Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie (Łk 10, 39)

Stać się kobietą, jaką Bóg chciał, abyś była

Stworzona przez Boga. Stać się kobietą, jaką Bóg chciał, abyś była. Tytuł obiecuje wiele. Okładka również. Trochę jakby dawała nadzieję, że odnajdę dzięki niej tę część mnie, której jeszcze nie odkryłam, że stanę się całością – zgodnie z Jego zamierzeniami. Albo że to będzie początek Nowego, że ja będę nowa, piękniejsza. Bliższa Jego zamysłom. Nie łudzę się jednak, że wystarczy jedna książka. Przepraszam, jeśli rozwiewam czyjąś nadzieję na odnalezienie takiej lektury (poza Jedną Jedyną, o której już wiecie). Jednocześnie wiem, że to właśnie dobre słowa, przykłady i wyważone przewodniki pomagają mi trwać w drodze, dając przydatne wskazówki i mapy prowadzące w kierunku pełni życia i pełni kobiecości. Wśród tak wielu propozycji - książek, blogów, newsletterów, konferencji, filmików, facebookowych profili... (Czy tylko ja zaczynam się w tym gubić?) nie zawsze łatwo znaleźć perłę albo chociaż perełkę. Oto jest. Coś na jej kształt.

Książka autorstwa Tammy Evevard to książka, która podejmuje naprawdę ważne tematy. Te kluczowe dla naszego kobiecego życia. To nie znaczy, że każdy z nich będzie tak samo istotny dla każdej z nas (jesteśmy przecież na różnych etapach życia, mamy różne doświadczenia, różne gusta), ale mam przeczucie, że któryś z nich trafi prosto do serca. To są tematy, o których nie myśli się codziennie na spacerze, o których nie rozmawia się każdego wieczoru z przyjaciółką, a jednak one ciągle wracają i domagają się udzielenia jasnej odpowiedzi. Kim jestem, kim jest mój Bóg, czym jest moje kobiece piękno, jaka jest moja misja w świecie i wobec najbliższych, co znaczy być matką, jak wybierać dobrą drogę?

Podoba mi się bardzo szczerość i bezpośredniość autorki oraz to, z jaką uwagą kolekcjonuje swoje doświadczenia i jak przekłada je na sprawy duchowe. Ta książka nie jest wyczerpującym podręcznikiem, to pewien zbiór myśli, w dużej mierze historia i dorobek Tammy, jej skarbiec odkryć i obserwacji, którymi chce się z nami podzielić. To także zapadające w pamięć historie kobiet, które Tammy spotkała na swojej drodze, często zagubionych i zranionych, które odnalazły siebie dzięki Bożej Miłości. Niejedna z nas zobaczy w nich siebie... Wiele w tej lekturze haseł i obrazów, które zapadają w pamięć i gdzieś w głębi po cichu pracują, przypominają się... Gonić lwa. Bardzo chcieć. Czy też widzieć gobelin z drugiej strony. (Cały gobelin, jaki powstaje z naszego życia, widzi On, nie my. My widzimy tylko plecione bezładnie nitki.)

Tammy Evevard od pierwszej strony staje się czytelniczkom bliska i znajoma. Otwiera się tak bardzo, że widzimy w niej nie tylko kobietę dzielną, świadomą swoich korzeni i odważnie głoszącą Dobrą Nowinę, ale tak jak my - kobietę walczącą o samą siebie i dojrzewającą (np. do roli matki, bo przecież - jak sama pisze - nie cierpiała dzieci!). Tammy jest bezpośrednia i konkretna, zabawna, ale też refleksyjna. Nie mówi mi czegoś bardzo nowego, czegoś, czego bym jeszcze nie usłyszała. Wiem, że jestem umiłowaną córką Boga, wiem, że potrzebuję Go, wiem, że On mnie przyjmuje w każdej chwili, wiem, że to ode mnie zależy, którą drogę wybiorę, wiem, jak cudowne jest powołanie kobiety, wiem, jak cenna jest przyjaźń… A jednak mówi to w taki sposób, że chwilami uśmiecham się do siebie, ciesząc się, że ktoś ujął te prawdy w nowy sposób. Utrwalam je wtedy i przypominam sobie, jaka chcę być i Kto jest u mojego boku.

„Jeśli Mu na to pozwolimy, Bóg może przemienić nawet najbardziej przerażające okoliczności i wydobyć z każdej z nich coś pięknego. Piękno z popiołów – to sprawia, że Bóg jest najświętszy, najcudowniejszy. Jednak musimy Mu na to pozwolić. A kiedy to zrobimy, wówczas odnajdujemy najbardziej cudowną Bożą łaskę.” (Tammy Evevard)

***

UWAGA! :-)

Książce patronuje Serce Kobiety i w związku z tym mam dla Was kilka książek :) Będę je rozdawać w poniedziałek! Śledźcie facebookowy profil Serce Kobiety w poniedziałek 19.09 około godziny 12. 

 

***

Tammy Evevard, Stać się kobietą, jaką Bóg chciał, abyś była, wyd. eSPe, Kraków 2016

 

Czytaj dalej...

Byśmy pamiętały o naszej godności - o bł. Karolinie Kózkównie

Czyż święci są po to, ażeby zawstydzać? Tak. Mogą być i po to. (Jan Paweł II podczas homilii w czasie mszy św. beatyfikacyjnej Karoliny Kózkówny)

Karolina może zawstydzać niejedną i niejednego z nas dzisiaj. Możemy oczywiście przyjąć inną strategię – uznać, że życiorys jest przesłodzony, że Karolina nie była taka, jak o niej mówią, że ubarwiono jej postać albo że właściwie była dziwna, nieprzystosowana do czasów. Możemy jednak zmierzyć się z tym wzorem. Zawstydzić się tylko? A może pozwolić się zainspirować i znaleźć także w sobie tę dzielną, nieidącą na kompromisy, znającą wartość swojego ciała i kobiecości, Karolinę. Może trzeba ją w sobie delikatnie obudzić, a może trzeba chwycić za rękę, dodać otuchy lub po prostu powiedzieć: to dobra droga.

Karolina urodziła się w 1898 r. Mieszkała w podtarnowskiej wsi ze swoimi rodzicami i rodzeństwem. Pomagała w gospodarstwie, opiekowała się młodszym rodzeństwem, ale też nie zaniedbywała nauki i innych aktywności. Angażowała się we wspólnoty kościelne, dużo się modliła, a nawet pomagała w przygotowaniu dzieci do pierwszej komunii. Była lubiana wśród sąsiadów i rówieśników. W listopadzie 1914 r. na początku I wojny światowej do Tarnowa przyjechali Rosjanie. 18 listopada jeden z nich przybył do domu Kózków, wyprowadził z domu Karolinę i jej ojca, a następnie zabrał ją do lasu. Karolina uciekała i walczyła, jak tylko mogła. Ochroniła swoją godność i dziewictwo, ale straciła życie.  

Już za chwilę minie 100 lat od tamtych wydarzeń. Tak dawno, ale i niedawno. Żyjemy w innych czasach, wiele się zmieniło. Inna kultura, inne media, inne wartości, ale przecież ludzie tam w środku, w sercu – tacy sami. O czystości mówi się dziś szeptem. Czasem to dobrze, bo to jest bardzo intymna sprawa, bo to jest coś między nami zakochanymi, między nami a Bogiem, ale gdy w świecie tak często i krzykliwie, bez zażenowania i poczucia niestosowności mówi się o nieczystości, niejednokrotnie musimy zabrać głos. Może nigdy nie staniemy w tak krańcowej sytuacji jak ta, w której znalazła się młoda Karolina. Może nigdy nie będziemy musiały wybierać między czystością a życiem, ale wybór między obroną czystości swego ciała (i serca) a akceptacją innych ludzi albo między czystością a relacją z tym konkretnym mężczyzną – to całkiem realne, to nawet bardzo powszednie dzisiejsze dylematy i walki. 

Odezwać się, dać świadectwo? Powiedzieć: „nie wszyscy tak żyją, ja dochowałam czystości, ja o nią zawalczyłam, ja ją odnowiłam”. Czy przeciwstawić się mediom, głupim żartom i oczekiwaniom innych? Wzniosłe ideały, piękna droga, ale nie zawsze pozbawiona kamieni. Dlatego możemy czerpać siłę od bł. Karoliny - w trudnych chwilach, prosząc ją o pomoc, a jeśli czujemy się osamotnione, znajdując w niej przyjaciółkę. 

Karolina walczyła o czystość, o dziewictwo, ale tak naprawdę walczyła o całą swoją kobiecość, o godność, która tak mocno łączy się z naszym ciałem. Nietrudno mężczyźnie kobietę uprzedmiotowić, wykorzystać, zapanować nad nią dzięki fizycznej sile. To nie tylko upokorzenie i odebranie niewinności, ale też okrutne wtargnięcie w delikatne piękno kobiecości, które nie może obronić się z taką samą siłą. Może jedynie bronić się swoją czystością, swoim pięknem. 

Historia Karoliny to także pytanie o to, gdzie są oraz jacy są mężczyźni. Jakim mężczyzną musiał być ten, który ze względu na swój popęd, nad którym nie potrafił zapanować, zabił młodą dziewczynę? Prostą, skromną, niewinną, która mogła być podobna do jego siostry czy córki. To pytanie o dwóch chłopaków, którzy z daleka widzieli scenę tej dramatycznej walki. To pytanie do ojca, czy zrobił wszystko, by uratować córkę (podobno długo zadawał sobie to pytanie). Chciałybyśmy przecież o czystość walczyć z naszymi ukochanymi mężczyznami w jednej drużynie, nie przeciw nim. Nasza delikatność i siła wraz z ich siłą to przecież coś wielkiego.

 

Błogosławiona Karolino Kózkówna,

która znając swoją wielką wartość, broniłaś swojego dziewictwa,

módl się za nami, byśmy pamiętały, że nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego,

a czystość jest wyrazem prawdziwej miłości.

 

I jeszcze dwie niespodzianki.

* Już niebawem w kinach film Karolina. Zapowiada się coś naprawdę pięknego! Idziecie za mną? :-)

** W związku ze wspomnieniem bł. Karoliny wyd. eSPe wydało książeczkę o błogosławionej. Jej biografia, świadectwa jej wstawiennictwa oraz modlitwy za jej pośrednictwem. Bardzo dobra lektura, szczególnie dla tych z nas, którzy jeszcze niewiele słyszeli czy czytali o niej. 

Książka autorstwa Sylwii Palki zatytułowana jest Błogosławiona Karolina Kózkówna. Czyste serce. Nad tą miłą publikacją o czystym sercu Serce Kobiety objęło patronat.
 
I dlatego też mam dla Was aż 10 egzemplarzy do przekazania! 
Tym razem przekażę je... dla pierwszych 10 osób, która napiszą w komentarzu poniżej czego możemy nauczyć się od Karoliny Kózkówny albo po prostu... dlaczego chcecie otrzymać tę książkę. 
 

 

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS