Pan zlitował się nad nią i rzekł do niej: <<Nie płacz!>> (Łk 7, 13)

Mario! Rabbuni!

Ewangelia nie ukazuje nam szczegółów jej życia, nie opowiada historii jej chorób i nie opisuje dokładnie, jak wyglądało jej pierwsze spotkanie z Jezusem. Czy sama przyszła po uzdrowienie - tak jak kobieta cierpiąca na krwotok, czy ktoś z bliskich walczył o jej życie - tak jak Jair walczył o przebudzenie swojej córki, czy też to sam Jezus zobaczył ją gdzieś w tłumie - tak jak kobietę pochyloną - tego nie wiemy… I nie musimy. Na kartach Ewangelii Maria Magdalena pojawia się dość często i chyba jak żadna inna kobieta Nowego Testamentu doczekała się tak wielu wersji swojej biografii. Przypominanie, że Maria Magdalena nie była nierządnicą nie jest najważniejsze (choć w imię naszej znajomości Pisma i rozróżnienia bohaterek jest bardzo istotne!). Ważniejsze jest to, czego ona uczy nas swoją postawą i w jaki sposób ukazuje nam się Jezus w relacji z nią.

Św. Maria Magdalena 22 lipca obchodzi swoje święto (tak! od ubiegłego roku już święto - nie takie zwykłe wspomnienie! dlatego właśnie teraz pojawia się i w Sercu Kobiety. 

Co wiemy o Marii Magdalenie?

  • Jezus uwolnił ją od siedmiu złych duchów. Nie wiemy wiele o tym uzdrowieniu, nie wiemy, czym objawiała się jej choroba i słabość, możemy jedynie domyślać się, że jej stan był krytyczny. Siedem złych duchów to po prostu wielka ich liczba. Wiemy więc, że zawdzięcza Jezusowi zdrowie duszy i ciała, otrzymała od Niego nowe życie i to spotkanie dało jej nowy sens i pewien początek. Tak wielka była ta nowość, że Maria Magdalena wraz z innymi kobietami po prostu poszła za Nim… I tak szła aż do końca.

Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.  (Łk 8, 1-3)

  • Jej imię Magdalena pochodzi najpewniej od miasta jej pochodzenia - Magdalii. Dzięki temu określeniu możemy odróżnić ją od innych kobiet o imieniu Maria, które pojawiają się w Ewangelii (Maria, matka Jezusa, Maria z Betanii czy Maria, żona Kleofasa).
  • I - podkreślam raz jeszcze - Maria Magdalena nie była kobietą cudzołożną. Nie, to nie ją Jezus uratował od ukamienowania. To nie ona obmywała Mu stopy podczas uczty u Szymona. A bynajmniej - Pismo Święte nie potwierdza tego, choć takie powiązania przeniknęły dość mocno do naszego myślenia o niej. Pierwszy raz takie połączenie pojawiło się w kazaniu papieża Grzegorza I w VI w., ale takie ukazywanie jej - trwa do dziś. Pamiętacie np. Marię Magdalenę z „Pasji” Mela Gibsona? A może tak jak i ja słyszałyście nieraz na kazaniach właśnie o takiej nawróconej a nie uwolnionej i uzdrowionej Marii Magdalenie?

Kiedyś na rekolekcjach w środku lata przeżywałam Boże Narodzenie. Przeżywaliśmy je we wspólnocie, bo taki był zamysł. A więc były kolędy i pasterka w upalną, lipcową noc i oczekiwanie na narodzenie Jezusa. Święto Marii Magdaleny - przypadające 22 lipca przenosi mnie w szczególny sposób w tajemnice paschalne. Razem z Marią Magdaleną staję pod krzyżem i przy grobie Jezusa, bo właśnie tam odnajdujemy ją zawsze u wszystkich Ewangelistów.

Maria Magdalena idzie za Jezusem. Stoi przy Krzyżu. Jest przy grobie. Jest pierwszym świadkiem zmartwychwstania.  Ukazuje, jaka jest siła miłości.

Najbardziej poruszająca mnie scena, w której pojawia się Maria, opisana została przez św. Jana. To w niej odnajduję Marię (a także i siebie) płaczącą, szukającą, widzącą, choć nie widzącą i słyszącą, choć niesłyszącą.

J 20, 1-18

***

Zostawiali ją. Czytam 20 rozdział Janowej Ewangelii i taka jest moja pierwsza myśl. Zostawili ją! Maria Magdalena o bardzo wczesnej porze, w ciemności, udaje się do grobu Jezusa. Sama. Bladym świtem. Idzie, ryzykując, że zostanie złapana jako uczennica Jezusa i że spotka ją to samo, co Jego. Ale ona jakoś specjalnie nie ukrywa się przed Żydami, po prostu idzie. Dostrzega odsunięty kamień i od razu biegnie po Jana i Piotra. Apostołowie pędzą do wskazanego miejsca i tam, widząc szaty Jezusa… zaczynają rozumieć Pisma i wierzyć... „Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych. Uczniowie zatem powrócili znowu do siebie.” (J 20, 8-9)

I tyle. Co zrobią apostołowie? Nie wiemy. Ale Maria Magdalena dalej stoi przy grobie. Płacze. Dwa razy zostaje zapytana o powód swojej rozpaczy - najpierw przez aniołów, później przez samego Jezusa. Odpowiedź Marii jest dość logiczna i całkiem do przewidzenia. Wciąż taka sama, ukazująca jej skupienie na fakcie zniknięcia ciała Pana. Ale w jej płaczu może kryć się coś więcej, coś, czego ona sama nie potrafi nazywać.

Może tak naprawdę płacze, bo tęskni. Płacze, bo przypomniała sobie Jego śmierć. Płacze, bo wraca myślami do pierwszego spotkania. Płacze, bo nie rozumie. Płacze, bo czuje się bezsilna. Płacze, bo nie upilnowała Jego ciała. Płacze, bo nie wie, co się dzieje. Płacze, bo nie może w to uwierzyć. Płacze…  i choć ma wiele dobrych powodów do płaczu, to może sama nie wie dlaczego. Może chce płakać? Znacie to - płakać, nie wiedząc dlaczego?... Mając w pogotowiu jakiś powód pierwszy „z brzegu”, jakiś czynnik „zapalny”, który wydaje nam się prawdziwym powodem?... Trzymany w pogotowiu - na wypadek, gdyby ktoś jednak zapytał...

Płacz nie pomaga Marii w dobrym widzeniu. Zwiastuni w bieli wydają się jeszcze nierealni. Przecież oni na pewno wyglądają inaczej! Przecież oni są nie-z-tego-świata i Maria musi to widzieć. I widzi, ale nie widzi. Podobnie z Jezusem. Odwraca się przecież w Jego kierunku. Widzi Go, ale nie widzi. Może widzi, że On przypomina Pana, ale przecież wydaje jej się to niemożliwe. Do umysłu jeszcze nie dociera taka zmiana. Przed chwilą były droga krzyżowa, śmierć, złożenie do grobu… Maria znów odpowiada to samo, dodając, że przeniesie Jego ciało, gdy tylko je znajdzie. Sama! Sama je przeniesie!

Znacie to wewnętrzne rozdarcie, kiedy spotykamy kogoś, kto wydaje się nam znajomy w miejscu, w którym wydaje się, że on być nie powinien? Ja tak mam. Spotykam kogoś i nie jestem pewna. Bo choć intuicja podpowiada, że to on/ona, to jednak czuję się niepewnie. Może mi się wydaje? Może to zbieg okoliczności? Może ja tylko chciałbym, żeby to był on/ona? I co wtedy? I wtedy - zwykle czekam na znak. Na uśmiech. Na słowo, które znam. Na głos. Na pewność... Ale Maria już usłyszała Jego głos. I przecież znała ten głos bardzo dobrze. Słyszała, ale nie usłyszała. Dopiero wypowiedzenie jej imienia przyniosło rozpoznanie. On zna jej imię! On zna JĄ. Olśnienie. Rozpoznanie. Upewnienie. Nie potrzeba więcej słów, długich wyjaśnień. Wystarczy jej tyle, by wykrzyknąć: Rabbuni!

Jan i Piotr zostawili ją, by On sam mógł przyjść do niej. Tak, jak ona tego najbardziej potrzebowała. Przyjść do Niej i być z nią w relacji, w wymianie spojrzeń i słów - tak, jak ona była z Nim pod krzyżem.

Może teraz płacze ze szczęścia i cała jest radością. Na nowo ożywioną, odnowioną, uzdrowioną po raz kolejny! Chciałaby Go zatrzymać. Chciałaby z Nim zostać, ale On posyła ją do uczniów. Ta chwila bliskości teraz ma zaowocować jej świadectwem, jej umacniającym słowem, ma przygotować Mu drogę. Wychodzi z ogrodu. Odchodzi od grobu. Idzie z nowym życiem. Ich spotkanie w ogrodzie przypomina mi… a jakże, o rozkwitaniu. Bo wiecie, to nasze ziemskie rozkwitanie to jest jeszcze nic w porównaniu z tym, co przed nami!

W miejscu, gdzie wydawało się, że zwyciężyła śmierć, On wstał, jak powiedział. A ona jako pierwsza doświadczyła JEGO spojrzenia - tego samego, ale już całkiem innego. Zmartwychwstałego.

  • Oceń ten artykuł
    (7 głosów)
  • Dział: Mój Blog
  • Czytany 809 razy
Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

3 komentarzy

  • Kasia

    Kasia

    Link do komentarza piątek, 04, sierpień 2017 07:26

    Agnieszko, no właśnie nic w Piśmie nie łączy tych postaci, wystarczy poczytac ich historie. Takie połączenie pojawiło się dopiero w VI w. ;)

  • Aga

    Aga

    Link do komentarza sobota, 22, lipiec 2017 19:21

    Kasiu, to piękne co piszesz , ale wyjaśnij mi to z tymi Mariami .. Dlaczego to nie ta cudzołożnica ? Gdzie tego szukać w Biblii ? Jakie wersety o nich mówią , żeby je rozróżnić ?

  • Ania

    Ania

    Link do komentarza sobota, 22, lipiec 2017 11:10

    Piękne!

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę