Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie (Łk 10, 39)

Temat niewygodny. Jak walczyć o życie?

Dziś o czymś trudnym, niewygodnym. Muszę. Muszę się tym podzielić, bo my mamy wpływ. Bo my mamy powołanie do tego, by walczyć. By zachwycać taką walką. Bo to nam kobietom zostało w sposób szczególny powierzone Życie. Bo to, co dzieje się dziś z milionami poczętych odrzuconych dzieci, to jest pytanie o człowieczeństwo, ale także o kobiecość. Kobieto, kim jesteś? Mamo, gdzie jesteś? I to nie jest pytanie do  t a m t y c h  kobiet, to nie jest też pytanie tylko do  W a s, to jest po pierwsze pytanie do mnie samej. Jakie ja mam Serce Mamy?

Dziś kilka słów o aborcji, o filmie, który ostatnio oglądaliśmy z Mariuszem, o szukaniu dróg i nadziei - że my naprawdę możemy coś zrobić. Wiem, temat mało przyjemny, dla wielu z nas wciąż brzmiący abstrakcyjnie. Ale czy wiecie, że w czasie II wojny światowej (czyli przez 5 lat) zginęło na świecie 72 mln ludzi, a rocznie w wyniku aborcji zabijanych jest 42 mln dzieci. Tak oficjalnie. Czy macie świadomość, że wiele z nas, w tym i ja, rodziło się w czasach (przed 1993), kiedy nasze mamy miały prawnie szeroki dostęp do aborcji? I wiele kobiet dziś, z pokolenia naszych mam i babć dobrze wie, czym jest aborcja. 

Obejrzeliśmy z Mariuszem film o Mary Wagner, a właściwie „Nie o Mary Wagner”, bo Mary nie chciała, by to był film o niej. Ona nie chce być tu ważna, bo istotna jest sprawa, ważne jest każde życie, o które walczy. Mary jest Kanadyjką, która chodząc do klinik aborcyjnych, rozdając kobietom białe róże, ulotki i rozmawiając z nimi, mówiąc o innym wyjściu, kiedy kobietom wydaje się, że innej drogi już nie ma, walczy jednocześnie z bezdusznym prawem. Przeszkadza klinikom, zabierając im klientki i łamie prawo, które chroni dziecko dopiero od urodzenia. O Mary być może słyszałyście już co nieco, gdyż kilka miesięcy temu była w Polsce. (Może byłyście na jakimś spotkaniu z nią? Mnie niestety się nie udało.) Film o niej, który niedawno ukazał się w Polsce, to tylko inspiracja do tego, czym chciałabym się z Wami podzielić. Co do filmu, to gorąco go polecam. Oprócz szerszego zrozumienia sytuacji tej działaczki pro-life, można dowiedzieć się więcej na temat aborcji, jej historii, zasięgu, procedur. Można zrozumieć także trudności, jakie napotykają ci, którzy walczą z nią, można zdać sobie sprawę, jak wygląda podejście do życia i aborcji w wielu krajach, tuż za naszą granicą także. A mentalnie? A mentalne także coraz częściej i u nas. Film zawiera też drastyczne zdjęcia aborcji. Zbyt drastyczne? To częste pytanie do dyskusji – czy warto/powinno się/można pokazywać zdjęcia abortowanych dzieci. To boli, to usprawiedliwia płacz, to wzbudza też bezradność, a może niektórym to nawet wystarczy, by zrozumieć czym jest aborcja i o co w niej chodzi. Czym jest usuwanie płodu, czym jest zabijanie niewinnego człowieka. Po obejrzeniu filmu pobiegłam do śpiącego Irusia. Patrzyłam jak spokojnie śpi w swojej pozycji a'la Superman (Mariusz mówi, że wystarczyłoby mu tylko pelerynkę doczepić). Jeszcze niedawno był taaaki malutki. Jeszcze rok temu był pod moim sercem, choć nie mogę uwierzyć, że to był ten sam on. Jeszcze rok temu kanadyjskie prawo nie wzięłoby go w obronę.

Tylko... czy ten temat nas naprawdę dotyka? Czy nas w ogóle dotyczy? Czy nie wydaje się zupełnie abstrakcyjny, daleki naszej codzienności? Jako nastolatka napisałam dwa opowiadania konkursowe o tematyce pro-life. O rozmowie dziecka nienarodzonego z aniołem w Niebie i o sytuacji dwóch kobiet - dzisiejszej nastolatki i Maryi. Czułam to mocno, ale znałam tylko z filmów, z tej rzeczywistości poza mną. Dziś temat aborcji powraca do mnie coraz częściej, coraz bardziej. Dla mnie, a myślę, że i dla wielu Polaków, zwłaszcza będących blisko Kościoła i wartości życia, to temat, który wydaje się zupełnie marginalny. Idąc przez miasto nie mijam klinik aborcyjnych, kiedy dowiaduję się o ciąży, ginekolog nie proponuje mi aborcji, wśród moich przyjaciół nawet nie rozważamy takich rozwiązań (ale już np. na kursie zdarzyło nam się dyskutować o tym z narzeczonymi, pamiętam szczególnie jedną dziewczynę, która przekonywała, że jako rodzic zepsułabym życie nastoletniej córce, nie pozwalając jej na aborcję). Ale to nie znaczy, że nie istnieje podziemie. Jak mówią, dla chcącego nic trudnego. To nie znaczy też, że zgodnie z prawem nie dokonuje się aborcji eugenicznej na ludziach, którzy są niepożądani (także dla społeczeństwa). To znaczy, że wcale nie możemy spać spokojnie. Nasze ostatnie ankiety na kursach przedmałżeńskich pokazały, że coraz więcej osób (dodajmy: narzeczonych chcących zawrzeć ślub katolicki) nie zgadza się z nauczaniem Kościoła na temat aborcji.

A mnie dźwięczą w uszach słowa św. Pawła „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście.” (1 Kor 3, 16-17)

Myślę, pytam siebie, szukam w sobie odpowiedzi.

Czy jestem gotowa stanąć pod kliniką aborcyjną jak Mary?

Czy jestem gotowa walczyć o każde życie?

Czy jestem gotowa wbrew poprawności i haseł tolerancji głośno powiedzieć „jestem za życiem”?

I „jestem przeciwko prawu kobiety do zabijania własnego dziecka”,  „jestem przeciwko aborcji”? I to nie w gronie osób, które myślą podobnie, które czują tak jak ja, ale wśród tych, którzy wykluczą mnie ze swojego środowiska, wyłączą mikrofon, zabiorą głos, obrzucą obelgami.

Mistrzynią spojrzenia na życie i godność człowieka była bł. Matka Teresa z Kalkuty. Po ludzku nie matka, ale tak naprawdę Matka, od której my mamy możemy się uczyć. „Zaczynajmy od pełnego miłości pokochania małego dziecka już w łonie matki. Jak już wielokrotnie mówiłam w wielu miejscach, tym, co najbardziej niszczy pokój we współczesnym świecie, jest aborcja - ponieważ jeżeli matka może zabić swoje własne dziecko, co może powstrzymać ciebie i mnie od zabijania się nawzajem? Najbezpieczniejszym miejscem na świecie powinno być łono matki, gdzie dziecko jest najsłabsze i najbardziej bezradne, w pełni zaufania całkowicie zdane na matkę.” 

Kiedy już zdajemy sobie sprawę z sytuacji, możemy rozpłakać się i stwierdzić, że absolutnie nic nie możemy zrobić, albo możemy zrobić to..., co możemy zrobić. Nie chcę być bezradna, jestem za tym drugim wyjściem. Nie chcę też tylko mówić nie zgadzam się, nie popieram, nie podoba mi się to, ale chcę zrobić coś, by afirmować życie, by naprawdę być pro life.   

Prawda

Poznając prawdę o kobiecie i naszym kobiecym powołaniu, a także poznając piękno naszego ciała i macierzyństwa, ugruntowujemy się w miłości do życia. A wtedy możemy ją przekazywać dalej. Wiedzę i radość z bycia kobietą. Także poznanie prawdy o antykoncepcji jest bardzo ważne. W filmie Nie o Mary Wagner podkreśla się, jak mocno antykoncepcja związana jest z aborcją. Była to zresztą jedna z obaw (jak się okazało słuszna) Pawła VI, gdy pisał encyklikę Humanae Vitae, gdzie określił stanowisko Kościoła w kwestii regulacji poczęć. Ponieważ antykoncepcja nigdy nie jest skuteczna w 100%, aborcja istnieje jako wyjście awaryjne, a ponieważ antykoncepcja tworzy już mentalność anty-life, aborcja jest dla wielu osób naturalną konsekwencją jej nieskuteczności.

Zaczynajmy od siebie. Kochajmy naszą kobiecość, kochajmy nasze ciała, kochajmy Życie!

Być przyjaciółką

Nie zawsze łatwo jest być przyjaciółką. Być blisko innych kobiet, towarzyszyć im w ich trudnościach. Może kiedyś staniemy w sytuacji, gdy nasza przyjaciółka, siostra, koleżanka, uczennica itd. będzie myślała o aborcji albo nawet te myśli się nie pojawią, ale dziecko stanie się w jej odczuciu wrogiem, który zniszczy jej świat i nie da jej żadnej przyszłości. Bądźmy tuż obok nich, nie omijamy tych trudnych pytań, rozmów. Szukajmy profesjonalnej pomocy, wsparcia, dobrej lektury. Poszerzajmy serca, poznawajmy świat kobiet. Nigdy nie wiemy jak bardzo może komuś utkwić w pamięci nasze jedno zdanie, nasza postawa. I nie wiemy, jak daleko może to zanieść dalej.

Wychowywać mężczyzn

Jesteśmy siostrami, matkami i przyjaciółkami dla naszych mężczyzn. To oni w wielu sytuacjach są winni, a niemal zawsze współwinni aborcji. Ale my możemy ich uczyć – miłości, szacunku do życia, czułości, wrażliwości na zło. A także odpowiedzialności i miłości. Już małych chłopców możemy zachwycać życiem, dziećmi, ich rozwojem. Ja zawsze z podziwem patrzę na moich siostrzeńców, którzy cieszą się z młodszych dzieci w rodzinie, którzy oglądają filmik z USG jak film akcji. O, rusza się! Widzę nogę! :-) Nie wierzę, by taki mężczyzna (czy kobieta), utwierdzany w zachwycie nad cudem życiem, kiedyś tam w przyszłości z przekonaniem mógł powiedzieć, że poczęte dziecko to nie człowiek. 

Modlitwa za Życie

Długą macie listę intencji modlitewnych? Ja tak. Podejrzewam, że Wy też. Oczywiście, zazwyczaj najbardziej naglące są te na tu i teraz albo te dotyczące naszego życia, naszej sytuacji, naszego problemu. Ważne jest to porządkowanie swojego życia i serca razem z Nim, w rozmowie z Nim, ale gdy zdaję sobie sprawę z ogromu zła, które dzieje się, czasem tuż obok, z obojętności prawa, z liczących na zyski organizacji aborcyjnych, z błogiej nieświadomości społeczeństwa, z naszej ludzkiej obojętności, z braku reakcji, z niezabrania głosu, to myślę sobie, że często nie mam wcale pilniejszych intencji. Ja poczekam. Tym dzieciom nie dane jest dużo czasu. 

Dostałam niedawno wiadomość o rozpoczynającym się Różańcu w intencji życia. Równie piękną inicjatywą jest adopcja duchowa - ochrona jednego dziecka zagrożonego przez całą ciążę. Przecież to prawdziwe duchowe rodzenie! 

A Wy macie jakieś pomysły, refleksje? Co możemy jeszcze zrobić?

Jak możemy jeszcze bardziej kochać Życie?

Jak możemy budzić do Życia?

Czytaj dalej...

Twój nowy styl

Podobno książek nie powinno się oceniać po okładce, jednak w dzisiejszych czasach, kiedy możemy wybierać spośród setek propozycji walczących o naszą choćby chwilową uwagę, okładka jest po prostu ważna, zwłaszcza dla kobiecego, wyczulonego na piękno, oka. Przyznaję więc, że okładka „Twojego nowego stylu” nie zachęcała mnie do lektury przez dłuższy czas. Za to zaprezentowane tematy kusiły i obiecywały konkretne, bezkompromisowe spojrzenie na bardzo ważne kobiece sprawy. Mój nowy, duchowy, kobiecy, przeniknięty wiarą i prawdą styl – to mnie urzekło! Tak samo jak duchowe Spa, Fe!minizm (dodałabym i podkreśliła – ten nie-nowy) i wyzwolONA przez Niego. Opakowanie tej publikacji mogłoby być lepsze, ale... liczy się przecież  jej wnętrze, a to jest naprawdę dobre.  

„Bóg kocha nas właśnie takimi, jakimi jesteśmy, ale równocześnie kocha nas za bardzo, żeby nas takimi zostawić.” (Teresa Tomeo) Żadna wielka nowość dla tych z nas, które ze swoim Stwórcą spacerują od dłuższego czasu. On kocha nas całkowicie i bezwarunkowo, nawet kiedy nakładamy na twarz zbędnie grubą warstwę pudru albo wkładamy w uszy zatyczki, zamykając się na Jego słowa lub ciągle odwlekając moment odpowiedzi, mając cichą nadzieję: jeszcze kiedyś tam zdążę. Kocha, ale pragnie naszej doskonałości. W swojej książce Teresa Tomeo pokazuje jak sam Bóg walczy o nas w tych zwariowanych czasach - o nasze ciała, naszą godność, nasze poczucie wartości, naszą bliskość z Nim. Pokazuje, że jesteśmy Tego warte, to znaczy Tej Miłości, a nie tuszu do rzęs czy kremu za niebotyczne pieniądze!;-)

Teresa Tomeo to nawrócona amerykańska dziennikarka, niegdyś nastawiona na karierę feministka, która w swojej książce w bardzo przejrzysty i mądry sposób opisuje meandry współczesnej kultury i mediów, a także kłamstw, które próbuje się dzisiaj wtłoczyć w nasze serca. O tym, że mamy być jak wyretuszowane modelki, że mamy walczyć ze swoją kobiecością, że antykoncepcja jest lekarstwem na wszystkie nasze bolączki i nierówność między płciami czy że aborcja jest cudownym wyjściem awaryjnym, gdy pigułka zawodzi. Z jednej strony to wszystko jest nam już w jakiś sposób – mniej lub bardziej – znane, ale z drugiej strony – spojrzenie Tomeo, która świadczy o tym, co pisze nie tylko jako znakomita specjalistka mediów, ale także kobieta, która przeszła przez drogę zmiany myślenia i swojego życia, jest bardzo cenne. Lubię takie książki, w których czuję, że autorka odsłania przede mną kawałek siebie, dzieli się sobą, jakby wyciągała rękę do przyjaciółki lub młodszej siostry. 

Czy media w Ameryce różnią się bardzo od naszych realiów? Trochę tak, trochę nie. Stany Zjednoczone zdają się być o krok przed nami i to na ich błędach możemy się uczyć, to pewne. Dużą różnicą, dzielącą naszą polską mentalność od amerykańskiej, jest na pewno kwestia aborcji. U nas dozwolona w ograniczony sposób, tam jest dostępna niemalże na wyciągnięcie ręki. To jest dopiero ogromna walka duchowa, batalia medialna oraz potrzeba działań organizacji pro-life! Rozdział na temat aborcji pomaga nam zrozumieć i wyobrazić sobie (choć nie wiem, czy jest jakakolwiek szansa, aby to móc sobie wyobrazić), jak wygląda podejście Amerykanów (ale przecież nie tylko) do aborcji, jak wychowują się tam młode pokolenia, jak traktowane jest tam nowe życie. To pozwala nam zobaczyć, że toczy się ogromna walka o każde życie i każdą kobietę. 

Równie cenne tematy, jakie porusza autorka w Twój nowy styl, to kwestia tak lansowanej dziś antykoncepcji, która jest wciąż jednym z najmniej rozumianych wśród wiernych elementów nauczania Kościoła. Tomeo pisze także o pułapkach feminizmu i mediów oraz o poszukiwaniu właściwego spojrzenia na siebie w kontekście wprowadzania do swojego życia nowego stylu, nowego ładu, nowych inspiracji.

Książka Tomeo to piękny przewodnik pod hasłem: jak odnaleźć się w dzisiejszym świecie, jak spojrzeć na Kościół i dylematy współczesnych kobiet, jak być taką, jaką mam być, jak być sobą. Doskonałym zakończeniem książki są świadectwa kilku kobiet na temat ich dróg do Boga, ich odnajdywania prawdy i Kościoła, swojej kobiecości i piękna życia. Mocne, poruszające. O tym, jak On przygotowuje je na spotkanie ze sobą, jak stawia na ich drogach swoich ludzi, jak pozwala błądzić, ale nigdy nie opuszcza, jak wybacza i obdarza łaską. Słowa autorki na zakończenie doskonale pokazują tę Moc Boga. 

„Znasz już moją historię i historie innych kobiet, które opierały się ze wszystkich sił, wyrywały i rzucały na wszystkie strony, gdy Bóg zapraszał je do gabinetu duchowej odnowy – ale wyszły stamtąd odnowione, pełne blasku, jako nowe stworzenia w Chrystusie. Pamiętaj: dla Boga nie ma nic niemożliwego. On nas kocha i chce wydobyć z nas wszystko, co najlepsze.”

Teresa Tomeo, Twój nowy styl, wyd. Fronda 2012.

W księgarni KiM w promocyjnej cenie 19,90!

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS