«Talitha kum», to znaczy: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!" (Mk 5, 41)

Temat niewygodny. Jak walczyć o życie?

Dziś o czymś trudnym, niewygodnym. Muszę. Muszę się tym podzielić, bo my mamy wpływ. Bo my mamy powołanie do tego, by walczyć. By zachwycać taką walką. Bo to nam kobietom zostało w sposób szczególny powierzone Życie. Bo to, co dzieje się dziś z milionami poczętych odrzuconych dzieci, to jest pytanie o człowieczeństwo, ale także o kobiecość. Kobieto, kim jesteś? Mamo, gdzie jesteś? I to nie jest pytanie do  t a m t y c h  kobiet, to nie jest też pytanie tylko do  W a s, to jest po pierwsze pytanie do mnie samej. Jakie ja mam Serce Mamy?

Dziś kilka słów o aborcji, o filmie, który ostatnio oglądaliśmy z Mariuszem, o szukaniu dróg i nadziei - że my naprawdę możemy coś zrobić. Wiem, temat mało przyjemny, dla wielu z nas wciąż brzmiący abstrakcyjnie. Ale czy wiecie, że w czasie II wojny światowej (czyli przez 5 lat) zginęło na świecie 72 mln ludzi, a rocznie w wyniku aborcji zabijanych jest 42 mln dzieci. Tak oficjalnie. Czy macie świadomość, że wiele z nas, w tym i ja, rodziło się w czasach (przed 1993), kiedy nasze mamy miały prawnie szeroki dostęp do aborcji? I wiele kobiet dziś, z pokolenia naszych mam i babć dobrze wie, czym jest aborcja. 

Obejrzeliśmy z Mariuszem film o Mary Wagner, a właściwie „Nie o Mary Wagner”, bo Mary nie chciała, by to był film o niej. Ona nie chce być tu ważna, bo istotna jest sprawa, ważne jest każde życie, o które walczy. Mary jest Kanadyjką, która chodząc do klinik aborcyjnych, rozdając kobietom białe róże, ulotki i rozmawiając z nimi, mówiąc o innym wyjściu, kiedy kobietom wydaje się, że innej drogi już nie ma, walczy jednocześnie z bezdusznym prawem. Przeszkadza klinikom, zabierając im klientki i łamie prawo, które chroni dziecko dopiero od urodzenia. O Mary być może słyszałyście już co nieco, gdyż kilka miesięcy temu była w Polsce. (Może byłyście na jakimś spotkaniu z nią? Mnie niestety się nie udało.) Film o niej, który niedawno ukazał się w Polsce, to tylko inspiracja do tego, czym chciałabym się z Wami podzielić. Co do filmu, to gorąco go polecam. Oprócz szerszego zrozumienia sytuacji tej działaczki pro-life, można dowiedzieć się więcej na temat aborcji, jej historii, zasięgu, procedur. Można zrozumieć także trudności, jakie napotykają ci, którzy walczą z nią, można zdać sobie sprawę, jak wygląda podejście do życia i aborcji w wielu krajach, tuż za naszą granicą także. A mentalnie? A mentalne także coraz częściej i u nas. Film zawiera też drastyczne zdjęcia aborcji. Zbyt drastyczne? To częste pytanie do dyskusji – czy warto/powinno się/można pokazywać zdjęcia abortowanych dzieci. To boli, to usprawiedliwia płacz, to wzbudza też bezradność, a może niektórym to nawet wystarczy, by zrozumieć czym jest aborcja i o co w niej chodzi. Czym jest usuwanie płodu, czym jest zabijanie niewinnego człowieka. Po obejrzeniu filmu pobiegłam do śpiącego Irusia. Patrzyłam jak spokojnie śpi w swojej pozycji a'la Superman (Mariusz mówi, że wystarczyłoby mu tylko pelerynkę doczepić). Jeszcze niedawno był taaaki malutki. Jeszcze rok temu był pod moim sercem, choć nie mogę uwierzyć, że to był ten sam on. Jeszcze rok temu kanadyjskie prawo nie wzięłoby go w obronę.

Tylko... czy ten temat nas naprawdę dotyka? Czy nas w ogóle dotyczy? Czy nie wydaje się zupełnie abstrakcyjny, daleki naszej codzienności? Jako nastolatka napisałam dwa opowiadania konkursowe o tematyce pro-life. O rozmowie dziecka nienarodzonego z aniołem w Niebie i o sytuacji dwóch kobiet - dzisiejszej nastolatki i Maryi. Czułam to mocno, ale znałam tylko z filmów, z tej rzeczywistości poza mną. Dziś temat aborcji powraca do mnie coraz częściej, coraz bardziej. Dla mnie, a myślę, że i dla wielu Polaków, zwłaszcza będących blisko Kościoła i wartości życia, to temat, który wydaje się zupełnie marginalny. Idąc przez miasto nie mijam klinik aborcyjnych, kiedy dowiaduję się o ciąży, ginekolog nie proponuje mi aborcji, wśród moich przyjaciół nawet nie rozważamy takich rozwiązań (ale już np. na kursie zdarzyło nam się dyskutować o tym z narzeczonymi, pamiętam szczególnie jedną dziewczynę, która przekonywała, że jako rodzic zepsułabym życie nastoletniej córce, nie pozwalając jej na aborcję). Ale to nie znaczy, że nie istnieje podziemie. Jak mówią, dla chcącego nic trudnego. To nie znaczy też, że zgodnie z prawem nie dokonuje się aborcji eugenicznej na ludziach, którzy są niepożądani (także dla społeczeństwa). To znaczy, że wcale nie możemy spać spokojnie. Nasze ostatnie ankiety na kursach przedmałżeńskich pokazały, że coraz więcej osób (dodajmy: narzeczonych chcących zawrzeć ślub katolicki) nie zgadza się z nauczaniem Kościoła na temat aborcji.

A mnie dźwięczą w uszach słowa św. Pawła „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście.” (1 Kor 3, 16-17)

Myślę, pytam siebie, szukam w sobie odpowiedzi.

Czy jestem gotowa stanąć pod kliniką aborcyjną jak Mary?

Czy jestem gotowa walczyć o każde życie?

Czy jestem gotowa wbrew poprawności i haseł tolerancji głośno powiedzieć „jestem za życiem”?

I „jestem przeciwko prawu kobiety do zabijania własnego dziecka”,  „jestem przeciwko aborcji”? I to nie w gronie osób, które myślą podobnie, które czują tak jak ja, ale wśród tych, którzy wykluczą mnie ze swojego środowiska, wyłączą mikrofon, zabiorą głos, obrzucą obelgami.

Mistrzynią spojrzenia na życie i godność człowieka była bł. Matka Teresa z Kalkuty. Po ludzku nie matka, ale tak naprawdę Matka, od której my mamy możemy się uczyć. „Zaczynajmy od pełnego miłości pokochania małego dziecka już w łonie matki. Jak już wielokrotnie mówiłam w wielu miejscach, tym, co najbardziej niszczy pokój we współczesnym świecie, jest aborcja - ponieważ jeżeli matka może zabić swoje własne dziecko, co może powstrzymać ciebie i mnie od zabijania się nawzajem? Najbezpieczniejszym miejscem na świecie powinno być łono matki, gdzie dziecko jest najsłabsze i najbardziej bezradne, w pełni zaufania całkowicie zdane na matkę.” 

Kiedy już zdajemy sobie sprawę z sytuacji, możemy rozpłakać się i stwierdzić, że absolutnie nic nie możemy zrobić, albo możemy zrobić to..., co możemy zrobić. Nie chcę być bezradna, jestem za tym drugim wyjściem. Nie chcę też tylko mówić nie zgadzam się, nie popieram, nie podoba mi się to, ale chcę zrobić coś, by afirmować życie, by naprawdę być pro life.   

Prawda

Poznając prawdę o kobiecie i naszym kobiecym powołaniu, a także poznając piękno naszego ciała i macierzyństwa, ugruntowujemy się w miłości do życia. A wtedy możemy ją przekazywać dalej. Wiedzę i radość z bycia kobietą. Także poznanie prawdy o antykoncepcji jest bardzo ważne. W filmie Nie o Mary Wagner podkreśla się, jak mocno antykoncepcja związana jest z aborcją. Była to zresztą jedna z obaw (jak się okazało słuszna) Pawła VI, gdy pisał encyklikę Humanae Vitae, gdzie określił stanowisko Kościoła w kwestii regulacji poczęć. Ponieważ antykoncepcja nigdy nie jest skuteczna w 100%, aborcja istnieje jako wyjście awaryjne, a ponieważ antykoncepcja tworzy już mentalność anty-life, aborcja jest dla wielu osób naturalną konsekwencją jej nieskuteczności.

Zaczynajmy od siebie. Kochajmy naszą kobiecość, kochajmy nasze ciała, kochajmy Życie!

Być przyjaciółką

Nie zawsze łatwo jest być przyjaciółką. Być blisko innych kobiet, towarzyszyć im w ich trudnościach. Może kiedyś staniemy w sytuacji, gdy nasza przyjaciółka, siostra, koleżanka, uczennica itd. będzie myślała o aborcji albo nawet te myśli się nie pojawią, ale dziecko stanie się w jej odczuciu wrogiem, który zniszczy jej świat i nie da jej żadnej przyszłości. Bądźmy tuż obok nich, nie omijamy tych trudnych pytań, rozmów. Szukajmy profesjonalnej pomocy, wsparcia, dobrej lektury. Poszerzajmy serca, poznawajmy świat kobiet. Nigdy nie wiemy jak bardzo może komuś utkwić w pamięci nasze jedno zdanie, nasza postawa. I nie wiemy, jak daleko może to zanieść dalej.

Wychowywać mężczyzn

Jesteśmy siostrami, matkami i przyjaciółkami dla naszych mężczyzn. To oni w wielu sytuacjach są winni, a niemal zawsze współwinni aborcji. Ale my możemy ich uczyć – miłości, szacunku do życia, czułości, wrażliwości na zło. A także odpowiedzialności i miłości. Już małych chłopców możemy zachwycać życiem, dziećmi, ich rozwojem. Ja zawsze z podziwem patrzę na moich siostrzeńców, którzy cieszą się z młodszych dzieci w rodzinie, którzy oglądają filmik z USG jak film akcji. O, rusza się! Widzę nogę! :-) Nie wierzę, by taki mężczyzna (czy kobieta), utwierdzany w zachwycie nad cudem życiem, kiedyś tam w przyszłości z przekonaniem mógł powiedzieć, że poczęte dziecko to nie człowiek. 

Modlitwa za Życie

Długą macie listę intencji modlitewnych? Ja tak. Podejrzewam, że Wy też. Oczywiście, zazwyczaj najbardziej naglące są te na tu i teraz albo te dotyczące naszego życia, naszej sytuacji, naszego problemu. Ważne jest to porządkowanie swojego życia i serca razem z Nim, w rozmowie z Nim, ale gdy zdaję sobie sprawę z ogromu zła, które dzieje się, czasem tuż obok, z obojętności prawa, z liczących na zyski organizacji aborcyjnych, z błogiej nieświadomości społeczeństwa, z naszej ludzkiej obojętności, z braku reakcji, z niezabrania głosu, to myślę sobie, że często nie mam wcale pilniejszych intencji. Ja poczekam. Tym dzieciom nie dane jest dużo czasu. 

Dostałam niedawno wiadomość o rozpoczynającym się Różańcu w intencji życia. Równie piękną inicjatywą jest adopcja duchowa - ochrona jednego dziecka zagrożonego przez całą ciążę. Przecież to prawdziwe duchowe rodzenie! 

A Wy macie jakieś pomysły, refleksje? Co możemy jeszcze zrobić?

Jak możemy jeszcze bardziej kochać Życie?

Jak możemy budzić do Życia?

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

3 komentarzy

  • magda

    magda

    Link do komentarza sobota, 09, kwiecień 2016 07:08

    W mediach wiele mówi się o konsekwencjach tej ustawy, jakoby zabraniała usunięcia ciąż pozamacicznych i zaśniadowych, stwarzając tym samym sytuację, w której żadnych szans na życie nie ma ani dziecko, ani matka. Druga kwestia to postępowanie w przypadku poronień. Jestem podwójną mamą niestety drugie moje dziecko odeszło w 7 tygodniu ciąży, bardzo chciałbym się dowiedzieć dlaczego, a jeśli to była moja wina....? Czy powinnam trafić do więzienia?

    Co powinniśmy zrobić? Dać większą opiekę kobietom, które zmagają się z wynikami badań prenatalnych. Hospicja preinatalne są w powijakach, nie mówiąc już o wsparciu dla rodziców chorych dzieci po ich urodzeniu, o opiece nad dorosłymi niepełnosprawnymi, których rodzice odchodzą do Pana, którymi nikt nie chce się zająć....o ile łatwiej byłoby kobiecie urodzić dziecko np. z zespołem Downa, gdyby mogła liczyć na długofalowe wsparcie.

    Ja chcę przyjąć każde życie, które Bóg da nam jako rodzicom, bo ufam, że zapewni środki, by je zachować w dobrostanie. Czy jednak poronienie (określone, jako samoistne) też było wskazówką od Boga - to Życie z wami, na ziemi nie miałoby szans, lepiej będzie Mu u Mnie.....?

  • Kasia

    Kasia

    Link do komentarza piątek, 08, kwiecień 2016 16:04

    Ostatnio skomentowałam artykuł osób nie popierających nowej ustawy i bedacych za aborcja. Pisałam, że nie moge juz ich słuchać, i ze zycie zaczyna sie w momenci poczecia bo przeciez nic wiecej oprocz czasu juz nie potrzeba.... w kolejnych komentarzach napisano do mnie, tak okropne rzeczy...łącznie z zyczeniem, abym zostala zgwalcona i inne jeszcze gorsze....
    Kasiu w odp na Twoje pytania, nie wiem co mozna jeszcze zrobic, ale na pewno nie mozemy sie poddawac. Ciagle przypomina mi sie ks. Paweł z parafi Ducha, jak mówił ze Zło teraz nie łapie ludzi na wędke, ani nawet w sieć, Zlo po prostu wie ze nam rybom wystarczy tylko zmącić wode...Tak, uwazam ze zyjemy w swiecie w ktorym to co dobre nazywa sie zlem. Zabijanie dzieci nazywamy prawem matki, jej wyborem...dramat...Trzeba mowic zwlaszcza nam młodym i jeszcze młodszym jaka jest prawda,

  • marta

    marta

    Link do komentarza piątek, 08, kwiecień 2016 10:29

    Nie wiem:( sprawic, by nasze dzieci wyniosly te prawdy z domu. Bardzo trudno jest zmienic postawy zakorzenione az w dziecinstwie. Mnie przerazilo ostatnio kiedy zdałam sobie sprawe jak bardzo haslo aborcja, antykoncepcja, in vitro dzieli kobiety-młode, wyksztalcone(?), matki. W imie czego zwoluja sie pod sejmem z wieszakami....jak bardzo sa zmanipulowane. Nie masz wrazenia Kasiu, ze narzeczeni powszechnie neguja stanowisko Kosciola w kwestiach bioetycznych? Wielu juz mieszka ze soba, stosuje antykoncepcje, npr wyśmiewa, aborcje czy in vitro uwazaja za dobrodziejstwo medycyny. Rozwod tez dla ludzi. Chca miec slub w kosciele z cala oprawa, byle Boga do swojego zwiazku nie zapraszac. Miewam smutne watpliwosci, czy w wazny sposob zawieraja ten sakrament...Dzieci potem ochrzcic tez nie problem, obiecac katolickie wychowanie - oj tam...

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę