Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona (Łk 10, 42)

Zuzanna

Największą inspiracją dla mnie stała się Zuzanna opisana w Księdze Daniela (Dn 13). Była ona piękną, posłuszną Bogu kobietą, która została wydana za mąż za Joakima. Jej mąż był mądrym, bogatym człowiekiem, cieszącym się szacunkiem i poważaniem. Niestety, jej piękność została dostrzeżona także przez dwóch zepsutych starców, którzy zaczęli jej pożądać. Pewnego dnia, gdy Zuzanna poszła się wykąpać, starcy obmyślili zasadzkę w ogrodzie. Zaczęli szantażować żonę Joakima, by obcowała z nimi, gdyż w innym wypadku oczernią ją, że przyłapali ją na zdradzie z jakimś młodym mężczyzną, który zdołał uciec.

Od tego momentu postawa Zuzanny bardzo mnie porusza, gdyż Zuzanna westchnęła i powiedziała: Jestem w trudnym ze wszystkich stron położeniu. Jeżeli to uczynię, nie ujdę waszych rąk. Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce, niż zgrzeszyć wobec Pana(Dn 13, 22n)

Następnego dnia odbył się nad nią sąd, na który przyszedł lud, starcy i Zuzanna ze swymi rodzicami, dziećmi i wszystkimi krewnymi. Wszyscy płakali. Gdy starcy zaczęli ją oskarżać, Zuzanna zawołała Wiekuisty Boże, który znasz to, co jest ukryte, i wiesz wszystko zanim się stanie. Ty wiesz, że złożyli fałszywe oskarżenie przeciw mnie. Oto umieram, chociaż nie uczyniłam nic z tego, o co mnie oni złośliwie obwiniają(Dn 13,42n) A Pan wysłuchał jej głosu, posłał Daniela, który udowodnił oszustwo starców. (...) W dniu tym ocalono niewinną krew. Chilkiasz zaś i jego żona wychwalali Boga z powodu swej córki, Zuzanny; czynili to wraz z jej mężem Joakimem i wszystkimi krewnymi, ponieważ nie znaleziono w niej nic hańbiącego. (Dn 13,62b-63)

Jest to historia, z której wiele wniosków wyciągam dla siebie i swojego życia. Po pierwsze - pozorny brak obecności jej męża Joakima w tej sytuacji. Był on przecież człowiekiem bogatym, po ludzku mógł włączyć się i nieuczciwie próbować przekupić starców, zatuszować całą sprawę, by chronić swoją ukochaną żonę. W tej opowieści Joakim stoi jakby z boku, nie włącza się aktywnie w sprawę. Ale nie jest to dowód na jego słabość, bierność jako mężczyzny. Chodzi o to, że przychodzą w życiu takie sytuacje, w których nie mogę liczyć na pomoc najbliższych i najdroższych mi osób z różnych powodów; to w Panu mam pokładać moją ufność i nadzieję i z Niego czerpać siłę do pokonywania trudności wszelkiego rodzaju.

Ponadto, Zuzanna jest też bardzo kobieca w swoim zachowaniu - pierwsze, co robi, to wzdycha (okazuje przeżywane emocje, jakby pozwalała sobie na okazanie emocjonalności, ale jednocześnie panuje nad sobą i emocjami), analizuje sytuację i dokonuje wyboru opierającego się na Bogu, nie roztkliwia się nad sobą.

Jej kobiecość jest też dla mnie wzorem, bo Zuzanna pozwala sobie na bycie sobą taką, jaką jest. Nie pomniejsza swojego zewnętrznego piękna, spontanicznie modli się do Pana, staje w prawdzie przed sądem i przed Bogiem, nie mając nic na sumieniu. Sama nie prosi też ani męża, ani rodziny o pomoc czy ratunek, po prostu odważnie staje i słucha oskarżenia. Pokłada całą nadzieję w Panu i ufa Mu w pełni, nawet za cenę utraty życia. Jest bardzo silna i odważna, konsekwentna w wyborze i to jest jej pięknem.

Trzecim ważnym dla mnie momentem jest modlitwa wypowiedziana przez bohaterkę podczas padającego na nią oskarżenia. Zawiera kwintesencję całej sprawy, fakty, ale też jest w niej zawierzenie Panu, zaufanie: Wiekuisty Boże, który znasz to, co jest ukryte, i wiesz wszystko zanim się stanie. Ty wiesz, że...

I Bóg usłyszał wołanie Zuzanny.

I dał mi ją jako wzór do naśladowania, bo w jej postawie są podpowiedzi dla mnie jak mam podchodzić do spraw, które mnie dotykają: uzależniam się od osób mi bliskich, zamiast na pierwszym (i najważniejszym) miejscu mojego życia postawić Boga.

Po drugie trudno jest mi akceptować siebie taką, jaką naprawdę jestem. Z bogactwem uczuć i wulkanem emocji. Zaś w momencie trudności, w tym bolesnych i fałszywych oskarżeń buntuję się, trudno jest mi zaufać Panu, oddać Mu tę sytuację i otworzyć się na Jego plan.

Dzięki takim przykładom postaw kobiet biblijnych jak Zuzanny widzę, że można i że warto pokładać w Panu całą nadzieję, a On zrobi resztę. W końcu Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał (Ps 37, 5).

Anna Nykiel


(Tekst nadesłany i nagrodzony)

Czytaj dalej...

Oblubienica

Historia której kobiety w Piśmie Świętym jest dla Ciebie największą inspiracją i dlaczego? Gdy tylko przeczytałam to pytanie, pomyślałam o wielu biblijnych niewiastach: Maryi – kobiecie doskonałej i błogosławionej, Rut – wiernej żonie i idealnej synowej, bohaterskiej Esterze, która ocaliła cały naród, Judycie, Deborze, Elżbiecie… Każda z nich była wyjątkowa i heroiczna. Wszystkie mogłyby być dla mnie wzorem kobiecości, jednak z żadną z nich nie potrafię się utożsamić. Ja, pracująca studentka, przygotowująca się do małżeństwa, nie odnajduję w ich niezwykłym życiu bezpośredniej inspiracji dla siebie. Oczywiście ich postawy są dla mnie wskazówką, ale nie całościowym wzorcem. Zaczęłam szukać kobiety, której słowami mogłabym mówić i znalazłam – niewiastę z Pieśni nad Pieśniami. Może nie ocaliła ona całego narodu, ale przekazała, w dialogu ze swoim ukochanym, wspaniały obraz miłości. Miłości, na którą musiała poczekać, podobnie jak ja podczas narzeczeństwa.

Pieśń nad Pieśniami jest wyjątkową księgą – stanowi wspaniały poemat o związku dwojga ludzi: Oblubieńca i Oblubienicy. Niezwykłe jest to, że możemy przyglądać się rozwojowi ich uczucia: od poznania się do przyjaźni i miłości, ukoronowanej ślubem, aż do dojrzałej relacji małżeńskiej. Postać Oblubienicy jest dla mnie szczególną inspiracją: od niej uczę się, jak powinna wyglądać czysta, piękna i żarliwa miłość. Uczucie kochającej się pary jest ideałem, do którego i ja dążę: decyzji wzajemnego zrozumienia, wierności, zaufania, zachwytu nad pięknem duszy i ciała drugiej osoby. Urzekają mnie słowa Oblubienicy, która podobnie jak ja, czeka na Ukochanego: „Na łożu mym nocą szukałam umiłowanego mej duszy, szukałam go, lecz nie znalazłam. Wstanę, po mieście chodzić będę, wśród ulic i placów, szukać będę ukochanego mej duszy”.

Oblubieniec zwraca się do kobiety słowami, które i ja chcę słyszeć jako narzeczona: „O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, jak piękna, oczy twe jak gołębice!”. Gdy mój Oblubieniec jest przy mnie, „lewa jego ręka pod głową moją, a prawica jego obejmuje mnie”, czuję się bezpieczna i spokojna. Czekam na każde nasze spotkanie i bardzo się z niego cieszę, podobnie jak Oblubienica: „Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach. Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia”. W Pieśni nad Pieśniami odnajduję wiele inspiracji, jak zbudować dobrą relację z moim przyszłym mężem: wykorzystać dobrze czas narzeczeństwa na lepsze wzajemne poznanie, rozwijać w sobie pragnienie zgłębiania drugiej osoby, wychwalać piękno zewnętrzne i wewnętrzne, ciągle od nowa angażować się w związek.

Oblubienica jest dla mnie inspiracją przede wszystkim dlatego, że podobnie jak ja, czeka wciąż na swojego ukochanego. Wie, że on ją kocha, ona też darzy go wielkim uczuciem, ale z niecierpliwością oczekuje, kiedy będzie tylko jego. Wczytuję się w jej słowa i znajduję wspaniały obraz miłości: „Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański”. Te słowa umacniają mnie i pozwalają wierzyć w potęgę miłości. Oblubienica urzeka mnie swoją siłą i wytrwałością: jej największym pragnieniem jest życie w miłości z wybranym mężczyzną, pobłogosławione przez Boga. Nie jest to droga łatwa, ale pełna trudów i wyrzeczeń, poszukiwań ukochanego i tęsknoty. Jednak wytrwali dostaną nagrodę: „Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic, i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną. Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź!”. Pójdę. A nawet pobiegnę.

Agata 

(Tekst nadesłany i nagrodzony)

Czytaj dalej...

Msza św. dla kobiet w Warszawie - 24.10

Najbliższa Msza Św. dla kobiet już 24.10 o godz. 19.15. Jeśli nie możesz przybyć, a chcesz, byśmy pomodliły się w Twojej intencji - prześlij ją nam. Po Mszy św. będzie możliwość zakupienia Kalendarza Kobiety 2014. Przy zakupie 4 kalendarzy - specjalna promocja:-)

Czytaj dalej...

Gotowe na wszystko

Kto? One – niewiasty. Gotowe na wszystko, by zostać matką (jak Sara czy Rachela) lub by zmienić swoje życie (jak Rachab), lub by skosztować wody żywej (jak Samarytanka). Tak, to te dzielne (ale też i te mniej dzielne) niewiasty, o których czytamy na kartach Pisma Świętego: w Nowym i Starym Testamencie. Jak dobrze je znasz? Jak wiele potrafisz powiedzieć nie tyle o Marii Magdalenie czy Maryi, ale o Dorkas, Ubogiej Wdowie lub Lei?

Gotowe na wszystko to zbiór (a raczej dwa zbiory) opowieści właśnie o tych kobietach. Robert J. Strand oddaje głos bohaterkom biblijnym, pozwala im snuć opowieść o ich życiu, o przygodach z wiarą, z Bogiem, z ludźmi, o ich przemianach wewnętrznych, o ich rozterkach i wyborach, o ich nie zawsze prostych drogach. Wiele z tych wątków to wypełnienie białych plam, niedopowiedzeń, rozszerzenie lakoniczności, jaka towarzyszy wzmiankom o kobietach w Biblii. Wielokrotnie w Piśmie Świętym czytamy o nich jedynie kilka zdań, czasem nieznane jest nawet ich imię – ale wiemy na pewno, że były obecne, odgrywały istotne role albo ukazywały wielkie prawdy.

Jedna z historii, które wzruszyły mnie najmocniej, to opowieść o miłości macierzyńskiej Rispy, która przez wiele dni odganiała dzikie zwierzęta i ptaki od ciał jej synów, wybranych razem z kilkoma innymi mężczyznami - potomkami Saula - na ofiarę dla Gibeonitów, z którymi toczono walkę. Kobieta zdesperowana, wytrwała, walcząca o godny pochówek dla swoich dzieci, która w końcu wzbudziła litość króla i dzięki której ciała zostały pochowane. Ta wzruszająca i piękna opowieść mogłaby jednak łatwo umknąć czytelnikom Pisma Świętego ze względu na zaledwie kilka zdań, w jakich się zawiera (2 Sm 3, 1-7; 21, 8-14). Autor Gotowych na wszystko rozszerza tę historię, dopowiada o uczuciach i motywacjach Rispy – i choć wiem doskonale, że nie mówi tego Ona, to nie mogę wykluczyć, że tak właśnie czuła i przeżywała. A historii opisanych w tych dwóch tomach jest w sumie 44. Niektóre wydają się bliższe nam niż nie jedna współczesna powieść, niż nie jeden najnowszy film. Odnajduję swoje marzenia, lęki, emocje i radości właśnie w ich losach, w ich ścieżkach. 

Forma książki jest ciekawa (choć potrafię zrozumieć sceptyków, którzy twierdzą, że wcielanie się w role tych kobiet - w dodatku przez mężczyznę - i ubarwianie ich historii nie jest do końca uzasadnione - sama miałam w sobie takie opory), a tematyka dość unikalna, bo choć tak ważna, nie jest podejmowana zbyt często. Publikacji na temat Maryi nie brakuje, również możemy znaleźć wiele publikacji biblistycznych, bardzo naukowych, ale kiedy chcemy jakoś duchowo zbliżyć się do kobiet biblijnych, zaprzyjaźnić się z nimi, zachęcić się do zagłębienia w księgi trudne, czasem niejasne, nie zawsze wiemy, gdzie szukać pomocy. Wtedy Gotowe na wszystko są świetnym wprowadzeniem i inspiracją! Co więcej, dzięki formie zamkniętych rozdziałów, nie musimy obawiać się o zagubienie fabuły i dłuższe przerwy w lekturze.

Jednak mam pewną uwagę, którą muszę mocno podkreślić. Uwagę, która sprawiała, że pomimo tych wielu zalet (powyżej opisanych), zastanawiałam się długo jak o tych książkach napisać. Otóż nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że autor książki jest protestantem. Ogromnie cenię w kościołach protestanckich nacisk kładziony na czytanie Pisma Świętego (czego wielu katolikom właśnie brakuje), znam wiele wspaniałych publikacji napisanych właśnie przez tych naszych braci chrześcijan, jednak uważam, że w niektórych momentach bez świadomości, że nie jest to książka napisana przez katolików i nie musi być we wszystkim zgodna z nauczaniem KK, można… bardzo się zdziwić. (A niestety wielu katolików nie czuje tu żadnej różnicy;-) Dlatego możemy przeżyć swoisty szok, czytając o rodzeństwie Jezusa, o tym, że miał on siostry i braci, a Maryja miała kilkoro dzieci. Uczulam na to, ponieważ brakuje mi tutaj przypisu wydawcy (zwłaszcza, że książka w Polsce ma ogromne szanse trafić do katolików). Znów w związku z tym punktem wyjścia autora w tomie o Kobietach Starego Testamentu nie znajdziemy historii Judyty (od której imienia w naszym kanonie nazwana została przecież cała księga - Księga Judyty). W tym miejscu jednak bardzo mądrze tłumacze dodają przypis, w którym podkreślają, że w kanonie prawosławnym i katolickim jest to jedna z ksiąg kanonicznych, zaś w kanonie protestanckim jest uznawana za apokryficzną i dlatego też autor pomija tę ważną dla nas postać.

Jeśli potraktujemy Gotowe na wszystko jako wprowadzenie w historie kobiet biblijnych, jako motywację do samodzielnego czytania i medytowania, jako pewną propozycję rozszerzenia (w celu zrozumienia i głębszego przeżycia) tych historii, to mogą stać się one naprawdę znakomitą i twórczą lekturą! I może postawimy sobie same pytanie: A ja - w mojej historii życia - jestem gotowa na wszystko, by...? No właśnie - jak uzupełnisz te słowa?

 

Robert J. Strand, Gotowe na wszystko. Kobiety Starego Testamentu, wyd. Vocatio, Warszawa 2011.

Robert J. Strand, Gotowe na wszystko. Kobiety Nowego Testamentu, wyd. Vocatio, Warszawa 2011.  

 

 

UWAGA! Ogłaszam też konkurs:-)

Do wygrania 3 książki Gotowe na wszystko. Kobiety Starego Testamentu. Aby wziąć w nim udział, napisz: historia której kobiety opisana w Piśmie Świętym jest (lub była na jakimś etapie życia) dla Ciebie największą inspiracją i dlaczego? Na maile czekam pod adresem Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. do 20.10 (a więc przez cały tydzień).

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS