Przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości. (Kol 3, 14)

Urzekająca. Odkrywanie tajemnic kobiecej duszy

(Uwaga... Recenzja napisana 5 lat temu;-) 

„Odkrywanie naszego piękna w istocie oznacza odkrywanie naszych kobiecych serc."

Nie wiem, co mnie bardziej urzekło: niezwykłość tej lektury czy piękno mojej kobiecości?… Nie wiem, dlaczego co kilka akapitów zamykałam książkę i wpatrywałam się w sufit jakby karmiąc się słowami, odkrywając tajniki przeszłości i teraźniejszości, odnajdując coś, dialogując z sobą?

„Urzekająca" postawiła sprawę jasno: kobiecość to najbardziej przynależna i właściwa cecha mojej osoby. Zostałam stworzona kobietą i jest w tym wielki plan Boży i bezcenny prezent dla mnie, i dla innych (zarówno mężczyzn jak i kobiet). Już od dziecka chciałam być księżniczką (nawet grając rolę krasnoludka a nie Królewny Śnieżki), czekałam na Księcia z Bajki (rozczulając się przy romantycznych piosenkach) i chciałabym być podziwiana. Jako mała dziewczynka naśladowałam mamę, podkradałam jej kosmetyki, nauczałam maskotki, przewijałam lalki i matkowałam starszej siostrze i młodszemu bratu. A nade wszystko chciałam wiedzieć, że jestem piękna, urzekająca! W sercu odnalazłam (opisane przez autorów) tęsknoty do: miłości romantycznej, udziału w przygodzie i ujawnianiu swego piękna, a do tego: wytłumaczenie tych pragnień.

Książka znakomicie kreśli kobiecy portret duszy, serca i marzeń, szeroko opisując wpływ i wagę wszystkich relacji: z matką, z ojcem, z przyjaciółkami, z ukochanym, z Bogiem. Jest to głębokie spojrzenie na całą osobę, jej świat i czas życia. Przeszłość nie jest bez znaczenia, pozostawia rany na duszy, które trzeba leczyć, nie tylko rozdrapywać. Te zranienia często nieuświadomione ciążą, blokują. A są... Wyleczalne, uzdrawialne.

Amerykańskie małżeństwo Eldgredge wymienia się piórem, dając całościowe spojrzenie na omawianą kwestię. Odwołują się wciąż do przykładów z życia swoich znajomych oraz tych najbardziej osobistych (historia Stasi i jej problemów jest niezwykle szczera, naprawdę poruszająca tak jak dzieje ich związku), przez co nietrudno odnaleźć się w którejś z opowieści. Silnym fundamentem przekazywanej treści jest głęboka wiara chrześcijańska małżonków. W zamyśle Stwórcy Ewa jest koroną stworzenia, ozdobą, pięknem wcielonym, które to piękno rozprzestrzenia. Ona jest przeznaczona do miłości romantycznej, do bycia zdobywaną, do motywowania wszelkiej męskiej aktywności. Jest w niej życiodajna moc, ona dąży zawsze do czegoś Więcej, czegoś głębiej… Urzeka swoją tajemniczością, czasem pochopnie nazywaną skomplikowaniem. Kobieta jest w swoim pięknie prosta, ujmująca.

Jakaż to mądra książka, ach. Jak na teraz – dla mnie niezgłębiona. I na pewno będzie pozycją w biblioteczce niestałą, a wędrującą: mama, siostra, przyjaciele... Długa przed nią droga. Droga urzekania. (I mam nadzieję, że zawędruje do Was. I trochę się pogości w Waszych sercach.)

John & Stasi Eldredge, Urzekająca. Odkrywanie tajemnicy duszy kobiecej, Oficyna wydawnicza LOGOS, Warszawa 2005.

Znajdź Urzekającą w sklepiku KiM

Czytaj dalej...

Kobiety w Chrystusie. W stronę nowego feminizmu

Nie jest to, prawdę mówiąc, książka do poduszki... Chociaż cel czytania książki przed snem może być różny, a także najróżniejsze są nasze gusta i potrzeby. Więc ujmę to inaczej: nie jest to książka do poduszki dla każdego. Ale niewątpliwie dla każdego, kto chciałby wgryźć się w temat nowego feminizmu, jest to lektura wyjątkowa, obowiązkowa i najlepsza, jaką można znaleźć na naszym rynku wydawniczym.

Dlaczego nie dla każdego? Bo jest to książka naukowa, złożona z kilkunastu artykułów napisanych przez specjalistów - teologów, filozofów, socjologów zajmujących się tematem nowego feminizmu. Mówiąc precyzyjnie, w miażdżącej większości - przez specjalistki, co cieszy niezmiernie, że mamy tu do czynienia z pięknym kobiecym głosem na temat kobiecości. I to kobiet różnych stanów, powołań i pokoleń. Ale jednocześnie pragnę nie zniechęcić, tylko zachęcić: nie jest to lektura zupełnie nieczytelna czy bardzo trudna w odbiorze, dlatego przy odrobinie motywacji i cierpliwości (bo na pewno nie da się jej czytać jak powieści;-), nawet osoby nie będące wdrożone w taki naukowy dyskurs, odnajdą bogactwo treści także dla siebie.

W zbiorze tym znajdziemy teksty na temat biblijnych i antropologicznych źródeł nowego feminizmu, komentarze do myśli św. Edyty Stein (nowej feministki, o tak!), podejmowane są także, jakże dziś ważne, kwestie gender studies i pytanie o płeć - tę biologiczną i społeczno-kulturową, o stosunek kobiecości do męskości, a także pytanie o miejsce kobiety w Kościele i praktyczny wymiar nowego feminizmu. Prawdziwe bogactwo treści, wiedzy i inspiracji do własnych przemyśleń i dalszych badań. 

Autorka aż trzech artykułów w tym zbiorze i redaktor całej książki, Michele M. Schumacher we wstępie pisze: Mimo wszelkich naszych prób zrozumienia kobieta pozostaje głęboką i trwałą tajemnicą - której równa się jedynie tajemnica mężczyzny, a obydwie tkwią we wnętrzu obejmującej je tajemnicy Trójjedynego Boga. (...) Nowy feminizm będzie się rozwijał i kwitł, w miarę jak będą się rozwijały i rozkwitały kobiety - zawsze i wszędzie we współpracy z mężczyznami - dla dobra wszystkich ludzi i dla promowania autentycznie ludzkiej i chrześcijańskiej kultury.
 
Kobiety w Chrystusie. W stronę nowego feminizmu, red. Michele M. Schumacher, wyd. Centrum Myśli Jana Pawła II, Warszawa 2008.
 
Wygraj książkę! :-) Konkurs do 13.12
Czytaj dalej...

Rodowód Łaski - Tamar

Dla wielu osób, jak sądzę, samo nazwisko autorki serii Rodowód Łaski, Francine Rivers, może być wystarczającą rekomendacją do sięgnięcia po nowowydaną książkę „Tamar” (wyd. Aetos). Literatura Rivers od momentu jej głębokiego nawrócenia przepełniona jest wiarą, tematyką miłości (tej prawdziwej i czystej) i historii, które poruszają swoją mądrością. Polscy czytelnicy mieli okazję poznać jej bestsellerowe powieści: „Potęga miłości” czy „Dziecko pokuty”. Co jednak mogę powiedzieć tym osobom, którym te informacje (jakże dobrze wpisujące się w promocyjne materiały!) nie wystarczają? Co chciałabym przekazać tym czytelnikom, dla których może być to pierwsze spotkanie z jej twórczością?

Podchodzę z dystansem do książek, które chcą przekazać jakiś fragment Pisma Świętego na sposób opowieści, odtwarzając postaci (o których w Biblii czytamy często zaledwie kilka zdań), ich motywacje, pragnienia czy obawy... I pierwsze, co odkrywam już we wstępie, to chyba podobne podejście Francine Rivers, która zdaje się odczuwać ogrom przedsięwzięcia, jakiego się podejmuje, a w którym pragnie pozostać wierna przekazowi biblijnemu, dodając jedynie to, co może być ważne lub niezbędne do lepszego zrozumienia. I wydaje mi się, że robi to świetnie. Zaraz obok tej ostrożności wobec poszerzania biografii postaci wplecionych w historię Zbawienia, pojawia się i drugie pragnienie – przybliżyć je dzisiejszemu człowiekowi – ale nie tak, jak przekazuje się lektury szkolne w opracowaniach – streszczając fabułę, wytłuszczając najważniejsze momenty, często wypunktowując tylko pewne fakty, tylko w taki sposób, by pozwolić nam dziś, nastawionym na szybkie odpowiedzi i zwroty akcji, wejść w tę historię, poznać życie tej konkretnej postaci, by razem z nią przeżywać jej drogę, wszystkie dylematy i wybory. Dlatego cały pomysł serii Rodowód Łaski uważam za niesamowicie potrzebny (może szczególnie nam kobietom?). Składa się ona z pięciu opowieści o kobietach, które Ewangelista Mateusz wymienia w rodowodzie Jezusa Chrystusa (Tamar, Rachab, Rut, Batszeba i Maria). Jak pisze autorka we wstępie: „Żyjemy w burzliwych czasach, w których miliony ludzi poszukują odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytania. Kobiety z genealogii Jezusa wskazują nam drogę. Lekcje, jakie możemy wyciągnąć z ich historii, są wciąż aktualne, mimo upływu tysięcy lat”.

„Imię Tamar znaczy: palma daktylowa. Nadawano je dziewczynie, która miała wyrosnąć na kobietę piękną i pełną wdzięku. Palma daktylowa rośnie na pustyni i wydaje słodkie, pożywne owoce (…). Juda miał nadzieję, że dziewczyna spełni wszystkie obietnice kryjące się w znaczeniu jej imienia.” (Francine Rivers, „Rodowód łaski. Tamar”)

Historia Tamar jest przedziwna i, przyznaję, dziś trudna do zrozumienia, niełatwa do zaakceptowania w wielu swoich wątkach, bo osadzona w jakże innej, odległej nam kulturze! Sytuacja młodziutkiej, nastoletniej Tamar jest niezwykle trudna, a zarazem oczywista dla ludzi tamtych czasów. Zostaje ona wybrana na żonę dla syna Judy, Era. Wie, że z jej zdaniem i uczuciami nikt nie będzie się liczył. Zostaje więc poślubiona mężczyźnie z innego ludu, który nie tylko jej nie kocha, ale także ją poniża. Tamar jest całkowicie zależna od decyzji mężczyzn – ojca, teścia, męża, braci. A o jej wartości ma świadczyć tylko jedno – urodzenie syna, dlatego też zostaje wybrana (czy też oceniona) z powodu swojej pracowitości, siły oraz płodności matki, które zapowiadały, że bez problemu wyda na świat gromadkę dzieci. Co okazuje się jednak nie tak proste.

Dla mnie jej historia jest w dużej mierze pytaniem o wartość i godność kobiety. Może nas dziś przerażać spojrzenie na kobietę, jakie odczytujemy w tej historii. Nie ma tu mowy o jej samodzielności, autonomii, o jej pięknie, które nie stałoby się tylko obiektem męskiego pożądania lub kobiecej zazdrości. A mimo tego Tamar zachowuje pokorę i otwartość serca – także na Boga, którego nie zna. Przy tym uciekając się do pewnego fortelu (powiem szczerze: dla mnie, a pewnie i dla Was także, zupełnie niezrozumiałego), udaje jej się odzyskać swoją godność i uznanie w oczach ludzi. Ale, gdyby na tym poprzestać, to byłaby to tylko namiastka jej prawdziwej wartości. Bo ona nie pochodzi od innych, ale od samego Boga.

Dziewczyna zabrana od rodziców, wyrwana ze swojego narodu i swojej wiary, która miała być poddaną żoną i matką, której użyteczność mierzono przez jej ciało i witalność, a miało potwierdzić je ostatecznie potomstwo, staje się pierwszą niewiastą wymienioną w rodowodzie Jezusa Chrystusa. Kobieta, która nie złamała prawa w przeciwieństwie do bogobojnych mężczyzn, o której Juda powiedział, że jest sprawiedliwsza od niego samego. Kobieta wybrana przez samego Boga w Jego historii. Ale nie, to nie jest kobieta idealna, to jest kobieta pełna nadziei i niosąca nam nadzieję.

Francine Rivers, Rodowód Łaski: Tamar, wyd. Aetos 2013.     

UWAGA! Do 30.11 trwa KONKURS, w którym do wygrania właśnie ta książka!:-)

Książka do nabycia także w sklepiku Serca Kobiety.

Czytaj dalej...

Bakhita

Czy można poczuć się piękną córką Boga, kiedy Tego Boga nie znasz, a wszyscy wokół depczą twoją godność – jako kobiety, a przede wszystkim jako człowieka? Czy będąc traktowaną jak rzecz, jak własność, jak przedmiot użytkowy lub rozrywkowy, można nie stracić swojego człowieczeństwa, wrażliwości i piękna? Czy możliwe jest ochronienie bezbronnego dziecka w sobie i zachowanie troskliwej „wewnętrznej matki”, gdy wszyscy wokół zaprzeczają twojej wartości? Czy można odnaleźć Boga tam, gdzie zdaje się, że panem jest tylko człowiek?

Nie jest pięknym to, co wydaje się piękniejsze, lecz to, czego pragnie Pan! (św. Józefina Bakhita)

Film Bakhita – od niewoli do świętości (reż. G. Campiotti) ukazuje niezwykle poruszającą historię życia kobiety urodzonej w Sudanie (ok. 1869 r.) i w dzieciństwie porwanej przez arabskich handlarzy niewolników. Po latach upokorzeń, usługiwania, cierpień fizycznych (okaleczeń ciała), zostaje zabrana przez włoskiego konsula do Italii, gdzie wzbudza skrajne, przede wszystkim negatywne, emocje. Europejczycy drugiej połowy XIX w. pełni uprzedzeń wobec czarnoskórej młodej kobiety, nie przyjmują jej z otwartymi ramionami. W nowym domu Bakhita również musi walczyć o swoją godność, o odrobinę miłości i przyjaźni, które w końcu otrzymuje od małej dziewczynki - córki konsula. Bakhita poznaje wiarę chrześcijańską, zachwyca się Miłością Boga, przyjmuje chrzest i wstępuje do zgromadzenia sióstr kanosjanek, w którym pozostaje aż do swojej śmierci w 1946 r.

Nie zdradzam zbytnio szczegółów, bo serdecznie zachęcam do obejrzenia filmu (przygotujcie się na długi, ponad 3-godzinny seans, który jednak upływa dość szybko, może nawet zbyt szybko). Tym bardziej, że jest to naprawdę piękny obraz z 2009 r., przemyślany, dobrze zrealizowany i zagrany. Po obejrzeniu tego filmu Bakhita chyba zawsze będzie mieć dla mnie uśmiech taki jak Fatou Kine Boye. Film, o czym warto wiedzieć, przedstawia historię w nieco inny sposób niż podaje ją biografia świętej. Czy film miał być zatem piękniejszy niż jej życie – tzn. jeszcze bardziej utragiczniony, a przy tym wypełniony większymi cudami? Może niekoniecznie. Być może to uszczegółowienie jej drogi, podkreślenie pewnych momentów i relacji, nie ujmuje niczego, a przede wszystkim nie zniekształca postaci świętej, ale pozwala jeszcze głębiej przeżyć jej historię, wybory i poczuć naprawdę jej osobowość. Pozwala wypłakać się, wzruszyć i radować.

Św. Józefina Bakhita może uczyć nas niezwykłej pokory, miłości, godności człowieka i kobiety, wiary, a także radości i nadziei wbrew wszystkiemu. Jej imię oznacza Szczęśliwa i choć wydaje się to niemal niemożliwe przy takim dzieciństwie, naprawdę wielkie rzeczy uczynił Pan w jej życiu! Jeśli ciągle powracają do Ciebie rany z dzieciństwa, zadane przez najbliższych lub przez zupełnie obcych - nie trać nadziei. Masz wspaniałą orędowniczkę!  

A jak Wy odebrałyście tę historię? Czy poruszył Was ten obraz, to życie, to serce?

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS