Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał (Ps 37, 5)

Kalendarzowe kulisy, czyli czego się nauczyłam

Kalendarz Kobiety 2017, fot. P. Keler/ redartstudio.pl Kalendarz Kobiety 2017, fot. P. Keler/ redartstudio.pl Przemysław Keler/ Red Art Studio

Już, nareszcie, w końcu nadeszło życie po premierze Kalendarza Kobiety 2017. Skąd to westchnienie? Po prostu nie przewidziałam, że będzie się z nią wiązało tyle emocji i wydarzeń. Choć doświadczenie rośnie (4 edycje Kalendarza, ponad 3 lata pracy), to jednak ciągle dzieje się coś nowego i emocje nie słabną. Przed premierą działo się wiele. Wiedziałam, że już kilkaset osób czeka na swój zamówiony Kalendarz. Zaczęły się także nieprzewidziane wcześniej schody – czyli opóźnienia w drukarni… Czekanie było bardzo trudne i mogę to powiedzieć śmiało – najtrudniejsze było dla mnie. Ale choć jest już po premierze, emocje są nadal duże. Bo to dopiero początek kolejnych działań i wyzwań – programu #jawJEGOoczach czy projektu Między Niewiastami. Ale w tym czasie pomiędzy, w tej chwili oddechu, dzielę się z Wami trochę moją drogą, kulisami tego projektu i moimi odkryciami. A właściwie tym, czego uczy mnie Bóg w tym czasie... 

Bóg wie co i jak

Kiedy pojawił się pomysł kalendarza? Nie mam pojęcia! Nie pamiętam tej jednej chwili, tego olśnienia. Nie tak było. To powoli kiełkowało. W maju 2012 mówiłam nawet głośno o tym projekcie, nie mając pojęcia jak robi się Kalendarz, jak miałby wyglądać, co dokładnie miałby zawierać… Miałam w sobie to jedno cudowne uczucie zachwytu, to „łał”, które towarzyszyć miało temu dziełu, kiedy już je będę mieć! Kiedyś tam. Miałam też wiele obaw. Ale był obok mnie najbardziej szalony optymista i wizjoner, jakiego spotkałam… i z jakim związałam swoje życie, czyli mój mąż. Bóg naprawdę wie co i jak. On nas przygotowuje według swoich planów, On nas zna, On widzi wszystko, widzi dalej i szerzej niż my. Gdybym nie miała swojej historia życia, gdybym nie spotkała Mariusza, gdybym nie lubiła pisać, gdybym nie umiała zarządzać pracą zespołu… to nigdy nie powstałby ten Kalendarz. Nawet więcej, okazuje się, że coraz bardziej mogę wykorzystać swoje talenty i dawne pasje, mogę się rozwijać. Mogę na przykład przez chwilę być producentem sesji zdjęciowej (marzyła mi się reżyseria dawno temu) albo grafikiem (jak dziecko sprzedawałam swoje obrazki ;-) 

Po owocach poznacie

Czy to jest naprawdę dobre dzieło? Czy jest zgodne z wolą Boga? Te pytania zadaję sobie naprawdę na poważnie. Jak mam usłyszeć odpowiedź? Co ma być potwierdzeniem? Ilość sprzedanych Kalendarzy, ilość zwrotów, ilość błędów, ilość podziękowań? Czy to w ogóle da się przeliczyć? Zasada owocowania jest dla mnie, przyznaję, trudna. I to nie od dziś. Bo poznawanie po owocach oznacza, że trzeba dać sobie czas, pozwolić sobie na błędy, cierpliwie przyglądać się, zmieniać, weryfikować i trochę, nie wiedzieć dokąd się zmierza i czy idzie się dobrze. Ale dziś widzę dobre owoce. Dostaję wiadomości od kobiet, które mówią, że ten mały kalendarz jest dla nich czymś dobrym i inspirującym, że przypomina im o tym, co ważne, że jest ich towarzyszem, powiernikiem. Albo że jest to dobry prezent dla kobiet, które są im bliskie… Albo że mają już trzy czy nawet cztery takie kalendarze i będą czekać na kolejne...  

On jest Zbawicielem

Wiem, że to On daje wzrost, to On jest Tym, Który prowadzi. Ale przypominam sobie o tym szczególnie mocno w tych chwilach, kiedy za bardzo skupiam się na tym, co JA mogę zrobić. Kalendarz nie jest zbawiennym elementem życia kobiety, ale czuję odpowiedzialność za to, jaki będzie mieć kształt i jakie treści będzie niósł. Myślę często i modlę się za kobiety, które będą z niego korzystać. Ale kiedy za bardzo zaczynam się przejmować tym, co leży po mojej stronie, słyszę jak Jezus mówi mi w tym moim wewnętrznym zamieszaniu: daj spokój, to tylko Kalendarz. Lubię sobie to przypominać. Tylko Kalendarz. 

Nie tworzymy dzieł idealnych

Żaden z dotychczasowych Kalendarzy nie uzyskałby miana idealnego. Każdy z nich poprawiłabym jeszcze w wielu miejscach. Chciałabym, by było lepiej. Skupiam się często na błędach, nie na tej dobrej części. To cud, że powstały aż cztery kalendarze, biorąc pod uwagę takie nastawianie. Ale powoli uczę się dystansu i radości z tej nieidealności, z tego, że można zrobić coś wystarczająco dobrze, by było pięknie. Kilka lat temu pisałam pewien polemiczny tekst, na którym bardzo mi zależało. Wiedziałam, że każde słowo muszę ważyć. Zwlekałam długo z wysłaniem tego, co udało mi się stworzyć. Chciałam, by tekst był naprawdę dobry. Chciałam nie mieć sobie nic do zarzucenia. Spacerując ul. Sławkowską (bo było to za naszych krakowskich czasów), spotkałam pewnego księdza doktora, dla mnie mistrza teologii i filozofii. Podzieliłam się z nim swoimi rozterkami. Powiedział mi wtedy: "Pani Kasiu, nie tworzymy dzieł idealnych”. Wracają do mnie jego słowa bardzo często. Stąd też to, co cieszy mnie najmocniej, to mój własny postęp. To, że z każdym rokiem jest to coraz lepsze. W moich oczach.

Nie da się zadowolić wszystkich i trafić do każdego serca

Co roku otrzymuję takie same pytania: a może mniejszy format? Dlaczego on jest taki duży i ciężki? To prawda, Kalendarz nie jest mały, choć miał być. Ale gdy okazało się, że nie zmienia to kosztu druku, został ten format. I pozostał. Czy powstanie mniejsza wersja? Może. Ale niekoniecznie. Mam w pamięci kwestie sprzedaży i organizacji. Nie tworzę czegoś dużego. Ale kto wie, może kiedyś. Dziś już wiem, że na pewno to nie jest uniwersalny Kalendarz. I wiem, że nie musi być. Nie mam takich ambicji. Nie obrażam się, kiedy słyszę: to nie dla mnie. Nie musi się podobać każdej kobiecie. I nie mówię tego nadąsana, ale naprawdę wolna. Dla wielu może być za duży, za mały, za kolorowy, za ciężki itd. Nie da się stworzyć czegoś tak idealnego i tak uniwersalnego, by każdemu pasowało i dobre służyło. Ale to doświadczenie jest dobre! Przypomina mi także o tym, jak jesteśmy cudownie różnorodne :-) i o tym, jak wielobarwna jest kobiecość! Tak trzymać, Niewiasty!

Radość i dobre słowo - cenniejsze niż perły

Ale wobec tych pytań i skarg pojawia się znacznie więcej ciepłych słów od serca. Podziękowania, dobre słowa, małe świadectwa, a nawet zdjęcia – Kalendarza „w użyciu” (nic nie cieszy mnie bardziej niż to, gdy widzę, że on jest „w ruchu”!). To dodaje skrzydeł i motywuje mnie do dalszej pracy. To nadaje sens tym latom poszukiwań i trudnym momentom. A kto wie, może i zaraz zacznę obmyślać Kalendarz Kobiety 2018… ;-) (Motyw przewodni już mam! Domyślacie się?)

On jest też dla mnie

Tworzenie tego Kalendarza to dla mnie wyzwanie i zadanie – odkrywania siebie i odkrywania Boga. Studiowanie poematu o Dzielnej Niewieście, zagłębianie tematu Pieśni nad Pieśniami czy kobiet Nowego Testamentu. Wiem, że to jest też moja droga wzrastania. Robię to dla Was, ale robię to też i jak dla siebie. Mogłabym za moim mężem powiedzieć: myślałam, że chcę Wam coś dać, a okazało się, jak bardzo to jest dla mnie i jak wiele ja sama muszę się jeszcze nauczyć. (Mój mąż mówi tak w kontekście tworzenie męskiej wspólnoty Przymierze Wojowników). Miałam opory przed umieszczaniem swojego zdjęcia w Kalendarzu. Nie uważam się za modelkę, ale wiecie, nie o wdzięk modelki tu chodzi... Tylko czy to nie wygląda nieskromnie? W Kalendarzu 2015 nie jestem widoczna zbyt wyraźnie (taka też była konwencja zdjęć), ale byłam najlepszą modelką - zawsze na planie ;-) W Kalendarzu 2016 trochę spontanicznie pojawiło się i moje ciążowe zdjęcie. Ale przyznam szczerze – w Kalendarzu Kobiety 2017 chciałam się pojawić. Chciałam wziąć udział w tej przygodzie tak jak 12 innych zaproszonych przeze mnie kobiet. Chciałam odnaleźć siebie w jednej z tych historii w sposób szczególny. Jako ostatnia wybierałam postać „dla siebie”. Nie pomyślałam o niej na początku, bo brałam pod uwagę tylko Ewangelie, a jednak to właśnie obok historii Pryscylli zobaczycie moje zdjęcie. Tak, jestem jedną z tych kobiet, dokładnie jedną pośród nich, taką jak one, jedną między niewiastami… I jest mi tu dobrze!

Ściskam i pozdrawiam najgoręcej z Serca Was wszystkie!

 

Katarzyna Marcinkowska

***

Jeśli nie miałyście okazji korzystać z Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 – polecam eBook Kalendarzowe Inspiracje, w którym zbieram najważniejsze treści z tych wydań.

Więcej o Kalendarzu: www.kalendarzkobiety.pl

  • Oceń ten artykuł
    (12 głosów)
  • Dział: Mój Blog
  • Czytany 3099 razy
Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

4 komentarzy

  • Kasia

    Kasia

    Link do komentarza piątek, 02, grudzień 2016 10:22

    Basiu, trwa dodruk, a więc będzie :)

  • Basia

    Basia

    Link do komentarza niedziela, 27, listopad 2016 00:48

    A będzie jeszcze w sprzedaży kalendarz kobiety 2017? Bo wpadł mi w ręce przez współlokatorkę i bardzo mnie urzekł! Jest cudowny

  • Kasia

    Kasia

    Link do komentarza poniedziałek, 24, październik 2016 11:36

    Aniu! Dziękuję Ci za takie dobra słowa! :)

    PS ŁAŁ! Wszystkie Kalendarze...

  • Ania

    Ania

    Link do komentarza niedziela, 23, październik 2016 18:50

    Kasiu, mam wszystkie Twoje kalendarze. Żadnego z nich po zakończonym roku nie wyrzuciłam. Wszystkie pieczołowicie przechowuję. Z roku na rok są one, wg mnie, coraz bardziej profesjonalnie zrobione od strony edytorskiej, technicznej. Natomiast od strony zawartości każdy z nich był dla mnie wielką inspiracją i za każdy z nich baaaaaaaardzo Ci dziękuję. I już sobie nie wyobrażam, że w kolejnym roku mogłoby go nie być:)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę