O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz! (Mt 15, 28)

Między niewiastami - czyli Tydzień świętowania kobiecych przyjaźni - start!

To jest Tydzień Między Niewiastami! Brzmi świetnie, prawda? Ale na początek - jedna ważna uwaga. Nie chcę sugerować, że tylko na przełomie maja i czerwca jest czas na dbanie o kobiece relacje. Wprost przeciwnie - pragnę, byśmy przypomniały sobie, że o ten czas między niewiastami warto walczyć w naszej zabieganej i pełnej pilnych spraw codzienności. Może wtedy, gdy uświadomimy sobie jak wielka jest wartość tych relacji (jaki też wspaniały w tym jest zamysł Pana!), łatwiej będzie nam znaleźć na nie i czas, i siły! I naprawdę o to zawalczyć!  W tym tygodniu (29.05-2.06) opowiem co nieco o tym, czego uczę się dzięki kobiecym relacjom, co mi pomaga w ich tworzeniu, jakie spotkanie jest dla mnie wzorem i zaproponuję coś, co może pomóc także Wam rozwijać Wasze przyjaźnie. Ale zacznę od historii projektu Między niewiastami - projektu, od którego wiele się zaczęło i który nauczył mnie wiele o kobiecości i relacjach damsko-damskich. 

Pomysł na grupy Między Niewiastami dojrzewał przez chwilę. Organizując przez kilka lat warsztaty i msze dla kobiet, spotykałam się z pytaniami o materiały dla wspólnot i grup, o coś pomocnego w formacji. Znałam niemal z pierwszej ręki kwestię formacji stanowej pod postacią męskiej wspólnoty Przymierze Wojowników, więc czułam to. Zresztą Serce Kobiety powstało właśnie po to, by formować nas, a idealnym dopełnieniem naszej indywidualnej pracy, jest wspólnota. Sama doświadczyłam tego, jak cenne jest bycie wśród przyjaciółek i wspólne dojrzewanie. Chciałam więc pójść za tym głosem - nie tylko zewnętrznym, ale i tym wewnętrznym. Dość szybko zrobiłam pierwsze kroki, nieświadoma jeszcze wielu uwarunkowań, niepewna do końca tego, jak to ma wyglądać i czy mój pomysł się przyjmie. Nie wiedziałam doprawdy, czego mogę się spodziewać.

Od razu wiedziałam, że my kobiety potrzebujemy inaczej” niż jest to w Przymierzu. I bynajmniej nie chodzi mi o nazwę, ale o formę. Że potrzebujemy trochę luźniej, swobodniej. Miałam z jednej strony wielkie pragnienia i śmiałe pomysły, a z drugiej - trochę lęku: czy to jest potrzebne? Czy kobiety wytrwają, czy ja wytrwam? W marcu 2014 ogłosiłam, że tworzę program dla kobiecych grup pod hasłem Między Niewiastami. Nic niezwykłego. Cykl 18 spotkań (w wersji ostatecznej tego pilotażu) w trzech blokach (o kobiecości i kobiecych relacjach, o kobietach Nowego Testamentu i o kobietach Starego Testamentu). Miała być to zachęta do regularnych spotkań, podczas których można nie tylko porozmawiać o swojej codzienności, wypić razem herbatę, ale także pomodlić się, rozważyć fragment Pisma Świętego, podzielić się swoim doświadczeniem. Grupy powstały z inicjatywy samych dziewczyn w ich miejscach zamieszkania. Chciałam także, byśmy miały kontakt między sobą, więc od razu zaznaczyłam, że będą odbywać się dni skupienia dla nas wszystkich. Przez pewną chwilę działał także serwis SMS ;-) Niemal od razu powstało kilkadziesiąt grup - i to nie tylko w Polsce. Wyobrażacie to sobie? Kilkadziesiąt! I do tego wiele zgłoszeń od kobiet chętnych do przyłączenia się do jakiejś grupy. Wiedziałam już, że idea jest trafiona, że chcemy być między niewiastami. Zaczęłam otrzymywać informacje zwrotne - potwierdzające to pragnienie i ukazujące mi jednocześnie szereg wyzwań pojawiających się przy formacji kobiecych serc i przy tworzeniu spotkań. Wewnętrznych i zewnętrznych. Kiedy nauczyłam się najwięcej? Oczywiście już na tej drodze, nie na etapie projektowania i ustalania schematu czy zasad, ale w życiu. Jak to mówią, w praniu.

Na tyle na ile mogłam, towarzyszyłam grupom i przyglądałam się ich poczynaniom. Pracowały one w swoim tempie i były przeróżne - mieszane i bardziej jednolite, jeśli chodzi o wiek czy stan cywilny. Były między nimi podobieństwa, ale też różnice. Część z nich wytrwała do końca (za co sama je podziwiam!), część zrezygnowała, czy w tzw. naturalny sposób się rozpadła, bo to czy tamto. Dość szybko zrezygnowałam z otwierania nowych grup. Widziałam, że ten pomysł potrzebuje czasu, dopracowania, przemyślenia i sprawdzenia. Były i moje chwile zwątpienia, i po prostu - zmęczenia. Chciałam rozpoznać lepiej możliwości i potrzeby. Moje założenia początkowe zaczęły się weryfikować i wiedziałam już, że to nie będzie wyglądać tak, jak myślałam na wstępie. (Ale dziś sama się śmieję do siebie - czy nie powinnam była tego założyć od razu - że będzie inaczej!?). Szukałam więc dalej. Organizowałam regularne spotkania Między Niewiastami u siebie w domu, w gronie bliskich mi kobiet, a także w parafii, gdzie przychodziła większa grupa uczestniczek i grupy nie miały stałego składu. Spotykałam się z kobietami na konferencjach i rekolekcjach, i przyglądałam się, zastanawiając się dalej: jakie MIĘDZY NIEWIASTAMI jest nam naprawdę potrzebne? Czy jest możliwe stworzenie czegoś uniwersalnego dla kobiet?

Były kolejne podejścia. Nie poddawałam się, chciałam - pewnie trochę ambitnie - dokończyć dzieła. Wykonałam ogrom pracy nad materiałami, nad nową odsłoną całego projektu. Spędziłam kilka dni nad stroną internetową, której jednak ostatecznie zdecydowałam się nie uruchamiać. Miałam pomysł nowej formy. Nie chciałam stracić tych bezcennych doświadczeń i obserwacji. Chciałam podzielić się tym dorobkiem i przypomnieć kobietom o wadze kobiecej przyjaźni. (Dlaczego o tym wciąż tak niewiele słyszę?). W międzyczasie powstał Kalendarz Kobiety 2017 z motywem przewodnim kobiet Nowego Testamentu. Spontanicznie - pojawiła się też myśl, by stworzyć grupę on-line dla kobiet w projekcie #jawJEGOoczach. A potem - w trochę szalony sposób - powstał NoTes Kobiety. Powstał on także i po to, by zapraszać kobiety do spotkań między niewiastami. I właśnie w tym momencie, w tym miejscu doszłam do wniosku: to jest TEN moment. Ten moment, by Wam powiedzieć: spotykajmy się niewiasty! umacniajmy się razem! dbajmy o przyjaźnie! Nie trzeba do tego wielkich podręczników, ani świetnie przetestowanych programów. Do tego potrzebne jesteśmy MY! Cieszmy się przyjaźnią, dbajmy o nie, rozkwitajmy RAZEM! Wiecie, jak umacniające są szczere, prawdziwe, głębokie kobiece relacje i jak umacniające są nasze słowa?

Dlaczego ten tydzień a nie jakiś inny? Bo w samym środku tego tygodnia - 31.05 - obchodzimy cudowne święto - spotkanie dwóch boskich kobiet - Maryi i Elżbiety! (Więcej o tym w środę.)

PS To jeszcze nie jest pewnie ostatnie słowo programu Między Niewiastami, ale dziś, mówię całkowicie szczerze, to nie ma żadnego znaczenia! ;-)

 

 

Co w tym tygodniu?

- na blogu teksty i pomoce (tak, tak! pomoce do spotkań!:-)

- transmisja na żywo na facebooku - Serce Kobiety- w piątek 2.06 w godzinach przedpołudniowych (będzie też rozwiązanie konkursu! :-) ) 

- KONKURS 

Pragnę zaprosić Was do dzielenia się Waszym byciem między niewiastami. Wszystkie refleksje i opowieści mile widziane! Stąd KONKURS. Zasady:

1. Umieść zdjęcie obrazujące wasze Między Niewiastami na swoim profilu na fb lub instagramie (zdjęcie musi być na profilu z możliwością zobaczenia dla innych). Zdjęcie ma w jakiś sposób ukazywać waszą przyjaźń - możecie być na zdjęciu, ale nie jest to konieczne. Kreatywność mile widziana!  

2. W opisie zdjęcia napisz coś więcej o tym zdjęciu i o waszej przyjaźni, co jest dla ciebie ważne w byciu między niewiastami? czego cię uczą te relacje? itp.  

3. W opisie użyj hashtagów: #miedzyniewiastami #sercekobiety #NoTesKobiety #tydzienmiedzyniewiastami i oznacz profil Serce Kobiety na Instagramie lub Facebooku - @sercekobiety

Zdjęcia można umieszczać cały czas... :-) Ale wśród zdjęć udostępnionych do 2.06 do godz. 9.00 - zostaną wyłonione zwyciężczynie, które otrzymają Zestaw Między Niewiastami - NoTesy Kobiety, długopisy i torby.  Rozwiązanie podczas transmisji na facebooku. 

 

 

 

Czytaj dalej...

Adwentowy Notes dla kobiet 2016

Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie... Mt 25, 6

Panna roztropna czy nieroztropna? Przewidująca? Oczekująca? Gotowa? A może zaspana nieco?... Którą z nich jesteś? Którą z nich chcesz być? (Pytanie retoryczne, hmm?... ;-) 

Lubię adwent. Im jestem starsza, tym bardziej lubię. Może dlatego, że tym bardziej czekam na Niego. I to nie tylko dlatego, że zbliża się Boże Narodzenie. Tegoroczny Adwent może zaskoczyć. Że już, że tak nagle i że tak... tak na dość długo. Rozpoczęłam więc przedadwentowe przygotowania. Do przygotowywania trzeba się przygotować. Jak do drogi. Do ważnej drogi.

W ubiegłym roku przygotowała, Notes Adwentowy, z którego, jak wiem, korzystało pewne grono kobiet. Ponieważ tamta wersja była dostosowana do 2015 roku, postanowiłam ją uaktualnić. A zatem już jest gotowy cały Notes na Adwent 2016. Jest to odświeżona wersja Notesu z poprzedniego roku. A zatem jeśli udało Ci się w ubiegłym roku korzystać z niego i masz ochotę na coś całkiem innego, to specjalnie nie nakłaniam, ale... jeśli nie miałaś okazji z nim pracować, a może z jakiegoś powodu zrezygnowałaś, ale chciałabyś spróbować raz jeszcze, to gorąco zapraszam! Plik do pobrania poniżej.

Dobrego przygotowywania się i zapalania lamp! 

Czytaj dalej...

Włącz się w tworzenie Kalendarza Kobiety 2017

Właśnie powstaje nowy Kalendarz Kobiety 2017. Nie dowierzam, że dzieje się to już po raz czwarty, a rzeczywiście - tak właśnie jest! Każdy nowy kalendarz to nowe pomysły, nowe pragnienia, nowe wyzwania i kolejne doświadczenia. I wielka przygoda, dzięki której odkrywam bardziej samą siebie, poznaję ludzi (i to nie tylko w rozmowach, ale też w działaniu) i przełamuję wiele swoich barier.  

Dzisiejsze przedpołudnie upłynęło pod znakiem sesji zdjęciowej (kolejnej już i przedostatniej :-). W ubiegłym roku szukaliśmy zieleni i ogrodów (w nawiązaniu, oczywiście, do naszego motywu przewodniego, czyli pieśni nad pieśniami). W tym roku stworzyliśmy małe studio, gdzie mogliśmy w spokoju i w skupieniu (przeplatanym oczywiście licznymi uśmiechami i żartami sytuacyjnymi) zgłębiać kolejne fragmenty z Ewangelii, by móc zilustrować opisane w niej kobiety. Nie, nie tak bardzo dokładnie, nie tak jakbyśmy naprawdę chcieli zrobić im portrety, ale jakbyśmy chcieli odnaleźć je w sobie. Odkrywając, że w każdej z nas jest część nich - ich życia, ich braków, ich uzdrowienia, ich doświadczeń. 

W związku z tymi pracami pragnę już po raz trzeci zaprosić Was do włączenia się w tworzenie Kalendarza. Tym razem proszę o niedługie wypowiedzi (do 800 znaków ze spacjami) na temat kobiet (a najlepiej jednej konkretnej, wybranej kobiety) opisanych w Nowym Testamencie. Która historia najbardziej Was porusza? Dlaczego jest Wam bliska? Co ona mówi Wam o Bogu? Co mówi o Was? Czego Was uczy, o czym przypomina? W której kobiecie możecie odnaleźć najbardziej siebie? 

Na Wasze wypowiedzi czekam do 26.06 pod adresem Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wybrane wypowiedzi zostaną opublikowane w Kalendarzu Kobiety 2017, a autorki otrzymają pierwsze egzemplarze Kalendarza (zaraz po jego premierze - na jesieni 2016) wraz z małym upominkiem. 

Czytaj dalej...

Anna. Nieutulona. Pocieszona

Kobiety Starego Testamentu zwykle nie znajdują się w gronie naszych przyjaciółek od serca. Nie znamy ich za dobrze (zresztą one same też trochę się ukrywają). Może wydają się mało ciekawe, mało współczesne, mało inspirujące, takie blade - na tle współczesnych porywających słowem czy przykładem mówców, tkliwych lektur i setek innych propozycji dookoła. Czy jednak naprawdę mają nam tak niewiele do zaoferowania? Ich historie wpisane w Biblię mówią do nas przecież Jego Słowem, mówią naprawdę do nas i... o nas.  W każdej z nich możemy odnaleźć cząstkę siebie. I to taką nie na jutro, nie na niewiadome kiedyś, ale na dziś.

Jesteście gotowe na spotkanie z jedną z nich, z jedną z Mniej Znanych - z Anną? 

„Był pewien człowiek (…) imieniem Elkana (…) Miał on dwie żony: jednej było na imię Anna,a drugiej Peninna.”
1 Sm 1, 1-2 

Być tą drugą. Albo nawet być tą pierwszą, ale jedną z dwóch. W każdym razie – wychodzi na to samo - nie być jedyną, nie być wyjątkową, nie móc powiedzieć „mój miły jest mój, tylko mój”. I to w miłości, której zasadą jest przecież całkowite oddanie. Już tutaj zaczynam współczuć Annie, która zapewne pragnie miłości wyłącznej, miłości bez rywalizacji i bez porównań. Ale momencik. Nie zapominajmy o jednym. Z powodu mojej sympatii do Anny odruchowo niemal staję po jej stronie. Ale Peninna też jest jedną z dwóch. I to nic, że – jak zaraz się przekonamy – odczuwa swoją przewagę nad Anną. Ta przewaga jest krucha, ta przewaga nie buduje w niej nic dobrego. Ona też nie może spełnić pragnienia bycia jedyną. Ona także jest unieszczęśliwiona konstelacją, w jakiej się znalazła. Co więcej, ma poważne przesłanki ku temu, by czuć się tak samo pierwsza, jak i druga. 

„Peninna miała dzieci, natomiast Anna ich nie miała.”
1 Sm 1, 2

Dwie żony, ale tylko jedna z nich obdarzona widzialnym błogosławieństwem, jedna wybrana. Dziś może próbowalibyśmy Annie opowiedzieć o duchowym macierzyństwie, ale pewnie powiedziałaby jasno: to za mało. Dla mnie i dla innych. A nawet jeśli uchwyciłaby tę ideę, nie byłaby gotowa na nią przystać. Bycie matką w tamtej kulturze nadawało kobiecie prawdziwe uznanie. Wtedy mogła czuć się dumna, spełniona, wtedy patrzono na nią inaczej. Kobieta bezpotomna była uważana za niepełną, a nawet odrzuconą przez Boga. Choć nadal nie wiemy wiele o tych dwóch żonach -  nic o ich wyglądzie, o tym, co lubią robić popołudniami czy o tym, jakie noszą sukienki, to i tak wiemy coś bardzo ważnego.  

„Pewnego dnia Elkana składał ofiarę. Dał wtedy żonie swej Peninnie, wszystkim jej synom i córkom po części ze składanej ofiary. Również Annie dał część, lecz podwójną, gdyż Annę bardzo miłował, mimo że Pan zamknął jej łono. Jej współzawodniczka przymnażała jej smutku, aby ją rozjątrzyć z tego powodu, że Pan zamknął jej łono. I tak się działo przez wiele lat. Ile razy szła do świątyni Pana, [tamta] dokuczała jej w ten sposób.” 

1 Sm 1, 4-7

Peninna też chce być pierwszą! Musi być dumna ze swojego macierzyństwa. I to bardzo! Córki, synowie... I jeszcze to poczucie przewagi! Czuje zapewne, że Bóg jej błogosławi, dając jej dzieci. Być może to jest jej pocieszenie w chwilach, kiedy widzi Annę jako tę, którą Elkana miłuje. I to bardzo, aż za bardzo. Ale jako matka pewnie miewa gorsze dni, kiedy widzi tylko trud, swoją niemoc, niewystarczalność, swoje porażki. Może myśli nawet czasem, że dłużej nie da rady być mamą. Może wydaje jej się niekiedy lub całkiem często, że jest niewystarczająco dobra. Może zmęczona patrzy na Annę z ukrytym głęboko żalem i zazdrością. Annie jest przecież lżej. Anna nie ma zapewne rozstępów po ciąży, może od lat wygląda tak samo młodo, niemalże kwitnąco. Nie to co matka kilkorga... Razem ze swoją dumą Peninna nosi też ogromny ból – czuje się mniej kochana. Dlatego przymnaża smutku Annie, czerpiąc satysfakcję z jej płaczu. Czy jednak można ją tłumaczyć? Czy ona sama i jej dzieci nie są wystarczającym powodem do smutku dla Anny? Czy musi jej przypominać o tym, jakby Anna mogła choć na chwilę zapomnieć o swoim „braku” i o swoich pragnieniach? Peninna rani celowo, wie, gdzie uderzyć. Nie potrafi wyjść poza swoje cierpienie, sama czuje się przecież zraniona. Samym spojrzeniem męża, podział ofiary to już sprawa drugorzędna... Nie od dziś wiadomo, że zranione serca nie potrafią kochać tak łatwo. Niestety pewnie i w tym jej zranieniu, i w tej jej postawie odwetu możemy odnaleźć i cząstkę siebie… Cząstkę tej rany, która niezagojona, ciągle o sobie przypomina.

„Anna więc płakała i nie jadła. I rzekł do niej jej mąż, Elkana: «Anno, czemu płaczesz?
Dlaczego nie jesz? Czemu się twoje serce smuci?
Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?»”
1 Sm 1, 7-8

Ciekawe: w którym momencie Elkana dostrzega cierpienie Anny. Po ilu miesiącach, po ilu latach? Czy wtedy, kiedy usłyszał jej łzy? Wtedy, kiedy ona już nie mogła udawać dłużej, że wszystko jest w porządku? Kiedy zebrał się na odwagę, by zainterweniować? Jak źle musiało już być? W końcu, jak czytamy, podejmuje próbę pocieszenia. Pokazuje jej jak wygląda sytuacja z jego perspektywy. Płacze, a przecież ma powody do radości! Przecież cię kocham i uznaję twoją wartość niezależnie od potomstwa. Trochę jakby próbuje odwrócić jej uwagę, może nawet wzbudzić poczucie winy. Miała przecież jego miłość! Czym przy tym może być miłość dziecka czy też łaska Boga... ;-) (Tak, Elkana jak niejeden mężczyzna najwidoczniej ma o sobie dość wysokie mniemanie;-) Ten, który ją kocha, nie potrafi jej pocieszyć. Choć ma rację, choć ma dobre chęci, choć daje jej poczucie bycia kochaną, nie dosięga głębi jej pragnień i cierpienia. Jest bezradny. Czy nie doświadczamy czasem i tej bezradności? Anna przekonuje się, że nikt nie może wziąć jej cierpienia. Że słowa najbliższej osoby nie dają ukojenia. Nawet jego miłość nie wystarcza. 

„Smutna na duszy zanosiła do Pana modlitwy i płakała nieutulona.”
1 Sm 1, 10

Anna idzie do świątyni szukać pomocy u samego Boga. Nie wydaje mi się, żeby to był pierwszy raz. Nie pierwszy raz cierpi, nie pierwszy raz przynosi tu swoją, tę samą intencję. Ale ten raz jest inny. Może dlatego, że Anna nie umie dłużej grać, nie umie udawać dłużej, nie umie powstrzymać łez. Może już sama nie oszukuje się, że może być pocieszona przez kogoś innego niż przez samego Boga. I może pierwszy raz czuje mocno, że chce zmiany. Nie chce trwać w swoim nieszczęściu. Przelewa się czara goryczy. Wypłakuje swój ból.

W świątyni najpierw doświadcza jednak jeszcze jednego niezrozumienia. Kiedy składa Bogu obietnicę, że jeśli otrzyma syna, odda go Jemu, zostaje posądzona o... nietrzeźwość.  

„Gdy tak żarliwie się modliła przed obliczem Pana, Heli przyglądał się jej ustom. Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca, poruszała wargami, lecz głosu nie było słychać. Heli sądził, że była pijana. Heli odezwał się do niej: «Dokąd będziesz pijana? Wytrzeźwiej od wina!»
1 Sm 1, 12-14

Kapłan. Ten, który ma być blisko Boga, ten, który widzi więcej, ten, który ma wrażliwsze serce, nie rozpoznaje jej łez, nie rozumie ich, dopóki ona mu ich nie wytłumaczy. Ale potem już odchodzi ze świątyni przemieniona. Spokojna. Pełna ufności. Właściwie pewna, że stanie jej się to, o co prosiła. Może pierwszy raz w życiu naprawdę w to uwierzyła. A może nawet nie tyle pewna tego, że otrzyma syna, ale pewna Jego pocieszenia. To pocieszenie nie jest przecież równoznaczne jeszcze z poczęciem syna. Anna oddaje Bogu swoje pragnienie i cierpienie. Nie jest już w nim sama. 

Samuel, uproszony u Boga, zgodnie z obietnicą Anny, zostaje oddany do świątyni na służbę Panu, gdy tylko matka odstawia go od piersi. Czy Anna nie żałuje swojej odważnej obietnicy? Czy nie chciałaby dłużej cieszyć się swoim dzieckiem? Czy choć przez chwilę nie myślała, że on jest jej, że jego miejsce jest przy niej, że nikt inny jak ona - może to dziecko wychować i ochronić? A jednak oddaje go Bogu i modli się słowami (1 Sm 2, 1-10), które w cudowny sposób przypominają późniejsze wypowiedziane przez Maryję Magnificat.

Raduje się me serce w Panu,
moc moja wzrasta dzięki Panu...
1 Sm 2, 1

 

 Czego uczy mnie historia Anny?

# Tylko Bóg pociesza (co jednak nie zwalnia mnie z wrażliwości na cierpienie innych i z niesienia im dobrego słowa, otwartości, relacji!)

# Bóg pociesza natychmiast

# Zranione serce potrafi... ranić

# Bóg pragnie mojej całkowitej szczerości i oddania się Jemu

# Wszystko, co mam, jest darem od Boga

# Moje dzieci są Jego szczególnym Darem, moje dzieci są dziećmi Bożymi

 

Poniżej (nad notką o autorze - czyli nad moim zdjęciem - jest plik do ściągnięcia "Pobierz załącznik") - możecie pobrać przygotowaną kartę do zapisania sobie najważniejszych myśli z historii Anny. Może być to dobra forma, by utrwalić najważniejsze myśli związane z historią Anny. I oczywiście - gorąco zachęcam do sięgnięcia do całości tekstu i odpowiedzenia sobie na pytanie: A mnie czego uczy historia Anny? 

 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS