Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał (Ps 37, 5)

Czekając w wysokiej wieży

„Oko kobiety, niezdolne do odczytywania map, pozwala jej dostrzec obrączkę na palcu gitarzysty, nawet z daleka sceny. Ponieważ to, czy mężczyzna jest zajęty czy nie, wchodzi w zakres informacji, bez których nie można się obejść.”

(Costanza Miriano, Wyjdź za mąż i poddaj się!...)

Ileż z nas kobiet czeka z utęsknieniem na Tego Jedynego? Ile to razy wydawało się, że słychać stukot końskich kopyt, które wskazywałyby, że zbliża się Książę, a okazywało się, że to tylko spadł rzęsisty deszcz, albo przyszedł jakiś kawaler do księcia podobny, ale nie do mnie, do innej królewny. Ile to już bali minęło? Ile randek w ciemno (choćby tylko zaplanowanych, nigdy niezrealizowanych)? Ile listów do Boga wysłanych z prośbą o męskie, wojownicze serce? I cisza. 

Mój prywatny Książę przybył dość nieoczekiwanie. Złota, choć na pierwszy rzut oka srebrna, obrączka (która nareszcie po porodzie zwiększyła obwód i mogła wrócić na swoje miejsce;-) dość jasno sygnalizuje, że ja już nie czekam na jego przybycie, a tylko na powroty – te codzienne. Ale nie zliczę tych bliskich mi kobiecych serc, które czasem ściszają swoje bicie, by tylko czujnie nadsłuchiwać, czy aby On się nie zbliża. 

Jeszcze w czasach szkolnych, wczesnych nastoletnich razem z koleżanką (Ewelina, pamiętasz?) pisałyśmy do siebie dodające otuchy SMSy, że nasi książęta są dziś o krok bliżej nas, do spotkania już o jeden dzień mniej (ależ to było pokrzepiające!). W latach mojej największej romantyczności, słuchając rzewnych ballad miłosnych, lubiłam zastanawiać się nad tym, co teraz robi mój ukochany, gdzie jest, z kim jest, jakie są jego dzisiejsze problemy i radości (jakoś nigdy nie przeszło mi przez myśl, by mój przyszły mąż mógł być kilkanaście lat młodszy, więc zakładałam zawsze, że on gdzieś tam wiedzie sobie swoje życie jeszcze beze mnie). Modliłam się za niego bez szczególnej systematyczności, raczej spontanicznie, zwłaszcza gdy w ucho wpadały te najbardziej rozczulające dźwięki i słowa: I can't live without you, I will always love you, I am a woman in love... i tak dalej.

To prawda - każde love story jest inne, wyjątkowe, niepowtarzalne. Nie ma recept ani patentów na Księcia z Bajki. Można czekać, można nie czekać. Można potknąć się o niego w drzwiach, a może się z nim minąć, można się zdziwić, że to właśnie on, bo miał być przecież trochę inny...;-) Ale zastanawiam się nad jednym scenariuszem. Czy warto zamykać się w wysokiej wieży i tam czekać, czy warto zasypiać z nadzieją, że zostaniemy obudzone gorącym pocałunkiem miłości? Naturalną odpowiedzią wydaje się dosadne stwierdzenie: nie, nie bądź bierna, nie uciekaj, nie chowaj się, wyjdź do świata, do niego, wyjdź mu naprzeciw, nie stawiaj przed nim zadań niewykonalnych, nie komplikuj, nie obarczaj go całą odpowiedzialnością za Waszą miłość i jej początek. Zejdź z wieży, jeśli już się tam wdrapałaś być może tłumacząc sobie, że masz stamtąd lepszy punkt obserwacyjny. A jeśli myślisz, że możesz być drugą Roszpunką, to warto przypomnieć sobie, że ona wcale nie zamknęła się tam sama, ale została uwięziona przez czarownicę i, co więcej, książę wcale nie uratował jej z tej opresji… Choć, ku pokrzepieniu serc, ostatecznie udało im się wygrać z czarownicą, bo tak – tak jak w bajkach, ale i w życiu – miłość może wszystko zwyciężyć i znaleźć drogę tam, gdzie nie ma jej nawet w planach czy marzeniach.

Jednak nie znaczy to, że czasem nie warto wejść na wieżę i zamknąć się w jakiejś komnacie, ale nie po to, by on nas szukał i nadrabiał kilometry (skąd wiesz, jaka jest jego kondycja?), ale po to, by wrócić do siebie samej, by czuć się w pełni piękną i wartościową, będąc sobą, będąc samą (jakoś nie przyswoiłam sobie określenia singlem), ale nie samotną. By odkryć swoją wartość, która nie wypływa z miłości innego człowieka (choć bywa uskrzydlająca, pobudzająca do życia!), ale z Miłość samego Stwórcy. By cieszyć się i dziękować Panu za to, że jestem, jaka jestem, za to, że teraz mam, to co mam i za to, czego nie mam. By wsłuchać się w Jego Głos - może On ma lepszy plan od naszych najbardziej przemyślanych pomysłów? Bo, jak to głosi krążąca w sieci sentencja: jestem księżniczką nie dlatego, że mam księcia u swego boku, ale dlatego, że mój Tata jest Królem.

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

1 komentarz

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę