Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie (Łk 10, 39)

Kobieta walcząca

Bardzo często słyszę od katoliczek o przeciwstawnym papieskiemu nowemu feminizmowi - feminizmie walczącym (lub nawet wojującym). A mnie się zdaje, że walka po prostu zawiera się w feminizmie. Choć z feminizmem kojarzy mi się wcześniej jeszcze coś innego. Troska. Troska, której konsekwencją jest walka. Ale jak to? Troska?  Czy to nie ostatnie nasze możliwe skojarzenie z feministkami głównego nurtu? Czy te panie w telewizji, które krzyczą o opresyjności Kościoła i mówią, że w Polsce mamy naprawdę uwłaczające warunki, to znaczy nie mamy legalnego dostępu do aborcji, troszczą się o kobietę?

Jest Troska i troska. Prawdziwa Troska chce prawdziwego dobra, ta nieprawdziwa ma jakieś ukryte intencje albo jest trochę niedouczona, niedoświadczona. Jej tok rozumowania jest oparty na fałszywych przesłankach, na słabym, wymyślonym fundamencie. Domaga się czegoś i zużywa siły na coś, co wcale nie pomaga. Np. chce nam dać zamiast samoświadomości i akceptacji naszych ciał i płodności - środki niszczące nasz organizm i atakujące nowe życie; chce nam odebrać nasze powołanie do budzenia do życia drugiego człowieka (przy tym krzycząc, że nie ma czegoś takiego jak powołanie, przeznaczanie do czegoś czy natura rzeczy); chce nam odebrać naszą emocjonalność i wrażliwość, a w zamian dać schody, które mamy pokonywać w miniówce i wysokich szpilkach... a wszystko to w imię wolności i dobra. Tylko czyjego?

Troska prawdziwe chce, by kobieta mogła w pełni być sobą, by mogła przyjąć swoją naturę i siebie taką, jaką jest (a więc niezwykle piękną, choć to nie znaczy, że od razu idealną) i by mogła być widoczna w świecie na równi z mężczyznami. I by naprawdę ukazać, jak cudownie stworzona jest kobieta dla mężczyzny i mężczyzna dla kobiety. I tego chce właśnie nowy feminizm zapoczątkowany przez Jana Pawła II już 20 lat temu. To jest dla mnie najprawdziwsza Troska. Ta, którą powinien nieść prawdziwy feminizm oddany sprawie kobiet, chcąc przywrócić im ich właściwe miejsce. 

Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa! (2Tm2,3)

Czy więc naprawdę feminizm walczący jest przeciwny nowemu feminizmowi? Czy walka uwłacza kobiecości? Czy żołnierzem Jezusa Chrystusa ma być tylko mężczyzna? Nigdy nie słyszałam w tym określeniu dookreślenia, że jest to np. feminizm walczący z kobiecością czy walczący z wiarą, czy z mężczyznami. Nie, po prostu – to ten nie-nasz, walczący feminizm. Czy nasz ma być pokojowy? O tak! Nasz feminizm dąży do pojednania, do pokoju, nasz ma zło dobrem zwyciężać, nasz chce porządku, harmonii, ale czasem będzie to wymagało walki, trudu, wysiłku. Obrony wartości, zaangażowania w słuszną sprawę, zabrania głosu, podjęcia sprzeciwu czy po prostu – zakasania rękawów i zrobienia czegoś. Bez księżniczkowego oczekiwania na księcia, bez łez i powątpiewania, bez przerzucania ciężaru na innych. 

W paradygmat biblijnej <<Niewiasty>> zostaje wpisana od początku po kres dziejów walka ze złem i ze Złym. Jest to walka o człowieka, o jego prawdziwe dobro, o jego zbawienie. Czyż Biblia nie chce nam powiedzieć, że właśnie w <<Niewieście>>, Ewie — Maryi, historia zapisuje dramatyczną walkę o każdego człowieka? A jest to zarazem walka o jego zasadnicze <<tak>> lub <<nie>> wobec Boga i o odwieczny zamysł Boży wobec człowieka. (Jan Paweł II, Mulieris dignitatem, 30)

To jest najpiękniejsza walka – gdy wiemy, że walczymy dla kogoś i o kogoś, przy boku Kogoś najsilniejszego oraz gdy mamy świadomość, że jesteśmy uzdolnione do wielkich rzeczy. Gdy odkrywamy swoje siły, te wydoskonalone słabości. Walka na oślep, krzyk dla krzyku, wulgarność czy agresja - to nie jest prawdziwa walka. Ale ta walka, kiedy mamy przed oczami prawdziwe dobro i dostrzegamy zagrożenia, gdy pragniemy ochronić drugiego człowieka czy własne piękno - to jest walka, do której jesteśmy powołane. Do walki w słusznej sprawie i w dobrym stylu. Po pierwsze do walki o samą siebie w tym przedziwnym świecie.

Przecież taka walka to nasza codzienność.

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę