Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8, 31b)

U jego boku - Msza św. dla kobiet

26.06 o godz. 19.15 zapraszamy do parafii Zesłana Ducha Świętego (Parafia Zesłania Ducha Świętego) w Warszawie na ostatnią przed wakacjami Mszę św. dla kobiet z konferencją. 
Spotkanie odbędzie się pod hasłem "U JEGO BOKU", a tematem będzie rola kobiety w życiu mężczyzny i mężczyzny w życiu kobiety. Jak być u jego boku? 

Konferencję wygłosi Katarzyna Marcinkowska - autorka projektu Serce kobiety
Mszę św. odprawi i homilię wygłosi ks. Piotr Paweł Łapa

** ul. Broniewskiego 44, komunikacją miejską - przystanek autobusowy i tramwajowy - Park Olszyna

Czytaj dalej...

A kiedy chcesz płakać

Nie, teraz nie chcę płakać, nie piszę w nadziei, że może ktoś zaproponuje chusteczki albo swoją własną dłonią otrze wilgotne policzki. Ale może któraś z Was, czytających te słowa, jest teraz właśnie w takim momencie, w którym może powiedzieć: A ja chcę płakać. Są takie chwile, kiedy łzy wydają się bez zbędnych kalkulacji najodpowiedniejsze, adekwatne dużo bardziej niż krzyk, tupanie nogami, niż słowa patetyczne, obelżywe czy zezłoszczone. Łzy mają swoje miejsce w naszym życiu, wpasowują się, a nawet zaprzyjaźniają się z nami, oswojone, jak długoletnie towarzyszki. Czasem wydają się nawet twarzowe. Kobiece. Nieporadne i silne.

Kołacze mi ta myśl w głowie po spędzeniu tygodnia poporodowego w szpitalu, gdzie można doświadczyć niemal wszystkich możliwych uczuć, nawet całkiem nowych. Można oglądać łzy najróżniejsze: bezradności, smutku, samotności, zmęczenia, wzruszenia, radości... W połogu takie zachowania są przecież normalne, najzwyczajniejsze, jak przyswoiłam sobie na szkole rodzenia. Chwiejność emocjonalna. Labilność, jak to dziwnie przenaukowo określają. Trochę przedłużony czas syndromu przedmiesiączkowego, jakże dobrze znanego nam kobietom. Ale przecież nie wypada tak smarkać się – ani na korytarzu, ani w pokoju, do którego średnio co pół godziny puka ktoś – a to śniadanie, jeden obchód, drugi obchód, zawołanie na badanie, obiad, a w końcu i ksiądz (Deo gratias!) itd. Gdyby wziąć pod uwagę ową labilność, połowa położnic (ale pewnie szerzej - wszystkich osób przebywających w szpitalach) powinna płakać. Nie liczyłam, ale widziałam łzy nie raz. Najczęściej skrywane, wycierane pospiesznie w nadziei, że nikt nie zauważy (tak, akurat...). Słyszałam, jak spadają, jak nie chcą przestać płynąć, jak próbują ugasić palące tęsknoty i niepokoje, a także wzruszenia, a także te spływające po policzkach w nieznanym kierunku, z niewiadomej przyczyny, te, na które nie ma prostego wytłumaczenia. Łzy mogą być bardzo różne.

Ale choć są tak różne, wszystkie są problematyczne. One nie wpasowują się w te otwarte przestrzenie, w publiczne miejsca, w społeczne relacje, nie przystoi im pojawiać się tak nagle, bez zapowiedzi i bez wytłumaczenia (bez racjonalnych przesłanek są przecież bezpodstawne). Nawet w zaciszu domu wywołują zwykle klasyczną odpowiedź: bezradność. Może też przerażają, bo odkrywają coś tak głębokiego i niewyrażalnego, ogołacają, a jednocześnie nie pozwalają się ukoić najpiękniejszym słowem. Muszą po prostu wyżłobić na twarzy ślady, choćby na chwilę. 

„Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście.” (Wacław Buryła)

Ale zamiast tych dłoni... Nie płacz. No, już nie płacz. Ile razy to słyszałam? Ile razy Ty to słyszałaś? Nie ma po co płakać, szkoda łez... Ale ja czasem chcę płakać, chcę cichego przyzwolenia, by te łzy obmyły najczarniejsze zakamarki serca, by orzeźwiły, nawodniły wyschnięte tereny, na których w końcu mogłoby coś nowego zakwitnąć. Wiem, że nie tylko ja tak czuję.
 
Uczę się szacunku do łez. Własnych i cudzych.  Szacunku i podziwu dla naszej kobiecej emocjonalności, która nie potrzebuje wytłumaczenia, która po prostu jest. Tak trudna, tak piękna, tak tajemnicza.  
 
„…przechowałeś Ty łzy moje w swoim bukłaku: czyż nie są spisane w Twej księdze?” (Ps 56,9)
 
Photo credit: bokeh burger / Foter.com / CC BY-ND
Czytaj dalej...

Wyjdź za mąż i poddaj się!

Ale o czym jest ta książka? Zastanawiałam się, trzymając ją w dłoniach i przewracając kartki w poszukiwaniu podpowiedzi. Tytuł mnie zaintrygował: Wyjdź za mąż i poddaj się! Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet. Czy książka ma mnie zachęcić do zamążpójścia (jeśli tak, to już nie w porę)? Czy może powinna mnie zmotywować do bycia „poddaną”? (Jaka jest więc tutaj wizja kobiety? Nowofeministyczna?) Z takim mglistym pojęciem o tym, czego mogę się spodziewać, przystąpiłam do lektury i... zostałam całkowicie urzeczona. 

Costanza Miriano - włoska dziennikarka, katoliczka, żona i mama czworga dzieci, pisze listy do swoich przyjaciół, głównie kobiet. Każdy adresat listu znajduje się w nieco innej sytuacji życiowej – oczekuje na Księcia z bajki, waha się co do decyzji o ślubie, jest świeżo po sakramentalnym „tak” czy też po narodzinach pierwszego dziecka. Costanza nie stawia się w roli najwyższego autorytetu (sama szczerze i z ogromnym humorem pisze o swoich wadach i trudnościach, z jakimi się boryka), ale jawi się jako wspaniała przyjaciółka od serca, która potrafi zrozumieć niemal każdą sytuację, pamięta o trudnościach i lękach swoich najbliższych, dzieli się swoim doświadczeniem, dodaje otuchy, ale też potrafi szczerze naświetlić pewne prawdy, pomagając spojrzeć na sprawy ważne w odpowiedniej, przepełnionej wiarą perspektywie. W tej korespondencji znajdziemy wiele pięknych myśli o małżeństwie, o roli żony i męża (o tytułowym „poddaniu” także, ale w jakże piękny, nowy sposób!),  o macierzyństwie, a także o kobiecości. Rozważanie na temat kobiety jest tutaj bardzo piękne, tak, nowofeministyczne, można powiedzieć bez przesady. 

Dziś my, kobiety, nie jesteśmy już zobowiązane do tego, by  służyć, ale możemy same zadecydować, by służyć z miłości, odpowiadając w wolny sposób na nasze powołanie.

Niezwykle lekki, żartobliwy, ale przepełniony mądrością język tej książki to jej ogromny atut. Nie przypominam sobie także, czy kiedykolwiek czytałam książkę o małżeństwie i kobiecości włoskiej autorki. Coś nowego, coś wspaniałego przy miażdżącej przewadze publikacji amerykańskich. Dla mnie jest to jedna z tych książek, których nie mogę czytać dalej, jeśli nie mam przy sobie ołówka, który pomoże zakreślić ważne fragmenty. Dziś mój mąż kupił mi trzy ołówki. I temperówkę. Bo rano tak długo szukałam jednego ołówka tylko po to, by kontynuować lekturę…:-) Wyjdź za mąż i poddaj się! to skarbiec kobiecych doświadczeń, przewodnik po relacjach, nie tylko tych damsko-męskich, także tych przyjaźni kobiecych i to nie w teorii, ale w praktyce.

Zakończę słowami, jakie Costanza kieruje w liście do swoich córek:

Życzę wam – cóż za niemodne życzenie – bądźcie przede wszystkim silne, a więc gotowe przyjmować, otwarte na innych, zdolne jednoczyć. Jednym słowem: dobre. Jeżeli możecie.

Książkę polecam bardzo!:-)

Costanza Miriano, Wyjdź za mąż i poddaj się! Ekstremalne przeżycia dla nieustraszonych kobiet, wyd. Esprit 2013.

Książka w Księgarni KiM

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS