Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy (Łk 13, 12)

Po co nowy feminizm?

Nowy feminizm? Czy jakikolwiek feminizm (jakikolwiek -izm) może przynieść coś nowego, a przy tym dobrego i naprawdę potrzebnego? Na określenie feminizm wiele osób w Kościele reaguje swoistą alergią. Musi być reakcja i to szybka. Rozmawiając o nowym feminizmie do którego wzywał Jan Paweł II (por. Evangelium vitae, 99), spotykam się często z pytaniami: a to nie może być po prostu normalnie? A to nie może być tak, jak być powinno? No właśnie trochę o to chodzi, żeby było tak, jak miało być. Żeby było tak jak na Początku, żeby było dobrze, równo i godnie. Ale szanse na to, że samo się to stanie, są nikłe, a właściwie prawie żadne. 

O tym, czym jest nowy feminizm, już wspominałam. Dziś, zainspirowana niedawnymi rozmowami, spotkaniami i lekturami zbieram w kilku myślach odpowiedź na pytanie po co jest tak naprawdę nowy feminizm i komu ma służyć. 

1. By przywrócić kobiecie jej właściwe miejsce

Gdzie jest miejsce kobiety? U boku mężczyzny. A tak naprawdę u boku Stwórcy. Miejsce bardzo konkretne, wyróżnione. Miejsce, które nobilituje, bo pokazuje: jesteś niezwykła, jesteś cenna, jesteś ważna, jesteś moja; ale to też miejsce, które czegoś wymaga: masz też coś do zrobienia w świecie! I to bardzo dużo :-) Nie, nie - że więcej niż mężczyzna. Działacie razem, ale masz też tylko swoje przestrzenie, w których on nie może cię zastąpić.  

Przywrócić kobiecie właściwe miejsce - czy to potrzebne? Czy naprawdę jest nam tak źle? Wiele kobiet nie wie, kim jest i czym jest ich kobiecość, a różne odmiany feminizmu (zwłaszcza te medialne) nie ułatwiają sprawy i zrozumienia, bo pokazują kobiecość, której nie chcemy, odartą z tego, co jest z nami zgodne, mówiąc, że to jest ta najlepsza wersja każdej z nas. Jesteśmy wielokrotnie poranione jako kobiety (tak, jako osoby ludzkie też, ale często właśnie zranione w naszej kobiecości). Bo nie byłyśmy chciane, bo nas poniżano, bo nigdy nie zaakceptowałyśmy naszego ciała, bo nie dostrzegłyśmy naszego piękna, bo jeszcze nie zrozumiałyśmy, że jesteśmy godne miłości, bo nigdy nie usłyszałyśmy, że jesteśmy kochane już od początku, od pierwszych chwil, bo nikt nam nie pokazał jak zmienić się z dziewczynki w kobietę, bo trwamy w niezdrowych relacjach i zależnościach bez poczucia bycia sobą, bo nam nie pozwalano mówić, uzasadniając to nawet wzniośle słowami: kobieta ma milczeć, bo negowano nasze wybory, bo zamykano nam ścieżki, bo mówiono nam co mamy robić, nie pytając o własne zdanie. 

Oczywiście, dzięki Bogu!, nie wszystkie z nas przez to wszystko przeszły. Wiele z nas odkryło piękno kobiecości, wiele z nas odzyskuje poczucie swojej wartości i sprawczości, ale wciąż  jest to dla wielu kobiet proces, w którym odnosimy mniejsze lub większe sukcesy. Sukcesy i porażki, co by tu za bardzo nie ubarwiać.

To przywrócenie właściwego miejsca rozumiem w kontekście życia każdej z nas - przyjęcia samej siebie jako kobiety, bycia w zgodzie ze swoją naturą i rozkwitania w niej. Ale rozumiem to także jako powrót do właściwego nauczania o kobiecie, czyli przez zwalczanie kulturowych stereotypów, niewłaściwych interpretacji Pisma i Tradycji (jak tych np., że kobieta nie może być księdzem... bo jest zmienna!) czy nadużycia. Mamy do czego się odwołać, bo przecież mamy w teologii i w nauczaniu Kościoła słowa i wskazania, które ukazują doniosłą rolę kobiet w świecie i wskazują na równość płci, mamy Ewangelię. Trzeba tylko na nowo ją odczytać. Albo odczytać tak naprawdę.

2. By przywrócić właściwą relację między kobietą i mężczyzną, czyli dla pojednania 

Nowy feminizm to nie jest walka z mężczyznami. To nie jest też walka z kobiecością. To jest walka o przywrócenie właściwych relacji, to jest pragnienie jedności, wspólnoty i harmonii. To jest najwyższa troska zarówno o kobietę jak i o mężczyznę, a i dalej - troska o każdego człowieka, zwłaszcza tego, który może być wykluczony czy pominięty. Podkreślam, bo aż nie mogę uwierzyć, jak to jest tu cudownie wyeksponowane - to jest troska o mężczyzn, poszukiwanie ich dobra, ich tożsamości, ich prawdziwego miejsca w świecie i u naszego boku, które przez wieki bywało rozumiane opacznie i o które dzisiaj wielu mężczyzn pyta. Oni też poszukują siebie. Może nieraz jeszcze bardziej rozpaczliwie, bo tak po cichu. Ta walka i troska nie są możliwe bez udziału kobiet. To budowanie mostów, nie burzenie tych, które i tak są już podniszczone.

O tym aspekcie pojednawczym nowego feminizmu napisała w swojej książce Skandal i ekstaza Aneta Gawkowska, wspaniała nowa feministka. Więcej na ten temat opowiadam w szóstym odcinku podcastu Serce Kobiety

3. By urealniać postulaty i pragnienia

Nauczanie Kościoła, teksty papieskie, teologia i teoria - to jedna tylko strona nowego feminizmu. Feminizm jest praktyczny, chce swoje postulaty wprowadzać w życie, chce inspirować do zmian, do czegoś, co będzie widzialne w społeczeństwie. Nowy feminizm nawołuje do nowego spojrzenia na kobietę, do zachwytu nad dziełem stworzenia i wyciągania z tego praktycznych wniosków. Nowy feminizm to praktyczne postulaty i zachęta do działania, to nie tylko dotykane serc kobiet i uzdrawianie ich (bardzo tego potrzebujemy, to prawda!), ale to też motywowanie nas do pracy, do obierania słusznego kierunku, do dawania czegoś z siebie innym. To praktyczne postulaty skierowane także do organizacji, do państw, a także do samego Kościoła i jego urzędów - by kobiety były widoczne, by razem z mężczyznami mogły podejmować najważniejsze decyzji. Samo piękne mówienie nie wystarcza. Potrzeba czynów! (Czyli zakasanych rękawów, przepasanych bioder i zapalonych lamp... ;-)

4. By świat stawał się piękniejszy

 Nowy feminizm, który pokazuje właściwe miejsce kobiety i w ogóle kobiecość w zamyśle Bożym, a także przyznaje mężczyznom właściwe miejsce w świecie i w relacji z kobietami, ostatecznie... ma przecież wniosły cel upiększania świata, uwrażliwiania go, czynienia go jeszcze bardziej otwartym na życie i na człowieka, na różnorodność, na miłość, a w końcu i na Tego, Który to wszystko wymyślił. Bez realnego wprowadzenia geniuszu kobiecości w świat, w społeczeństwo, w rodzinę, w Kościół, nie będzie możliwa zmiana, ulepszenie świata, wzbogacenie go o to, co przez wieki nie było słyszalne czy widoczne tak dobrze, jak może być teraz, jeśli tylko odkryjemy ten ogromny potencjał...  i nie pozostawimy go tylko dla siebie.


Bez udziału kobiet społeczeństwo jest mniej żywotne, kultura mniej bogata, pokój mniej trwały. Dlatego trzeba uznać za przejaw głębokiej niesprawiedliwości  wymierzonej nie tylko przeciw kobiecie, ale przeciw całemu społeczeństwu - te sytuacje które uniemożliwiają kobietom rozwinięcie wszystkich swoich zdolności i ofiarowanie całego bogactwa swoich darów. (Jan Paweł II, 23.07.1995)

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Więcej w tej kategorii: « Mamo, dziękuję Kobieta walcząca »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę