I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz! (J 8, 11)

Nauka macierzyństwa

On uczy mnie macierzyństwa. Dał mi najpierw doświadczenie miłości i tego, że miłość może owocować. Nawet nie może, ale musi. Musi się wylewać, wychodzić z siebie, by robić miejsce na nowe, by żłobić wyraźne ślady w sercu, by ciągle rosnąć i odpowiadać na nowe wyzwania. Jaki On? Bóg. On na pewno. Ale jest też drugi on – mój mężczyzna, mój mąż. Ale czy to normalne? Czy tak jest na pewno? Czy kolejność z natury nie jest odwrotna? Przecież to my jesteśmy bliższe dziecku, przecież to my doświadczamy jego obecności w sposób całkowicie odmienny od męskiego, to my potrafimy przekazać tę wrażliwość, tę czułość... Czy to nie my mamy być nauczycielkami, specjalistkami od relacji i czucia?

„Skoro zaś prawdą jest, że fizycznie kobieta staje się matką przez mężczyznę, to «wewnętrznie» (psychicznie i duchowo) ojcostwo mężczyzny kształtuje się dzięki macierzyństwu kobiety”. Tak napisał Karol Wojtyła w Miłość i odpowiedzialność. Później, już jako Papież, pisze o długu, jaki mężczyzna zaciąga u kobiety-matki. (Baaardzo lubię ten fragment! ;-) 

„Rodzicielstwo — chociaż należy do obojga — urzeczywistnia się o wiele bardziej w kobiecie, zwłaszcza w okresie prenatalnym. Kobieta też bezpośrednio «płaci» za to wspólne rodzicielstwo, które o wiele dosłowniej pochłania energie jej ciała i duszy. Trzeba więc, aby mężczyzna był tego w pełni świadom, że w tym wspólnym ich rodzicielstwie zaciąga on szczególny dług wobec kobiety. Żaden program «równouprawnienia» kobiet i mężczyzn nie jest gruntowny, jeśli tego nie uwzględnia w sposób zupełnie zasadniczy. (...) Mężczyzna — mimo całego współudziału w rodzicielstwie — znajduje się jednak «na zewnątrz» procesu brzemienności i rodzenia dziecka i musi pod wielu względami od matki uczyć się swego własnego «ojcostwa»” (Mulieris dignitatem) (Ale - wtrąciłabym Papieżowi - tu nie chodzi tylko o kobiecą przewagę brzemienności, ale w ogóle o kobiecość!) 

Zatem teoretycznie to moje zadanie. Przybliżyć mu nasze dziecko i nasze rodzicielstwo, pokazać mu, jak buduje się więź między mną, której od tej strony jeszcze nie poznał a tym, którego dopiero poznaje. To ja mogę pomagać mu odkrywać jego ojcowskie serce. Ale czy jestem na to gotowa? Ile kroków jestem dalej? To mój przywilej, wyzwanie przede mną postawione, to moja szansa, to moja wielka kobieca odpowiedzialność. (A jednocześnie to wszystko wcale nie jest takie proste, jak chcieliby niektórzy; nie wszystko jest dla kobiety tak naturalne - o tym może kiedyś coś jeszcze dopowiem!) I po tych kilku latach naszego rodzicielstwa zgadzam się, z grubsza zgadzam się. Doświadczam jednocześnie, że ja odkrywam jeszcze głębiej moje macierzyństwo dzięki jego ojcostwu, tak jak dzięki jego męskości odkrywam swoją kobiecość. Cudownie jest współpracować i czerpać od siebie nawzajem w rodzicielstwie. Dobrze jest mieć jedną wizję i jeden cel. I nie jeden patent. Dobrze jest podpatrzeć czasem całkiem inne spojrzenie na daną sytuację, znaleźć inne wyjście. Jak dobrze jest wymieniać się darami i predyspozycjami. Nikt nie buduje tak fajnego zamku z piasku jak tata. Takiego, w którym jest miejsce na naturalną fosę ;-) To on w naszej rodzinie zabiera dzieci na jezioro; to on wymyśla nieco dziwne, ale jakoś sprawiające chłopakom nieopisaną radość, zabawy; to on potrafi zmotywować dzieci dwoma słowami i to on jest tatusiem do zadań specjalnych. Tatusiem, który nie przejmuje się za bardzo zabrudzonymi spodenkami, tatusiem, który specjalnie nie martwi się o zdanie innych, gdy chodzi o wychowanie dzieci; tatusiem, który lubi zasady i którego wyrazy czułości są zawsze niesamowite - takie delikatne, takie męskie. Tatusiem, który prawie nigdy nie mówi, że się nie da. Tatusiem, który potrafi nawet w trudnych sytuacjach zachować zimną krew i wyciągnąć morał z nawet najdziwniejszej sytuacji.

Od dawna, kiedy marzyłam o naszym dziecku, nie mogłam doczekać się, kiedy zobaczę je w jego ramionach, kiedy usłyszę, jak rozmawiają i zdobywają kolejną zjeżdżalnię. Rozczula mnie dziecko, a jeszcze bardziej dziecko w objęciach swojego taty. A już najbardziej moje dziecko w objęciach swojego taty. Taki zasadniczy, niekiedy pomrukliwy, staje się nagle ożywiony, zaczyna dostrzegać szczegóły, których nie widział, wymyśla tematy do rozmów, na które nigdy nie wpadł, bez zażenowania może czasem znów stać się trochę jak dziecko, budujące klocki czy grające w piłkę i ukazuje mi całkiem nowy sposób bycia z dziećmi i dla dzieci. Lubię, kiedy nasze dzieci mają swój czas z tatą. Przyglądam się im wtedy (jeśli mogę) i dziękuję Bogu za to, że mam się od kogo uczyć i że jesteśmy w tym Razem, odkrywając nie tylko nasze dzieci jak skrzyneczki pełne skarbów, ale też nasze rodzicielskie serca - tak podobne, a tak odmienne.

 

  • Oceń ten artykuł
    (8 głosów)
  • Dział: Mój Blog
  • Czytany 2677 razy
Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

1 komentarz

  • StevenErync

    StevenErync

    Link do komentarza środa, 04, styczeń 2017 08:46

    buy metformin cymbalta metformin flagyl online zetia 10 mg tablets shallaki albuterol

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę