Żadna kobieta nie jest tylko kobietą. (św. Edyta Stein)

Jak piękne są twe stopy, księżniczko!

Lubicie swoje stopy? Zachwycacie się nimi? A może ktoś Wam kiedyś powiedział, że macie piękne stopy? Ja sobie specjalnie takich komplementów nie przypominam. Zresztą słysząc to, chyba zaczęłabym je dokładnie oglądać. Najpierw najpewniej przykurczyłabym palce, schowała jedną stopę pod drugą i zmieniła szybko temat. Dlaczego? Hmm. Nie dlatego, że nie lubię moich stóp, ale no wiecie, to są stopy… Te, które przez większość roku ubieram w rajstopy lub skarpetki. Te, które chodzą przy ziemi. Te, które latem zanurzam w piasku (prawie codziennie i bynajmniej nie dlatego, że jestem nad morzem – drogie mamy pewnie wiedzą;-) Te, które nie najchętniej i nie bez krępacji oddałabym w ręce kosmetyczki. 

Chociaż nie przypominam sobie tego, to jednak mam przeczucie, że już na pewno ktoś moimi stopami się zachwycał. Dawno temu. Kiedy moje stopy nie potrzebowały jeszcze butów, kiedy nie za bardzo spełniały swoje docelowe zadanie, kiedy były nieproporcjonalnie małe w stosunku do ciężaru ciała. Tak, stopy małych dzieci są cudowne. Te maleńkie paluszki, gładka skóra i ta ich wielkość sprawiająca, że gubią się w dłoni. Na pewno mama całowała je nieraz, łaskotała, głaskała i miała ochotę zjeść. A kiedy założyła mi pierwsze buty zapewne się rozczuliła. Zupełnie jak ja teraz wobec moich dzieci. Ale stopy później już raczej nie są w pierwszej kolejce to wychwalania. Stopy są funkcjonalne, stopy są trochę na pierwszej linii frontu pracy i wędrówki, i ostatnie w kolejce gdy chodzi o pielęgnację – kto by o nich pamiętał? Kto będzie je widział? Cudownie, że są, że mnie niosą, że czasem pomimo zmęczenia, dają z siebie więcej, niż by mogły, że pozwalają na kolejne kroki, ale mimo tej wielkiej wobec nich wdzięczności, najczęściej chowam je, nie prowadzę na zabiegi pielęgnacyjne i nie wystawiam na publiczny widok. A skoro ich nie pokazuję, to logiczne, że nikt ich nie wychwala. Ale czy nie chodzi jednak o coś więcej?

Posłuchajcie zatem co Oblubieniec mówi do Oblubienicy w Pieśni nad Pieśniami: Jak piękne są twe stopy w sandałach, księżniczko! (Pnp 7, 2) On je widzi, On nimi się zachwyca! I to w pierwszej kolejności. A dalej i linią bioder, łonem, brzuchem, piersiami, szyją, oczami, nosem, głową, włosami, zębami (Pnp 4, Pnp 7)… Mówi „Cała piękna jesteś”. Może nasz ukochany jeszcze nie zdążył nam tego powiedzieć (a może nie zdążył nas jeszcze znaleźć – to inna historia), ale na pewno mówi to do nas sam Bóg. Ten, który te stopy projektował. To nie tylko piękne, ale nawet boskie stopy. To On mówi do nas – są piękne, ale masz ładne te paluszki, paznokcie i pięty, nie sądzisz? 

Dziś, kiedy tak często kobietom chcemy przypominać o ich pięknie, o ich królewskiej godności, o tym, jak Bóg cudownie nas stworzył i ukochał, może warto zapytać się o stopy. Czy słyszysz księżniczko, jak piękne są twoje stopy? Widzisz je? Może chcesz, by ktoś ci o tym przypomniał (ok, mogę być i ja), ale najpierw sama to zobacz, przyjrzyj się im! Właśnie patrzę na nie coraz dłużej. I myślę sobie: a może będę to pierwszą (kolejną), która nie tylko wyrazi za nie wdzięczność (Deo gratias!), ale także się nimi zachwyci? Może ja w końcu sama zacznę widzieć, że jestem cała piękna (choć oczywiście nie bez skazy). Cała. Zaczynając od stóp.

*

A więc Kochane Piękne Niewiasty!... Podejmiecie małe wyzwanie?

Kilka kroków PIĘKNYCH STÓP

# 1. Przyjrzyj się im. Zobacz, jak są piękne. Zachwyć się nimi.

# 2. Podziękuj Bogu za swoje stopy.

# 3. Zrób dla nich coś dobrego, np. kąpiel z solą lawendową, pedicure ulubionym kolorem lakieru. I oczywiście załóż piękne sandały.

A jak zachwyt będzie wciąż rósł, zrób im piękne zdjęcie :-) 

 

i np. dodaj takie podpisy:

#pięknestopyksiężniczki

#dziękujężestworzyłeśmnietakcudownie

#boskiestopy

#całapięknajesteśprzyjaciółkomoja

 

Czytaj dalej...

A może to dobry czas na spotkanie z Nim w ich historii? Czyli mam coś dla Was!

Zielono mi! Kiedy spoglądam przez okno widzę drzewa. Kiedy przymykam oko na budynek naprzeciwko, czuję się jak w lesie albo w wielkim ogrodzie. Układam kwiaty na balkonie i kiedy tylko mam możliwość, tam właśnie spędzam czas. Ze Słowem, z mężem, z przyjaciółmi. Czasem z kawą ;-) Czasem z dziećmi (choć to akurat wymaga więcej gimnastyki...) W tej całej zieloności wokół myślę sobie o tle cudownej Księgi, którą rok temu inspirowaliśmy się podczas sesji zdjęciowych. O Tej małej-wielkiej Księdze, która wciąż jest do odkrywania dla wielu z nas. Tej tak bliskiej każdej kobiecie - mówiącej o pięknie i o miłości. Tej, którą studiowałam bacznie rok temu, by móc o niej coś więcej powiedzieć, a do której teraz wracam, by odkrywać na nowo, głębiej, więcej.

Więc w tym zielonym czasie, w tej pełni lata - owocowania i kwitnienia - chciałam Was zachęcić do sięgnięcia (po raz pierwszy albo po raz kolejny) do Pieśni nad Pieśniami.  Jeśli macie Kalendarz Kobiety 2016 - możecie posłużyć się zawartymi tam cytatami, inspiracjami i komentarzami. Jeśli natomiast nie macie... to zaraz możecie mieć! Przygotowałam dla Was 10 sztuk, które bardzo chętnie przekażę tym z Was, które szukają inspiracji. Kalendarz może być nie tylko terminarzem na drugą część roku, ale może stać się notesem z podróży przez Pieśń nad Pieśniami albo i więcej - z Waszej podróży u boku Oblubieńca. Zresztą - to wszystko zależy tylko od Was.

Jeśli więc chcecie takiego towarzysza, napiszcie w komentarzu w jednym zdaniu coś na temat lata, coś o obecnym czasie. Co najbardziej lubicie w tej porze roku? Co Was inspiruje? Jak odpoczywacie? Co daje Wam siłę? itd. Na Wasze komentarze czekam do 18.07.  

 

 

Czytaj dalej...

Oblubienica

Historia której kobiety w Piśmie Świętym jest dla Ciebie największą inspiracją i dlaczego? Gdy tylko przeczytałam to pytanie, pomyślałam o wielu biblijnych niewiastach: Maryi – kobiecie doskonałej i błogosławionej, Rut – wiernej żonie i idealnej synowej, bohaterskiej Esterze, która ocaliła cały naród, Judycie, Deborze, Elżbiecie… Każda z nich była wyjątkowa i heroiczna. Wszystkie mogłyby być dla mnie wzorem kobiecości, jednak z żadną z nich nie potrafię się utożsamić. Ja, pracująca studentka, przygotowująca się do małżeństwa, nie odnajduję w ich niezwykłym życiu bezpośredniej inspiracji dla siebie. Oczywiście ich postawy są dla mnie wskazówką, ale nie całościowym wzorcem. Zaczęłam szukać kobiety, której słowami mogłabym mówić i znalazłam – niewiastę z Pieśni nad Pieśniami. Może nie ocaliła ona całego narodu, ale przekazała, w dialogu ze swoim ukochanym, wspaniały obraz miłości. Miłości, na którą musiała poczekać, podobnie jak ja podczas narzeczeństwa.

Pieśń nad Pieśniami jest wyjątkową księgą – stanowi wspaniały poemat o związku dwojga ludzi: Oblubieńca i Oblubienicy. Niezwykłe jest to, że możemy przyglądać się rozwojowi ich uczucia: od poznania się do przyjaźni i miłości, ukoronowanej ślubem, aż do dojrzałej relacji małżeńskiej. Postać Oblubienicy jest dla mnie szczególną inspiracją: od niej uczę się, jak powinna wyglądać czysta, piękna i żarliwa miłość. Uczucie kochającej się pary jest ideałem, do którego i ja dążę: decyzji wzajemnego zrozumienia, wierności, zaufania, zachwytu nad pięknem duszy i ciała drugiej osoby. Urzekają mnie słowa Oblubienicy, która podobnie jak ja, czeka na Ukochanego: „Na łożu mym nocą szukałam umiłowanego mej duszy, szukałam go, lecz nie znalazłam. Wstanę, po mieście chodzić będę, wśród ulic i placów, szukać będę ukochanego mej duszy”.

Oblubieniec zwraca się do kobiety słowami, które i ja chcę słyszeć jako narzeczona: „O jak piękna jesteś, przyjaciółko moja, jak piękna, oczy twe jak gołębice!”. Gdy mój Oblubieniec jest przy mnie, „lewa jego ręka pod głową moją, a prawica jego obejmuje mnie”, czuję się bezpieczna i spokojna. Czekam na każde nasze spotkanie i bardzo się z niego cieszę, podobnie jak Oblubienica: „Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach. Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia”. W Pieśni nad Pieśniami odnajduję wiele inspiracji, jak zbudować dobrą relację z moim przyszłym mężem: wykorzystać dobrze czas narzeczeństwa na lepsze wzajemne poznanie, rozwijać w sobie pragnienie zgłębiania drugiej osoby, wychwalać piękno zewnętrzne i wewnętrzne, ciągle od nowa angażować się w związek.

Oblubienica jest dla mnie inspiracją przede wszystkim dlatego, że podobnie jak ja, czeka wciąż na swojego ukochanego. Wie, że on ją kocha, ona też darzy go wielkim uczuciem, ale z niecierpliwością oczekuje, kiedy będzie tylko jego. Wczytuję się w jej słowa i znajduję wspaniały obraz miłości: „Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański”. Te słowa umacniają mnie i pozwalają wierzyć w potęgę miłości. Oblubienica urzeka mnie swoją siłą i wytrwałością: jej największym pragnieniem jest życie w miłości z wybranym mężczyzną, pobłogosławione przez Boga. Nie jest to droga łatwa, ale pełna trudów i wyrzeczeń, poszukiwań ukochanego i tęsknoty. Jednak wytrwali dostaną nagrodę: „Bo oto minęła już zima, deszcz ustał i przeszedł. Na ziemi widać już kwiaty, nadszedł czas przycinania winnic, i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie. Drzewo figowe wydało zawiązki owoców i winne krzewy kwitnące już pachną. Powstań, przyjaciółko ma, piękna ma, i pójdź!”. Pójdę. A nawet pobiegnę.

Agata 

(Tekst nadesłany i nagrodzony)

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS