Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie (Łk 11, 9)

Dziecięce piękno

Odpowiadając na pytania i uprzedzając kolejne - To cudne Maleństwo nie jest Tym, które zainspirowało mnie do tego tekstu, ale ono także jest piękne TYM pięknem :-) Odpowiadając na pytania i uprzedzając kolejne - To cudne Maleństwo nie jest Tym, które zainspirowało mnie do tego tekstu, ale ono także jest piękne TYM pięknem :-)

Zazdroszczę dzieciom, oczywiście nie tak całkowicie. Szczególnie dziś nie zazdroszczę im tych nowych czasów, w jakich przyszło im dorastać. Nie zazdroszczę im też tego, że czeka je jeszcze wiele lat żmudnej edukacji, która, choć piękna, to prawda, jest ogromnym wysiłkiem. Nie chciałabym wrócić do przedszkola, choć małość tych wielkich dziecięcych problemów jest kusząca. Cieszę się z momentu, w którym dziś jestem, bez żalu za przeszłością, choć ta po Mickiewiczowsku maluje mi się często sielska, anielska... (Czas podobno leczy rany, może też zmienia paletę barw naszych wspomnień.) 

Też byłam dzieckiem, choć prawie tego nie pamiętam. A już najmniej mogę przywołać wspomnienia tych pierwszych tygodni i miesięcy. Gdybym została wtedy uwieczniona na kamerze... (tego akurat dzisiejszym dzieciom zazdroszczę), ciekawe, czy w tym nieporadnym i maleńkim dziecku, potrafiłabym odnaleźć siebie? Czy uwierzyłabym, że ono to ja? Zazdroszczę czegoś dzieciom, choć i one nie na zawsze to coś mają, one też staną się dorosłe, co zawsze dzieje się za szybko i jakby z zaskoczenia. (To już dorosłeś? Kiedy?) Irciu, tak, pewnie będziesz miał kiedyś żonę, o ile inaczej nie zdecydujesz, ale najpierw będziesz chciał się ożenić z mamą, tak czuję. 

Patrzę ostatnio na miesięcznego Irusia i zazdroszczę mu jednej rzeczy szczególnie. (Poza oczywistym brakiem większych zmartwień niż te: jestem głodny, zmęczony...) Mianowicie zazdroszczę mu tego, że nie wie, jaki jest piękny. Tego, że nie ma pojęcia, jak bardzo rozczula nas swoimi nie zawsze świadomymi uśmiechami (a tymi świadomymi jeszcze bardziej), swoimi grymasami, spojrzeniami, gestami, małymi-wielkimi wyczynami, nawet ziewnięciem czy sposobem, w jaki zasypia albo budzi się. On nie wie jeszcze, że wzbudza zachwyt, że jest urzekający, że pozwala nasycać serca radością i czułością, że nas rozbraja z naszego zmęczenia i skumulowanych nerwów jak najlepszy, niezawodny saper. Jednym uśmiechem, mrugnięciem powieki. Nie jest słodki po to, by coś osiągnąć, żeby otrzymać to, czego akurat potrzebuje (prawdę mówiąc, wtedy, gdy czegoś chce natychmiast, raczej przestaje być tak urzekający ;-) Nie układa strategii, nie próbuje być na siłę piękny, on taki jest po prostu. Taka jest prawda o nim. I nie ma o tym pojęcia. Jeszcze, do czasu. Jeszcze przez chwilę jest piękny tym swoim nieznanym mu najczystszym pięknem i jego działaniem. Choć przez chwilę.

Wiele lat temu, będąc w aquaparku, razem z siostrą próbowałyśmy dobroczynnego działania jacuzzi. Pamiętam, że w pewnym momencie dołączyła do nas dziewczyna (młoda nastolatka, jakoś w podobnym do mnie wieku) z tatą, który pomagał jej wygodnie usiąść w wodzie. Dziewczyna patrzyła przed siebie, ale nie obejmowała nas wzrokiem, była niewidoma. Uderzyło mnie to, jak śliczna była ta dziewczyna, z pewnością wygrałaby szkolne wybory miss, a może i nie tylko szkolne. Była przepiękna... Pomyślałam wtedy (i do dziś to pamiętam), że nawet gdy ona to usłyszy, to i tak nie będzie do końca wiedziała, co to znaczy, nie zobaczy, jaką urodą została obdarzona, nie będzie mogła porównać się z innymi kobietami. Nie zobaczy, jak wzbudza zachwyt w oczach bliskich i całkiem nieznanych osób, choć na pewno dzięki prawdziwej miłości będzie to czuła lepiej niż niejedna z nas. Może będzie czuła swoje piękno o wiele prawdziwiej niż osoby widzące. Mam nadzieję, że tak właśnie się stało w jej życiu.  

Czasem wiemy, że jesteśmy piękne, nawet to widzimy. Na przykład wtedy, gdy z uśmiechem spoglądamy w swoje odbicie w lustrze, podziwiając nowy tusz na rzęsach, przypadkowo perfekcyjnie nałożony róż na policzkach, włosy, które łaskawie ułożyły się, tak jak miały według naszej wizji i dobrze dobrany odcień bluzki. Każdej z nas zdarza się (częściej lub rzadziej) stwierdzić nieźle wyglądam, jak na moje możliwości ;-) Czujemy się piękne także wtedy, gdy jakiś fotograf zamknie nasz najpiękniejszy uśmiech w kadrze, omijając ten gorszy profil, czy wtedy, gdy ktoś zupełnie szczerze wpatrując się w nas, oświetla to, co schowało się zawstydzone w cieniu. Gdy piękno wychodzi z ukrycia, gdy jest adorowane i przemienia przestrzeń wokół. Nas przemienia, nas odkrywa.

Zazwyczaj jednak przez znaczącą część życia wcale nie czujemy się urzekające. Ale dalekie jest to od stanu niemowlęcia, które nie wie, że może skradać serca innych. My chcemy urzekać, bo już doświadczyłyśmy swojego lub cudzego piękna. I czasem tupiemy nogami, wylewamy łzy, rozdzieramy szaty – bo tego piękna wciąż wydaje nam się mało, mało. Bo za mało zachwycamy.

A może bardzo się mylimy w naszych pragnieniach i uczuciach, może zachwycamy wystarczająco, nawet z naddatkiem? Tylko za mało odczuwamy zadowolenie, niewiele owoców, słów i odpowiedzi widzimy? Być może to wszystko tak wyczekiwane, to tylko naddatek, cukierek, który się przydarza nam dostać właśnie po to, by całkiem o swoim pięknie nie zapomnieć? Może jednak zachwycamy nadal tak jak niemowlę – nieświadome tego, jak urocze jesteśmy i ile piękna wnosimy w serca innych? Może wcale nie musimy być tego świadome, by tak się działo?

Dziecko jest w pełni sobą i jest piękne. I skrada serca. 

Chciałabym znów stać się jak dziecko - piękna tym czystym pięknem. 

A to, że Bóg patrzy na nas z takim zachwytem jak matka na swoje dziecko - to pewne. 

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Więcej w tej kategorii: « Pauza należy do rytmu Serce Mamy »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę