«Talitha kum», to znaczy: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!" (Mk 5, 41)

Jeśli nie stan błogosławiony, to jaki?

Jeszcze wciąż dłonie układają się mimowolnie na brzuszku, próbując go ugłaskać, a ten dziwnie skurczony, choć wciąż zaokrąglony, jakby nie mój. Dłonie gładzą to miejsce czule, jakby nie wiedziały, że tam teraz nikt nie mieszka, zdaje się, że czekają na kopnięcie, poruszenie, czy jakiś znak życia.

Nie jestem już w stanie błogosławionym? To jak określić ten stan? Prze-błogosławiony? Po-błogosławiony? Jak określić stan większego szczęścia od tego poprzedniego, ten moment wypełnienia oczekiwania, te chwile największej radości i Zmian? Ten czas, który wydobywa ze mnie nieznane nigdy przedtem emocje, myśli i siły, przynosi natchnienia, które nie mogły pojawić się nigdy wcześniej, ten czas wydania na świat nie tylko nowego człowieka, ale mnie nowej, odmienionej. Ten moment narodzenia serca mamy w pełni. Trudnego rodzenia.

Ireneusz jest już po drugiej stronie brzuszka. Znaliśmy się tak dobrze przez ostatnie miesiące, a jednak startujemy jakby od zera, i on, i ja, no i jego tata. Nie sądziłam, że można kogoś tak bardzo pokochać, tak szybko, taką miłością inną, jeszcze mi nieznaną, że można za tego kogoś naprawdę prawie umrzeć, balansując na cienkiej linii życia i śmierci w chwili rodzenia. Jakże przemawiają do mnie dziś słowa Jezusa z Ewangelii św. Jana: „Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat.” (J 16, 21) Może dlatego słyszałam tyle o pięknych porodach, a tak mało o bólu. I ja bardzo powoli układam swoje wspomnienia i tę opowieść już inaczej. 

Takie to było nasze Boże Narodzenie szpitalne, wypełnione śpiewaniem Synkowi kolęd (idealne jako kołysanki), jedzeniem uszek na szpitalnym łóżku i odwiedzaniem koleżanek na innych piętrach (przy tym odkrywaniem niezwykłego wsparcia kobiet, doświadczeniem skomplikowanych historii i współniesieniem macierzyńskich trosk). Naprawdę, nie dało się przygotować na to, co nastąpiło. To, czego najbardziej się bałam, okazało się najmniejsze, a pojawiało się inne, czego nawet nie brałam pod uwagę. 

„Macierzyństwo nie jest podobne do żadnego innego uczucia i jest niemożliwe, aby kobieta wiedziała przed urodzeniem dziecka, jak głębokie będzie to doświadczenie.” (Anonim)

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS