Dzielna niewiasta do dnia przyszłego się śmieje (Prz 31, 25) 

Jest nas już czworo

Tak sobie wyobrażam nasz poranek za kilka miesięcy... :-) Tak sobie wyobrażam nasz poranek za kilka miesięcy... :-)

Jest nas już czworo. Jeszcze tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale to już tylko kwestia kilku tygodni, może kilkunastu dni. Wyciągam z szafy odłożone ciążowe kreacje. Teraz będzie trochę lżej, wiosennie, wakacyjnie. Jeszcze nie znamy się zbyt dobrze z Tym Czwartym, jest dla nas tajemnicą, próbujemy nadać mu imię, ale jeszcze niewiele nam o sobie powiedział. A może to Ona? Może są we mnie dwa kobiece serca?

Jest nas czworo. Jestem w ciąży. Spodziewamy się dziecka. Powiększyliśmy rodzinę. Jakkolwiek by nie przekazać tej nowiny, reakcje bywają różne. Gdy te słowa padają pierwszy raz i nie płyną z ust kogoś bardzo młodego, gdzie ewidentnie nie taki był plan, reakcje zazwyczaj mają któryś z odcieni radości. Zwłaszcza, gdy było to dziecko długo wyczekiwane. Ale kiedy pojawiają się kolejne dzieci, bywa już bardziej różnorodnie. Niejedną historię słyszałam, teraz mam i swoje.

Nie tylko trzecie, czwarte czy piąte dziecko bywa witane zdziwieniem, także to drugie. Tak szybko? Już? Toście się pospieszyli! A gdzieś z tyłu głowy zapewne domysły: metody naturalne zawiodły? Mania upewniania się, czy poszło zgodnie z planem, czy dziecko  było uwzględnione w grafikach, czy cieszyć się, czy pocieszać. Bo choć z jednej strony dobrze, gdy między rodzeństwem nie ma dużej różnicy wieku, to z drugiej strony - przecież rok czy półtora – może jednak to za wcześnie? Przecież to starsze jest małe. Więc może jednak nie planowali? Tym sceptycznym co do nauki Kościoła nie na rękę będzie usłyszeć: tak, planowane, wyczekane, wytęsknione, zaproszone, a przede wszystkim przywitane podskokami do góry.

Są też reakcje tych bardziej doświadczonych: Gratulujemy! Będzie fajnie, ale ciężko. Albo: teraz to się wam zacznie, teraz to będziesz wiedziała co to niewyspanie i co dzieci potrafią. Teraz to ci się odechce dzieci. Dwoje to już nie jedno – proste. Ale czasem na wyrost próbujemy przełożyć swoje odczucia i doświadczenia na cudze życie. Wolimy uprzedzić, w co się pakują. Choć już jest za późno, oczywiście. 

Mam koleżankę, z którą razem przeżywałyśmy czas błogosławiony. Ja pierwszy raz, Ewa po raz drugi. Jest chyba jedną z niewielu mam, od których nigdy nie usłyszałam tego narzekania na matczyny los, a przecież miałaby na co ponarzekać – na nieprzespane noce, zmęczenie, brak czasu itd. Co więcej, ta sama Ewa mówi mi szeptem: chciałabym kolejne dzieci. Może jeszcze trójeczkę.

Są też takie odpowiedzi na tę wiadomość umieszczoną powyżej, które zapadają w pamięć i zostają tam, by móc powrócić do nich w pochmurne dni, żeby wyszło słońce, choćby to w środku. Jak prawie skakanie z radości czy słowa pewnej osoby, pół żartem, pół serio: No wreszcie!

Jest jeszcze jedno zdanie, które przewija się jak refren w tych rozmowach wczesnociążowych. Poprzedza je rozważanie: to może teraz dziewczynka (czyli: byłaby parka). Może dziewczynka, 50% prawdopodobieństwa. Ale przecież nieważne, byle było zdrowe. Każdy rodzic pragnie tego najmocniej na świecie – by dziecko było zdrowe, by mogło poradzić sobie w życiu, by nie miało trudniej, by nie było wyśmiane, by nie było ograniczone. Ale moje w tej chwili zdrowe dziecko też może zachorować i to bardzo ciężko. Gdybym mogła mieć jedno życzenie w tej sprawie, to poprosiłabym, by było zdrowe, ale jeśli nie będzie? Jeśli nie będzie zdrowe, nadal będzie moim dzieckiem, nadal będzie potrzebować pełnej akceptacji, bezwarunkowej miłości i przyjęcia go na tym dziwnym niekiedy świecie. Tak samo niezależnie od tego, czy będzie chłopcem czy dziewczynką. Dziś czuję to wyjątkowo mocno, ucząc się kochać mojego Starszaka - z jego doskonałą niedoskonałością, z jego zaskakującą mnie co krok indywidualnością. Uczę się pozwalać mu być sobą, rozwijać się w swoim tempie, poznawać świat tak, jak tego potrzebuje. I chronić przed porównaniem, i dawać poczucie - jesteś wyjątkowy, jesteś dzieckiem samego Boga... no i Mamusi :-)

Dlatego wolę usłyszeć: będę pamiętać w modlitwie niż byle było zdrowe (w innym wariancie: oby wszystko było dobrze). Bo to samo życie jest największym darem. Każde życie. W każdej porze.       

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Więcej w tej kategorii: « Nie stracić żadnej szansy Sama »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę