Dzielna niewiasta do dnia przyszłego się śmieje (Prz 31, 25) 

Czy ona zawsze była dzielna?

Kobieta wszechstronna, zorganizowana, łącząca role żony, matki, pani domu i kobiety przedsiębiorczej. Ideał naszych czasów! A może odwieczny wzór. Zadziwiam się sama, ile spraw potrafię i ja połączyć. Ćwiczę się w wielozadaniowości, czyli rozwijam swoje przeczuwane wcześniej, ponoć naturalne kobiece predyspozycje. Próbuję. Sprzątając kuchnię, pilnując dzieci i czytając książkę. Gotując obiad i załatwiając to i owo, słuchając audycji i śpiewając radosne dziecięce piosenki (Ach marzenia, marzenia, marzenia…). Rozwijając się jako mama i jako kobieta zaangażowana. Wykonując telefon i wycierając lustro, które za chwilę znów zostanie oznaczone malutkimi paluszkami (a mimo to tego dużego lustra za nic bym nie oddała!) Takie naturalne łączenie tysiąca spraw, które jest mocowaniem się. Z czasem, z samą sobą, z całym niemal światem (najczęściej pod postacią małych dzieci:-)

Stąd mam wątpliwości. Naprawdę Dzielna Niewiasta (Przy 31, 10-31) ze wszystkim dawała radę, wszystko wyglądało tak porządnie i prosto, jak pisze autor księgi Przysłów? Można by o każdej porze wpaść do niej na herbatkę i zostać powitaną w pachnącym czystością salonie nie tylko ciastem z kremem, ale także dobrym, a może bardzo dobrym, wyważonym, umacniającym słowem najwyższej mądrości? I tym uśmiechem, i spojrzeniem pełnym radości?

Czy ona zawsze była dzielna? Czy nie miewała gorszych dni, wahań nastroju, braku motywacji do prac domowych i ręcznych? Czy nigdy nie zaspała? Czy nie przysnęła kiedyś przy swojej lampie? Czy zjadła czasem chleb lenistwa, zabrudziła purpurową suknię i wcale się tym nie przejęła? Czy miała zawsze dobrą fryzurę i zadbane dłonie, których nie trzeba było chować przy powitaniu? Czy może pokłóciła się kiedyś z mężem tak, że powiedziała mu o dwa słowa za dużo? Czy usłyszała od swoich dzieci, że przesadza w tym czy tamtym i że wcale nie zasługuje na miano „mamy roku”? Czy dzielna niewiasta była zawsze całkowicie oddana Bogu, zawsze taka piękna w sercu, czy nie miewała cichych dni z Panem? Czy, kiedy inni mówili o niej „jakaś ty dzielna!”, nie mówiła pod nosem „ech, nieprawda…”?

A jeśli tak… To jest mi bliska. Jeszcze bliższa niż myślałam. A może to takie oczywiste i tylko w mojej głowie dzielna splata się prawie nierozłącznie z idealna i perfekcyjna. Może ona wcale taka nie była, może nawet nie chciała być i tylko przypadkiem wygrała w konkursie na dzielną niewiastę. Może odziewała się nie tylko w siłę, godność czy bisior, ale także w słabości i dumnie o nich mówiła? Odziana w nie-dzielność?

Mogłabym z tych pytań zrobić długą litanię zgodną z moimi codziennymi doświadczeniami. Ale chyba najbardziej frapuje mnie pytanie o jej perfekcjonizm. O jej zgodę na swoje nie-bycie-dzielną. Czy pozwalała sobie na błędy, na dziury, na niedocięcia, na marnotrawstwo? Czy dawała sobie prawo nie być idealną i wiecznie uśmiechniętą? Miała w sobie wolność i prawo do nieporządku w szafie i nieprzygotowania na śnieg? Czy pozwalała sobie na mało zręczne wypowiedzi i brak kompetencji? Czy pozwalała sobie być nie tylko dzielną, ale też być omylną, być nie-ukończoną jeszcze? Czy pamiętała, że dzielna niewiasta to nie było jej prawdziwe imię?

I czy potrafiła taką siebie kochać? I czy taką siebie pozwoliła pokochać innym? 

I czy wiedziała, że dzielna znaczy dzielna? Nie mniej, nie więcej.

  • Oceń ten artykuł
    (16 głosów)
  • Dział: Mój Blog
  • Czytany 2980 razy
Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

1 komentarz

  • Marysia

    Marysia

    Link do komentarza piątek, 27, listopad 2015 06:31

    Ja, w chwilach, kiedy jestem niezadowolona z siebie samej, powtarzam sobie, że ideałem się nie jest, do ideału się dąży. A i tak umieramy niedoskonałe... Myślę, że ważniejsza jest nasza postawa dążenia do tego, by stawać się lepszymi. Mozna się godzić na niedoskonałość, ale nie na brak pracy nad sobą

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę