Pan otworzył jej serce, tak że uważnie słuchała słów Pawła (Dz 16, 14)

Kananejka - Kobiety Nowego Testamentu (5)

W Kalendarzu Kobiety 2017 w maju - wyjątkowo - pojawiły się dwie bohaterki. Dwie różne kobiety, dwa bardzo odmienne spotkania z Jezusem. Jednak jest coś, co je łączy. Serce matki. Ale to wcale nie znaczy, że ich historie skierowane są tylko do mam, że tylko te kobiety, które mają dzieci, będą mogły zrozumieć ich doświadczenia i odnaleźć siebie w ich życiu! O, nie! One odsłaniają nam fragmenty kobiecego geniuszu i kobiecego serca. Te historie ukazują nam także coś ważnego o naszym Bogu. Jego wrażliwe serce, Jego bliskość naszym sprawom, Jego inicjatywę, Jego miłość ważniejszą od zasad. One ukazują nam także coś ważnego o nas samych. Jestem pewna, że wczytując się w te fragmenty Ewangelii odnajdziecie jakieś skarby dla siebie! Że po raz kolejny będziecie mogły zobaczyć kim jesteście w JEGO Oczach! Gorąco do tego zachęcam.

Fragmenty, którymi pragnę zostać uBOGAcONA w maju to:

Mt 15, 21-28

Łk 7, 11-17

 

Co ważnego odkryłam w historii Kananejki? O tym opowiadam na filmie:

 

Czytaj dalej...

Córka Jaira i kobiece przebudzenie - Kobiety Nowego Testamentu (3)

Historie uzdrowienia kobiety cierpiącej na krwotok i wskrzeszenia córki Jaira są w Ewangelii nierozłączne (zob. Mk 5, 21-43; Mt 9, 18-26; Łk 8, 40-56). Ich historie łączą się - i to nie tylko czasowo. Dlatego też w Kalendarzu Kobiety 2017 bohaterki te pojawiają się obok siebie (luty i marzec), ale jednak osobno - to przecież dwie różne osoby, dwa odmienne spotkania. Kończy się luty, już - chociaż na jakąś chwilę - przestanę przypominać o dotykaniu frędzli płaszcza Jezusa. W marcu chcę Was przekonać do położenia pięknej poduszki na łóżku... I zostawienia jej tam. Tak, czas powstać! 

Córka Jaira to bohaterka szczególnie niewinna. Dziecko. Dziewczynka, która ciężko choruje w tak ważnym momencie swojego życia - za chwilę ma stać się dorosła, by móc doświadczyć pełni kobiecości. Kiedy o niej myślę, mam przed oczami 12-latkę wkraczającą w coraz bardziej dorosły świat. Dziewczynę pełną marzeń i pragnień. Ona naprawdę chce żyć. Chce założyć suknię ślubną i wianek. Chce doświadczyć prawdziwej miłości, chce kochać. Chce dorosnąć i dokonywać własnych wyborów. Tyle jeszcze dróg przed nią! Tyle radosnych spotkań, relacji do zbudowania, tyle słów do wypowiedzenia, tyle herbat do wypicia z przyjaciółkami, tyle do przeczytania, tyle sukienek do przymierzenia, tyle kwiatów do zerwania i postawienia w wazonie. Tyle pragnień, tak szerokie perspektywy. Ale pewnie na dnie serca są i lęki. Dorosłość to nie obietnica sielanki i drogi usłanej różami. To także kolce i walki. Może właśnie ta świadomość czynią ją coraz słabszą, niepewną, chorą i w końcu niezdolną do życia?

Przy całym dramatyzmie tej historii odnajdujemy piękne, bajkowe zakończenie. Ale to coś więcej niż bajka. To objawienie JEGO MOCY i MIŁOŚCI! Alleluja!

„Talitha kum: to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań

Mk 5, 41 

Tak jak ona możesz dziś usłyszeć: 

Już nie śpij, odzyskaj siłę, otwórz oczy. To nie jest jeszcze koniec. Masz nową szansę, nie trać ani chwili! Tyle jeszcze przed tobą! Dasz radę, On jest z tobą, On ci zaufał. Ma wspaniały plan wobec ciebie. Żyj pełnią. Żyj w perspektywie wieczności i miłości silniejszej niż śmierć! A przy każdym potknięciu, przy każdym upadku będziesz słyszeć te słowa: <<Mówię ci, moja piękna, wstań i idź...>>

***

Film z cyklu Kobiety Nowego Testamentu zainspirowany historią córki Jaira.

Zapraszam do obejrzenia! 

 

Zapraszam także do obejrzenia filmików z serii krótkich filmów na 2017 rok:

Kobiety Nowego Testamentu [#1] Samarytanka

Kobiety Nowego Testamentu [#2] Kobieta cierpiąca na krwotok

 

A jeśli chcesz WIĘCEJ materiałów do pracy własnej, zajrzyj na: www.jawjegooczach.pl

 

Czytaj dalej...

#jawJEGOoczach & kilka nowości

Kilka wieści z Serca Kobiety

 

#Kalendarz Kobiety 2017: dodruk!

Taka sytuacja jeszcze się nie zdarzyła. Nakład Kalendarza 2015 także się w pewnym momencie skończył... ale to był styczeń, a nie listopad. A więc w listopadzie 2016 zabrakło już egzemplarzy Kalendarza Kobiety 2017. Po wielu rozmowach (z Wami, z drukarnią, a także z Nim) i przemyśleniach - zapadła decyzja o dodruku. Kalendarze są właśnie w fazie produkcji :-) Nasza zaprzyjaźniona drukarnia dokłada wszelkich starań, by były gotowe już niebawem i by były jak najpiękniejsze. Zmianą w tym drugim wydaniu jest okładka - ta będzie miękka ze skrzydełkami. Może być to na plus, gdy chodzi o wagę. My (podkreślam "my", bo naprawdę nie pakuję wszystkich przesyłek sama) postaramy się nadać przesyłki sprawnie, by jeszcze przed Świętami miały szansę dotrzeć. Kalendarze można już zamawiać na: www.kalendarzkobiety.pl

#Wywiad

Zapraszam do przeczytania wywiadu, jaki ukazał się na blogu Weroniki: Bóg mnie zachwyca. Mówię m.in. o tym, dlaczego robię to, co robię i jak staram się godzić obowiązki rodzinne z innymi aktywnościami, a także - co zachwyca mnie w Bogu.

 #jawJEGOoczach - zaczynamy! 

Program #jawJEGOoczach zapowiadałam już kilkakrotnie w różnych miejscach, ale pewnie wiele osób wciąż jeszcze nie wie, jak to będzie wyglądać. Ja sama trochę wiem, ale tak naprawdę wiele okaże się już w trakcie trwania naszego programu!

Strona jest już dostępna (www.jawjegooczach.pl), a osoby zapisane do programu otrzymały maile z hasłem dostępu. Do programu można wciąż dołączać! 

A poniżej filmy o programie #jawJEGOoczach oraz o motywie przewodnim Kalendarza Kobiety 2017. 

 

 

 

Czytaj dalej...

Kalendarzowe kulisy, czyli czego się nauczyłam

Już, nareszcie, w końcu nadeszło życie po premierze Kalendarza Kobiety 2017. Skąd to westchnienie? Po prostu nie przewidziałam, że będzie się z nią wiązało tyle emocji i wydarzeń. Choć doświadczenie rośnie (4 edycje Kalendarza, ponad 3 lata pracy), to jednak ciągle dzieje się coś nowego i emocje nie słabną. Przed premierą działo się wiele. Wiedziałam, że już kilkaset osób czeka na swój zamówiony Kalendarz. Zaczęły się także nieprzewidziane wcześniej schody – czyli opóźnienia w drukarni… Czekanie było bardzo trudne i mogę to powiedzieć śmiało – najtrudniejsze było dla mnie. Ale choć jest już po premierze, emocje są nadal duże. Bo to dopiero początek kolejnych działań i wyzwań – programu #jawJEGOoczach czy projektu Między Niewiastami. Ale w tym czasie pomiędzy, w tej chwili oddechu, dzielę się z Wami trochę moją drogą, kulisami tego projektu i moimi odkryciami. A właściwie tym, czego uczy mnie Bóg w tym czasie... 

Bóg wie co i jak

Kiedy pojawił się pomysł kalendarza? Nie mam pojęcia! Nie pamiętam tej jednej chwili, tego olśnienia. Nie tak było. To powoli kiełkowało. W maju 2012 mówiłam nawet głośno o tym projekcie, nie mając pojęcia jak robi się Kalendarz, jak miałby wyglądać, co dokładnie miałby zawierać… Miałam w sobie to jedno cudowne uczucie zachwytu, to „łał”, które towarzyszyć miało temu dziełu, kiedy już je będę mieć! Kiedyś tam. Miałam też wiele obaw. Ale był obok mnie najbardziej szalony optymista i wizjoner, jakiego spotkałam… i z jakim związałam swoje życie, czyli mój mąż. Bóg naprawdę wie co i jak. On nas przygotowuje według swoich planów, On nas zna, On widzi wszystko, widzi dalej i szerzej niż my. Gdybym nie miała swojej historia życia, gdybym nie spotkała Mariusza, gdybym nie lubiła pisać, gdybym nie umiała zarządzać pracą zespołu… to nigdy nie powstałby ten Kalendarz. Nawet więcej, okazuje się, że coraz bardziej mogę wykorzystać swoje talenty i dawne pasje, mogę się rozwijać. Mogę na przykład przez chwilę być producentem sesji zdjęciowej (marzyła mi się reżyseria dawno temu) albo grafikiem (jak dziecko sprzedawałam swoje obrazki ;-) 

Po owocach poznacie

Czy to jest naprawdę dobre dzieło? Czy jest zgodne z wolą Boga? Te pytania zadaję sobie naprawdę na poważnie. Jak mam usłyszeć odpowiedź? Co ma być potwierdzeniem? Ilość sprzedanych Kalendarzy, ilość zwrotów, ilość błędów, ilość podziękowań? Czy to w ogóle da się przeliczyć? Zasada owocowania jest dla mnie, przyznaję, trudna. I to nie od dziś. Bo poznawanie po owocach oznacza, że trzeba dać sobie czas, pozwolić sobie na błędy, cierpliwie przyglądać się, zmieniać, weryfikować i trochę, nie wiedzieć dokąd się zmierza i czy idzie się dobrze. Ale dziś widzę dobre owoce. Dostaję wiadomości od kobiet, które mówią, że ten mały kalendarz jest dla nich czymś dobrym i inspirującym, że przypomina im o tym, co ważne, że jest ich towarzyszem, powiernikiem. Albo że jest to dobry prezent dla kobiet, które są im bliskie… Albo że mają już trzy czy nawet cztery takie kalendarze i będą czekać na kolejne...  

On jest Zbawicielem

Wiem, że to On daje wzrost, to On jest Tym, Który prowadzi. Ale przypominam sobie o tym szczególnie mocno w tych chwilach, kiedy za bardzo skupiam się na tym, co JA mogę zrobić. Kalendarz nie jest zbawiennym elementem życia kobiety, ale czuję odpowiedzialność za to, jaki będzie mieć kształt i jakie treści będzie niósł. Myślę często i modlę się za kobiety, które będą z niego korzystać. Ale kiedy za bardzo zaczynam się przejmować tym, co leży po mojej stronie, słyszę jak Jezus mówi mi w tym moim wewnętrznym zamieszaniu: daj spokój, to tylko Kalendarz. Lubię sobie to przypominać. Tylko Kalendarz. 

Nie tworzymy dzieł idealnych

Żaden z dotychczasowych Kalendarzy nie uzyskałby miana idealnego. Każdy z nich poprawiłabym jeszcze w wielu miejscach. Chciałabym, by było lepiej. Skupiam się często na błędach, nie na tej dobrej części. To cud, że powstały aż cztery kalendarze, biorąc pod uwagę takie nastawianie. Ale powoli uczę się dystansu i radości z tej nieidealności, z tego, że można zrobić coś wystarczająco dobrze, by było pięknie. Kilka lat temu pisałam pewien polemiczny tekst, na którym bardzo mi zależało. Wiedziałam, że każde słowo muszę ważyć. Zwlekałam długo z wysłaniem tego, co udało mi się stworzyć. Chciałam, by tekst był naprawdę dobry. Chciałam nie mieć sobie nic do zarzucenia. Spacerując ul. Sławkowską (bo było to za naszych krakowskich czasów), spotkałam pewnego księdza doktora, dla mnie mistrza teologii i filozofii. Podzieliłam się z nim swoimi rozterkami. Powiedział mi wtedy: "Pani Kasiu, nie tworzymy dzieł idealnych”. Wracają do mnie jego słowa bardzo często. Stąd też to, co cieszy mnie najmocniej, to mój własny postęp. To, że z każdym rokiem jest to coraz lepsze. W moich oczach.

Nie da się zadowolić wszystkich i trafić do każdego serca

Co roku otrzymuję takie same pytania: a może mniejszy format? Dlaczego on jest taki duży i ciężki? To prawda, Kalendarz nie jest mały, choć miał być. Ale gdy okazało się, że nie zmienia to kosztu druku, został ten format. I pozostał. Czy powstanie mniejsza wersja? Może. Ale niekoniecznie. Mam w pamięci kwestie sprzedaży i organizacji. Nie tworzę czegoś dużego. Ale kto wie, może kiedyś. Dziś już wiem, że na pewno to nie jest uniwersalny Kalendarz. I wiem, że nie musi być. Nie mam takich ambicji. Nie obrażam się, kiedy słyszę: to nie dla mnie. Nie musi się podobać każdej kobiecie. I nie mówię tego nadąsana, ale naprawdę wolna. Dla wielu może być za duży, za mały, za kolorowy, za ciężki itd. Nie da się stworzyć czegoś tak idealnego i tak uniwersalnego, by każdemu pasowało i dobre służyło. Ale to doświadczenie jest dobre! Przypomina mi także o tym, jak jesteśmy cudownie różnorodne :-) i o tym, jak wielobarwna jest kobiecość! Tak trzymać, Niewiasty!

Radość i dobre słowo - cenniejsze niż perły

Ale wobec tych pytań i skarg pojawia się znacznie więcej ciepłych słów od serca. Podziękowania, dobre słowa, małe świadectwa, a nawet zdjęcia – Kalendarza „w użyciu” (nic nie cieszy mnie bardziej niż to, gdy widzę, że on jest „w ruchu”!). To dodaje skrzydeł i motywuje mnie do dalszej pracy. To nadaje sens tym latom poszukiwań i trudnym momentom. A kto wie, może i zaraz zacznę obmyślać Kalendarz Kobiety 2018… ;-) (Motyw przewodni już mam! Domyślacie się?)

On jest też dla mnie

Tworzenie tego Kalendarza to dla mnie wyzwanie i zadanie – odkrywania siebie i odkrywania Boga. Studiowanie poematu o Dzielnej Niewieście, zagłębianie tematu Pieśni nad Pieśniami czy kobiet Nowego Testamentu. Wiem, że to jest też moja droga wzrastania. Robię to dla Was, ale robię to też i jak dla siebie. Mogłabym za moim mężem powiedzieć: myślałam, że chcę Wam coś dać, a okazało się, jak bardzo to jest dla mnie i jak wiele ja sama muszę się jeszcze nauczyć. (Mój mąż mówi tak w kontekście tworzenie męskiej wspólnoty Przymierze Wojowników). Miałam opory przed umieszczaniem swojego zdjęcia w Kalendarzu. Nie uważam się za modelkę, ale wiecie, nie o wdzięk modelki tu chodzi... Tylko czy to nie wygląda nieskromnie? W Kalendarzu 2015 nie jestem widoczna zbyt wyraźnie (taka też była konwencja zdjęć), ale byłam najlepszą modelką - zawsze na planie ;-) W Kalendarzu 2016 trochę spontanicznie pojawiło się i moje ciążowe zdjęcie. Ale przyznam szczerze – w Kalendarzu Kobiety 2017 chciałam się pojawić. Chciałam wziąć udział w tej przygodzie tak jak 12 innych zaproszonych przeze mnie kobiet. Chciałam odnaleźć siebie w jednej z tych historii w sposób szczególny. Jako ostatnia wybierałam postać „dla siebie”. Nie pomyślałam o niej na początku, bo brałam pod uwagę tylko Ewangelie, a jednak to właśnie obok historii Pryscylli zobaczycie moje zdjęcie. Tak, jestem jedną z tych kobiet, dokładnie jedną pośród nich, taką jak one, jedną między niewiastami… I jest mi tu dobrze!

Ściskam i pozdrawiam najgoręcej z Serca Was wszystkie!

 

Katarzyna Marcinkowska

***

Jeśli nie miałyście okazji korzystać z Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 – polecam eBook Kalendarzowe Inspiracje, w którym zbieram najważniejsze treści z tych wydań.

Więcej o Kalendarzu: www.kalendarzkobiety.pl

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS