Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał (Ps 37, 5)

Nie stracić żadnej szansy

Czego uczą nas dzieci? To oczywiste. Ciekawości. Zadziwienia. Zmuszają do zastanowienia się nad tym, co wydawało się niepodważalne i niewymagające argumentów. - A dlaczego? A po co? A skąd? A kiedy? Dzieci to niezwykli nauczyciele, mali wielcy filozofowie. 

Mój roczny Irek jeszcze nie buduje zdań, ale już potrafi wytrącić ze spokojnego rytmu życia swoim zadziwieniem nad cudownością najprostszych rzeczy i zjawisk. Firanki, ekspresu, psa, pestki dyni, ołówka, szklanej butelki. Przez ostatnie dwa miesiące daje mi jeszcze inną lekcję pt: nie przegap żadnej szansy. Żadnej, nawet najmniejszej. Nawet jeśli to szansa tylko pozorna. Uchylone drzwi? Pudełko tuż przy łóżku, które może pomóc dostać się wyżej? Interesujący, zazwyczaj zakazany obiekt w na oko na wyciągnięcie ręki przez szczebelki łóżeczka? Mama, która przysnęła? Każdą szansę trzeba wykorzystać, by wejść tam, gdzie mówią, że nie można, by zbadać, czy jednak granice nie zostały zmienione, by zmierzyć się z samym sobą. By coś odkryć, by czegoś doświadczyć, by sprawdzić siebie. Może tym razem dam radę.
 
Zadziwia mnie jego determinacja, jego szybkość, zwinność i inteligencja. Znajdzie najmniejszy paproch na podłodze i triumfalnie, ale po cichutku, odwracając lekko głowę, zbliży do ust - trochę kierując do mnie wyrzut sumienia, trochę poznając coś nowego. Jest bystry, niesamowity, a przy tym dziecinnie naiwny. Wciąż to ja mam więcej siły i więcej sposobów na udaremnienie jego prób. Ale... przecież nie raz już mu się udało. Udało się, bo próbował. 
 
On się nie przejmuje zbyt wcześnie, że może się nie udać. Nie przejmuje się, co o nim kto powie i pomyśli (choć może po cichu liczy na swój sukces i już słyszy oklaski), nie kalkuluje, czy mu się uda, nie zastanawia się, co się stanie, gdy się nie powiedzie. To trochę szalone, trochę ryzykowne, trochę nieprzystające do dorosłego życia. Trochę donkiszotowskie, ale piękne. Oby miał w sobie choć połowę tej determinacji i wiary we własne możliwości za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat, oby nadal wierzył, że trzeba próbować i że, choć wiele od niego nie zależy, to zależy od niego i tak bardzo dużo.
 
Zastanawiam się więc sama, ile ja mam w sobie tej determinacji i jak często (nie)pamiętam, że to ja muszę zrobić jakiś krok, by dojść tam, gdzie chciałabym dotrzeć, że to ode mnie, moich decyzji, moich prób (nawet jeśli nie zakończy je sukces), zależy powodzenie. Nawet tych największych idealistów latami życie uczy, że nie zawsze te wysiłki zostaną docenione czy uwieńczone wymarzonym celem. On też się tego uczy, ja się tego uczyłam przez ostatnie lata. Ale ostatnio zachwycam się i inspiruję jego metodą prób i dostrzegania każdej szansy, i wiary we własne siły. Nie tylko po to, by wygrać, ale by doświadczyć, by spróbować, by nie mieć do siebie żalu: można było.
 
Jako dorosłe, roztropne i dzielne niewiasty - ile razy poddajemy się i nie podejmujemy nadarzającej się okazji, nie wykorzystujemy szansy? Bo może się nie udać (zawsze może się nie udać, nawet jeśli robimy coś z zamkniętymi oczami po mistrzowsku, zawsze może się nie udać). Bo może nie warto. Bo inni zrobią to lepiej, bo ktoś już to zrobił. Bo mi powiedzieli kiedyś, że ja nie potrafię i się nie nadaję. Bo mi się nigdy nic nie udaje. Bo może to pułapka, a nie jakaś szansa. Bo może będzie inna, lepsza, lepiej widoczna okazja. Bo może inni będą się patrzeć i to krzywo. Bo może nie wyjdzie idealnie. Bo może się zmęczę. Bo może.
 
A może właśnie się uda, albo wynik będzie całkiem zaskakujący - pragnąc czegoś, otrzymamy coś innego, ważniejszego, bardziej rozwijającego? Może poznamy jakąś część siebie i wtedy runie dawne wyobrażenie i ograniczenia, i otworzą się nowe drzwi. Otworzą się, ale przecież niezupełnie same.
 
Może gdzieś blisko są takie lekko uchylone, niezamknięte na klucz drzwi i uchylone okno?
Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę