Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was (1 P 5, 7)

Matka Teresa

Uśmiechnięta zakonnica w skromnym białym sari z charakterystycznymi niebieskimi paskami. Matka Teresa z Kalkuty. Błogosławiona Teresa. Jej imię stało się niemal potocznym określeniem osoby kochającej, współczującej i pomagającej tym, o których już prawie nikt nie pamięta.

Przywołałam ją w pamięci, czytając fragment  Listu św. Jakuba z Liturgii Słowa ostatniej niedzieli. Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata. (Jk 1, 18) Religijność czysta wyraża się w trwaniu przy utrapionych. W tym, co trudne i bolesne, w tym, do czego często nawet nie wiemy jak się zbliżyć. Jak nieść czyjeś cierpienia, jak podejść do nich taktownie, ale pomocnie, z mocą i wiarą? Ona umiała. Powiedziałaby, że nie sama z siebie, bo potrzebowała Jego pomocy. Mówiła, że gdyby nie widziała w trędowatych i bezdomnych samego Jezusa, nie umiałaby zbliżyć się do nich z tak wielką miłością i czułością. I tak, to było zupełnie wbrew wpływom tego świata.

Matkę Teresę dzięki mediom poznał chyba cały świat. Poznał, ale i nie poznał do końca. Poznał, na ile sama na to pozwoliła, a że sobą nie chciała zasłaniać Boga, nie znaliśmy jej tak dogłębnie. Dopiero po jej śmierci okazało się, że ta skromna, delikatna, ale pełna charyzmy kobieta przechodziła przez lata swoje ciemne noce wiary. Ale nigdy, przenigdy nie zostawiła dzieła, do którego powołał ją Pan. Jak musiało być to ciężkie? Tak intensywnie działać, a we wnętrzu nie przeżywać błogiej radości Bożej obecności; być znakiem i świadectwem, pocieszeniem w strapieniach dla innych, ale samej nie doznawać takiego pocieszenia. 

Niezwykłe jest dla mnie określenie Teresy jako Matki. Była założycielką nowego zgromadzenia, była dla nich „Matką”, ale w rzeczywistości to określenie pokazuje coś znacznie większego i głębszego. Wbrew myśleniu współczesnego świata głośno opowiadała się przeciwko aborcji i antykoncepcji. Nie widziała w nich cudownego lekarstwo na bolączki ludzi najbiedniejszych. Widziała w nich także ubóstwo najbogatszych. Mówiła o świętości każdego życia. Chorego, dopiero poczętego czy tego już życia prawie u schyłku. Uwielbiam zdjęcia, na których Matka Teresa przytula do siebie dzieci. Prawdziwa Matka. (Na tych zdjęciach, które najczęściej widujemy to raczej Babcia, ale jak Matka;-) Najdobitniejszy przykład, że wcale nie trzeba być matką biologicznie, by dogłębnie rozumieć wartość życia. By kochać po matczynemu i walczyć jak to kobieta potrafi. Dzielna niewiasta!

Jeśli zgodzimy się, iż matka może zabić nawet własne dziecko, jak możemy mówić innym ludziom, aby nie zabijali jedni drugich? (Matka Teresa)

***

Krótko o Matce Teresie biograficznie (bo czy naprawdę tak wiele o niej wiemy?)

Agnes Bojaxhiu urodziła się w 1910 roku w Skopje (dzisiejsza stolica Macedonia). Mając 18 lat wstąpiła do zgromadzenia sióstr loretanek, by posługiwać jako misjonarka w Indiach. Kiedy nauczyła się języka angielskiego, wyjechała do Kalkuty, by uczyć tam geografii i historii w przyklasztornej szkole loretanek. Później została także dyrektorką tej placówki. W 1946 roku usłyszała jednak wewnętrzne przynaglenie, aby porzucić tę posadę i całkowicie oddać się najuboższym nędzarzom na ulicach Kalkuty. Zgodę na opuszczenie klasztoru otrzymała w 1948 r. Pracowała na ulicy z ludźmi najbiedniejszymi, umierającymi, bezdomnymi. Po kilku miesiącach dołączyły do niej pierwsze siostry. W 1950 r. oficjalnie zostało zatwierdzone nowe Zgromadzenie Misjonarek Miłości. Otworzyła hospicjum dla umierających najuboższych, dom dla porzuconych dzieci, osadę dla trędowatych, w której mogli żyć. Obok tej nędzy tak dobrze jej znanej z ulic Kalkuty, Matka Teresa widziała też ubóstwo krajów rozwiniętych – ubóstwo duchowe. Brała udział w życiu publicznym. Otrzymała także w 1979 r. Pokojową Nagrodę Nobla.

Wspomnienie Liturgiczne: 5 września

Bł. Matko Tereso, która zostawiłaś wszystko, by służyć najbiedniejszym, módl się za nami, byśmy potrafiły każdego spotkanego człowieka uczynić choć trochę szczęśliwszym. 

 

* *

A ja zapraszam Was... do podjęcia Wyz(w/n)ań Miłości z Matką Teresą!

 

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

3 komentarzy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę