Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie (Łk 10, 39)

Jak się czeka po raz drugi?

Jak się czeka teraz? Byłam o to pytana już nie raz. Sama zastanawiałam się nad tym, będąc w pierwszej ciąży. Czy to są te same emocje, te same obawy, te same nadzieje? Czy podobnie płynie czas, czy odmierza się go inaczej? Czy ciało reaguje tak samo? Będąc już prawie na mecie tego oczekiwania, zbieram więc kilka myśli. W pierwszej ciąży pewnie miałabym więcej czasu na te przemyślenia. To taka pierwsza różnica związana z tym, że jeśli wydawało mi się kiedykolwiek, że mam mało czasu, to dziś wiem, że można go mieć jeszcze mniej, a przy tym być bardzo szczęśliwą (i nawet nieźle zorganizowaną;-)

Czekanie

Czekanie zawsze jest inne. Przecież nic dwa razy się wydarza, nie w ten sam sposób. Ja jestem starsza. Bogatsza nie tylko o doświadczenie macierzyństwa, pielęgnację noworodka czy pomoc w stawianiu pierwszych kroków dziecku. Jestem po prostu trochę dalej w tej mojej wędrówce. I to ma znaczenie. Tak samo jak wszystkie inne okoliczności. Pora roku (wtedy był to grudzień, teraz lipiec – różnica jest ogromna!), system pracy, relacje, jakie utrzymuję i wszystko, co dzieje się dookoła. Czekanie jest inne, niepowtarzalne. Ja jestem inna, w takiej chwili życia jak nigdy wcześniej i nigdy później. 

Biologicznie

Ciało przechodzi podobne zmiany. Szczęśliwie przybyło mi trochę mniej kilogramów (ale chyba przez przypadek albo wymuszoną aktywność przy dziecku, bo zamiar niejedzenia słodyczy został tylko miłym życzeniem!), ale na ciele jeszcze mocniej odczuwam zmiany, także te nieodwracalne. Znów, a może i jeszcze mocniej, doświadczam po co jest moje ciało. Że jest moje, to wiem. Ale że nie jest tylko dla mnie - tego uczę się w takich chwilach. Że ja w mojej wolności oddaję je drugiemu człowiekowi – nie tylko mężowi, ale dzieciom. I temu Maluchowi pod sercem, któremu pewnie wydaje się, że to jest jego święte i niewymienialne miejsce, trochę już ciasne, ale pewnie nawet wygodne. I temu Starszakowi, który nie rozumie, że zaraz namacalnie i na zawsze stanie się starszym bratem, że mama nie ma siły na turlanie się po podłodze (czy wręcz raczej nie powinna teraz). Ciekawe, czy Iruś zauważył, że urósł ci brzuch? – zastanawiała się niedawno moja siostra. Wiecie co? Jestem niemal pewna, że nie. Sama czasem tego nie zauważam, a co dopiero on miałby się takimi rzeczami zajmować, kiedy tyle dzieje się wokół! Gdyby mi betoniarka urosła na głowie albo tir na plecach - tego by nie przeoczył, ale brzuch? 

(Nie)pokój

Jedno z najczęstszych pytań dotyczy oczywiście porodu. Boisz się porodu? Zapomniałaś już jak było? O tym się trochę zapomina, trochę nie. Bo to jedno z najważniejszych wydarzeń życia. Uwieńczonych chwilą, która nie ma sobie równych – spotkaniem z Kimś Całkiem Nowym tutaj po drugiej stronie. Teraz potrafię sobie to wyobrazić, do tego momentu najbardziej tęsknię, o nim myślę. Nastawienie przed jest na pewno inne, choć nadal pełne pytań, bo nigdy nie wiadomo jak będzie tym razem. I ten lęk z powodu niewiadomej wydaje mi się naturalny, towarzyszący ważnemu wydarzeniu, pewnemu zadaniu do wykonania, które czeka. Ale ten lęk nie paraliżuje, ten lęk pokazuje mi, że nie wszystko ode mnie zależy, ale i tak zależy ode mnie bardzo dużo. Więc czekam z utęsknieniem i ekscytacją, w mobilizacji i z pewnym bagażem doświadczenia.

Przychodzi przy tym jeszcze inny s-pokój i inna pewność siebie. Że teraz już wiem mniej więcej co się robi z noworodkiem w domu. Wiem, że może płakać, wiem, czym są nieprzespane noce. I wiem, że dam radę. Pewnie nawet lepiej niż za pierwszym razem (wybacz, Irciu!).    

Nasza relacja

Od koleżanki, która ma dwójkę dzieci, usłyszałam kiedyś, że w drugiej ciąży nie nawiązuje się już takiej bliskiej relacji z dzieckiem jak za pierwszym razem. Jest przecież przy nas nieustannie ktoś bardziej absorbujący (zwłaszcza gdy ma ledwie rok czy półtora). Ta relacja jest zdecydowanie inna od początku. I trochę to czuję. A z drugiej strony bardzo mocno nastawiam serce na przyjęcie Tego Malucha. Bardziej chyba myślę o nim niż o sobie. Nie o tym jaką będę mamą, ale jakim on będzie człowiekiem. Zastanawiam się jak inny będzie od brata, a jak podobny. Już teraz rozmyślam, jak ich nie porównywać, jak ich kochać i przyjmować, takimi jacy są. Z ich temperamentem, z ich zachowaniami. Jak być mamą w jednej, choć przecież dwóch wersjach. Myślę jeszcze bardziej świadomie o swojej roli, o naszych rodzicielskich zadaniach wobec tych dwojga. Myślę o ich miejscu w naszej rodzinie, o ich relacji, o tym jakimi farbami wymalować im pokój. A jednocześnie staram się nie oczekiwać, nie projektować swoich marzeń o braterstwie. Myślę bardziej naprzód, choć w tej chwili Ten Drugi jest dla mnie jedną wielką tajemnicą.

Wiele razy słyszałam też złowieszcze uwagi na temat Starszego. Że teraz to już nie będziemy mieć dla niego czasu, że on to będzie bardzo przeżywał, że to będzie dla niego trudne, nieoczekiwane, że zostanie zdetronizowany itd. A dziś nastawiam się na to, że będzie to dla niego wielkie doświadczenie przyjęcia kogoś nowego, uczenia Kogoś tego, czego sam już się nauczył. Przecież Maluch będzie wpatrzony w niego jak w obrazek! Myślę i o tym, że będzie to dla niego wielki dar na całe życie, który będziemy razem z nim powoli uczyć się przyjmować. A przy tym myślę sobie i o Tym Drugim (jako że i ja jestem drugim dzieckiem moich rodziców). Że ten Starszak, którego głos już pewnie zna prawie tak dobrze jak mój, będzie dla niego dobrym kompanem, ale że i on będzie musiał odnaleźć się od razu w sytuacji, gdy nie jest jedynym dzieckiem, że będzie potrzebował ochrony przed porównaniami i obwinianiem za to, że jest, może za wcześnie może ze szkodą dla innego dziecka czy małżeństwa. A przecież On pojawia się w idealnym momencie. W swoim czasie. 

A co do naszej relacji i mojego dowierzania w istnienie – to nadal z trudem dowierzam, że On tam jest.

Choć teraz dowierzam bardziej. Trochę bardziej.       

A niebawem przecież po prostu zobaczę.

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę