Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego (Łk 1, 37)

Mamo, dziękuję

Pamiętacie reklamę cukierków Werther's Original: „dziś sam jestem dziadkiem…”? Mogę powiedzieć i ja: dziś sama jestem mamą. 26 maja ma dla mnie już inne znaczenie niż dawniej. Dzień Matki przypomina mi trochę o tym kim jestem, choć ciągle w to nie dowierzam. 

Czy perspektywa patrzenia na mamę zmienia się wraz z własnym doświadczeniem macierzyństwa? Trochę tak, trochę nie. Wiem trochę więcej o Jej sercu, ale nadal nie wiem prawie nic. Potrafię sobie wyobrazić uczucia i potrzeby jej-jako mamy, zwłaszcza małych dzieci, ale to nadal mgliste porównanie. Wiem trochę więcej o sobie, ale nadal to nie wszystko. Człowiek jest tajemnicą. Mama też. A może Mama przede wszystkim nią jest.

Zbierałam trochę podziękowań, kilka myśli, które są jak wezwania w litanii. Były już dla taty, teraz muszą być dla Niej. Ona ich nie przeoczy, Jej nie trzeba będzie nawet kierować na tę stronę. Ona je znajdzie jak niespodziankę! Może nawet - może Ona na nie czeka? Myślałam, że chyba już nie dam rady tego napisać, że nie zdążę tego opublikować na czas. Ale wtedy przypomniałam sobie moją mamę. Ile razy dokonywała rzeczy nie-wykonalnych, ile razy rzucała wszystko albo zbierała ostatnie siły, żeby zdobyć te potrzebne na jutro (lub na wczoraj) liście do zielnika czy kserówki do wypracowania. Ile razy udowadniała, że nie ma rzeczy niemożliwych dla tego, kto kocha. Tak, mama była dla mnie często (i jest nadal) Czarodziejką. I pomyślałam - też tak chcę! Mogę!

 

* * *

Mamo,

chciałabym Ci dziś podziękować

za to, że dzielnie kołysałaś mnie pod sercem, znosząc upały, opuchnięte nogi, bóle krzyża i wszystkie inne wątpliwe dobrodziejstwa stanu błogosławionego, mając przy tym już jedno maleństwo

za to, że urodziłaś mnie, choć wiedziałaś już co znaczy rodzić

(a to wszystko jeszcze w latach 80. - przed pampersami i w innych standardach opieki okołoporodowej) 

za to, że pokochałaś mnie jako kobietę, nie upierając się przy tym, że lepiej byłoby mieć parkę

za to, że nigdy nie negowałaś moich życiowych wyborów, a czasem stałaś stawałaś tuż obok, żeby przytrzymać mi furtkę

za to, że w czasach, kiedy nie było jeszcze sklepów uginających się od towaru, zawsze dbałaś o to, żebym czuła się jak mała księżniczka z kokardą we włosach i w sukience z falbanką

za to, że nie porównywałaś mnie z siostrą i wiedziałam, że kochasz nas tym samym kawałkiem serca

za to, że czasem się o mnie martwiłaś, bo dziś wiem, że to znaczy kochać bardzo 

za to, że zawsze czułam się przy Tobie bezpiecznie i swobodnie

za to, że wiedziałaś i nadal wiesz, co lubię, że masz w swoim słowniku określenie na pewne rzeczy - Kasiowe 

za to, że kiedy było chłodno, dawałaś mi ciepły sweter pachnący Tobą

za to, że byłaś gotowa przenosić dla mnie Pałac Kultury i stawać na głowie 

za to, że pozwoliłaś mi rozwijać skrzydła i dojrzewać w mojej kobiecości

za to, że nigdy nie wyśmiałaś moich marzeń, nie ograniczałaś mojej wyobraźni i pozwalałaś mi rozwijać się po dziecięcemu w kierunku, którego żaden dorosły nie jest w stanie już rozumieć

za to, że byłaś pierwszą recenzentką moich wierszy i artykułów, i lubiłam pisać choćby tylko dla Ciebie

za to, że byłaś jedynym widzem moich teatrzyków, który prosił o bis

za to, że nigdy nie okazujesz znudzenia moją osobą i lubisz ze mną rozmawiać o czymkolwiek i o wszystkim

za to, że rysowałaś mi księżniczki na papierze, które można było ubierać w papierowe sukienki

za to, że ulegałaś, kiedy czas zabaw z koleżankami się kończył, a my na kolanach błagałyśmy o więcej

za to, że codziennie wchodzisz na mojego bloga i jestem niemal pewna, że prawie wszystko czytasz jako pierwsza

za to, że kiedy do Ciebie dzwonię, słyszę radość w Twoim głosie

za to, że zawsze na mnie czekasz i zawsze masz coś w zanadrzu na te chwile, choćby litry herbaty

za to, że nauczyłaś mnie, że nie ma sytuacji bez wyjścia

za to, że nauczyłaś mnie, że nie trzeba być idealnym, aby być szczęśliwym

za to, że Ty wiedziałaś od dawna, jaką drogą najpewniej pójdę, bo tak dobrze znałaś zakamarki mojego serca

za to, że jestem trochę taka jak Ty, a trochę inna

za to, że w każdej chorobie byłaś dla mnie pielęgniarką i psychologiem, i moim aniołem

za to, że bez słów i kazań nauczyłaś mnie, jak ważny jest drugi człowiek

za to, że rozumiesz te najpowszedniejsze i te najwznioślejsze emocje, myśli i potrzeby

za to, że czuję się akceptowana i kochana przez Ciebie niezależnie od tego, co osiągnę, co powiem lub czego nie uda mi się zrobić

 

za to, że umiesz powiedzieć kocham

i że jesteś obok

zawsze

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę