Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała (Łk 7, 47)

Kobieta walcząca

Bardzo często słyszę od katoliczek o przeciwstawnym papieskiemu nowemu feminizmowi - feminizmie walczącym (lub nawet wojującym). A mnie się zdaje, że walka po prostu zawiera się w feminizmie. Choć z feminizmem kojarzy mi się wcześniej jeszcze coś innego. Troska. Troska, której konsekwencją jest walka. Ale jak to? Troska?  Czy to nie ostatnie nasze możliwe skojarzenie z feministkami głównego nurtu? Czy te panie w telewizji, które krzyczą o opresyjności Kościoła i mówią, że w Polsce mamy naprawdę uwłaczające warunki, to znaczy nie mamy legalnego dostępu do aborcji, troszczą się o kobietę?

Jest Troska i troska. Prawdziwa Troska chce prawdziwego dobra, ta nieprawdziwa ma jakieś ukryte intencje albo jest trochę niedouczona, niedoświadczona. Jej tok rozumowania jest oparty na fałszywych przesłankach, na słabym, wymyślonym fundamencie. Domaga się czegoś i zużywa siły na coś, co wcale nie pomaga. Np. chce nam dać zamiast samoświadomości i akceptacji naszych ciał i płodności - środki niszczące nasz organizm i atakujące nowe życie; chce nam odebrać nasze powołanie do budzenia do życia drugiego człowieka (przy tym krzycząc, że nie ma czegoś takiego jak powołanie, przeznaczanie do czegoś czy natura rzeczy); chce nam odebrać naszą emocjonalność i wrażliwość, a w zamian dać schody, które mamy pokonywać w miniówce i wysokich szpilkach... a wszystko to w imię wolności i dobra. Tylko czyjego?

Troska prawdziwe chce, by kobieta mogła w pełni być sobą, by mogła przyjąć swoją naturę i siebie taką, jaką jest (a więc niezwykle piękną, choć to nie znaczy, że od razu idealną) i by mogła być widoczna w świecie na równi z mężczyznami. I by naprawdę ukazać, jak cudownie stworzona jest kobieta dla mężczyzny i mężczyzna dla kobiety. I tego chce właśnie nowy feminizm zapoczątkowany przez Jana Pawła II już 20 lat temu. To jest dla mnie najprawdziwsza Troska. Ta, którą powinien nieść prawdziwy feminizm oddany sprawie kobiet, chcąc przywrócić im ich właściwe miejsce. 

Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa! (2Tm2,3)

Czy więc naprawdę feminizm walczący jest przeciwny nowemu feminizmowi? Czy walka uwłacza kobiecości? Czy żołnierzem Jezusa Chrystusa ma być tylko mężczyzna? Nigdy nie słyszałam w tym określeniu dookreślenia, że jest to np. feminizm walczący z kobiecością czy walczący z wiarą, czy z mężczyznami. Nie, po prostu – to ten nie-nasz, walczący feminizm. Czy nasz ma być pokojowy? O tak! Nasz feminizm dąży do pojednania, do pokoju, nasz ma zło dobrem zwyciężać, nasz chce porządku, harmonii, ale czasem będzie to wymagało walki, trudu, wysiłku. Obrony wartości, zaangażowania w słuszną sprawę, zabrania głosu, podjęcia sprzeciwu czy po prostu – zakasania rękawów i zrobienia czegoś. Bez księżniczkowego oczekiwania na księcia, bez łez i powątpiewania, bez przerzucania ciężaru na innych. 

W paradygmat biblijnej <<Niewiasty>> zostaje wpisana od początku po kres dziejów walka ze złem i ze Złym. Jest to walka o człowieka, o jego prawdziwe dobro, o jego zbawienie. Czyż Biblia nie chce nam powiedzieć, że właśnie w <<Niewieście>>, Ewie — Maryi, historia zapisuje dramatyczną walkę o każdego człowieka? A jest to zarazem walka o jego zasadnicze <<tak>> lub <<nie>> wobec Boga i o odwieczny zamysł Boży wobec człowieka. (Jan Paweł II, Mulieris dignitatem, 30)

To jest najpiękniejsza walka – gdy wiemy, że walczymy dla kogoś i o kogoś, przy boku Kogoś najsilniejszego oraz gdy mamy świadomość, że jesteśmy uzdolnione do wielkich rzeczy. Gdy odkrywamy swoje siły, te wydoskonalone słabości. Walka na oślep, krzyk dla krzyku, wulgarność czy agresja - to nie jest prawdziwa walka. Ale ta walka, kiedy mamy przed oczami prawdziwe dobro i dostrzegamy zagrożenia, gdy pragniemy ochronić drugiego człowieka czy własne piękno - to jest walka, do której jesteśmy powołane. Do walki w słusznej sprawie i w dobrym stylu. Po pierwsze do walki o samą siebie w tym przedziwnym świecie.

Przecież taka walka to nasza codzienność.

Czytaj dalej...

Twój nowy styl

Podobno książek nie powinno się oceniać po okładce, jednak w dzisiejszych czasach, kiedy możemy wybierać spośród setek propozycji walczących o naszą choćby chwilową uwagę, okładka jest po prostu ważna, zwłaszcza dla kobiecego, wyczulonego na piękno, oka. Przyznaję więc, że okładka „Twojego nowego stylu” nie zachęcała mnie do lektury przez dłuższy czas. Za to zaprezentowane tematy kusiły i obiecywały konkretne, bezkompromisowe spojrzenie na bardzo ważne kobiece sprawy. Mój nowy, duchowy, kobiecy, przeniknięty wiarą i prawdą styl – to mnie urzekło! Tak samo jak duchowe Spa, Fe!minizm (dodałabym i podkreśliła – ten nie-nowy) i wyzwolONA przez Niego. Opakowanie tej publikacji mogłoby być lepsze, ale... liczy się przecież  jej wnętrze, a to jest naprawdę dobre.  

„Bóg kocha nas właśnie takimi, jakimi jesteśmy, ale równocześnie kocha nas za bardzo, żeby nas takimi zostawić.” (Teresa Tomeo) Żadna wielka nowość dla tych z nas, które ze swoim Stwórcą spacerują od dłuższego czasu. On kocha nas całkowicie i bezwarunkowo, nawet kiedy nakładamy na twarz zbędnie grubą warstwę pudru albo wkładamy w uszy zatyczki, zamykając się na Jego słowa lub ciągle odwlekając moment odpowiedzi, mając cichą nadzieję: jeszcze kiedyś tam zdążę. Kocha, ale pragnie naszej doskonałości. W swojej książce Teresa Tomeo pokazuje jak sam Bóg walczy o nas w tych zwariowanych czasach - o nasze ciała, naszą godność, nasze poczucie wartości, naszą bliskość z Nim. Pokazuje, że jesteśmy Tego warte, to znaczy Tej Miłości, a nie tuszu do rzęs czy kremu za niebotyczne pieniądze!;-)

Teresa Tomeo to nawrócona amerykańska dziennikarka, niegdyś nastawiona na karierę feministka, która w swojej książce w bardzo przejrzysty i mądry sposób opisuje meandry współczesnej kultury i mediów, a także kłamstw, które próbuje się dzisiaj wtłoczyć w nasze serca. O tym, że mamy być jak wyretuszowane modelki, że mamy walczyć ze swoją kobiecością, że antykoncepcja jest lekarstwem na wszystkie nasze bolączki i nierówność między płciami czy że aborcja jest cudownym wyjściem awaryjnym, gdy pigułka zawodzi. Z jednej strony to wszystko jest nam już w jakiś sposób – mniej lub bardziej – znane, ale z drugiej strony – spojrzenie Tomeo, która świadczy o tym, co pisze nie tylko jako znakomita specjalistka mediów, ale także kobieta, która przeszła przez drogę zmiany myślenia i swojego życia, jest bardzo cenne. Lubię takie książki, w których czuję, że autorka odsłania przede mną kawałek siebie, dzieli się sobą, jakby wyciągała rękę do przyjaciółki lub młodszej siostry. 

Czy media w Ameryce różnią się bardzo od naszych realiów? Trochę tak, trochę nie. Stany Zjednoczone zdają się być o krok przed nami i to na ich błędach możemy się uczyć, to pewne. Dużą różnicą, dzielącą naszą polską mentalność od amerykańskiej, jest na pewno kwestia aborcji. U nas dozwolona w ograniczony sposób, tam jest dostępna niemalże na wyciągnięcie ręki. To jest dopiero ogromna walka duchowa, batalia medialna oraz potrzeba działań organizacji pro-life! Rozdział na temat aborcji pomaga nam zrozumieć i wyobrazić sobie (choć nie wiem, czy jest jakakolwiek szansa, aby to móc sobie wyobrazić), jak wygląda podejście Amerykanów (ale przecież nie tylko) do aborcji, jak wychowują się tam młode pokolenia, jak traktowane jest tam nowe życie. To pozwala nam zobaczyć, że toczy się ogromna walka o każde życie i każdą kobietę. 

Równie cenne tematy, jakie porusza autorka w Twój nowy styl, to kwestia tak lansowanej dziś antykoncepcji, która jest wciąż jednym z najmniej rozumianych wśród wiernych elementów nauczania Kościoła. Tomeo pisze także o pułapkach feminizmu i mediów oraz o poszukiwaniu właściwego spojrzenia na siebie w kontekście wprowadzania do swojego życia nowego stylu, nowego ładu, nowych inspiracji.

Książka Tomeo to piękny przewodnik pod hasłem: jak odnaleźć się w dzisiejszym świecie, jak spojrzeć na Kościół i dylematy współczesnych kobiet, jak być taką, jaką mam być, jak być sobą. Doskonałym zakończeniem książki są świadectwa kilku kobiet na temat ich dróg do Boga, ich odnajdywania prawdy i Kościoła, swojej kobiecości i piękna życia. Mocne, poruszające. O tym, jak On przygotowuje je na spotkanie ze sobą, jak stawia na ich drogach swoich ludzi, jak pozwala błądzić, ale nigdy nie opuszcza, jak wybacza i obdarza łaską. Słowa autorki na zakończenie doskonale pokazują tę Moc Boga. 

„Znasz już moją historię i historie innych kobiet, które opierały się ze wszystkich sił, wyrywały i rzucały na wszystkie strony, gdy Bóg zapraszał je do gabinetu duchowej odnowy – ale wyszły stamtąd odnowione, pełne blasku, jako nowe stworzenia w Chrystusie. Pamiętaj: dla Boga nie ma nic niemożliwego. On nas kocha i chce wydobyć z nas wszystko, co najlepsze.”

Teresa Tomeo, Twój nowy styl, wyd. Fronda 2012.

W księgarni KiM w promocyjnej cenie 19,90!

Czytaj dalej...

Nowy feminizm, czyli jaki?

Mój mąż parokrotnie powiedział gdzieś na forum: Mieszkam z feministką, na szczęście taką nową. Tak, jestem feministką. Tak czuję, choć dla grona feministek głównego nurtu będzie to bezpodstawne. Mój Mariusz, choć może nie jest tego świadom i nie lubi tego określenia (które jakoś nie za bardzo się przyjęło), też jest feministą, takim nowym. Albo po prostu - takim prawdziwym.

Kiedyś na rekolekcjach dla kobiet zapytałam ok. 100 katoliczek, czy któraś z nich uważa się za feministkę. Ile pań podniosło rękę w górę? Jedna. Ja. Może niektóre z nich odpowiedziałyby, że „nie są feministkami, ale…”, jak to często zdarza się słyszeć, i podałyby wiele słusznych argumentów, ale tak w przestrzeni publicznej i to w przestrzeni dzielnych wierzących niewiast większości zapewne wydało się zupełnie niestosowne przyznanie się do takich skłonności. Dlaczego?

Być może problem polega na tym, że feminizm kojarzy nam się zbyt jednoznacznie i całkiem opozycyjnie do naszej wiary. Przyznaję, że wcale się temu nie dziwię, zwłaszcza po ostatnio wrzuconym do sieci filmiku z Argentyny pokazującym wulgarne i karygodne zachowanie feministek wobec katolików. I gdzie jest ten geniusz kobiety?... Feministki ze szklanych ekranów i pierwszych stron gazet atakują Kościół, jego nauczanie i wydają się wielokrotnie nie tylko nienawidzić mężczyzn, ale także własnej kobiecości. Kiedy dochodzą do nas informacje o wielu oburzających zachowaniach i wypowiedziach tych pań, nie dziwię się jednoznacznej odpowiedzi: nie chcemy mieć z nimi nic wspólnego. A inne feministki? Innych nie znamy. Inne wydają się nie istnieć. Ale przecież tym bardziej teraz, kiedy kobiecość „uwolniona” zamiast rozkwitnąć i zajaśnieć blaskiem, jest deptana (i to przez same kobiety!) potrzeba solidnego przeciwstawienia się tym atakom i spojrzenia na kobietę w prawdzie - jaka Ona jest. 

Feminizmów było i jest wiele, a szkoda, bo może wystarczyłby jeden, taki, który walczyłby o prawdziwą godność kobiety, o to, by kobieta mogła być kobietą i za tę kobiecość była doceniana. Ale skoro wiemy, że tak wcale nie jest, feminizm domaga się odnowienia. Takiego, do jakiego nawoływał Jan Paweł II w swoich przemówieniach i pismach. W Evangelium vitae (nr 99) czytamy: „W dziele kształtowania nowej kultury sprzyjającej życiu kobiety mają do odegrania rolę wyjątkową, a może i decydującą, w sferze myśli i działania: mają stawać się promotorkami <<nowego feminizmu>>, który nie ulega pokusie naśladowania modeli <<maskulinizmu>>, ale umie rozpoznać i wyrazić autentyczny geniusz kobiecy we wszystkich przejawach życia społecznego, działając na rzecz przezwyciężenia wszelkich form dyskryminacji, przemocy i wyzysku.” 

Czy znamy nowy feminizm? Czy przyswoiliśmy sobie to hasło? Po wstukaniu w google tego wyrażenia można szybko trafić np. na tekst (na plotkarskim portalu) o nowym feminizmie, jaki wnosi w nasze społeczeństwo... Ewa Chodakowska (co autor uzasadnia ogromną popularnością tej trenerki wśród Polek, które udało się jej skutecznie zmotywować do zadbania o siebie). Ale użyć sformułowania nowy feminizm całkiem opacznie zdarza się także publicystom katolickim, którzy wrzucają do jednego worka wszystko, co choćby potencjalnie z feminizmem może mieć coś wspólnego (np. por. Wybierz sobie płeć). Zresztą ile to razy słyszeliście o dobrym feminizmie np. z ust księży? Gdzieś z ambony? Mówi się dziś wiele o ideologii gender, a przy okazji i o feminizmie, nie wskazując na jego dobre owoce (jak wywalczenie praw wyborczych kobiet) ani na jego przepełnioną chrześcijańskim Objawieniem formę, którą akcentował Jan Paweł II. A szkoda, bo jest teraz ku temu świetna okazja!

Joanna Petry Mroczkowska w swojej książce „Feminizm – antyfeminizm”* (książkę, szczerze mówiąc, polecam bez żadnego entuzjazmu, mając wobec niej kilka zastrzeżeń) powołuje się na ankietę, w której zadano pytanie respondentom o to, czym jest nowy feminizm. 85% ankietowanym odpowiedziało, że nie spotkało się z tym pojęciem. A gdy przyszło do wyjaśnień, najczęstsze odpowiedzi brzmiały – nowy feminizm to: liberalizacja prawa aborcyjnego (25,2%), sprzeciw wobec dyskryminacji kobiet (24%), wprowadzenie święceń kobiet (20,3%) czy też (w końcu!) nowa kultura służąca życiu (14,9%). Wielokrotnie w wypowiedziach ludzi Kościoła przewija się sformułowanie feminizm, w którym zamyka się tylko to, co złe, to, co nam przeciwne. A przecież feminizm w swoich korzeniach to bardzo słuszne dążenie do zapewnienia kobietom równości w społeczeństwie, to walka z dyskryminacją kobiet ze względu na płeć, to walka z wieloma stereotypami, z którymi musiały mierzyć się kobiety przez wieki, a nawet – niestety – przez tysiąclecia. I nadal w wielu zakątkach świata ta godność kobiety nie została jeszcze uznana i dowartościowana. Dlatego gdy pytają mnie znajomi katolicy niepewnie: ale to trzeba mówić o nowym feminizmie, nie wystarczy mówić po prostu prawdę o kobiecie?, odpowiadam: nie wystarczy. Potrzebny jest nowy feminizm, żeby walczyć z grzechem antyfeminizmu i by ten stary feminizm degradować, wskazując, że jest i inna droga. 

Nie ma jednej, pełnej definicji określającej sztywnie ramy nowego feminizmu postulowanego przez Jana Pawła II. W perspektywie badawczej jest to nadal dość nowe zagadnienie. Jedna z głównych badaczek tego nurtu Michele M. Schumacher proponuje takie sformułowanie: NOWY FEMINIZM to „zadanie – czy też posłannictwo – wyrażenia tego, co w szczególny sposób odróżnia kobietę, zwłaszcza w stosunku do mężczyzny – a zatem również jako jego dopełnienie – oraz w kontekście i w celu promowania autentycznej ludzkiej i chrześcijańskiej kultury”**.

Jakie są główne założenia nowego feminizmu? Podobnie jak „stary feminizm” - istotne jest dążenie do zwalczania wszelkich przejawów dyskryminacji i przemocy wobec kobiet. Ale w swojej „nowości” chodzi o rozpoznanie geniuszu kobiety, co wynika z przekonania, że kobieta różni się od mężczyzny i została obdarzona nieco innymi, szczególnymi predyspozycjami, którymi może i powinna wzbogacić świat we wszelkich przestrzeniach życia społecznego, zgodnie ze swoim powołaniem. Nowy feminizm wzywa więc kobiety do rozpoznania swoich talentów i aktywnego korzystania z nich dla budowania cywilizacji miłości. Nowy feminizm nie skupia się tylko na kobiecie, ale pamięta o szczególnej roli kobiety w życiu mężczyzny i o jego roli w jej historii. Ten program to prawdziwie pragnienie tworzenia cywilizacji życia, program odnowienia tego, co zostało utracone w raju, a przecież zostało odnowione przez samego Chrystusa! Postawa Jezusa wobec kobiet, jaką odnajdujemy w Ewangeliach, jak pisze Jan Paweł II w Mulieris dignitatem (nr 16), „potwierdza i przybliża w Duchu Świętym prawdę o <<równości>> obojga — mężczyzny i kobiety. Trzeba mówić o zasadniczym <<równouprawnieniu>>: skoro oboje, kobieta tak samo jak mężczyzna, są stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, zatem oboje też są podatni w równej mierze na udzielanie się Bożej prawdy i miłości w Duchu Świętym. Oboje też doznają Jego zbawczych i uświęcających <<nawiedzeń>>”.

Nowy feminizm wpisuje się zatem w pragnienie powrotu do zamysłu samego Stwórcy - byśmy byli dla siebie nawzajem darem, byśmy rozpoznali naszą równość i inność, i zachwycając się nią, mogli teorię wcielać w życie. Byśmy razem budowali nową kulturę, przepełnioną miłością i wiarą. Byśmy mogli feminizm praktykować, nie tylko głosić. Nie, nie z Chodakowską, ale z Tym, Który stworzył nas wszystkich z Miłości i do Miłości - swoje córki, i swoich synów.

Tak, Bóg też jest zwolennikiem nowego feminizmu! :-)  



* Joanna Petry Mroczkowska, Feminizm - antyfeminizm. Kobieta w Kościele, wyd. WAM, Kraków 2012, s. 222.

**M. Schumacher, Przedmowa do wydania polskiego, w: Kobiety w Chrystusie. W stronę nowego feminizmu, pod red. M. Schumacher, wyd. Centrum Jana Pawła II, Warszawa 2008, s. 9.

 

Zapraszam do małego i szybkiego konkursu - tak przedświątecznie:-)

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS