pewnego dnia, gdy Zuzanna poszła się wykąpać, starcy obmyślili zasadzkę w ogrodzie. Zaczęli szantażować żonę Joakima, by obcowała z nimi, gdyż w innym wypadku oczernią ją, że przyłapali ją na zdradzie z jakimś młodym mężczyzną, który zdołał uciec.

Od tego momentu postawa Zuzanny bardzo mnie porusza, gdyż Zuzanna westchnęła i powiedziała: Jestem w trudnym ze wszystkich stron położeniu. Jeżeli to uczynię, nie ujdę waszych rąk. Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce, niż zgrzeszyć wobec Pana(Dn 13, 22n)

Następnego dnia odbył się nad nią sąd, na który przyszedł lud, starcy i Zuzanna ze swymi rodzicami, dziećmi i wszystkimi krewnymi. Wszyscy płakali. Gdy starcy zaczęli ją oskarżać, Zuzanna zawołała Wiekuisty Boże, który znasz to, co jest ukryte, i wiesz wszystko zanim się stanie. Ty wiesz, że złożyli fałszywe oskarżenie przeciw mnie. Oto umieram, chociaż nie uczyniłam nic z tego, o co mnie oni złośliwie obwiniają(Dn 13,42n) A Pan wysłuchał jej głosu, posłał Daniela, który udowodnił oszustwo starców. (...) W dniu tym ocalono niewinną krew. Chilkiasz zaś i jego żona wychwalali Boga z powodu swej córki, Zuzanny; czynili to wraz z jej mężem Joakimem i wszystkimi krewnymi, ponieważ nie znaleziono w niej nic hańbiącego. (Dn 13,62b-63)

Jest to historia, z której wiele wniosków wyciągam dla siebie i swojego życia. Po pierwsze - pozorny brak obecności jej męża Joakima w tej sytuacji. Był on przecież człowiekiem bogatym, po ludzku mógł włączyć się i nieuczciwie próbować przekupić starców, zatuszować całą sprawę, by chronić swoją ukochaną żonę. W tej opowieści Joakim stoi jakby z boku, nie włącza się aktywnie w sprawę. Ale nie jest to dowód na jego słabość, bierność jako mężczyzny. Chodzi o to, że przychodzą w życiu takie sytuacje, w których nie mogę liczyć na pomoc najbliższych i najdroższych mi osób z różnych powodów; to w Panu mam pokładać moją ufność i nadzieję i z Niego czerpać siłę do pokonywania trudności wszelkiego rodzaju.

Ponadto, Zuzanna jest też bardzo kobieca w swoim zachowaniu - pierwsze, co robi, to wzdycha (okazuje przeżywane emocje, jakby pozwalała sobie na okazanie emocjonalności, ale jednocześnie panuje nad sobą i emocjami), analizuje sytuację i dokonuje wyboru opierającego się na Bogu, nie roztkliwia się nad sobą.

Jej kobiecość jest też dla mnie wzorem, bo Zuzanna pozwala sobie na bycie sobą taką, jaką jest. Nie pomniejsza swojego zewnętrznego piękna, spontanicznie modli się do Pana, staje w prawdzie przed sądem i przed Bogiem, nie mając nic na sumieniu. Sama nie prosi też ani męża, ani rodziny o pomoc czy ratunek, po prostu odważnie staje i słucha oskarżenia. Pokłada całą nadzieję w Panu i ufa Mu w pełni, nawet za cenę utraty życia. Jest bardzo silna i odważna, konsekwentna w wyborze i to jest jej pięknem.

Trzecim ważnym dla mnie momentem jest modlitwa wypowiedziana przez bohaterkę podczas padającego na nią oskarżenia. Zawiera kwintesencję całej sprawy, fakty, ale też jest w niej zawierzenie Panu, zaufanie: Wiekuisty Boże, który znasz to, co jest ukryte, i wiesz wszystko zanim się stanie. Ty wiesz, że...

I Bóg usłyszał wołanie Zuzanny.

I dał mi ją jako wzór do naśladowania, bo w jej postawie są podpowiedzi dla mnie jak mam podchodzić do spraw, które mnie dotykają: uzależniam się od osób mi bliskich, zamiast na pierwszym (i najważniejszym) miejscu mojego życia postawić Boga.

Po drugie trudno jest mi akceptować siebie taką, jaką naprawdę jestem. Z bogactwem uczuć i wulkanem emocji. Zaś w momencie trudności, w tym bolesnych i fałszywych oskarżeń buntuję się, trudno jest mi zaufać Panu, oddać Mu tę sytuację i otworzyć się na Jego plan.

Dzięki takim przykładom postaw kobiet biblijnych jak Zuzanny widzę, że można i że warto pokładać w Panu całą nadzieję, a On zrobi resztę. W końcu Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał (Ps 37, 5).

Anna Nykiel


(Tekst nadesłany i nagrodzony)

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS