Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać (J 4, 15)

Randkowe refleksje i rocznicowe niespodzianki

Randkowe refleksje i rocznicowe niespodzianki www.redartstudio.pl

Nasza pierwsza randka ma dwie wersje. W pierwszej (jego) spóźniam się, w drugiej (mojej) jestem chwilę przed. W jednej to jest prawdziwa pierwsza randka, w drugiej to raczej spotkanie towarzysko-biznesowe, które trochę się wydłużyło. Ale i tak twierdzę, że pamięć kobiety jest niezwykła. Pamiętam dokładnie ten moment, kiedy tam idę, pamiętam Mariusza czekającego na mnie, pamiętam chłód i to, jak śliski był lód, kiedy prawie poślizgnęłam się prosto w jego ramiona, a przecież to nie był jeszcze ten czas. Te nasze pierwsze, ośnieżone, późne, zimowe, krakowskie randki były niezwykłe. Długie rozmowy, gdy jeszcze cisza była niezręczna, tematy ważne i wzniosłe, sprawy życia i wieczności i te błahostki, które dzieliliśmy. A to o powołaniu, przeznaczeniu, Trójcy Świętej, ekumenizmie, jabłkach ze Starego Kleparza, wyjściu do kina, kolokwiach z Pisma Świętego, wykładach z etnologii, samotnej pani ze stancji, współlokatorach. Zdaje się, że w pierwszym roku spotkań na każdą randkę ubierałam się trochę inaczej. Nie mam pojęcia jak to zrobiłam. Ale zakochanym nie mówi się, że coś jest niemożliwe. Bo przecież oni wiedzą, że nie jest. Udowadniają.

Za to małżonkowie, nawet ci bardzo zakochani, widzą to często inaczej. Znają liczne uwarunkowania, realia codzienności, częściej patrzą na zegarek, mają deadline’y i nie zawsze mają czas na randki, na wyjścia we dwoje, na rozmowy, na wspólną ciszę. Po ślubie zachwyciliśmy się byciem blisko, byciem razem, wspólnym dachem nad głową, jednym adresem, śniadaniami i kolacjami we dwoje w pidżamach. Ale w codzienność, która na początku wydaje się nieskończenie romantyczna, podstępnie może wkradać się rutyna. Dlatego stwierdziliśmy dość szybko, że potrzebujemy czasu szczególnego, tego randkowego, na który się czeka, na który trzeba się przygotować, a potem, gdy już nadchodzi -  nie patrzy się nerwowo na zegarek, nie robi listy zakupów na obiad, nie otwiera się drzwi listonoszowi i nie patrzy się jednym okiem na facebooka. Patrzy się za to na siebie.

Randkujemy raz lepiej, raz gorzej, wytrwalej lub leniwiej. A teraz, jako rodzice, inaczej i nawet ciekawiej. Bo bardziej cenimy czas, odmierzamy go dokładniej, sprawdzamy jego elastyczność. Randkujemy, by przypominać sobie, że po pierwsze jesteśmy mężem i żoną, a zaraz potem mamą i tatą, choć rozkład dnia mógłby przeczyć tej kolejności. Jest inaczej, zdecydowanie. Nie stoję już przed szafą tak długo jak kiedyś, ale wciąż chcę być dla niego najpiękniejsza. Odbieram więc z radością mężowskie komplementy, na które zazwyczaj pozornie nieskromnie odpowiadam Wiem. - Pięknie wyglądasz. Jesteś piękna. Ale mam cudną żonę. Ale on wie, że ja wiem, bo on mi powiedział, bo widzę to na jego twarzy. Nasze patrzenie w oczy też jest inne. (Kiedyś Mariusz nie nosił okularów, jak to podkreśla, dopiero po ślubie pojawiła się potrzeba, a ja widzę, że teraz jesteśmy jeszcze bardziej podobni.)  Teraz w tych źrenicach czytamy głębiej, niekiedy jest przez to też trudniej, tak dla jasności, bo im więcej widzisz, tym więcej musisz zrobić, tym bardziej musisz zrezygnować z siebie, tym mocniej musisz siebie oddać, i widzisz nie tylko to, co urzekające i miłe, ale i to, co boli.

To już nie są te pierwsze randki onieśmielenia, trzepotania rzęsami i odwracania wzroku, dobierania słów nader stosownie i ostrożnie, i badania poczucia humoru. Lubię wspominać to, jak byliśmy wtedy delikatni, jak otwierała się przed nami droga. I dziękuję za to, że mam takie wspomnienia. I wiem Komu mogę za to dziękować. Tak, czasem tęsknię. Ale miłość teraz jest inna, starsza, ona dorasta jak dziecko. Szybko, z jednej strony naturalnie, z drugiej strony dzięki pomocy i wychowaniu. Nie będzie zawsze słodko śpiącym noworodkiem albo pełzającym półroczniakiem bez zębów, choć nimi też będzie. Jest dziś już trochę starsza i równie piękna, może piękniejsza. A z nią i jej randkowe pielęgnowanie. Teraz z tą miłością można już porozmawiać, choć czasem przypomina to dialog z przedszkolakiem.

A my już niebawem (w drugiej połowie sierpnia) ruszymy z akcją zachęcającą i inspirującą do randkowania! :-)

 

* * *

25 lipca od kilku lat zazwyczaj był trochę deszczowy, zwłaszcza przed południem. Pamiętam ten z 2009 r., kiedy z lekkim przerażeniem patrzyłam na pogodę za oknem. Uprzejma pani fryzjerka użyła sporo lakieru do włosów, żeby fryzura panny młodej wytrwała jak najdłużej. W tym roku Mariusz też spoglądał w niebo trochę błagalnie. Zdradził mi wcześniej, że czeka nas sesja fotograficzna. Moja wymarzona sesja tylko we dwoje! Wiedziałam, że podjedziemy do pobliskiego pięknego parku, ale nie wiedziałam, że pogoda była ważna jeszcze z innego powodu. Otóż mój mąż wsłuchał się w moje powtarzane przez lata zachwyty i marzenia (o tak - trzeba o swoich marzeniach mówić głośno i często, wtedy są większe szanse, że się kiedyś spełnią!). Mój u-śmiech był naprawdę wielki, gdy na parkingu otworzył mi drzwi nie naszego prawie pełnoletniego autka z przyrdzewiałym błotnikiem, ale pięknego kabrioletu! Tak, marzyła mi się przejażdżka samochodem bez dachu, z wiatrem we włosach i na policzkach, i z tym Jedynym u boku. Nie mam pojęcia czemu, ale - udało się!

Poczułam się prawie jak księżniczka, jak ktoś, komu daje się gwiazdkę z nieba, jak obdarowana niespodzianką, której naprawdę nie przeczuwasz, jak panna młoda, jak gwiazda Hollywood. Więc postuluję - Panowie, spełniajcie czasem nasze marzenia! Kochane Panie - mówcie półszeptem, ale często o nich, by usłyszeli. Kochani małżonkowie - zróbcie sobie sesję małżeńską! 

A my dziękujemy Przemkowi z Red Art Studio za uwiecznienie naszego szczęścia!

Katarzyna Marcinkowska

- z wykształcenia filozof (MISH UJ). Szczęśliwa żona Mariusza, mama Irusia i Stefanka. Zafascynowana teologią ciała, filozofią dialogu, nowym feminizmem oraz macierzyństwem w jego wszystkich wymiarach. Szuka wciąż nowych możliwości łączenia teorii z praktyką. Autorka Kalendarza Kobiety 2014, 2015 i 2016 oraz projektu Między Niewiastami. Prowadzi warsztaty, konferencje i spotkania dla kobiet. Wraz z mężem prowadzi konferencje i warsztaty na temat miłości oraz różnic płciowych oraz kurs przedmałżeński „Przepis na Miłość!”. Wierzy w miłość na całe życie, w piękno i prawdę, w „geniusz kobiety” oraz w to, że „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”.

2 komentarzy

  • Carol

    Carol

    Link do komentarza wtorek, 28, marzec 2017 19:19

    Niezły artykuł, daje do myślenia !

  • Stasina

    Stasina

    Link do komentarza wtorek, 09, sierpień 2016 08:31

    Piękna para, aż miło popatrzeć. Czy oni nie poznali się na tym portalu? Albo są tak podobni tutaj

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę