Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona (Łk 10, 42)

Zuzanna, czyli lilia

Kobieta, którą jej własne piękno wprawiło w tarapaty.

Kobieta, która wolała umrzeć niż zgrzeszyć przeciw Panu.

Kobieta, która przez łzy wznosiła oczy ku Niebu.

Kobieta, która w Bogu znalazła obrońcę.

 

Znacie Zuzannę z księgi Daniela (Dn 13)? 

 

Jej imię nie jest przypadkowe. Zuzanna znaczy przecież „lilia”, a kwiat ten jest uważany za symbol piękna, czystości i niewinności. Taka też jest Zuzanna. Obdarzona niezwykłą urodą, ale przede wszystkim pięknym sercem. O jej wdzięku wspomina autor księgi nawet dwukrotnie (Dn 13, 2; 13, 31) - w obu przypadkach określenie to oznacza nie tylko jej urodę zewnętrzną, ale także cechy jej charakteru i dobra moralnego.

Zuzanna jest spełnioną kobietą - jest pobożna, szczęśliwie zaślubiona i niczego jej nie brak. Jak się okazuje, jej dary stają się także w pewnym momencie - źródłem trudności. Bo Zuzanna w oczach niegodziwych dwóch starców wzbudza pożądanie. Oni - dwaj. Oni - mężczyźni. Oni - sędziowie. Jakże nie uznać, że kobieta jest od razu na pozycji przegranej? Nie ma szans wobec nich. Ale w chwili, gdy chcą ją zmusić do współżycia, ta - świadoma możliwych konsekwencji - zaczyna krzyczeć, wołając o ratunek. Autor biblijny pozwala nam usłyszeć jej serce:

Westchnęła Zuzanna i powiedziała: «Jestem w trudnym ze wszystkich stron położeniu. Jeżeli to uczynię, zasługuję na śmierć; jeżeli zaś nie uczynię, nie ujdę waszych rąk. Wolę jednak niewinna wpaść w wasze ręce, niż zgrzeszyć wobec Pana». (Dn 13, 22-23)

Woła więc sługi. Krzyczy. Sprzeciwia się. Świadoma, że sytuacja ta nie stawia jej w dobrym świetle. Nie, tu po prostu brakuje światła, które pokazałoby prawdę! Starcy - ze względu na te ciemności - już prawie wygrali. Zuzanna nie może się bronić w sądzie. Jej świadectwo - głos kobiety - uznawany jest z góry za niewiarygodny. Choć wszyscy, którzy ją znają, dziwią się tej sytuacji i cierpią, nikt nie staje w jej obronie. Historia oskarżycieli staje się podstawą do jej skazania. Zuzanna nie kryje swoich uczuć, a jednak nie przestaje ufać. Ona zaś płacząc spoglądała ku niebu, bo serce jej było pełne ufności w Panu. (Dn 13, 35)

Po wydaniu wyroku - kary śmierci - Zuzanna modli się głośno: Wiekuisty Boże, który poznajesz to, co jest ukryte, i wiesz wszystko, zanim się stanie. Ty wiesz, że złożyli fałszywe oskarżenie przeciw mnie. Oto umieram, chociaż nie uczyniłam nic z tego, o co mię ci złośliwie obwiniają». (Dn 13, 42-43) 

A Bóg odpowiada i posyła w to miejsce Daniela, który porównując zeznania starców, wykrywa ich kłamstwo. 

Bóg przychodzi ze światłem i prawdą, z wielkim wyczuciem serca, do tej, która Mu całkowicie zaufała.

 

Czego uczy nas Zuzanna i jej historia?

* Wybór Boga jest zawsze tym najlepszym (choć nie zawsze łatwym) wyborem!

* Całą naszą nadzieję powinnyśmy składać w Panu! 

* Bóg wysłuchuje naszych modlitw!

 

 

*** 

Zuzanna jest jedną z bohaterek programu formacyjnego uBOGAcONA między niewiastami Starego Testamentu

***

Już 11.12.2018 spotkanie na żywo, podczas którego będziemy omawiać historię Zuzanny!

 

 

***

Na dole - do pobrania planer do druku z Zuzanną :-)

Jednocześnie polecam gorąco uBOGAcONE planery 2019

 

Czytaj dalej...

Wiem, kto jest królem i wiem, kto nad wszystkim czuwa... czyli czego może nas nauczyć Estera?

Estera (od imienia której pochodzi tytuł Księgi Estery) znaczy gwiazda i - biorąc pod uwagę skojarzenia z jej imieniem -  możemy naprawdę pomyśleć, że jej historia przypomina trochę... bajkę. Jest ku temu kilka dobrych powodów. Dziewczyna, która nie ma łatwego życia, staje się wybranką wielkiego władcy. Ma niemal wszystko, o czym może marzyć kobieta w jej czasach. Może nawet i to, o czym wiele nie ośmieli się zamarzyć. Ma przecież diadem królewski. Jest bezpieczna na dworze. Ale tylko do czasu. Do tej chwili, kiedy okazuje się jedyną osobą mogącą uratować swój naród znajdujący się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. A misja ta wcale nie będzie łatwa. Nawet dla królowej! Jest oczywiście, w tej opowieści piękne - prawie bajkowe - zakończenie! Ale, ale... Choć tę fabułę można opowiedzieć w kilku zdaniach, co właśnie uczyniłam, to jest warta więcej uwagi - spokojnej lektury i medytacji. Bo to księga przedziwnie daleka naszym realiom, i jednocześnie cudownie bliska! Mało która z nas znajdzie się naprawdę w jej położeniu, ale tak naprawdę w codzienności... mamy wiele z nią wspólnego!

Warto przy tym pamiętać, że skarby nie są nam raczej podawane na złotej tacy. Więc jeśli poczujesz, że któraś z tych nauk jest tą, której tak bardzo potrzebujesz, to nie wahaj się ani chwili, i otwieraj Księgę Estery. I czytaj. I odkrywaj. I zbieraj perły. Jeśli moich kilka myśli, stanie się ku temu inspiracją, będę zaszczycona!

***

Czego może nas uczyć historia Estery?

1. Bóg daje nam prawdziwą, najgłębszą tożsamość 

I umiłował król Esterę nad wszystkie [inne] kobiety. Pozyskała sobie u niego życzliwość i względy nad wszystkie [inne] dziewice, i włożył na jej głowę koronę królewską, i uczynił ją królową. (Est 2, 17) 

Estera niemal przez całe życie musi podejmować wysiłek, by pamiętać o tym, kim jest. Mieszka w królestwie perskim, choć jest Żydówką. Jest otoczona ludźmi, którzy są dalecy od jej korzeni. Nie ma też rodziców, ale na szczęście jest otoczona opieką dobrego i pobożnego wuja, Mardocheusza, któremu wiele zawdzięcza. Także imię może przypominać jej o tym, kim jest. Już sama podwójność imienia trochę ukazuje sprawę tożsamości. Jej hebrajskie imię Hadassa oznacza mirt - wiecznie zieloną roślinę, która w Piśmie Świętym symbolizuje zwycięstwo i nieśmiertelność (np. Za 1, 8; 1, 11) a także radość i pokój (Iz 41, 19). Może też oznaczać piękno i czystość (stąd wianki z mirtu zakładały na siebie panny młode). Jej perskie imię Estera - oznacza najpewniej „gwiazdę”. Jednakże rdzeń –str w języku hebrajskim oznacza też „ukryty”. Na dworze króla, gdzie ukrywa swoją wiarę, także musi walczyć o świadomość siebie. A kiedy zostaje królową, nie zapomina, kto jest prawdziwym Królem. Pamiętajmy, że w pałacu, gdzie korona jest tylko jedna, to wcale nie musi być takie proste! Nawet jeśli w naszej historii życia nie jest nam łatwo budować naszą tożsamość, jeśli czujemy się mocno zagubione w określeniu samej siebie i tego, skąd pochodzimy, to mamy możliwość – tak jak Estera – zakorzenić się w Tym, Który nas naprawdę określa i to najgłębiej. 

2. Czytanie znaków - wydarzeń - jest ważne w wypełnianiu swojej misji  

Kto wie, czy właśnie ze względu na tę chwilę nie zostałaś królową? (Est 4, 14)

Kiedy znamy już całą historię z tej księgi, zdajemy sobie sprawę z tego, że nieprzypadkowo Estera została królową. My to wiemy. Ale my widzimy więcej, ona musiała sama odkryć i przyjąć wielkość swojej misji. Ona musiała sama - w swojej wolności - w możliwości powiedzenia tak lub nie - dać na nią odpowiedź. I to po pierwsze, odpowiedź bardzo ludzką - wysłaną przez posłańca do swojego wuja. Estera nie rozmawia przecież od razu z samym Bogiem. Nie ma tu żadnego objawienia, a to rozeznanie nie odbywa tylko w głębi jej serca. Ona czyta znaki. Wydarzenia. Składa je w całość. A wielkim wsparciem jest dla niej wuj. Kto wie, czy nie ze względu na tę chwilę, właśnie on był jej opiekunem? 

3. Wielką misję w Bożym planie wypełniają... zwykli ludzie

Estera miała prawo się bać. Wiedziała, z czym wiąże się jej zuchwałe spotkanie z królem. Ta obawa pojawiła się od razu, o czym informowała wuja. Lęk, z którym się zmagała oddawała Panu na modlitwie, prosząc o odwagę, prosząc o uwolnienie. Zrobiła absolutnie to, co najlepsze, by ten lęk oddać, by zrobić miejsce dla Pana, ale... to nie sprawiło, że po ludzku po prostu nie czuła strachu. Można by powiedzieć nawet bardzo naszym językiem, że toczyła walkę duchową! W swoich emocjach staje się nam cudownie bliska i prawdziwa. Estera jest sobą. Jest człowiekiem. Jest kobietą. I ze wszystkim, co w niej jest, wypełnia swoje zadanie.

Szła promienna, niezwykle piękna, z obliczem pogodnym i przyjaznym, choć jej serce drżało ze strachu. (Est 5, 1b)

4. My robimy swoją część, Bóg robi resztę!

Estera ukazuje jak cudownie może przebiegać współpraca człowieka z Bogiem! Jak ważne są nasze małe kroki i jak wielka jest łaska, którą Bóg zsyła! Oczywiście poczynania Estery były związane z wielkim ryzykiem, którego miała świadomość. Ostatecznie powiedziała, że zrobi to, co może, nawet jeśli musiałaby umrzeć. Czytając Księgę dostrzegamy, jak ważne są ludzkie decyzje, podejmowane kroki i nastawienie serca, ale jednocześnie to Bóg dokonuje reszty. On odmienia oblicze króla, gdy Estera przychodzi do niego nieproszona (i w końca Estera mdleje!). To On zapewne sprawia, że król pewnej nocy (w idealnym momencie!) nie może usnąć i w kronikach czytane są mu fragmenty o zasługach Mardocheusza... On tam jest. Czuwa. Nawet jeśli wydaje się, że to my mówimy, a On milczy, to Jego słowo jest ostatnie. Nawet jeśli nasze jest głośne, a Jego bardzo ciche. To Jego jest najprawdziwsze.

Pełen dostojeństwa, spojrzał gniewnie i wówczas królowa zasłabła i osunęła się na idącą obok niej służącą, a twarz królowej bardzo zbladła. Wtedy Bóg odmienił usposobienie króla. Zaniepokojony wstał z tronu i przytrzymał ją w swych ramionach, zanim nie przyszła do siebie. Potem pocieszał ją i przemawiał do niej łagodnie. (Est 5, 1de)

5. Kobieta może uczyć mężczyznę innego spojrzenia   

Estera musiała mieć w sobie tzw. coś. To, że była niezwykłej urody, to pewne, ale na dworze króla nie brakowało urodziwych dam. Miała w sobie coś, co naprawdę poruszyło króla. Wdzięk, dobroć, mądrość płynącą ze znajomości Prawa, poczucie sprawiedliwości (por. Est 2, 21-23). Zdobyła zresztą sympatię i uznanie wielu ludzi. Ten geniusz kobiecego spojrzenia ujawniła z wielką mocą planując swoją interwencję. Roztropnie poprowadziła swój plan. Odmieniła serce króla, którego świat otoczony był męskimi doradcami. Estera pomogła królowi spojrzeć na świat innymi oczami, oczami swojego serca. Kobieta staje naprzeciw sztywnym regułom męskiego świata. Nie działała siłą, ale delikatnością i mądrością. I robi to tak umiejętnie, że można powiedzieć, że król i królowa tworzą piękny duet! 

 

 

***

Jak królowa Estera... (fragm. świadectwa  - całość w notesie do programu formacyjnego)

Czy któraś z Was czuła się kiedyś porzucona? Ja tak. Przez mężczyznę, który mówił, że mnie kocha i pragnie się ze mną ożenić. Odszedł nagle, z dnia na dzień, bez słowa wyjaśnienia. Oznajmił tylko przez telefon: „to koniec”. Byłam w szoku. Przecież wspólnie się modliliśmy, staraliśmy się żyć w czystości przedmałżeńskiej, chcieliśmy zbudować wspólny dom oparty na skale, którą jest Bóg… a więc dlaczego?

Bardzo to przeżyłam, czułam się jak nic niewarty przedmiot. Ze wszystkich sił starałam się przylgnąć do Jezusa. Na początku nawet Jemu nie potrafiłam opowiedzieć o tym, co się dzieje w moim sercu. Moją modlitwą były wtedy łzy i zasypianie z przyciśniętym do piersi krzyżem. W końcu postanowiłam wyjechać na rekolekcje, nie mogłam już dłużej wytrzymać w domu. Pewnego razu ksiądz oznajmił, że kolejny dzień naszych rekolekcji to czas, gdy Bóg szczególnie będzie do nas mówił. Po prostu wiedziałam, że mówi prawdę! Wstałam wcześnie rano i poszłam nad jezioro. Wokół nie było nikogo. Patrząc na wschód słońca, wykrzyczałam Bogu cały ból, jaki miałam w sercu i zapytałam: co dalej? Wzięłam wtedy do ręki Pismo Święte i po prostu je otworzyłam. Mój wzrok padł na tytuł 2 rozdziału Księgi Estery: „Estera królową”. Zaczęłam czytać i z każdym kolejnym wersetem moje serce było coraz bardziej poruszone. Byłam przekonana, że to nie przypadek, że właśnie w tym fragmencie przemawia do mnie sam Bóg. I daje mi obietnicę.                                                

Przeczytałam, że piękna Żydówka Estera wraz z innymi kobietami, została wzięta do królewskiego zamku, gdzie przygotowywano ją na spotkanie króla Aswerusa, który szukał nowej żony. Przez rok była smarowana olejkami oczyszczającymi i upiększającymi. Gdy nadeszła jej kolej, zaprowadzono ją do króla, a on ją umiłował.

Zrozumiałam, że Bóg ma plan na moje życie, że to bolesne doświadczenie ma czemuś służyć. Powiedziałam Mu wtedy, że się zgadzam na Jego wolę, poprosiłam, aby mnie prowadził. Wiedziałam, że będę tą Esterą, że ćwicząc się w cierpliwości mam czekać, zaufać.  Nie sądziłam jednak, że moja historia będzie aż tak podobna do tej biblijnej.

Monika

***

We wrześniu 2018 na grupie dla uczestniczek programu formacyjnego pojawi się komentarz do Księgi Estery autorstwa s. Marii Donaty, niepokalanki.

Jeśli chciałabyś dołączyć do programu formacyjnego, wszystkie szczegóły znajdziesz tutaj: www.formacjaserca.pl

Czytaj dalej...

Sara - moc modlitwy i moc Miłości | + planer na lipiec

Nie Estera, nie Rut, nawet nie Dzielna Niewiasta, ale właśnie Ta Sara - żona Tobiasza - była najczęściej przywoływana w wypowiedziach konkursowych nadsyłanych do Kalendarza Kobiety 2018. To ją najczęściej wybierałyście, wskazując na najważniejszą dla Was postać biblijną!... Przyznaję, że na mojej wstępnej liście bohaterek Starego Testamentu do ubiegłorocznego Kalendarza Kobiety - tej Sary nie było. Ale zmieniłam zdanie, odkrywając, jak ważne jest jej miejsce i jak wiele możemy nauczyć się z lektury Księgi Tobiasza. To jest naprawdę przepiękna księga!... Taki must-read na drodze formacji, który może umocnić modlitwę, nadzieję i oczyścić spojrzenie... na samą siebie! 

Co jest takiego w historii Sary, że porusza kobiece serce? Jej cierpienie i bezradność? Jej całkowite przekonanie - poparte wieloma „dowodami” - że nie ma żadnej wartości? Jej rozpacz? Jej brak siły do życia?

Brzmi znajomo?...

Brzmi to przedziwnie, a jednak bardzo szczerze. Chyba każda z nas, poznając Sarę, odczuwa wielki żal i współczucie dla tej młodej kobiety, która pochowała siedmiu mężów - i to zaraz po nocy poślubnej. Sara nie może zbudować żadnej relacji z mężczyzną, głód miłości jest ogromny, ale tak wiele strat coraz bardziej osłabia nadzieję. Może nawet nadziei już dawno nie ma!... Teraz już żaden mężczyzna nie chce podjąć się takiego ryzyka. Bo i tak może być postrzegana relacja z nią - jako wielkie ryzyko! Zły duch ją ogarnął. Z nią nie da się żyć. Tak myślą inni, trzymając się od niej z daleka, a nawet życząc jej śmierci (jak jej służąca). Ale i ona tak może widzieć siebie. Wpada w rozpacz i chciałaby zakończyć swoje życie, w którym nie ma żadnej obietnicy zmiany!... Ale odejście wcale nie jest tak łatwe. Samobójstwo jedynej córki byłoby ciosem dla rodziców!... Z miłości do nich - Sara chce żyć, choć wszystko wskazuje na to, że w jej życiu naprawdę nie ma przyszłości...

Jedynym, który zna jej serce i widzi wszystko w prawdzie, jest Bóg. I tylko On może coś w tej beznadziejnej sytuacji zrobić. Sara dobrze o tym wie. Miotana emocjami, żalem, cierpieniem - to jedno wie na pewno. Że Bóg ma moc. I że jej siłą jest modlitwa. W swoim rozpaczliwym położeniu, w czasie modlitwy - po pierwsze wychwala Boga. Oddaje się Jemu. I prosi o spełnienie Jego woli. 

 

Oto wznoszę do Ciebie twarz i zwracam me oczy.

Pozwól mi odejść z ziemi i już nigdy nie słuchać obelg.

(...)

Jeśli jednak nie chcesz, bym umarła, PANIE, to posłuchaj, jak ze mnie szydzą!

Tb 3, 12-13.15

 

Bóg słyszy modlitwę Sary, widzi jej łzy i ma plan na jej uleczenie. Sprawi Swoją mocą, że Sara będzie mogła już za chwilę rozpocząć budowanie świętego małżeństwa. Oto w próg jej domu wchodzi Tobiasz wraz ze swoim towarzyszem (aniołem Rafałem, a jakże!). Tobiasz, z którym rozpocznie nowe życie - nie od lęku, ale od modlitwy i stanięcia w prawdzie przed Panem - przypominając sobie, czym jest wspólna droga dwojga ludzi. To piękne wydarzenie staje się jeszcze bardziej zachwycające, gdy czytamy Księgę Tobiasza w całości, dostrzegając Boży plan w życiu nie tylko tej młodej kobiety, ale także całej rodziny Tobiasza. Modlitwa Sary łączy się przecież z błaganiem Tobita (a więc ojca Tobiasza, tzw. Tobiasza Starszego). On także znajduje się w rozpaczliwej sytuacji. I to on, oddany Bogu człowiek, który dzieli się swoimi dobrami i podejmuje wiele uczynków miłosierdzia!... 

Księga Tobiasza to więc nie tylko opowieść o Sarze. To także historia Anny - żony i matki poddanej próbie. To historie małżeńskie - Anny i Tobiasza, a także Raguela i Edny. To opowieść o modlitwie, o wielbieniu Boga, o dziękczynieniu (jakże wiele słów jest tam kierowanych do Pana!). To księga o Bożym działaniu, którego ludzkie oko może nie rozpoznać od razu. To wreszcie nauka o małżeństwie, wartościach, o rodzinnych relacjach, a także o miłości.

Tak, przede wszystkim o Miłości.

 

Bóg widzi wszystko.

Bóg słyszy wszystko.

Bóg działa.

Nasza modlitwa ma znaczenie.

Przemienia nasze serca.

 

 

 

***

A czy Wy już znacie Sarę? Jeśli nie, to gorąco zachęcam, by podjąć się lektury księgi Tobiasza! 

Pomocą w jej odkrywaniu mogą być materiały zawarte w programie formacyjnym uBOGAcONA między niewiastami Starego Testamentu.

 

 

W lipcu 2018 - pocztówki z Sarą w promocyjnej cenie! :-)

A poniżej (ponad notką o autorce artykułu) do pobrania planer na lipiec do druku.

 

Czytaj dalej...

O kobiecie z dzbanem oliwy i o tym, że Bóg wie ile potrzebuję!

Historia kobiety z dzbanem oliwy to zaledwie kilka wersetów w 2 Księdze Królewskiej (2 Krl 4, 1-7), ale jest na tyle piękna, że zapragnęłam uczynić ją historią miesiąca (dokładnie czerwca!) w Kalendarzu Kobiety 2018. Poruszyła mnie kiedyś do głębi i nadal jest wielką inspiracją. Gdybym mogła nadać imię tej bohaterce, nazwałabym ją... uBOGAcONA. Naprawdę na nie zasługuje w pełni! A że możemy bardzo owocnie rozważać jej historię wraz z dwiema innymi opowieściami (bardzo kobiecymi!) z tych Ksiąg, to uczyniło ją jeszcze piękniejszą i bogatszą! 

Spotykamy ją w naprawdę rozpaczliwej sytuacji. Nie ma już nic. Straciła wszystko, to znaczy przede wszystkim - wszystkich. Straciła męża, a za chwilę straci także swoich synów. Nie tak, jak matka traci synów, którzy wiążą się ze swoimi żonami. Ale w sposób najokrutniejszy - jej dzieci staną się zapłatą za długi, staną się niewolnikami. Ona zostanie sama, bez męskiego wsparcia. Ale i oni zostaną jakby sami. Nie ma żadnego sposobu, by temu zapobiec. Jeszcze są przy niej, ale wie, że już jakby ich nie ma. Czy można jeszcze coś zmienić? Byłaby gotowa na wszystko. Więc podejmuje próbę, wołając do proroka Elizeusza. Powołuje się na wiarę swojego męża - ucznia proroków. 

Elizeusz poproszony o pomoc nie pyta o jej wiarę, nie wznosi modlitw do Pana, ale... zapytuje o jej zasoby. „Wskaż mi, co posiadasz w mieszkaniu” (2 Krl 4, 2) Chce ustalić nie to, co może dać Bóg, nie to, jak wierny Bogu był jej mąż, nie to, co on ma w zanadrzu, ale to, co ona ma. Jakiż paradoks! Przecież ona jest bardzo uboga, przecież - gdyby coś miała - nikt nie odebrałby jej synów! Co ona ma? Widzi, że nic. Nie dostrzega, że to jest prawie nic.  

Prorok jakby mówi do niej (ale może i do nas dzisiaj?) - skoro widzisz te braki, widzisz swoją beznadziejną sytuację, płaczesz, krzyczysz i wołasz o ratunek w swojej biedzie, to teraz zobacz, co jest po Twojej stronie. Rozejrzyj się po swoim mieszkaniu. Po swoim wnętrzu. Co tam jest? Nie: czego tam nie ma. Ale co tam możesz znaleźć? Nic. To pewne. Ale zaraz, zaraz. Jest jeszcze dzban oliwy… Więc jeśli ona się dobrze rozejrzy, to dostrzeże i to. To, co ma. To bardzo niewiele. W porównaniu z ceną jej dzieci, ona - ta oliwa - jest bezwartościowa. Ale można coś z tym zrobić!

Elizeusz daje jej dokładne instrukcje. Ma pożyczyć naczynia od sąsiadów. Każe jej wyjść od siebie, poprosić o pomoc, zaangażować innych. I uczynić to z rozmachem! Tłumaczenie z Edycji św. Pawła mówi, że ma pożyczać i to niemało”. Tłumaczenie z Biblii Tysiąclecia brzmi ciekawiej: tylko nie żądaj zbyt mało” (2 Krl 4, 3).  Ma się nie ograniczać, ma przyjmować dary, ma prosić o dużo. Dużo pustych naczyń pożyczonych, a więc przyniesionych na chwilę, nie wydaje się szczytem marzeń czy oznaką bogactwa. Jest to też wbrew jej potrzebom, a dziś całkiem wbrew idei minimalizmu. Ale ona nie docieka, nie kalkuluje, tylko wykonuje polecenia. Bo czasu też nie ma. Ma pozwolić, by inni dzielili się z nią. By była obdarowywana. Daje też wszystkim sąsiadom znać o tym, co się dzieje, choć sama tego nie wie. Ale nie ma nic do stracenia, skoro zaraz może utracić wszystko. Synowie donoszą kolejne dzbany, a ona przelewa oliwę, która wciąż w cudowny sposób płynie... Wyobrażam sobie, jak jej dom zapełnia się naczyniami, jak powoli zaczyna brakować miejsca, by swobodnie się przemieszczać. Aż w końcu kończą się naczynia. Ona jest gotowa je dalej ustawiać - myśli maksymalistycznie, a może tak skupia się na zadaniu, że nawet ich nie liczy, tylko przelewa - ale tych już nie ma, jak donoszą jej dzieci. I wtedy oliwa także się kończy. Dokładnie w tym momencie, gdy braknie miejsca. I naczyń. W tej chwili, gdy wszystko już wystarcza. Pan wie, ile ona potrzebuje. Wie, kiedy potrzebuje. 

 „Idź, sprzedaj oliwę, zwróć twój dług , z reszty zaś żyjcie ty i twoi synowie" (w. 7)

Nie prosiła o środki do życia, prosiła, by jej synowie byli z nią. Nie widziała jeszcze tej potrzeby, ale Bóg przewidział. Dosłownie wszystko.  

Uwielbiam tę historię o kobiecie, która zaraz ma stracić wszystko, choć już jest bardzo uboga! W odpowiedzi otrzymuje więcej niż mogła sobie wymarzyć. Ale do tego WIĘCEJ prowadzi droga. Bóg czyni cud, najpierw zwracając jej oczy na to, co ma. Nawet jeśli to tyle co nic. A potem angażuje ją i innych w to działanie. Wypełnia puste naczynia. Wypełnia jej serce. 

A czy moje widzenie braku nie zasłania mi oczu na to, co mam?  Czy jestem wdzięczna za to, co mam?  Czy wiem, jak z tego korzystać? Co robię, by to niewiele stało się większe? Z jakiej małej miarki we mnie Bóg może uczynić cuda? Z małej wiary, ufności, wiedzy?... Czy jestem gotowa przynosić puste dzbany mojego serca, by On pomagał mi je napełniać? Czy jestem gotowa wykonać przy tym pracę?...

Zapraszam Was serdecznie do rozważania tej historii w czerwcu i nie tylko!...

***

W Księgach Królewskich czytamy także o dwóch innych kobietach, których historie są dość podobne do tej o kobiecie z dzbanem oliwy. Też opowiadają o cudach. Też mówią o biedzie i bogactwie. O hojności Boga, ale też człowieka. O matczynych sercach i o Bogu, który widzi potrzeby, których my same nawet nie dostrzegamy. Jest to wdowa z Sarepty (1 Krl 17, 8-24) i Szunemitka (2 Krl 4, 8-37). One wszystkie pojawiły się w programie formacyjnym uBOGAcONA między niewiastami Starego Testamentu - możecie je więc odnaleźć w notesie.

A w drugiej połowie czerwca 2018 facebook live, podczas którego będziemy czytać te historie! (Live na grupie dla użytkowniczek Kalendarza Kobiety 2018 lub programu formacyjnego z kobietami Starego Testamentu). Szczegóły będą podane na grupie

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS