Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie (Łk 11, 9)

Piękna i dzielna, czyli... Judyta! [ + planer na sierpień 2018]

Kobieta piękna, majętna, o nienagannej reputacji. Żona, później wdowa. O imieniu, które mówi tylko (i aż) jedno: jest córką narodu żydowskiego (hebr. Jehudith - Żydówka). W wierze, odwadze i walce prześcignęła mężczyzn. Kobieta, od której możemy się wiele nauczyć dzisiaj - i to niekoniecznie w kontekście walki mieczem. To może pomóc niektórym z nas odetchnąć z ulgą. Księga Judyty nie jest typową księgą historyczną (zawiera trochę nieścisłości). Ale to nie umniejsza jej znaczenia i przesłania. Tam przecież są skarby - i to bardzo duchowe! Tam jest niesamowite umocnienie dla naszych kobiecych serc.

Spotkajmy więc Judytę i bądźmy razem z nią uBOGAcONE. 

„Twoja ufność nie zatrze się aż na wieki w sercach ludzkich wspominających moc Boga. Niech to sprawi tobie Bóg, abyś była wywyższona na wieki i ubogacona w dobra, bo nie szczędziłaś swego życia, gdy naród nasz był upokorzony, ale przeciwstawiłaś się naszej zagładzie, postępując prawą drogą przed Bogiem naszym...” Jdt 13, 19-20

 

Judyta, która przygotowuje się

Judyta jest tytułową bohaterką całej księgi, a jednak spotykamy ją dopiero w 8. rozdziale. Ale to nie jest czekanie bez znaczenia. Nie warto tych pierwszych rozdziałów omijać, bo dzięki nim odkryjemy głębiej, jaka była jej misja! I możemy uświadomić sobie, że w czasie, kiedy tyle się dzieje, a jej wciąż nie ma... To ona przecież jest. I robi coś ważnego. Odcięta od świata, skupiona na modlitwie, zapatrzona w Boga. Nie ma przez dłuższy czas potrzeby wychodzić ze swej samotni. Wokół niej są podejmowane kluczowe decyzje i toczą się rozmowy nadające kierunek historii, a tymczasem... ona w ciszy przygotowuje się na swój czas, który nadejdzie w najbardziej burzliwym momencie.

 

 

W samym środku walki

Jak wygląda ta dramatyczna sytuacja w Księdze Judyty? Zacznijmy od początku. Jest pewien król, który ma o sobie dobre mniemanie. Nabuchodonozor. Czyni on sobie ziemię poddaną. Niektórzy jednak widzą w nim tylko zwykłego człowieka (por. Jdt 1, 11), co potęguje jego złość. Przecież on jest - w swoich oczach - tak wielki i potężny! A jego powiększające się królestwo i liczba poddanych zdaje się to potwierdzać. Będzie więc - ten nieszczęsny władca mścił się na całej ziemi. Chce zabić tych, którzy nie odpowiadają na jego wezwanie (por. Jdt 2, 3), bo - jak mu się zdaje - ma moc, nawet wszechmoc i prawo, by wymierzać sprawiedliwość.  

Jego wojska zabijają, niszczą, zdobywają kolejne miasta w imię - dobre imię - tego króla. Wieści o ich podbojach docierają dalej i pojawia się strach w wielu ludzkich sercach - tak wielki, że liczne miasta są gotowe oddać mu pokłon, a nawet więcej - oddać wszystko, co mają. Nawet swoje świątynie i bożków. Dołączą do ich wojsk, zrobią wszystko, by żyć. Nie są w stanie walczyć z tym złem, więc wolą się mu poddać. Nie w myśl zło dobrem zwyciężaj, ale nie walcz ze złem, skoro jest większe. I w ten sposób król był coraz pewniejszy tego, kim jest. To znaczy tego, co mu się wydawało.

Izraelici też już wiedzieli, kto się zbliża. Też się lękali - mieli słuszne powody! Ale ich plan był inny. Pokuta, modlitwa, walka. Betulia była pierwszym kluczowym miastem. Mieszkańcy - choć słabsi i właściwie - po ludzku patrząc - bez szans wobec wroga, mają coś, czego wrogowie nie znają. Coś, co poganie wyśmiewają i lekceważą (choć są ostrzegani przez Achiora - niezwykle ciekawy to wątek!), wierząc w (niby-boską?) siłę swojego króla. O tak, oni mają swojego niby-boga, któremu zdaje się, że jest Panem Świata.

Mieszkańcy Betulia stawiają więc opór i bronią się rozpaczliwie. Po ponad 30 dniach oblężenia nadszedł krytyczny moment - zabrakło wody. Dni wyznawców Jahwe wydawały się policzone. Nie można przecież bez wody przeżyć, a co dopiero walczyć!... Nawet modlić się w takim stanie będzie niełatwo!... Pragnienie dało się we znaki tak bardzo, że mieszkańcy miasta zwątpili w swój plan. Zaczęli żałować, że nie poddali się wcześniej. Może nawet i Bóg sam wydał ich w ręce wroga? Wołali i lamentowali do starszyzny: „Lepiej dla nas, abyśmy stali się ich łupem! Będziemy niewolnikami, ale zachowamy życie i nie będziemy patrzeć, jak na naszych oczach umierają niemowlęta, jak giną kobiety i dzieci.” (Jdt 7, 27) Jak mogli przestać ufać? No tak, oni jak zawsze... Możemy i tak pomyśleć. Ci Izraelici tak już mieli, a wiadomo, że Bóg czuwa. Ale zaraz, zaraz. Tam giną dzieci. Tam nie ma deszczu. Nie ma wody. Wiara słabnie... Zło zdaje się wygrywać. Ozjasz odpowiada lamentującemu tłumowi - kompromisowym rozwiązaniem: 5 dni. Tyle czasu dajmy Bogu. Jeśli nie nadejdzie pomoc, oddamy się w ich ręce.

A więc Bóg dostaje od nich 5 dni.

Judyta i jej działanie  

Choć za chwilę Judyta będzie wypominać im ich targowanie się z Bogiem, ich niewiarę, ich słabość, ich stawianie warunków Panu - to może właśnie to jest odpowiedź samego Pana? Bóg nie interweniuje w nadprzyrodzony sposób. Wspomaga delikatną kobietę, która po ponad 3 latach wychodzi ze swojej żałoby... Judyta słyszy, co się dzieje w mieście. I kiedy wszyscy są przygnębieni i tracą nadzieję, ona nie poddaje się zwątpieniu. Ona pamięta o ich odpowiedzialności nie tylko za swoje miasto, ale za cały naród wybrany - a nade wszystko - za ich świątynię w Jerozolimie. Po tym czasie oddalenia, wyciszenia, skupienia na Bogu, jest przygotowana, by działać. Ma jasne rozeznanie i widzi lepiej, dalej, głębiej. Oni są spragnieni wody. Ona wie, że to nie jest największe ludzkie pragnienie. Nadchodzi jej chwilaCzy już wcześniej to przeczuwała? Czy wiedziała, że stanie przed taką misją? Czy wyczekiwała na ten moment? Nie wiemy, ale ona wie, że nie ma już czasu na długie przygotowania i powtórki, teraz czas, by działać. Modlić się, ufać i walczyć. Zrobić swoje. Jest świadoma swojego piękna i siły, ale jeszcze bardziej - zawierza Bożemu prowadzeniu. Wie dobrze, kim jest (po takim czasie bycia ze sobą!), pamięta o swojej tożsamości (tak cudownie wpisanej w jej imię), a jeszcze lepiej wie, kim jest On! I wie, że On jest największy.

Mądra wdowa umiejętnie prowadzi rozmowę ze starszyzną i przejmuje inicjatywę. Wszystko jest teraz - jak się zdaje - w jej rękach. Czuje wagę sprawy. Przed wyjściem nadal modli się gorliwie, ukazując Panu sytuację i prosząc o siłę:

„Mnie, wdowie dodaj sił do tego, co zamierzyłam.

Uderz chytrością moich warg sługę i jego pana

i powal pana razem z jego służącym.

Ręką kobiety skrusz ich zarozumiałość!” 

Jdt 9, 9-10

Wchodzi w swoich eleganckich szatach, z modlitwą na ustach, w samo pole bitwy. Do obozu wroga. Oni widzą tylko piękno jej ciała. Nie znają jej mądrości i odwagi. Po ludzku - Judyta wiele ryzykuje. Ale ona dobrze wie, co robi. I po co to robi. Stawka jest wysoka. To, o co walczy, jest ważniejsze od jej życia. Na pewno ma poczucie, że Bóg jest z nią, ale przecież i ona musi zrobić swoje. Nie On za nią, ale On z nią. Potrzebuje odwagi, skupienia, wyważenia słów (ileż w ich rozmowach jest dwuznaczności!) i rozwagi. By znów wyczuć odpowiedni moment.

 

Finał

I wygrywa. Kobieta pokonuje wodza wielkiego wojska. Holofernes ginie haniebnie, a gdy wychodzi to na jaw, jego żołnierze uciekają w popłochu. 

Mieszkańcy Betulii udają się z dziękczynieniem do Jerozolimy. 

A Judyta zostaje bohaterką, z którą przyszłość chciałby dzielić niejeden mężczyzna. Ona jednak pozostaje sama do końca życia.

Wierna jednemu mężowi? A może tak bardzo zakochana w Bogu? 

 

 

 

***

„Poznałam ją za sprawą pewnego zakonnika i od razu stała mi się bliska. Pomyślałam sobie, że ona jest taka, jaką ja nigdy nie byłam. Pewna siebie, swojej mądrości i piękna, rozmodlona i pokładająca ufność w Panu. Boże! Przez całe życie moje serce pragnęło takiego wzoru i nie wiedziało, gdzie go szukać, a okazało się, że wszystko jest zapisane w Twym Słowie, Bóg w Księdze Judyty pokazuje, na czym polega siła kobiety - to jej wrażliwość, spryt i dzielność!”

Ania (żona, mama, doradczyni życia rodzinnego) 

wypowiedź z Kalendarza Kobiety 2018

***

W drugiej połowie sierpnia 2018 ukaże się materiał audio do Księgi Judyty autorstwa s. Marii Donaty, niepokalanki.

Materiał będzie dostępny dla uczestniczek programu formacyjnego uBOGAcONA między niewiastami Starego Testamentu

Czytaj dalej...

Dzień dobry, Lato!... Wakacje idealne na formację serca!

Piliśmy poranną kawę ze Stefankiem. On miał oczywiście swoją ulubiona inkę. Usiedliśmy na balkonie, ciesząc się jeszcze cieniem i przewidując, że to będzie gorący dzień. Lekko zaspana spojrzałam w kalendarz i zdałam sobie sprawę z tego, że jest 21 czerwca, a więc właśnie zaczynamy lato! Dzień dobry, Lato! Dopiero: dzień dobry? My już dawno po urlopie, a tu dopiero początek! Powitanie wakacji. Siedziałam więc z moim prawie-3-latkiem, ciesząc się, że przed nami jeszcze wiele takich poranków jak ten. Lato niesie wiele obietnic - długie spacery, wieczory, wycieczki rowerowe, zabawy w piasku, koktajle owocowe i obserwacje przyrody przypominające, że rozkwitanie nie kończy się wiosną. Kończyłam kawę z ważną myślą-pytaniem: jak nie stracić łaski tego czasu? Od formacji nie ma przecież wakacji!

Oczywiście tzw. „rok formacyjny” zwykle zaczyna się od września, ale przecież w mojej relacji z Bogiem, w moim powołaniu małżeńskim i macierzyńskim, w mojej drodze do Nieba - nie na przerwy. Za to są etapy, są łaski danej chwili. Jak więc rozkwitać? Jak zbierać owoce tego lata? 

Wierzę, że zadanie sobie takich pytań pomaga lepiej przeżyć ten czas.

Zobaczyć tę porę jako szansę.

Odkryć swoje pragnienia i możliwości.

Wierzę, że to pytanie można przemienić w modlitwę.

I że tego lata możemy na nowy sposób mówić o sobie: 

uBOGAcONA 

 

Zachęcam gorąco do tego, by na początku tego lata też podjąć to pytanie! I zapisać odpowiedź.

Ja zapisałam takie dwa postanowienia:

1. Chcę trzymać się planu

Spontanicznie też udaje mi się wiele rzeczy zdziałać, jednak zwykle - bez chociaż wstępnego planu - potrafię stracić wiele poranków i wieczorów ;-) Kilka małych postanowień sprzyja formacji, daje jakieś ramy i konkretne podpowiedzi. Wiem, co mogę zrobić albo co mam zrobić (tym samym nie tracę czasu na zastanawianie się, co mam wybrać, skoro już podjęłam jakieś kroki - po prostu robię kolejny z nich, nawet jeśli jest bardzo mały). A więc mam kilka takich wakacyjnych punktów, wśród nich poranne zapiski w notesie Rozkwitam i nastawianie serca - przypominam sobie, co chcę tego dnia wybierać, czemu mówię tak. I słucham Słowa.

W moim planie także rekolekcje w ciszy, na które zapisałam się wiele miesięcy temu - a teraz świadomie chcę ich oczekiwać. Bo wiem, że Pan też przygotowuje mnie na ten czas poprzez różne tematy, wydarzenia, spotkania... W moim planie też spotkania z kolejnymi bohaterkami Starego Testamentu, a także dużo lektur duchowych w związku z pracą nad Kalendarzem 2019.

2. Chcę korzystać z łaski czasu i być otwarta na to, co się wydarzy! 

Lato jest pełne okazji. Do wzmocnienia sił fizycznych (świeże owoce i piękna pogoda sprzyjają!), do wyciszenia, odcięcia się od zbędnych bodźców, do budowania relacji. Tak, lato sprzyja spotkaniom między ludźmi. I odkrywaniu siebie w tych relacjach. I Boga! To są te okazje, których nie chcę przegapić! Okazje, które mogę też tworzyć, planować, ale czasem one wykraczają poza moje schematy! Łaską tego czasu - choć jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem wakacji - było dla mnie np. przyglądanie się naszym rodzinnym relacjom. Nie tylko pielgrzymowaliśmy i odpoczywaliśmy. Tak naprawdę - choć wcale nie byłam tego świadoma - ten czas przyniósł nam wiele światła i świeżego spojrzenia na naszą rodzinę, codzienność, naszą wspólną drogę (o czym pisałam tutaj).  

 

A czy Wy macie jakieś plany?

A może szukacie pomysłu na materiały formacyjne? Oto moje podpowiedzi:

***

(1) Notes ROZKWITAM!

Pasował idealnie na czas wiosny, a teraz nie traci na aktualności! Blisko przyrody uczymy się przecież o doświadczeniach życia. O jego zasadach.
Wzrastania. 
Rozkwitania. 
Owocowania.

Czym może być ten notes? Np. dziennikiem duchowym, szkicownikiem, wakacyjnym planerem. A nawet albumem na wakacyjne skarby! 
Można w nim zrobić wszystko - z jedną podpowiedzią: niech to, co będziesz w nim robić, służy Twojemu rozkwitaniu! A więc nie lubi on, gdy piszesz w nim listy typu „10 argumentów za tym, że jestem beznadziejna” albo „100 rzeczy, które mi w życiu nie wyszły”. Chyba że... Chyba że jest to niekonwencjonalny początek odnajdywania obszarów do pracy własnej! ;-) (Ale szczerze - takich list nie polecam!) 

Ja dziś sięgnęłam po nowy egzemplarz notesu przeznaczony na to LATO. Będzie mi towarzyszył w najbliższych tygodniach - szczególnie rano, kiedy będę nastawiać serce na cały dzień!

Notes ROZKWITAM dostępny w sklepie SK.

 

(2) Program formacyjny uBOGAcONA między niewiastami Starego Testamentu

Program formacyjny to bardzo konkretna propozycja kobiecej drogi między niewiastami Starego Testamentu, podczas której możemy odkrywać Boskie spojrzenie na kobiecość i na nasze życie. Odkrywamy też swoje korzenie, a przede wszystkim Jego Miłość! To dość długa droga, ale warta tego, by w nią wyruszyć! I co ważne, nie ma tu żadnego terminu ważności, żadnej nakazanej czy polecanej daty rozpoczęcia (ani zakończenia!). Można rozpocząć więc właśnie tego lata. Spotkanie z Ewą z rajskiego ogrodu gdzieś w parku czy lesie będzie na pewno owocne!

Każda z nas idzie w swoim własnym tempie. Albo... w naszym wspólnym rytmie, bo to jest materiał, który idealnie sprawdza się do pracy między niewiastami! Razem jest raźniej - zwłaszcza w chwilach zniechęcenia, zabiegania czy wtedy, gdy potrzeba umocnienia. Nie mówiąc już o owocach takich spotkań! W 2018 roku pewna grupa kobiet ma dodatkową motywację - Kalendarz Kobiety 2018 podpowiada nam bohaterkę na dany miesiąc. (Z tym, że w Kalendarzu mamy 12 niewiast, a w programie 25!)

W programie oprócz dwóch notesów i zestawu naklejek - można znaleźć materiały video, notatki graficzne i powitalny eBook :-)

Materiały do programu formacyjnego dostępne w sklepie SK.

(3) Niespodzianka... czyli propozycja książkowa! 

Janette Oke, „Miłość przychodzi łagodnie” + dalsze części!

Ta książka, a właściwie cała seria książek, to niespodzianka nie tylko dla Was! Najpierw była to niespodzianka dla mnie.

Otrzymałam ją wprost od wydawcy - czyli Wydawnictwa Arka - po naszym przemiłym i wzruszającym spotkaniu (o którym pisałam tutaj). Trafiła do mnie w idealnym momencie. Miałam przed sobą kilkanaście godzin jazdy samochodem (choć czytanie to wcale nie jest moja ulubiona czynność w drodze i wcale nie jestem fanką powieści). Zaczęłam od przyjrzenia się okładce i opisom na niej. To już była dobra zapowiedź: odniesienie do klimatu „Domku na prerii” (który lubię - to pewnie sentyment z dzieciństwa!), a także odkrycie, że na podstawie innej powieści Janette Oke został stworzony serial „Głos serca” (który też lubię!). A więc zaczęłam lekturę (której nie zaplanowałam wcześniej!;-) I zostałam od razu wciągnięta w inny świat. Śmiałam się, ekscytowałam i wzruszałam - czego świadkiem był siedzący obok mnie mąż. (Mniej więcej więc i on poznał książkę i fabułę - relacjonowałam mu najważniejsze momenty!). Skończyłam czytać jeszcze tego samego dnia, gdzieś między Villach a Wenecją, ciesząc się, że w bagażniku czekają kolejne dwa tomy! 

To książka napisana już dość dawno (w latach 70.) i przenosząca nas w jeszcze odleglejsze czasy (XIX w.), ale niesie ponadczasową wartość i mądrość. Czytałam ją w Tygodniu Między Niewiastami, poruszona ukazanymi tam relacjami między kobietami (podobnie porusza mnie ten motyw we wspomnianym wyżej serialu). Ale to nie jest główny wątek powieści. To przecież książka o miłości! A także o najróżniejszych doświadczeniach życia - stratach, nieszczęściach, koniecznościach, nadziejach... A także w piękny sposób o wierze! 

To są książki, o których miałabym wielką ochotę porozmawiać w gronie kobiet (tak, tak między niewiastami!), utrwalając ulubione sceny, przypominając sobie ważne słowa i dzieląc się tym, jak zwykła powieść może wpływać na moje życie, na budowane relacje, a nawet na modlitwę. Myślę, że to naprawdę dobra lektura na wakacje (i nie tylko!).

Książki można nabyć w księgarni Szaron, a także można wygrać w konkursie, który pojawi się niebawem na na moim profilu na Instagramie

Czytaj dalej...

Podążając ich śladami... Czyli niezwykłe spotkania i wzruszenia na szlakach Italii

Znowu Włochy? Przecież już tam byliście! - słyszałam kilkakrotnie. To prawda - byliśmy już tam. Nawet nie raz. Ale lubimy tam wracać. Lubimy Włochy za słońce, ciepłe barwy miast, kawę z ekspresu za symboliczne 1 euro, którą można dostać nawet na małej stacji benzynowej i którą nawet nie zawsze trzeba wpisywać do menu - bo wiadomo, że kawa jest!. Lubimy Włochy za kościoły i za to, że niemal każde miasteczko pamięta jakiegoś świętego. Nasza rodzinna wyprawa - oprócz tego, że była czasem odpoczynku i wyciszenia, miała też pielgrzymkowy charakter. Włochy to idealne miejsce do tego!... Pragnęłam przemierzyć szlaki kilku świętych kobiet, zbierając materiał do Kalendarza Kobiety 2019, a przede wszystkim przygotowując swoje serce na dalsze prace i cały rok formacji. Nie przypuszczałam jednak, że aż tyle kobiet spotkam i że będę tak poruszona tymi drogami, i całym tematem świętości. A to przecież dopiero początek!...

Chociaż to naprawdę były wakacje (i to dłuuugie!), miałam ochotę dzielić się małymi relacjami z tych spotkań. Umieszczanie ich w miarę na bieżąco na insta stories było bardzo przydatne - także dla mnie, by zatrzymać te doświadczenia na dłużej. Otrzymałam też wiele miłych odpowiedzi i próśb o modlitwę. A żeby zatrzymać na trochę dłużej te relacje, umieściłam je w wyróżnionych relacjach. Można więc je zobaczyć nawet teraz :-)


Moja litania do świętych po tej podróży mogłaby brzmieć tak:

św. Gemmo Galgani,

św. Zyto,

św. Katarzyno ze Sieny,

św. Fino,

św. Katarzyno del Ricci,

św. Magadaleno z Canossy,

św. Joanno Beretto Molla,

módlcie się za nami!

Poniżej umieszczam kilka najważniejszych myśli i wspomnień. To taka zapowiedź nowego roku. Taki przedsmak... :-)

 

Przepiękna toskańska Lucca wypełniona kościołami i św. Gemma Galgani

Lucca to piękne miasto. Nie za duże (jak Florencja!), ale nie za małe - można je przemierzać przez kilka godzin. My dotarliśmy tam po deszczu, który złapał nas w Pizie. Jest to rzeczywiście miasto wielu kościołów! A mnie już od jakiegoś czasu kojarzyło się ono ze św. Gemmy Galgani. Najpierw słyszałam o niej, później poznałam ją trochę bliżej podczas moich poszukiwań świętych niewiast do Kalendarza 2019. Czytałam trochę jej pism, ale wciąż jeszcze miałam poczucie, że jej nie spotkałam tak bardzo osobiście. Przystanek w tym miejscu był więc dobrą okazją, by to nadrobić. Nie mieliśmy ambicji, by zobaczyć wszystkie miejsca związane z jej życiem (było to też niemożliwe ze względu na dość późną godzinę), ale kilka udało nam się odkryć! A więc byliśmy w kościele św. Frediana, w którym Gemma przyjęła I Komunię św. Tam też poznałam św. Zytę, która kilka wieków wcześniej przychodziła codziennie do tego kościoła, a teraz jest tam pochowana. Dotarliśmy także pod dom, w którym św. Gemma zmarła. Naprzeciwko niego stoi Kościółek Róży, gdzie Gemma się modliła. Jest tam też konfesjonał, przy którym się spowiadała. A nam udało się trafić na Nieszpory!...

Przemierzanie dróg, które znała św. Gemma, które - nie tak dawno wcale - były też jej drogami, było dla mnie naprawdę cudownym doświadczeniem. Myślałam o św. o. Pio i o św. Maksymilianie Kolbe, którzy tak bardzo ją cenili. Myślałam o tym, jak święci cudownie się inspirują i wspierają w drodze do Nieba. I o tym, że św. Gemma żyła naprawdę radykalnie, naprawdę dla Boga. I że to nie jest tylko jej powołanie, ale także nasze.

I kawałeczek z jej autobiografii - wniosek po rekolekcjach, jakie odbyła w 1891 r.: „Ze wszystkich sił pracować nad tym, by nie prowadzić rozmów na tematy obojętne, a tylko o sprawach nieba.”

Wśród moich lektur w najbliższym czasie - biografia Gemmy! Nie mogę się doczekać tego kolejnego spotkania z nią!  

 

Moja św. Katarzyna i słoneczna Siena! 

Na przemierzenie jej dróg czekałam najbardziej. Przygotowywałam się do tej drogi, czytając Dialog, Listy oraz jej biografię (Tę o niepokornej świętej, choć zastanawiam się, czy o świętej można mówić, że była niepokorna... i to Ta Katarzyna!). Próbowałam sobie wyobrazić Sienę z XIV w, w czym pomogła mi jej biografia. Od czasów Katarzyny miasto nie zmieniło się aż tak bardzo. Główny plac, układ ulic, a nawet fontanny - to wszystko znała i ona. I oczywiście bazylikę i katedrę! Siena urzekła mnie (bardziej niż Florencja!). Pewnie ma to związek z Nią, ale niech tak zostanie! Najbardziej wzruszające były chwile spędzone w jej domu-sanktuarium, szczególnie czas przy jej celi. Rzeczywiście małej, nisko umieszczonej, tak, jak ją sobie wyobrażałam po wcześniejszych lekturach. To właśnie tu była blisko Niego, to właśnie tu przygotowywała się do misji, którą podjęła - misji jednania i walki o Kościół. A także misji ukazywania prawdy o Bogu i Jego stworzeniu.

Będąc przy jej sanktuarium, zadziwiona spokojem, jaki tam panował, nagrałam też na żywo pozdrowienia. Czytałam też fragment jej listu na temat Bożej miłości. Cała ona, ta nasza Katarzyna!...

Katarzyna - doktor Kościoła i patronka Europy - będzie jedną z bohaterek na cały miesiąc w Kalendarzu 2019! Będzie więc czas na lekturę jej pism, a także na bliższe poznanie jej życia. Ale, ale! To nie znaczy, że teraz nie jest dobry czas, by „usłyszeć jej głos”. Szukacie duchowej lektury na wakacje? Polecam Wam gorąco jej Dialog, a tu fragment: 

„Chcąc ruszyć w drogę, winniście przede wszystkim pragnąć. Bo tylko ci, którzy pragną, są zaproszeni, wedle słów: <<Kto pragnie, niech przyjdzie do Mnie i pije>> Kto nie pragnie, nie wytrwa w drodze; znuży się trudem, albo się zatrzyma dla przyjemności. Nie chce mu się nieść naczynia, którym by mógł czerpać, ani stara się o towarzystwo, jakiego mi trzeba.” 

 

 

Św. Joanna Beretta Molla - nasze ciche, wzruszające spotkanie - między nami żonami

Św. Joannę znam od dawna. Za jej wstawiennictwem modliłam się wielokrotnie, szczególnie przed ślubem. Czytałam też jej listy do męża, kiedy przygotowywałam się do małżeństwa. A później chyba trochę o niej zapomniałam... Na tyle, że w moich planach na tę podróż śladami świętych kobiet, nawet o niej nie myślałam aż tak mocno. Nie za wszelką cenę. Ale nasza droga powrotna prowadziła jak najbardziej w pobliżu jej miejsc, więc postanowiliśmy tam pojechać. Na koniec tych blisko 3 tygodni z moimi ukochanymi chłopakami, bardzo tego zapragnęłam. Tego, by zawierzyć Bogu - przez jej wstawiennictwo - moje małżeństwo i macierzyństwo. Czułam głęboko, że to będzie najlepsze uwieńczenie naszej podróży. (Miałam też kilka ważnych intencji!) I choć wiedziałam, że bardzo tego chcę, to nie liczyłam na tak wielkie wzruszenia, jakich doświadczyłam, będąc najpierw w Magencie (gdzie Joanna się urodziła), a później w Mesero, gdzie została pochowana. Tak niedawno chodziła tymi ulicami - młoda lekarka, piękna kobieta, kochająca Boga i ludzi, a teraz mogłam iść nimi ja, jakby z nią. Na dosłownie minutkę (i to dzięki uprzejmości pewnego pana!) w Magencie wstąpiliśmy do kościoła, w którym Joanna została ochrzczona (jest tam do dziś jej szata chrzcielna!), a później - powiedziała sakramentalne „tak” wobec swojego męża. W Mesero - cichym i spokojnym miasteczku - nawiedziliśmy jej sanktuarium, gdzie obok jej obrazu umieszczone są liczne wota dziękczynne... najczęściej dziecięce śliniaczki z imionami dzieci! Chwilę później byliśmy przy rodzinnym grobowcu. Obok niej pochowany jest jej mąż i inni członkowie rodziny. Udało nam się zerwać kilka polnych kwiatów i ułożyć je obok zniczy, które zapewne zostawili inni pielgrzymi, choć - mam poczucie - że to mogli być mieszkańcy Mesero.

Jakiś pan, wracając z cmentarza modli się dłuższą chwilę przed jej grobem, a potem wychodzi z tego małego cmentarza. Poza nim nie spotykamy nikogo, a jesteśmy dobrych kilka minut. „Jej dzieci naprawdę mogły mówić św. Mamo” - mówię do moich chłopców, domyślając się, że nie wszystko i dla nich jest zrozumiałe. „To były dorosłe dzieci” - Mariusz patrzy na daty i kalkuluje. Tak, były dorosłe, ale na pewno mówiły „mamo”. Po tych chwilach zadumy na cmentarzu ruszyliśmy do parku na mały piknik. Chłopcy poszli wszystko przygotować, a ja wstąpiłam jeszcze na plac św. Joanny (obok ambulatorium, w którym pracowała) i do sanktuarium (po obrazki). Myślę o Joannie i o świętości. Dziś. O tym, że jej droga do nieba to nie była tylko jedna decyzja w życiu - jej troska o życie dziecka nawet za cenę śmierci. To była cała droga jej życia - taka dość zwykła i prosta. Z tymi myślami docieram do moich chłopaków szalejących już na placu zabaw. Idę ich kochać - pomyślałam.

Nie przypuszczałam, że jeszcze popołudniu będziemy odmawiać różaniec, jadąc nad alpejskimi przepaściami i docierając na blisko 2000 m npm. Ciekawe, czy Joanna - nasza alpinistka ;-) - też tu dotarła? - myślałam. 

 

*** 

A jeśli macie ochotę w 2019 roku odkrywać święte i błogosławione niewiasty - inspirować się ich życiem i duchowością, czytać ich pisma, to przypominam, że w przygotowaniu Kalendarz Kobiety 2019 (a także notes). Jeśli nie chcesz przegapić jego premiery, a wcześniej jeszcze przedsprzedaży, to zachęcam szczególnie do zapisania się na newsletter Serce Kobiety :-) lub do śledzenia informacji na kanałach społecznościowych! Ja już nie mogę doczekać się tej przygody! (Tak, apetyt rośnie po tej podróży szczególnie!)

 

***

Uwaga! Polecane powyżej książki dotyczące opisanych świętych kobiet są podpięte pod linki z programu partnerskiego. Za zamówienia złożone w tej księgarni za ich pośrednictwem, otrzymuję małą prowizję. Będzie mi miło, jeśli - planując ich zakup - skorzystasz z nich. Polecam jedynie te, które... naprawdę polecam! ;-) Jednocześnie zachęcam do pomyślenia o różnych możliwościach lektury - nie zawsze to musi być zakup. Książki można przecież pożyczyć (z biblioteki albo od przyjaciół)! :-) Każdy sposób na lekturę jest dobry! :-) 

Czytaj dalej...

Rozkwitam. Inspiracje [eBook do pobrania]

Czy chcesz rozkwitać? Czy jesteś gotowa podjąć taką decyzję?

Być może słowo decyzja brzmi dziwnie w tym przypadku, ale im dłużej z tematem naszego rozkwitania się mierzę, tym bardziej widzę potrzebę naszego świadomego wypowiedzenia tego słowa - TAK! Bo na to wezwanie można odpowiedzieć i nie. Jednak nie. Oczywiście nasze rozkwitanie nie jest tylko w naszych rękach. O nie! Jesteśmy przecież jak kwiaty w dłoniach najlepszego Ogrodnika! I to On wie, czego potrzebujemy, by rozwijać się i żyć. By dążyć do pełni, do świętości. On wie, czemu zasadził nas na takiej, a nie innej ziemi. On wie wszystko i On może wszystko. A jednocześnie nie działa wbrew naszej wolności i nie robi za nas tego, co do nas należy. Tak, nawet kwiaty mają coś do zrobienia! ;-) Ja robię swoje małe kroki, On robi resztę!

Czy zatem masz w sobie wielkie pragnienie rozwoju, zmiany, pełni? I czy zgadzasz się na trud drogi - na wykonanie swojej części?

Bo zwykle jest tak, że my chcemy rozkwitać. I to jak! Ale nie chcemy przechodzić procesu rozkwitania. Chcemy kwitnąć, nie zmieniając się. Jeśli - tak jak ja - masz w sobie taki zapał i marzenie, z rozczuleniem patrzysz na kwitnące wiśnie i na owocujące jabłonie, a jednocześnie wiesz, że droga do owocowania to długa droga pracy (i to bywa przerażające!), to zapraszam Cię do podjęcia małych kroków w tym kierunku. A najpierw warto przyjrzeć się temu marzeniu i uwierzyć jeszcze mocniej, że TO jest możliwe z Nim. Ale często właśnie TO dzieje się inaczej niż sobie to wyobrażamy. Powoli. 

Rozkwitanie w przyrodzie zaczyna się niezauważalnie. Zanim ujrzysz kwiaty, drzewo (np. jabłonie, na których znam się najlepiej jako córka sadownika) wykonuje ogromną pracę. I czeka. I zdaje się ukrywać przed światem to, co się w nim dzieje... Nasze rozkwitanie też często zaczyna się po cichu. Nie jest widoczne, nie jest spektakularne... aż do czasu! Aż do tej chwili, kiedy pojawią się efekty, świadectwo naszej pracy i Jego Łaski.

Życzę Ci więc wytrwałości.

I radości z malutkich kroków i zmian. 

Do pobrania poniżej (nad notką o autorce) - eBook: Rozkwitam. Inspiracje, w którym znajdziesz pomocne arkusze do pracy nad tematem rozkwitania! 

Mam nadzieję, że będą dla Ciebie motywacją do zrobienia pierwszego kroku, a potem kolejnych! 

***

Rozkwitaniu poświęcony jest także Notes ROZKWITAM

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS