Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała (Łk 7, 47)

Opowieści poporodowe

Na początku odmierza się każdy dzień, każdą godzinę, każdy gram i każdy grymas. Minęły dopiero dwa tygodnie od porodu, a jak ci się wydaje: to było dawno czy nie? – zapytałam Mariusza bardzo poważnie. – Mnie się zdaje to takie oczywiste, że Stefan sobie tu po prostu leży – odpowiedział. Też tak uważam. Tak po prostu tu jest. Tak jakby tu był zawsze. Tak jakby zapełnił miejsce, które czekało zawsze na niego. I w naszym domu i w nas samych.

To nie będą te prawdziwe opowieści porodowe. Aż do takich uzewnętrznień na blogu nie jestem skłonna, choć potrzeba powracania do tamtych wydarzeń – tak nieodległych przecież czasowo, a rysujących się jakby już wieki temu – jest ogromna. Tak przeżywa się te najsilniejsze doświadczenia, mówiąc o nich, będąc tam jeszcze myślami, widząc to wszystko na nowo.     

Czy wypada pisać o fizjologii, o tym, jak rodzi się człowiek, o tym, jak przeżywa się każdy skurcz? Nie wiem. Może to bardziej stosowne na rozmowy przy kawie, na przyjacielskie spotkania wymiany doświadczeń albo choćby delikatne rozmowy między mamami na placu zabaw (tak jak to wydarzało mi się dziś gdzieś między zjeżdżalnią a piaskownicą), na przeżywanie tego jeszcze raz z kimś drugim, z kimś, kto zrozumie albo spróbuje zrozumieć… Ale niezależnie od stosowności, nie mogę nie napisać, że ten poród był dla mnie prawdziwie doświadczeniem cudu mojego ciała. Cudu narodzin także, to po pierwsze, ale ten cud się powtórzył w moim życiu. Teraz doświadczyłam czegoś, o czym tylko słyszałam i czemu nie-dowierzałam. Tego, że poród może być piękny, że mogę w nim naprawdę być, że mogę pamiętać piosenki, które właśnie słyszę i mogę pomóc dziecku przyjść na świat. Że mogę się zdziwić, że to już ten moment, że ten Drugi już jest ze mną. Doświadczyłam, że moje ciało jest zdolne do wielkiego wysiłku, który nie tylko pomaga dziecku przyjść na ten świat, ale daje mi nowe Życie.

Patrzyłam później na mamy z malutkimi dziećmi, kobiety dopiero co po porodzie, z którymi wymieniałyśmy doświadczenia, żale i radości. A ja myślałam sobie o tym, jak my wszystkie jesteśmy dzielne. Nawet te, co zarzekają się, że nie dadzą rady tu i teraz, te, które krzyczą, że nie mają sił albo że już nigdy więcej nie będą rodzić. Te wszystkie - naprawdę dzielne niewiasty.

Bo przecież poród to doświadczenie ogromnej samotności. Doświadczenie, które trzeba nieść samej, nawet kiedy jest tuż obok ten, którego bardzo kochasz. Trzeba je nieść wraz z dzieckiem, które przeżywa to równie mocno, a pewnie i mocniej, nieświadome, że ta burza, która mu się przydarza, nie jest końcem, ale początkiem. Ale w tej samotności skurczów, samotności odczuwania swojego ciała i najróżniejszych, skrajnych emocji, świadomość, że są blisko osoby, które chciałyby choć uścisnąć ci rękę, powiedzieć „jestem” albo dodać otuchy, wywołując na twojej twarzy choć mały uśmiech, jest niezwykła. Wsparcie - to przyjacielskie, to od Dawcy Życia i od świętych jest wielkie. Gdy czekaliśmy na salę porodową (tak, na zwolnienie sali) dostałam wiadomości od przyjaciółek: „to tak biblijnie jak Maryja, dla której nie było miejsca ;-)” Dostałam też Słowo, o które poprosiła dla mnie Monika o tym, jak bardzo Bóg wspiera swój lud w każdym czasie. Dostałam wsparcie modlitwy i obecności tych osób, które dobrze wiedziały o tym, co dzieje się w sercu w takich chwilach. A całodniowo towarzyszył nam i patron tego dnia – św. Charbel. Chcesz mieć nowego podopiecznego, to się postaraj – powiedziałam mu wprost. I zdążyliśmy przed północą.

To wsparcie to także wszystkie znaki pamięci i chęć pomocy już teraz, gdy jesteśmy we czworo. Zrobić ci może zakupy, nadgonić domowe porządki a może popilnować dzieci? – zapytała koleżanka na kilka dni po porodzie, a ja poczułam klimat, o którym czytałam w amerykańskich książkach – tak potrzebnego, życiowego i powszedniego wsparcia innych kobiet, które dobrze wiedzą jakie mogą być potrzeby młodych mam.

A nasze prawdziwie poporodowe opowieści to zachwyt nad tym, jak zrobiło się w naszym domu pełniej. W samochodzie też.  I jak się w sercu znów zaczęło wszystko układać na nowo zgodnie z potrzebą chwili. Czytania z pierwszej niedzieli, którą przeżywaliśmy we czworo, były jakby dla mnie (też towarzyszy Wam czasem to uczucie?:-) O mannie, która jest na ten dzień. Przy dwójce małych dzieci, choć wybiegam sercem w przyszłość i już zaglądam do tego naszego rodzinnego albumu za 20 lat… to jednak liczy się tak naprawdę dziś. Ten dzisiejszy poranek i śniadanie na dywanie (wolałabym na trawie, rzecz jasna, ale cóż), ten za-chwilę-spacer i ten moment ładowania piasku do wywrotki, i to obecne karmienie i ta pieluszka do zmiany, i ten wieczór, kiedy trzeba wszystko dookoła ogarnąć i Ta chwila dla nas albo tylko pół-chwila.

Dzieci wychowują mnie, że to, co najważniejsze dzieje się tutaj. Po drugiej stronie monitora.

Tamtej niedzieli były odczytywane też słowa św. Pawła o zrzuceniu z siebie starego człowieka i przyoblekaniu nowego. (Ef 4, 22-24). Dla mnie znaczy to teraz – przyoblec nową mnie, nową mamę we mnie, nie zupełnie nie-tamtą, co wcześniej, ale na pewno już inną... 

I na zakończenie słowa patrona naszego Stefanka:

Największym szczęściem jest dziecko! Może stu inżynierów postawić tysiące kombinatów fabrycznych, ale żadna z tych budowli nie ma w sobie życia wiecznego. (kard. Stefan Wyszyński)

 * * *

Uprzedzam pytania: Ta piękna pani na zdjęciu u góry to nie ja, a to maleństwo to nie Stefanek. Ale już oczekujemy na efekty naszej sesji noworodkowej! 

(A Stefanek poniżej:-) 

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

2 komentarzy

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę