Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać (J 4, 15)

Bakhita

Czy można poczuć się piękną córką Boga, kiedy Tego Boga nie znasz, a wszyscy wokół depczą twoją godność – jako kobiety, a przede wszystkim jako człowieka? Czy będąc traktowaną jak rzecz, jak własność, jak przedmiot użytkowy lub rozrywkowy, można nie stracić swojego człowieczeństwa, wrażliwości i piękna? Czy możliwe jest ochronienie bezbronnego dziecka w sobie i zachowanie troskliwej „wewnętrznej matki”, gdy wszyscy wokół zaprzeczają twojej wartości? Czy można odnaleźć Boga tam, gdzie zdaje się, że panem jest tylko człowiek?

Nie jest pięknym to, co wydaje się piękniejsze, lecz to, czego pragnie Pan! (św. Józefina Bakhita)

Film Bakhita – od niewoli do świętości (reż. G. Campiotti) ukazuje niezwykle poruszającą historię życia kobiety urodzonej w Sudanie (ok. 1869 r.) i w dzieciństwie porwanej przez arabskich handlarzy niewolników. Po latach upokorzeń, usługiwania, cierpień fizycznych (okaleczeń ciała), zostaje zabrana przez włoskiego konsula do Italii, gdzie wzbudza skrajne, przede wszystkim negatywne, emocje. Europejczycy drugiej połowy XIX w. pełni uprzedzeń wobec czarnoskórej młodej kobiety, nie przyjmują jej z otwartymi ramionami. W nowym domu Bakhita również musi walczyć o swoją godność, o odrobinę miłości i przyjaźni, które w końcu otrzymuje od małej dziewczynki - córki konsula. Bakhita poznaje wiarę chrześcijańską, zachwyca się Miłością Boga, przyjmuje chrzest i wstępuje do zgromadzenia sióstr kanosjanek, w którym pozostaje aż do swojej śmierci w 1946 r.

Nie zdradzam zbytnio szczegółów, bo serdecznie zachęcam do obejrzenia filmu (przygotujcie się na długi, ponad 3-godzinny seans, który jednak upływa dość szybko, może nawet zbyt szybko). Tym bardziej, że jest to naprawdę piękny obraz z 2009 r., przemyślany, dobrze zrealizowany i zagrany. Po obejrzeniu tego filmu Bakhita chyba zawsze będzie mieć dla mnie uśmiech taki jak Fatou Kine Boye. Film, o czym warto wiedzieć, przedstawia historię w nieco inny sposób niż podaje ją biografia świętej. Czy film miał być zatem piękniejszy niż jej życie – tzn. jeszcze bardziej utragiczniony, a przy tym wypełniony większymi cudami? Może niekoniecznie. Być może to uszczegółowienie jej drogi, podkreślenie pewnych momentów i relacji, nie ujmuje niczego, a przede wszystkim nie zniekształca postaci świętej, ale pozwala jeszcze głębiej przeżyć jej historię, wybory i poczuć naprawdę jej osobowość. Pozwala wypłakać się, wzruszyć i radować.

Św. Józefina Bakhita może uczyć nas niezwykłej pokory, miłości, godności człowieka i kobiety, wiary, a także radości i nadziei wbrew wszystkiemu. Jej imię oznacza Szczęśliwa i choć wydaje się to niemal niemożliwe przy takim dzieciństwie, naprawdę wielkie rzeczy uczynił Pan w jej życiu! Jeśli ciągle powracają do Ciebie rany z dzieciństwa, zadane przez najbliższych lub przez zupełnie obcych - nie trać nadziei. Masz wspaniałą orędowniczkę!  

A jak Wy odebrałyście tę historię? Czy poruszył Was ten obraz, to życie, to serce?

Czytaj dalej...

Gosia Rajchel o Kalendarzu Kobiety

Kalendarz jest pięknie wydany; grafika jest subtelna, tak aby to nasze zapiski stały się najważniejsze. Twarda oprawa i solidne szycie z pewnością przetrwają te ponad trzysta sześćdziesiąt dni... a może zostanie z nami na dłużej? Jak nasz pamiętnik kobiecości?

Polecam zakup kalendarza dla siebie, dla swojej przyjaciółki. To doskonały prezent!

Całą recenzję Kalendarza Kobiety można przeczytać na blogu Gosi Rajchel: Kalendarz Kobiety 2014

Czytaj dalej...

Gotowe na wszystko

Kto? One – niewiasty. Gotowe na wszystko, by zostać matką (jak Sara czy Rachela) lub by zmienić swoje życie (jak Rachab), lub by skosztować wody żywej (jak Samarytanka). Tak, to te dzielne (ale też i te mniej dzielne) niewiasty, o których czytamy na kartach Pisma Świętego: w Nowym i Starym Testamencie. Jak dobrze je znasz? Jak wiele potrafisz powiedzieć nie tyle o Marii Magdalenie czy Maryi, ale o Dorkas, Ubogiej Wdowie lub Lei?

Gotowe na wszystko to zbiór (a raczej dwa zbiory) opowieści właśnie o tych kobietach. Robert J. Strand oddaje głos bohaterkom biblijnym, pozwala im snuć opowieść o ich życiu, o przygodach z wiarą, z Bogiem, z ludźmi, o ich przemianach wewnętrznych, o ich rozterkach i wyborach, o ich nie zawsze prostych drogach. Wiele z tych wątków to wypełnienie białych plam, niedopowiedzeń, rozszerzenie lakoniczności, jaka towarzyszy wzmiankom o kobietach w Biblii. Wielokrotnie w Piśmie Świętym czytamy o nich jedynie kilka zdań, czasem nieznane jest nawet ich imię – ale wiemy na pewno, że były obecne, odgrywały istotne role albo ukazywały wielkie prawdy.

Jedna z historii, które wzruszyły mnie najmocniej, to opowieść o miłości macierzyńskiej Rispy, która przez wiele dni odganiała dzikie zwierzęta i ptaki od ciał jej synów, wybranych razem z kilkoma innymi mężczyznami - potomkami Saula - na ofiarę dla Gibeonitów, z którymi toczono walkę. Kobieta zdesperowana, wytrwała, walcząca o godny pochówek dla swoich dzieci, która w końcu wzbudziła litość króla i dzięki której ciała zostały pochowane. Ta wzruszająca i piękna opowieść mogłaby jednak łatwo umknąć czytelnikom Pisma Świętego ze względu na zaledwie kilka zdań, w jakich się zawiera (2 Sm 3, 1-7; 21, 8-14). Autor Gotowych na wszystko rozszerza tę historię, dopowiada o uczuciach i motywacjach Rispy – i choć wiem doskonale, że nie mówi tego Ona, to nie mogę wykluczyć, że tak właśnie czuła i przeżywała. A historii opisanych w tych dwóch tomach jest w sumie 44. Niektóre wydają się bliższe nam niż nie jedna współczesna powieść, niż nie jeden najnowszy film. Odnajduję swoje marzenia, lęki, emocje i radości właśnie w ich losach, w ich ścieżkach. 

Forma książki jest ciekawa (choć potrafię zrozumieć sceptyków, którzy twierdzą, że wcielanie się w role tych kobiet - w dodatku przez mężczyznę - i ubarwianie ich historii nie jest do końca uzasadnione - sama miałam w sobie takie opory), a tematyka dość unikalna, bo choć tak ważna, nie jest podejmowana zbyt często. Publikacji na temat Maryi nie brakuje, również możemy znaleźć wiele publikacji biblistycznych, bardzo naukowych, ale kiedy chcemy jakoś duchowo zbliżyć się do kobiet biblijnych, zaprzyjaźnić się z nimi, zachęcić się do zagłębienia w księgi trudne, czasem niejasne, nie zawsze wiemy, gdzie szukać pomocy. Wtedy Gotowe na wszystko są świetnym wprowadzeniem i inspiracją! Co więcej, dzięki formie zamkniętych rozdziałów, nie musimy obawiać się o zagubienie fabuły i dłuższe przerwy w lekturze.

Jednak mam pewną uwagę, którą muszę mocno podkreślić. Uwagę, która sprawiała, że pomimo tych wielu zalet (powyżej opisanych), zastanawiałam się długo jak o tych książkach napisać. Otóż nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że autor książki jest protestantem. Ogromnie cenię w kościołach protestanckich nacisk kładziony na czytanie Pisma Świętego (czego wielu katolikom właśnie brakuje), znam wiele wspaniałych publikacji napisanych właśnie przez tych naszych braci chrześcijan, jednak uważam, że w niektórych momentach bez świadomości, że nie jest to książka napisana przez katolików i nie musi być we wszystkim zgodna z nauczaniem KK, można… bardzo się zdziwić. (A niestety wielu katolików nie czuje tu żadnej różnicy;-) Dlatego możemy przeżyć swoisty szok, czytając o rodzeństwie Jezusa, o tym, że miał on siostry i braci, a Maryja miała kilkoro dzieci. Uczulam na to, ponieważ brakuje mi tutaj przypisu wydawcy (zwłaszcza, że książka w Polsce ma ogromne szanse trafić do katolików). Znów w związku z tym punktem wyjścia autora w tomie o Kobietach Starego Testamentu nie znajdziemy historii Judyty (od której imienia w naszym kanonie nazwana została przecież cała księga - Księga Judyty). W tym miejscu jednak bardzo mądrze tłumacze dodają przypis, w którym podkreślają, że w kanonie prawosławnym i katolickim jest to jedna z ksiąg kanonicznych, zaś w kanonie protestanckim jest uznawana za apokryficzną i dlatego też autor pomija tę ważną dla nas postać.

Jeśli potraktujemy Gotowe na wszystko jako wprowadzenie w historie kobiet biblijnych, jako motywację do samodzielnego czytania i medytowania, jako pewną propozycję rozszerzenia (w celu zrozumienia i głębszego przeżycia) tych historii, to mogą stać się one naprawdę znakomitą i twórczą lekturą! I może postawimy sobie same pytanie: A ja - w mojej historii życia - jestem gotowa na wszystko, by...? No właśnie - jak uzupełnisz te słowa?

 

Robert J. Strand, Gotowe na wszystko. Kobiety Starego Testamentu, wyd. Vocatio, Warszawa 2011.

Robert J. Strand, Gotowe na wszystko. Kobiety Nowego Testamentu, wyd. Vocatio, Warszawa 2011.  

 

 

UWAGA! Ogłaszam też konkurs:-)

Do wygrania 3 książki Gotowe na wszystko. Kobiety Starego Testamentu. Aby wziąć w nim udział, napisz: historia której kobiety opisana w Piśmie Świętym jest (lub była na jakimś etapie życia) dla Ciebie największą inspiracją i dlaczego? Na maile czekam pod adresem Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. do 20.10 (a więc przez cały tydzień).

Czytaj dalej...

Być kobietą

Nie jest to książka nowa, choć wydania sprzed zaledwie kilku lat mogłoby zmylić mniej dociekliwych. Ta książka, powiedzmy wprost, jest klasyką.  I choć od jej napisania minęło już ponad 35 lat, to nie traci na aktualności (stąd nowe wydania!). Można powiedzieć to  mocniej: ta książka nigdy nie straci na aktualności i znaczeniu, bo pytanie o to, co znaczy być kobietą i jak zaakceptować swoją kobiecość - zwłaszcza od strony biologicznej - będzie zawsze dla wszystkich pokoleń naglące. A Autorka udziela odpowiedzi w sposób znakomity!

Ingrid Trobisch nie jest tylko teoretykiem. To, o czym pisze, jest wynikiem jej wielu doświadczeń - zarówno osobistych, „zawodowych”, ale także, można powiedzieć, „opatrznościowych”! Bo jak inaczej nazwać to, że poznała „przypadkowo” dra Kegla (tak, tego od „mięśnia Kegla”), a gdy dowiedziała się o pracy dra Josefa Rötzera (twórcy metody objawowo-termicznej), okazało się, że ten wybitny profesor mieszka zaledwie kilka kilometrów od jej domu! Te różne doświadczenia sprawiły, że Trobisch napisała książkę do wszystkich kobiet, ale i mężczyzn (!!) o tym, jak zrozumieć i pokochać siebie, swoją płodność, cykliczność, a także wszystkie doświadczenia kobiecości!

Autorka rozpoczyna opis kobiecych doświadczeń od cyklu kobiety, opierając swoją wiedzę m.in. na dokonaniach dra Rötzera. Następnie opisuje czas ciąży - mówiąc, co wtedy dzieje się z kobietą, nie unikając wielu praktycznych porad - zarówno skierowanych do samych kobiet, jak i do ich mężów! Kolejnym momentem, któremu poświęca uwagę, jest poród, który przedstawia w piękny sposób, nie pomijając wskazówek, ale także dodając, jakie ma on znaczenie dla samej kobiety oraz dla ojca dziecka. Trobisch kładzie duży akcent na obecność i pomoc męża przy porodzie, co w latach 70. XX w. nie było przez wszystkich lekarzy i we wszystkich szpitalach mile widziane. Pisze ona także o ważności karmienia piersią nie tylko dla dziecka, ale dla kobiety. Ostatni rozdział poświęca jakże ważnemu momentowi w życiu każdej kobiety - okresowi postmenopauzy, pokazując ten czas jako kolejny etap, niosący coś nowego, wiążący się ze zmianą, ale nie ujmujący nic kobiecie. Pojawia się także w Być kobietą rozdział na temat satysfakcji seksualnej żony, w którym autorka w piękny i bezpruderyjny sposób pisze o kobiecym doświadczeniach seksualnych, co popiera m.in. wynikami badań dra Kegla.

Tak pełne spojrzenie na doświadczenie kobiecości, które jest nie tylko biologiczne i fizyczne, ale przede wszystkim całościowe, a więc powiązane głęboko z duszą kobiety, z całym światem jej emocji i przeżyć, pozwala na okrzyk radości i wdzięczności za to, że jestem kobietą! Na próżno jednak doszukiwalibyśmy się tutaj jakiegoś wywyższenia kobiety ponad mężczyznę! Autorka wskazuje ciągle te momenty, w których to kobiecość potrzebuje męskości, a mężczyzna kobiety.  

Książkę możesz zamówić w sklepiku Serca Kobiety! Gorąco polecam!

I. Trobisch, Być kobietą, wyd. Vocatio, Warszawa 2006.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS